Nie bardzo lubię zakupy we dwoje. Generalnie nie bardzo lubię robić jakiekolwiek zaopatrzenie, dlatego chodzę w jednych butach kilka lat a meble i sprzęt wymieniam jak się zepsują na amen. Zakupy przez internet owszem, robię, i ma to sens, na przykład w rossmanie - sklep jest niedaleko więc kupuję w aplikacji wszystko czego potrzebuję i odbieram w sklepie.
Mąż handel uwielbia i łaziłby po sklepach od rana do wieczora. Przystaje przy półkach, ogląda, bierze do ręki, odkłada, a ja stoję w przejściu z wózkiem i czekam. Cierpliwie albo nie. Kupuje trzy opakowania makaronu bo jest promocja albo worki do odkurzacza, którego nie mamy od wielu lat. Napala się na czarne kabiny prysznicowe i już by wyrzucał starą, poczciwą wannę. A ja tak stoję z tym wózkiem bo przyjechaliśmy po wrzosy i szukam taniego pobytu w Rabce bo skoro on będzie robił remont łazienki to ja muszę uciekać z domu. Na szczęście na wrzosach się skończyło.
Ale jeść trzeba więc żeby się nie kłócić (nie taka mąka, nie te ogórki, co ja zrobię z tego mięsa, co z tego że było na promocji) to raz w tygodniu jedziemy do większego sklepu. Mój guz jest stabilny więc ogarniam życie i nawet, jak dawniej, rozglądam się wokół nie tylko "ser, coś dla psa, te małe grahamki, nawilżany papier i nie bierz tu pomidorów bo są jak korpiele".
Przed południem sklepy są pełne takich ludzi jak my. Starsze pary, podobne do siebie. Często mają podobne sylwetki, bo przecież wspólny stół. Jedno wybiera produkty, drugie czeka przy wózku. Czasem na siebie syczą. Ona ma często smutną twarz a on nosi na twarzy złość. Ona farbuje włosy, on siwy. W wózku jedzenie dla ludzi i zwierząt. Na parkingu starszy samochód.
Czy te związki naprawdę są zgodne i szczęśliwe tak jak obiecywali 30, 40, 50 lat temu? Jesień ma być krótka tego roku, a potem długa, mroźna zima.
Przesyłam pozdrowienia. Klarka.