środa, 17 czerwca 2026

pod jaśminami

 

Przy fontannie ze słoniami należy iść prosto w górę, uliczka prowadzi do parku choć w zasadzie tu już jest park. To jest pierwsza knajpka po lewej stronie. Nie pamiętam jak się nazywa. Obok niej stoją dwie ławki prawie całkiem zarośnięte jaśminem, który właśnie kwitnie. Knajpka mogłaby się nazywać Jaśminowa, ale tylko dla szczególnych osób. Na zewnątrz wystawiona jest tablica z zabawnym napisem – kawa 5 zł. Jeszcze jest coś napisane o ciastkach ale unikam wzrokiem takich informacji. Porzuciłam słodycze kilka tygodni temu. Łatwo nie było ale ja już tyle przyjemnych rzeczy w życiu musiałam porzucić. Nie wszystkie były legalne, to jasne. Niebo nad Rabką było w tym dniu niezrównoważone emocjonalnie. Raz jaśniało błękitem a za chwilę zaciągało się czarnymi jak mój charakter chmurami.

Właśnie lunęło i dlatego weszłam do tej knajpki.

Południe. Dziady kalwaryjskie jeszcze na zabiegach albo drzemią czekając na obiad. Nie wiem czy muszę pisać dlaczego tak brzydko nazywam niektórych mężczyzn. Zagadką dla mnie jest styl życia i bycia emerytów w sanatorium. Jedni pozbawieni matkowania żony snują się zapominając o myciu i zmianie bielizny, inni mając za dużo czasu a żonę daleko wyobrażają sobie, że są królami życia i podrywają kelnerki, rehabilitantki i co ładniejsze pokojowe. Jest jeszcze jedna kategoria – przyjeżdżają się rehabilitować, zawzięcie ćwiczą i w pokoju przebywają jak najmniej.

O paniach pisałam już nieraz, i to surowo, a odkąd zgrubłam i zbrzydłam to się zaliczam do niewidzialnej kategorii. Ale hola hola, ja nie jestem teraz w sanatorium, ja jestem w hotelu! Nikt mnie na zabiegi nie pogania, nikt mi zupy w wazie pod nos nie podstawia. Robię co mi się żywnie podoba, czyli przeważnie nic. Od trzech dni nikt nie sprzątał mojego pokoju to może się za sprzątanie wezmę.

Knajpka przytulna. Wchodzisz a tam fotele, bar, a za barem śliczna dziewczyna, za nią półki pełne płynów czyniących świat łagodniejszym.

Ach, przypomniała mi się pewna randka w piwnicy. Nie żebym zapraszała kogoś do noszenia węgla albo sprzątania półek na przetwory, nie o to chodzi. W krakowskich kamienicach kryją się w podziemiach kawiarnie, puby, knajpy, lokale, mordownie i kawiarenki, na na na kawiarenki..

Uspokój się Klarka. A właśnie że nie, to nie ja, to gópigus.

To było dość dawno i nie wiem zupełnie skąd te skojarzenia. Pewnie nastrojowe światło, pewnie tak. Wchodzisz w samo południe do pomieszczenia a tam półmrok, plumkanie muzyki, inny świat. Ale wtedy było inaczej! Wtedy byłam umówiona z człowiekiem którego nigdy w życiu nie widziałam na oczy. Dlaczego w piwnicy? Nie byłam wtedy taka stara i gruba jak Barbakan ale od tego człowieka byłam znacznie starsza. Napisał mi, że ma 25 lat. A w piwnicy wiadomo, półmrok, świece, wiecie jak świece dodają łagodności rysom.

Schody prowadziły w dół, robiło się coraz chłodniej. Miałam na sobie cienki sweterek. Od tamtej pory zawsze pilnowałam, aby pod taki typ ubrania wkładać kryjący biustonosz. Ale przecież był półmrok. Usiadłam przy stoliku i patrzyłam na surowe mury pomieszczenia, drewniane stemple i bar. Nie czekałam długo. Przyszedł. Niósł jedną różę. Miał długie, ciemne, kręcone włosy, ciemną cerę i olśniewający uśmiech.  Ubrany był w ramoneskę i dżinsy.

Na pewno nie miał 25 lat. Mój syn miał 25 lat więc wiedziałam jak wyglądają faceci w tym wieku. To nie był facet, raczej chłopiec.

Zamówił piwo, więc nie był nieletni.

