czwartek, 5 lutego 2026

pytasz jak się czuję

 Stabilnie. Nie lubię tego słowa bo to jest takie zawieszenie. Pytacie jak się czuję więc napiszę, ale proszę, nie uznajcie tego za epatowanie chorobą, za użalanie się. Ludzie przeważnie nie chcą czytać o nękających kogoś dolegliwościach bo sami nie są od nich wolni to po co sobie dokładać. 

Myślałam, że jak poddam się tej nowoczesnej radioterapii to nowotwór zniknie, nie jak ręką odjął ale jakoś zostanie wypalony albo coś w tym rodzaju. Na moje usprawiedliwienie - kiedy dowiedziałam się, że mam guza mózgu, nie szukałam pomocy ani nie konsultowałam się u kilku specjalistów tylko od razu poszłam tam, gdzie mnie skierowali, po jednej ścieżce, z kartą dilo. To było szybko i w ciągu miesiąca miałam zrobioną maskę, dostałam sterydy i położyłam się na stole do radioterapii. 

W pierwszym roku guz trochę urósł ale potem zmniejszył się o dwa milimetry. Teraz jest stabilny i to jest właśnie to słówko. 

Poza tym w czasie mrozów, a w zasadzie to była darmowa próba natury "czy wytrzymasz na Syberii" przeszłam paskudny incydent z oddychaniem. Wyszłam na chwilę z domu i dosłownie po paru minutach poczułam się jakbym wchodziła wysoko po schodach - nie mogłam złapać tchu a serce waliło mi jak po biegu. Tak działa mróz - zwężają się naczynia krwionośne i serce musi pracować mocniej a ja mam problem z zastawką. No i tak. Ała. 

Mam się całkiem dobrze, wczoraj nawet robiłam faworki ale powiedziałam, że to ostatnie w moim życiu choć może zmienię zdanie, bo jednak niewiele rzeczy smakuje tak jak domowy chrust. Jedna miska na pięć osób to nie jest wielki grzech. Nie będę sobie odmawiać drobnych przyjemności bo życie nie jest za karę. 

Taka ballada, podoba mi się. KLIK

wtorek, 3 lutego 2026

a jak tam było naprawdę to nie wiadomo

 Lui nadaje się na kryminalistkę, kryminolożkę, czyli człowieka rozwiązującego zagadki. Pewnie nie ma takiego zawodu ale można stworzyć. We wczorajszym komentarzu napisała prawie wszystko jak to było z tymi zakupami na kredyt. 

Człowiek wyglądający jakby należał do pewnych kręgów (nie mówię tu o kręgach w zbożu) nie miał pieniędzy na chleb. Tak było w poprzednim odcinku. Trochę to było niepokojące dla kolejkowiczów, że nie przyszedł po "małpkę" lecz po pieczywo. Nie znali go. Nie znali go, bo sami stali w kolejce po "małpkę", byli bowiem pracownikami z okolicznych budów. Lokalsi przychodzą na zakupy znacznie później, natomiast pani emerytka jechała na poranną mszę do kościoła a wstąpiła po jakiś drobiazg, może paczkę chusteczek, kto wie. 

Był mroźny poranek. Bardzo mroźny. To był ten dzień, kiedy należało poprzedniego wieczoru wytoczyć przed bramę niebieski kubeł na śmieci a obok niego ustawić inne kolorowe worki z posegregowanymi odpadami. Krzysiek zerwał się na równe nogi - zapomniał o śmieciach. Wciągnął na siebie stary dres i kurtkę pamiętającą Kleparz, naciągnął czapkę na uszy i poszedł na podwórko z nadzieją, że śmieciowóz jeszcze nie jeździł.  Odetchnął z ulgą, udało się. Przeciągnął kubeł, przyniósł worki i zaklął na zimę - won do piekła ku.rwo wściekła. Zdążył już zmarznąć w nogi. W croksach był. 

Zamykając bramę zobaczył neon lokalnego sklepiku - już było otwarte. Postanowił więc pobiec po chleb, potem już nosa z domu nie wyściubi. Tak, a ciekawe kto przywlecze pusty kubeł i worki na wymianę.   Wrzucił do foliówki kilka bułek i krojony bochenek, a kiedy podszedł do kasy, uprzytomnił sobie, że w kieszeni ma tylko klucze, zaczął więc grzebać po kieszeniach, może jakaś dyszka się zapodziała jak to w kurtkach bywa, ale nie, nie było ani złotówki. 

