środa, 21 lutego 2024

doskonała lektura

 Lekcje Chemii Bonnie Garmus

Słuchając tej książki (oczy mnie jeszcze trochę bolą i wolę słuchać) zastanawiałam się, komu ją polecić, ale zaraz potem uświadomiłam sobie absurd – dziewczyny, które mam na myśli na pewno już tę książkę czytały, bo to nie nowość.  

W świecie przemocowych mężczyzn w połowie lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku życie zawodowe kobiet nie było usłane różami. Choćby kobieta była inteligentna, wykształcona i pracowita, to i tak było jej trudniej osiągnąć to samo co osiągali mężczyźni. Klarka co ty piszesz, jakby współcześnie było inaczej. Spychane do ról sekretarek, pomijane w awansie, jeśli chciały pracować, musiały godzić się z drastyczną różnicą w wynagrodzeniu, zawłaszczeniem osiągnięć i molestowaniem.  

Elizabeth Zott, niezwykle zdolna naukowczyni, doznała w pracy najgorszych upokorzeń. Asertywna, atrakcyjna fizycznie, prostolinijna i mądra kobieta nie miała szans na akceptację w zawodowym środowisku.  

Lubię książki napisane ładnym językiem, lubię ten rodzaj dowcipu, lubię identyfikować się z postaciami albo choć razem z nimi śmiać się, oburzać i płakać. Przecież czytając książkę nie trzeba panować nad emocjami.  

Nie ukrywam, że powieść Bonni Garmus jest mocno feministyczna, ale powiem tyle - to powinna być obowiązkowa lektura każdej z nas.  


czwartek, 15 lutego 2024

prosto od lekarza

 w telegraficznym skrócie

do sanatorium mogę jechać i to jest dobra wiadomość

z głową gorzej nie będzie choć poprawy nie należy się spodziewać 

i to też w sumie dobra wiadomość 



wtorek, 13 lutego 2024

a we wtorek refleksja

 Naprawdę jesteście kochani. Bo nikt mi nie napisze "weź się babo ogarnij i nie rób sobie zbytnio nadziei, masz nowotwór, są przepisy i nic na to nie poradzisz to raz a po drugie skoro łeb cię napieprza i ledwo łazisz to gdzie chcesz jechać, chyba do lekarza i z powrotem a nie bujać się po Muszynach". 

Czyli ten blog to jest dobre miejsce. 


poniedziałek, 12 lutego 2024

jeszcze czas

 

Kiedy moja nieżyjąca siostra przechodziła operację, nigdy nie mówiła o umieraniu. Bardzo dużo wtedy rozmawiałyśmy o wszystkim. Asia nie wspomniała ani razu o sukience do trumny, natomiast często mówiła o tym, co będzie nosić po wyzdrowieniu. Lubiła ładnie wyglądać i miała dobry gust, gadałyśmy o sukienkach, marynarkach, butach na niewielkim obcasie i dresach, i o spodniach z dziurami, jak tacie było przykro, że jego córka przyjechała w dziurawych spodniach!

Ale nigdy nie mówiła o sukience do trumny, nawet kiedy świadomie mówiła – umieram, uwierz mi.

Lubiła jeździć do sanatorów tak jak ja. Z zapałem ćwiczyła, chodziła na długie spacery i jeździła na wycieczki. Tak jak ja. Ja nie zabieram strojów na spotkania towarzyskie, zabieram wyłącznie sportowe wygodne rzeczy i tym się różniłyśmy.

Na ostatnim turnusie lekarz odesłał Asię do domu z powodu złego stanu zdrowia. Była smutna i rozczarowana ale i tak nie dopuszczała myśli, że jest źle.

Mam skierowanie do sanatorium a za parę dni spotkanie z onkologiem. Może mi pozwoli jechać, ostatecznie to lekarz decyduje co wolno a czego nie można. Bardzo bym chciała pojechać. Nie martwi mnie guz, nie martwią bóle głowy, czy to nie jest głupie? Nie myślę ani przez chwilę o sukience do trumny ale o dresie na wyjazd, o za ciasnych stanikach i spranych podkoszulkach. Pusta szafa!

Wszystko sobie kupię i pojadę. Tak postanowiłam.

środa, 7 lutego 2024

kto ma pilota ten ma władzę

 Przypomniała mi się historia z któregoś sanatorium, chyba z Wysowej. Mieszkałyśmy we cztery w jednym pokoju i wspólną rozsądną decyzją było nie płacić za telewizję. Nie zapłacone więc nie było oglądania w pokoju ale w holu był  ogólnodostępny telewizor i można tam było iść jeśli ktoś koniecznie chciał. 

Ja chciałam bo jednak zawsze staram się wiedzieć co się dzieje w świecie i oglądam wiadomości polsatowskie albo tvn. Ale w tym czasie na innym kanale była jakaś telenowela i jedna z kuracjuszek zawsze  okupowała fotel z pilotem w ręce i nie było mowy o zmianie kanału. Do tego zawzięcie się z każdym kłóciła o tego pilota i zmieniała kanały tam gdzie jej pasowało. 

Aż któregoś dnia zauważyłam, że nasz pokojowy nieczynny telewizor ma dokładnie taki sam pilot jak ten w holu. Poszłam, usiadłam z boku za fotelem tak aby pani zawzięta nie widziała co wyczyniam  i cyk, przełączyłam na Polsat. Pani zaskoczona oj oj co to się dzieje, i cyk na jedynkę. To ja na Polsat. To ona na jedynkę. To ja  wyłączyłam głos. Co to pani robi, oj, chyba się pilot zepsuł - powiedziałam słodkim głosikiem. Chyba trzeba iść do recepcji i zapłacić za baterie, kto najwięcej używa ten niech płaci - dodałam, wymyślając to na poczekaniu. O, jeszcze czego, ja im dam za baterie - oburzyła się kuracjuszka, odłożyła pilota i poszła zła jak diabli do swojego pokoju. Od tamtej pory pani już tak nie walczyła o pilota. 

Dobranoc.