poniedziałek, 6 lipca 2020

monitoring

Od dawna jestem przyzwyczajona do wszechobecnych kamer w pracy, w sklepach, w przestrzeni publicznej.
Zapominam. Są to są, nic nielegalnego nie robię. Czasem w pracy kończymy plotki "wejdź do środka bo stoimy pod kamerą" ale generalnie nie ma powodu przejmować się podglądem. Przeciwnie, w trudnych sprawach monitoring kilka razy już pomógł.
Raz, parę lat temu, kurier przyniósł mi sukienkę i nie wytrzymałam żeby nie przymierzyć a jedyne duże lustro było w pokoju nauczycielskim i wtedy przypomniałam sobie o kamerze jak już było po przymiarce. I byłam na siebie zła.

W tym domu wczasowym monitoringu nie ma ani w obiekcie, ani na zewnątrz, na rozległej posesji. Absurdalne jest to, że tu właśnie rozglądam się za kamerami. Przy rozkładaniu koca na trawniku. Żeby nie leżeć centralnie pod kamerą. Albo  w korytarzu, gdy poprawiam sobie pasek od stanika, najpierw patrzę na sufit a potem wkładam rękę pod bluzkę.
W holu, gdy dezynfekuję ręce. W windzie. Gdy wrzucam plastik do pojemnika.

I nie wiem dlaczego się tak dzieje.


sobota, 4 lipca 2020

Zwiedzamy, zwiedzamy!



Kraj pokazany w dwanaście minut. Od Warszawy, bo stolica. Potem kolejne miasta.
Wiecie co, zawsze bałam się takich reklam, bo zazwyczaj pokazywano w nich płaczące wierzby, skanseny, kościoły, czasem Kraków ale tylko Wawel. Do tego przygrywała góralska kapela.
Tak jakby w Polsce nic się nie zmieniało, nie było nowoczesnych budynków (kocham) ruchliwych ulic, współczesnego krajobrazu. Tylko skansen i skansen. Czasem kupa kamieni przy której się wszyscy zatrzymują z podziwem bo ma tysiąc lat.
Ten film jest inny. Pokazuje Polskę, do której bym pojechała gdybym tu nie mieszkała.
Przy okazji dajcie znać czy w filmie było Wasze miasto.


piątek, 3 lipca 2020

dzień dobry!

Tak sobie w środę leżałam na trawniczku przy basenie,  wysmarowana kremem z filtrem 30 oparzeń się się nie bałam choć wiedziałam, że nie we wszystkie miejsca na plecach sięgnę. Zastanawiałam się długo jak się smarować, nawet rozważałam kupno klapki na muchy ale pomysł porzuciłam. ostatecznie ile dosięgłam tyle było pokryte kremem, co teraz widać.

Wczoraj po porannej gimnastyce (ale nam daje dziewczyna wycisk, a to piłka, a to gumy do rozciągania, a dziś siłownia AAA) miałam kąpiel solankową. I tak mnie te plecy trochę piekły ale przecież zabiegu nie opuszczę. AAAAAAA! Dolałam zimnej wody i wytrwałam ale to nie koniec. Bo wczoraj po obiedzie niebo się pięknie rozchmurzyło i co mądra Klareczka zrobiła? Wio na basen!
O dziewiętnastej miałam ostatni zabieg i pomaszerowałam na niego z pantenolem, bo jednak potrzebowałam aby ktoś te plecy mi posmarował. Pani mi przy okazji przeniosła dzisiejszą kąpiel solankową na inny dzień.
Mamy prawie jak nad morzem (nie myślcie że ja jedna taka mądra)  - skóra spalona na słońcu i moczona w solance.
Może poproszę ratownika o smarowanie pleców. Ale szanse niewielkie. Jest bardzo srogi.

czwartek, 2 lipca 2020

najlepszy dzień

Miałam już nie pisać o jedzeniu ale wczoraj na obiad były szpinakowe kopytka z pysznym gulaszem a pani kelnerka chodziła i zapisywała - kto chce w piątek na kolację pierogi z truskawkami a kto chce z serem.
Wczoraj było też otwarcie basenu.  Nad bezpieczeństwem czuwa ratownik przystojny jak ratownik. Basen położony jest od południa na dużym trawiastym terenie, można rozłożyć koc, opalać się, czytać i od czasu do czasu iść popływać. Tak właśnie robiłam cały dzień i dlatego mimo emulsji z filtrem 30 jestem z tyłu czerwona. Są miejsca na plecach gdzie nie sięgnę.  Nie umiem się przełamać aby poprosić kogoś o posmarowanie. Tak, są ludzie którzy mają z tym kłopot i ja do nich należę.
Ale nic mnie wieczorem nie piekło więc nie jest tragicznie.

Byłam wczoraj na dole pamiętając, że za torami są dobre lody. Potwierdzam.

Tempo  kuracjuszki mam już prawie opanowane.