Tymczasem utworzyła się kolejka. - Sąsiad, ja zapłacę za pana, idź pan do domu, tam pewnie żona czeka na śniadanie - zaśmiała się Pani Sąsiadka i dzięki niej miałam świeże pieczywo i męża prawie zamrożonego. 



poniedziałek, 2 lutego 2026

a jak tam było naprawdę to będzie jutro

 W kolejce do kasy sklepowej stało kilka osób i jak to rankiem bywa, wszyscy się śpieszyli. Starszy mężczyzna w niechlujnym dresie i byle jakich, nieodpowiednich do pogody butach nerwowo grzebał w kieszeni i tłumaczył - zapomniałem pieniędzy, nie zmieniłem spodni a portfel zawsze noszę w tamtych, zaraz wrócę i zapłacę. W siateczce miał zwykły chleb i dwie czy trzy bułki. 

Stojąca za nim emerytka, zawsze elegancka i energiczna, zarządziła - ja zapłacę za tego pana, bierz pan ten chleb i idź. I tak się stało - pan podziękował i wyszedł, pani również, a w kolejce zawrzało. 

I teraz wyobraźcie sobie kolejkę w wiejskim sklepie. Jak ocenili tę sytuację?



czwartek, 29 stycznia 2026

na górze mszyce na dole ślimaki

 



 
Duży sklep w galerii, zajrzałam na dział ogrodniczy bo o tej porze roku kupuje hiacynty i żonkile, żeby mieć w domu nadzieję na wiosnę. A przy okazji różne nasionka kwiatków wskakują mi radośnie do wózka to przecież nie wyrzucę tylko przywiozę do domu a jak przyjdzie czas to wysieję i albo urosną albo nie. Ogrodniczka ze mnie żadna, ale jednak pewne rzeczy dostrzegam natychmiast. 

To jest krzaczek róży na "półce śmierci". Tak nazywam miejsce, gdzie stoją przecenione roślinki i czasem kupuję coś stamtąd i odratuję a potem mam fajny krzaczek. Ale tym razem dostrzegłam kolonię mszycy. 

Ze szkodnikami w ogrodzie mam" kosę" - chodzę w sezonie co rano, oglądam i odwracam listki, bo one często siedzą na spodzie właśnie. I bezlitośnie niszczę, czasem wystarczy urwać oblepiony liść i zdeptać, ale i tak trzeba zrobić oprysk i pilnować, bo nie czarujmy się, takie na przykład róże najpiękniejsze są gdy się ogląda w kwiaciarni albo u sąsiada, u siebie to się widzi  kolce, mszyce i mączniaka! 

Teraz mam pytanie - gdybyście zobaczyli, że ktoś kupuje rośliny postawione koło takiej wylęgarni jak na zdjęciu i wiedzieli, czym to grozi, czy zwrócilibyście uwagę? 

Posadzona w zeszłym roku koło śmietnika, mam nadzieję, że nie przemarznie. Szkoda by było. 

czwartek, 22 stycznia 2026

wstydź się dyrektorze

 Opowiadam wnuczce o szkole i ona ma wątpliwości w wielu sprawach, więc docieka. 

W szkole były piece i przed lekcjami przychodził pan, który w nich rozpalał. Ale i tak było zimno. Najgorsze jednak były toalety - to był paskudny barak w którym okropnie śmierdziało, znajdował się na zewnątrz szkoły, jakieś 100 metrów od budynku. Tam nie było kanalizacji tylko deska i dziura w desce. Aby zimą dotrzeć do ubikacji, trzeba było zmienić buty no i włożyć kurtkę. 

- Jak, to jest niemożliwe, musiałaś przecież wkładać na cienkie spodnie ocieplacze! - mówi Hania. 

- Nie mieliśmy ocieplaczy, po prostu wkładałam kurtkę ale chodziłam tam bardzo rzadko bo się bałam. Bałam się że wpadnę do tej dziury a poza tym tam nie było papieru. I nie pytaj, nie myliśmy rąk bo nie było tam wody. 

I opowiadam dalej. Kiedy nastał koniec roku szkolnego, chłopaki znosili do piwnicy ławki i stoły a przynosili łóżka i w szkole były kolonie dla dzieci z Warszawy. 

- Niemożliwe, oni musieli mieć się gdzie myć, musieli mieć na terenie budynku toalety! - sprzeciwia się Hania. I co jedli, była tam jakaś kuchnia i jadalnia? 

- Tak, była kuchnia za salą gimnastyczną ale zawsze zamknięta. 

Wieczorem dzwoni kuzyn i pytam - pamiętasz może czy u nas w podstawówce były toalety w budynku? Kuzyn natychmiast odpowiada - oczywiście że były tylko zamknięte na klucz, otwierali je w wakacje dla kolonistów a my musieliśmy chodzić cały rok do tych kibli za boiskiem. 

wtorek, 20 stycznia 2026

Kochana, kochany - wstaw swoje imię, proszę.