Siedzieliśmy w tej piwnicy ze dwie godziny rozmawiając o wszystkim i należało podjąć decyzję – wychodzimy stąd i żegnamy się czy zmieniamy miejscówkę.  Wyszliśmy na zalaną słońcem ulicę i poszliśmy w kierunku Plant. Pięćdziesiąt metrów albo mniej, tam jest przystanek, z którego odjeżdżał mój tramwaj. Ósemka nadjechała prawie natychmiast, powiedzieliśmy sobie do zobaczenia, do następnego razu, miło cię było poznać, jesteś autentyczna, nie ściemniasz. To się rzadko zdarza. Tak, wiem.

Ta znajomość przetrwała do dziś. Poznałam też jego chłopaka, jest tak samo sympatyczny i zabawny.  

Ale miało być o knajpce pod jaśminami. To jutro albo kiedyś. 

wtorek, 16 czerwca 2026

długi dzień a sił mało

 


Nie wiem jeszcze czy polecać ten hotel czy przeciwnie, na razie porównuję. Dotychczas jeździłam do sanatorium ale zasady panujące w hotelach z grubsza znam. Tu jest trzy gwiazdki. Ja czwarta.  W sanatorium zawsze było dużo personelu, wszystkiego pilnowali, głównie żeby nie ruszać i nie zepsuć. Na posiłki należało przychodzić na konkretną godzinę bo pięć po już nie było co do gęby włożyć stołówka pracowała na zmiany.

No i co. Ja jestem trochę wycofana z powodu gópiguza a trochę zacofana z powodu nieśmiałości i wychowania „nie rusz bo zepsujesz”. W sanatorium były rehabilitantki, włączały urządzenia, pilnowały, sprawdzały, czasem poganiały i pokazywały, kto rządzi.  A tu traktuje się ludzi jak dorosłych, czyli – tam są ręczniki, tu jest sauna, tam jakuzzi, tu przyrządy do ćwiczeń itd. I na tym koniec. Właściwie do końca daleko.

Poszłam ja wczoraj do tej piwnicy do jakuzzi. Długo rozważałam, czy iść w szlafroku czy tam się przebierać. Poszłam w szlafroku. Pora obiadowa, musiałam przeparadować koło restauracji, super. Ręcznik wzięłam, prysznic wzięłam, tzn nie że urwałam i wzięłam, umyłam się.  Wlazłam do wody. I teraz tak – jak się to włącza? Ponaciskałam wszystko co się dało oprócz podświetlania, tyle się domyślałam. Wybór był prosty – naciskać albo wyłazić z wody i iść do recepcji spytać jak to działa. Pora obiadowa, przypominam. Wszystko ruszyło super. Mój ukochany relaks. Potem jeszcze tylko wrócić w tym szlafroku i klapkach na drugie piętro. W biały dzień, pora obiadowa, restauracja ogólnodostępna. Żebym to jeszcze była zgrabna i powabna albo coś. No trudno. Mówiłam że raz się żyje a potem się straszy. Myliłam się, można straszyć za życia.

 Przed wieczorkiem pomyślałam sobie, że pójdę na masujący fotel. Stoi przy wejściu do SPA, nic tylko siadać i korzystać. To siadłam. Nie miałam okularów więc nie widziałam ustawień na pilocie. No ale każdy pilot ma taki sam start to nie ma się co stresować. Cyk. Zobaczyłam też strzałki i pomyślałam, że tymi strzałkami reguluje się intensywność masażu. Myliłam się. To było ustawienie fotela. Wywaliłam się jak długa i leżałam taka nieporajdana aż wróciłam tymi strzałkami do pozycji siedzącej a potem to już było normalnie. Jakby mnie kto kijem tłukł po plecach.

O innych przyjemnościach napiszę wkrótce.

sobota, 13 czerwca 2026

znów o tej Mikulinie

 Dowcip stary, ale mnie zawsze śmieszy. 



Mój chłop ma za nic napominania i kiedy tylko wychodzi poza teren wsi, radośnie puszcza Mikulinę na łąki a ta hasa hyc hyc jak kangur. Zanim podniesiecie alarm, że ucieknie, zagryzie zające, ptaki i co mniejsze dziki   to proszę, darujcie sobie, mojemu chłopu i tak nie da się nic powiedzieć bo on jest z Podlasia. Więc wszystko wie najlepiej. 

A teraz Mikulina zachowuje się jak wartownik a ja się czuję jak więzień. Z kotami było inaczej - kot na widok walizki kładł się do walizki i to był znak, że rozumie, mogę sobie jechać gdzie chcę a on będzie czekać. Skoro go nie chcę zabrać mimo że się spakował. Wpakował? Sama nie wiem jak to nazwać. 

