U nas prawdziwa zima. Napadało śniegu i jest duży mróz. Nawet pies nie chce wybiegać na dłużej tylko załatwia swoje sprawy i dobija się do drzwi. Piec pracuje prawie cały czas, w domu jest ciepło. Miałam napisać, że nie myślę o rachunku za gaz ale to nieprawda, myślę. No trudno, lepiej wydać na gaz niż na leki. Dość się już w życiu namarzłam.
Boje się wychodzić na pole, nie chcę się połamać. To by dopiero było, ktoś by musiał coś za mnie i dla mnie robić. Ta myśl na razie jest nie do zniesienia. Umiem oczywiście prosić i być wdzięczną ale mam nadzieję, że jeszcze długo nie będę musiała korzystać z pomocy. Niektórym przychodzi to z łatwością i patrząc obiektywnie to nadużywają okazji. Wiek, choroba, a może wygoda i lenistwo?
Na razie mam się całkiem dobrze, wybrałam taki sposób leczenia i to jest mój wybór.
Początek roku jest planowaniem. Przeważnie nic z tych planów nie wychodzi ale i tak to lubię. Kupię nasiona i posieję nowe kwiaty. Ogórki kiszone trzeba zjadać bo wyszły bardzo dobre ale zrobiłam ich za dużo. Trzeba położyć w kuchni panele bo strasznie ciągnie od płytek, i pomalować ściany w całym domu. Ale jak to zrobić, musiałabym wynieść się z domu na jakieś dwa tygodnie. Wczasy, skoro nie mogę pojechać do sanatorium to może choć na wczasy! W Nałęczowie albo w Świnoujściu. Na tydzień, nie dłużej. W maju, bo kiedy.
A może wykupić w wakacje pokój w akademiku i siedzieć tam na czas remontu, ludzie tak robią.
Na razie mam się dobrze. Brakuje mi życia towarzyskiego ale dobrze wiem jak się kończy aktywność. Szybko, tak jakbym miała starą baterię - niby się odpali ale zaraz się wyczerpuje i przestaję działać.
Przenoszę więc życie towarzyskie w wirtualny świat. Czytam i podglądam. Mało piszę. Albo piszę i kasuję bo nie widzę sensu ani potrzeby.
Co u Ciebie, jak się masz, czy z początkiem roku coś się zmieniło, czy masz plany na wakacje? Pisz, niecierpliwie czekam. Klarka