 U nas prawdziwa zima. Napadało śniegu i jest duży mróz. Nawet pies nie chce wybiegać na dłużej tylko załatwia swoje sprawy i dobija się do drzwi. Piec pracuje prawie cały czas, w domu jest ciepło. Miałam napisać, że nie myślę o rachunku za gaz ale to nieprawda, myślę. No trudno, lepiej wydać na gaz niż na leki. Dość się już w życiu namarzłam. 

Boje się wychodzić na pole, nie chcę się połamać. To by dopiero było, ktoś by musiał coś za mnie i dla mnie robić. Ta myśl na razie jest nie do zniesienia. Umiem oczywiście prosić i być wdzięczną ale mam nadzieję, że jeszcze długo nie będę musiała korzystać z pomocy.  Niektórym przychodzi to z łatwością i patrząc obiektywnie to nadużywają okazji. Wiek, choroba, a może wygoda i lenistwo? 

Na razie mam się całkiem dobrze, wybrałam taki sposób leczenia i to jest mój wybór.

Początek roku jest planowaniem. Przeważnie nic z tych planów nie wychodzi ale i tak to lubię. Kupię nasiona i posieję nowe kwiaty. Ogórki kiszone trzeba zjadać bo wyszły bardzo dobre ale zrobiłam ich za dużo. Trzeba położyć w kuchni panele bo strasznie ciągnie od płytek, i pomalować ściany w całym domu. Ale jak to zrobić, musiałabym wynieść się z domu na jakieś dwa tygodnie. Wczasy, skoro nie mogę pojechać do sanatorium to może choć na wczasy! W Nałęczowie albo w Świnoujściu. Na tydzień, nie dłużej. W maju, bo kiedy. 

A może wykupić w wakacje pokój w akademiku i siedzieć tam na czas remontu, ludzie tak robią. 

Na razie mam się dobrze. Brakuje mi życia towarzyskiego ale dobrze wiem jak się kończy aktywność. Szybko, tak jakbym miała starą baterię - niby się odpali ale zaraz się wyczerpuje i przestaję działać. 

Przenoszę więc życie towarzyskie w wirtualny świat. Czytam i podglądam. Mało piszę. Albo piszę i kasuję bo nie widzę sensu ani potrzeby. 

Co u Ciebie, jak się masz, czy z początkiem roku coś się zmieniło, czy masz plany na wakacje? Pisz, niecierpliwie czekam. Klarka 

wtorek, 13 stycznia 2026

poradnik bezpieczeństwa

 Znalazłam w skrzynce poradnik bezpieczeństwa. Nie wiem czy ma pomóc czy straszyć, mnie nie wystraszył, moje poczucie bezpieczeństwa dawno zachwiała najpierw pandemia a potem wojna za wschodnią granicą. 

Porady i informacje są dość sensowne. Na przykład - pomoc humanitarna jest zawsze bezpłatna, nikt nie może żądać za to usług czy pieniędzy. 

Z zadowoleniem stwierdziłam, że mamy całkiem dobre warunki do przetrwania, pomijając sąsiedztwo lotniska. Bo tak - nikt mi nie musi przypominać o zapasach, nigdy nie kupujemy "na styk", mamy też przetwory i zapas karmy dla Mikuliny. Gotować umiem nawet w garnku postawionym na cegłach, drewno zawsze jakieś jest. 

Gaśnica stoi. Tu jest wkład mojego syna, który pilnuje, abyśmy mieli takie rzeczy i mamo, jak czujnik piszczy to się go nie wynosi na ganek żeby się przewietrzył!  

Gotówki nie mam. I nie zanosi się żebym miała, tu nic nie poradzę, więc ze wskazówek poradnika nie skorzystam. Jak nie będzie prądu to i tak żaden sklep nie będzie funkcjonował. 

I tak przeglądam ten poradnik i nagle myślę - to my przecież mieliśmy w szkole taki przedmiot w ósmej klasie i z tego klasówki były! 

P.S. Zasypane drogi, autobus nie dojeżdża. Pada cały czas dlatego nie da się  skutecznie odśnieżyć. 


sobota, 10 stycznia 2026

paranoja

 Bardzo współczuję nauczycielce, którą prawie zlinczowano bo wyrzuciła do kosza zabawkę z plastiku. Dla nieznających tematu - na lekcji angielskiego dzieci zamiast uważać bawiły się plastikowym krzyżykiem, zabawką z kostiumu zakonnicy. W końcu powiesiły go nad akwarium z chomikiem. Nauczycielka prosiła dzieci  aby zdjęły go aż w końcu sama wyrzuciła go do kosza. Wkrótce w całym kraju zawrzało bo profanacja, obraza uczuć religijnych, demonstracja pod szkołą, oskarżenia i apele, prawie lincz.  