 Mikulina dotychczas nigdy nie doświadczyła rozstania ze mną, dwa lata nie ruszałam się z domu, tyle co na parę godzin i z powrotem.  Teraz zamierzam wyjechać na parę dni ale pytanie - skąd ona wie o moim wyjeździe? Słyszy i rozumie? Zamieszania nie ma bo i wyjazd niedaleki. Ale Mikusia nie odstępuje mnie na krok, aż stało się to męczące bo trzeci dzień bezustannie potykam się o psa. Mam taki fotel przy biurku i ona wbija się między fotel i szafkę i siedzi przy mnie cały czas a kiedy wstaję, idzie za mną tam dokąd i ja idę. 

Ciekawa jestem co to będzie za powitanie. 



czwartek, 11 czerwca 2026

przemoknięte serca

 


Czuję się trochę opuszczona ale to pewnie z powodu pogrzebu, kiedy kolejny raz uświadomiłam sobie, jaki to dotkliwy ból, gdy ktoś odchodzi na zawsze. Ksiądz mówił, że najważniejsza jest miłość, i życzył wszystkim, aby tej miłości nikomu nie brakło. Deszcz jak w oklepanym motywie powieści mieszał się ze łzami. Jeśli w zimny dzień w środku tygodnia przychodzi pożegnać kogoś tłum ludzi nie zważając na lejącą się z nieba wodę to jest to ważne.  Dość to przewrotne, ale na tej uroczystości doświadczyłam czegoś niezwykłego, poczułam się spokojniejsza. Warto oczywiście żyć, ale jeśli przyjdzie mój czas, to nic wielkiego się nie stanie.  Życie się kończy, a miłość zostaje. 

środa, 10 czerwca 2026

dzień za dniem

 



Wkurzam się. I nie tylko na siebie. Kupiłam płytki na podłogę do kuchni a na drugi dzień dostałam maila, że płytek nie ma a pieniądze mi odeślą. Tylko nie napisali kiedy. Remont startuje za trzy dni. Róże na uspokojenie nerwów. 


piątek, 5 czerwca 2026

wiem, że jesteś tam

 

Tego numeru nie miałam w książce. Wyświetliła mi się wiadomość z niewiarygodną, tragiczną treścią i  pomyślałam, że ktoś się pomylił ale trzeba to  sprawdzić. W ten sposób o kilka minut odsunął się ten moment, gdy na gardle zaciska się obręcz i nie można złapać oddechu, wraca dopiero wraz z niepohamowanym płaczem.

Najpierw miałyśmy dla siebie dużo czasu. Dom przy domu, ten sam autobus, ta sama droga do pracy. Radosna, uczynna, pracowita dziewczyna lubiła spędzać czas w moim domu a ja szybko przykleiłam się do jej rodziny. Nikogo tu nie znałam i nie było mi lekko. Poznawałam tutejszą społeczność prze jej pryzmat. Zmiana pracy dotknęła nas obie, ale co z tego, nie my jedne. Stałyśmy potem ramię w ramię na Kleparzu – wypisz-wymaluj – przekupki. Więcej gadania jak handlu.

Miałyśmy tyle tajemnic. Tyle wieczorów pełnych śmiechu, tyle zmartwień i pocieszeń. Nawet ciuchy sobie pożyczałyśmy. Tańczyłam na jej weselu do rana, do białego rana, a rano wracałam do domu niosąc w rękach szpilki i śpiewając na cały głos „Przeżyj to sam”.

A potem poszłyśmy obydwie do szkoły aż na trzy lata. Lata radości, śmiechu, powrotu młodości. Miałyśmy najlepsze oceny, a jakże! Cudowny czas. Byłyśmy nierozłączne jak dziewczynki z podstawówki, ludzie mylili nasze imiona. Jadąc na obronę dyplomu przeżyłyśmy czołowe zderzenie, obsypane szkłem martwiłyśmy się nie o życie i zdrowie tylko o ten nieszczęsny egzamin.

Zawsze była po mojej stronie. Wiecie jakie to jest cudowne mieć kogoś takiego? Zawsze wiedziałam, że gdy będę w potrzebie, mogę prosić o wsparcie, zawsze. To nie miało znaczenia, że nasze drogi w końcu się rozeszły bo świat się o nas upominał. Wiedziałam, że jest i nic się między nami nie zmieniło.