                                                                      *

Spacerujący z psem mężczyzna dostrzegł na jednej z posesji ciekawą ozdobę zamocowaną do ogrodzenia. Podszedł, wyjął z kieszeni telefon i zrobił kilka zdjęć po czym spokojnie poszedł dalej. Wrócił do domu i pokazał zdjęcia żonie, podziwiając czyjąś kreatywność i talent. Wkrótce jednak na popularnych portalach społecznościowych ukazał się apel właściciela posesji wraz z filmem i zdjęciem z monitoringu oraz sugestią, że ów mężczyzna zapewne robi zdjęcia planując włamanie. Film miał wiele udostępnień.  Sugerowano zgłoszenie na policję, patrolowanie okolic, wzmocnienie ochrony domów poprzez szkolone psy, zatrzymanie obywatelskie w razie rozpoznania mężczyzny a nawet psa. 

A chodziło tylko o zdjęcie drewnianego ptaka na patyku. 



miodownik

 


Po konsultacjach, za które dziękuję Ziutce, która piecze najlepsze ciasta w rodzinie. Przepis wypróbowany wielokrotnie, ciasto pracochłonne ale wielkie, wystarcza na duże przyjęcie i utrzymuje się tydzień, ja je piekę na kilka dni przed świętami i na święta jest mięciutkie i delikatne. Zdjęcie przysłała Ziuteczka.

15 dag cukru

15 dag miodu

15 dag masła

½ kg mąki

2 jajka

2 łyżeczki sody

Cukier, miód i masło rozpuścić, ostudzić, dodać mąkę, sodę i jajka, zgnieść i podzielić na 3-4 części. Wałkować na cieniutkie placki. Piec do zrumienienia, 180 stopni grzeje góra dół. Zwijać się bo ciasto tężeje a placki bo pieką się błyskawicznie. Wałkujesz kiedy pierwszy się piecze, pierwszy wyciągasz, wrzucasz drugi itd.

Krem

250 g masła

¾ szklanki cukru pudru szklanka ma pojemność 250 ml

1 litr mleka

7 czubatych łyżek grysiku

Powidło

Herbatniki

Ugotować grysik na mleku. Wystudzić. Utrzeć masło z cukrem, dodawać po jednej łyżce wystudzony grysik. I teraz tak – można sobie ten krem „uperfumować” migdałowym zapachem, ja dodaję trochę żółtego rumu albo spirytus ale ja do wszystkiego dodaję spirytus to nie ma się co sugerować. Nie musi być nic, krem grysikowy jest bardzo smaczny bez polepszaczy.

I teraz składamy.

Pierwszy placek smarować powidłem. Na powidło krem. Potem placek, znów powidło, krem. I tak do góry. Na ostatnią warstwę kremu układać herbatniki i dopiero na to wylać polewę.

Polewa

15 dag masła

pół szklanki cukru pudru

2-3 łyżki kakao

2 łyżki gorącej wody

Masło roztopić, zdjąć z ognia wsypać cukier i kakao, wlać wodę i mieszać aż polewa zacznie gęstnieć. Gęstnieje błyskawicznie i jest jej bardzo dużo. Przepis na polewę warto zapisać i wykorzystać do innego placka.

No i co. Polać placek, i co, uprażyć posiekanych orzechów albo płatków migdałowych i posypać. Albo i nie.

Ja herbatników nie daję, wylewam polewę na ostatni placek.

I proszę mi nie pisać, że to przepis na ciasto niezdrowe, kaloryczne, zabójcze i dupa rośnie. Wiem. Raz się żyje a potem się straszy.





piątek, 9 stycznia 2026

z komentarza

 Dałybyście te sprawdzone przepisy na miodownik proszę. Są na necieróżne, ale mi nie leżą.W żadnej cukierni nie znajdziecie, zapomniane ciasto. Wszędzie te gufno kremy albo bita śmietana ze szprycy. Ukłony noworoczne, Weronika.

 Oczywiście znajdę ten przepis i napiszę, a jak nie znajdę to poproszę siostrę, ona ma na pewno staranniej niż ja zanotowany, ja miewam wiele przepisów zanotowane schematycznie, czasem tylko same składniki bo intuicyjnie wiem co dalej a potem wychodzi nie wiadomo co.  Ciasta mojej siostry są sprawdzone i wspaniale smakują. 

W starych recepturach często jest margaryna, ja jej nie używam, wolę masło, i trzeba pamiętać, że dawna kostka masła to 250 dag a teraz różnie. 



Będę dzwonić do siostry po szczegóły.