Pewnego razu doznałyśmy krzywdy od jednej wiedźmy.  Dlaczego ktoś krzywdzi  dobrą, pracowitą, uczciwą dziewczynę? Bo może. Bo jest dobra, pracowita i uczciwa.

Upłynęły kolejne lata i nawet odważyłam się myśleć, że może znów obydwie będziemy mieć czas na plotki, śmiechy, radości i smutki.

A teraz umarła. Nie miałam w życiu wielu przyjaciółek. Nie miałam w życiu wielu osób, które zawsze były po mojej stronie.  Tak się czuję jakby mi znów siostra umarła. Siostro moja, Asiu kochana tam w niebie zaopiekuj się  Agatką.

Wiem, że jesteś tam, i wiem, że już nie mogę do Ciebie zadzwonić. A kiedy mogłam, to nie dzwoniłam.

 

sobota, 30 maja 2026

zagadka dziurawej sukienki

 Ta wiosna wcale nie jest za ciepła ale ja jestem wielką miłośniczką sukienek i kiedy tylko się da, noszę je na każdą okazję. Ale w tym roku coś się z nimi dzieje. Co prasuję to po prawej stronie na wysokości biodra dziura. A ja szyć nie umiem, nie lubię i nie chcę, więc rzecz do wyrzucenia. Moje sukienki są z bawełny albo z wiskozy, niektóre lniane, takie codzienne i proste. Zawsze mam ukochaną czerwoną, to mój letni ulubiony kolor. Miałam taką jedną lnianą w pracy, nosiłam do zdarcia, była od prania cienka jak papierek.  Ale skąd teraz  dziury?! 

Czy już nie wiem co robię i szarpię w tym miejscu, czy o coś zahaczam? Tak się zastanawiam któryś dzień aż nagle zrozumiałam. Mikulina staje na dwóch łapach i opiera się przednimi dokładnie w tym miejscu. 

środa, 27 maja 2026

jeśli chcesz mieć kwiaty to idź z sekatorem do ogrodu

 

Aleś wymyśliła, kolejna mądrość gópiguza. 

Śmieję się, że mam cięte kwiaty przez cały sezon bo sobie sama ścinam w ogrodzie co chcę. Przyznaję - teraz zapach jest wspaniały bo kwitną i kaliny, i ostatni bez, i co ja tu będę pisać - wszystko kwitnie. Pomysł obsadzenia śmietnika różami uważam za absolutnie doskonały. Zresztą róże można sadzić wszędzie, tylko nie wszędzie urosną. 

Usiłuję się odchudzać ale idzie mi strasznie opornie. Gópigus, tarczyca, sterydy, antydepresanty, zmiana trybu życia! I tak uważam, że jestem dzielna. Ubywa mi pół kg na tydzień. Mam motywację, chcę, aby Hania miała babcię tak długo jak się da. No i żal mi porzucać blog i fp ;)))). 

Podobno  szczupli i sprawni żyją dłużej. A jak tam jest naprawdę to nie wiadomo. 

piątek, 22 maja 2026

lataj dziecko wysoko!

 Orły latają wysoko, barany chodzą stadami. 

Moja wnuczka mieszka w innej niż ja miejscowości ale rano przyjeżdża do nas bo woli babcię niż świetlicę. Koło jedenastej  Hania jedzie do szkoły autobusem. Już kilka razy prosiła mnie, żeby jej nie odprowadzać na przystanek ale ja się nie zgodziłam. Ulica jest ruchliwa a trzeba przejść przez nią dwa razy, do przystanku jest zaledwie sto metrów i widać go z okna, ale co z tego. Bałam się. 

Druga klasa, dziecko małe, plecak wielki, droga ruchliwa, auto za autem auto za autem. Tak się nakręcałam zamiast realnie ocenić sytuację. Dziecko rozsądne, zdrowe, sprawne i wysportowane, rodzice nigdy nie wykazywali się nadopiekuńczością, przeciwnie - zachęcali od początku do samodzielności. 

Chcesz iść, idź. Oczywiście, dasz radę, bardzo się cieszę że jesteś samodzielna. Tak powiedziałam a w sercu wiecie, niepokój. Ale z drugiej strony naprawdę tak pomyślałam - trzeba jej pozwalać na coraz więcej, co z tego, że kocham babciować. Hania sprząta za sobą, dba o swoje rzeczy i pilnuje swoich spraw bo tak jest wychowana, nie mogę tego psuć. 

Śmiało możecie pisać, jak wyglądały Wasze wędrówki do szkoły. Moja opisana tu na blogu i w książce.