poniedziałek, 12 kwietnia 2021

bujaki z sianem


 Bardzo współczuję rodzicom, którzy nie mogą odprowadzić dzieci do przedszkola a muszą pracować. U nas właśnie tak jest, a do tego my, dziadkowie, nie możemy opiekować się wnuczką bo również pracujemy. Czasem tylko udaje mi się "przygarnąć" Hanię na kilka godzin.  Teraz nie widziałyśmy się aż miesiąc z powodu choroby więc byłyśmy bardzo stęsknione. 

Miesiąc dla przedszkolaka to bardzo dużo. Hania  mówi ładnym, poprawnym językiem, opowiada budując długie zdania, jej zasób słów jest imponujący ale ma dopiero trzy i pół roku, ma więc prawo mówić niewyraźnie i seplenić. Dziś opowiedziała swojemu tacie, że nie jadła bujaków z sianem bo nie lubi. 

piątek, 9 kwietnia 2021

teleporady

 Rok temu lekarz POZ skierował mnie pilnie do kardiologa. Pilnie pilnie a i tak czekałam jakiś czas i oczywiście audiencji nie było tylko teleporada. Byłam wtedy w pracy, pani kardiolog miała telefon stacjonarny trzeszczący niemiłosiernie, zrobiła wywiad (co drugie zdanie wtrącając ja się pani nie pytam o to tylko o tamto). A ja nie znam tych fachowych terminów więc swoje dolegliwości opisywałam tak jak czułam. Skończyło się na skierowaniu na echo serca. Poszłam, dowiedziałam się od osoby przeprowadzającej badanie że mam poszerzenie aorty i coś tam jeszcze ale byłam tak zawstydzona badaniem (tak, należę do osób, które u lekarza bardzo się krępują, po prostu sztywnieją) że o nic więcej nie pytałam myśląc, że dowiem się od lekarza kierującego. 

Nic z tego, lekarka miała kartę innej pacjentki (zbieżność nazwisk) i kiedy udało mi się przerwać wywód (znów telefonicznie) szybko mnie spławiła, mówiąc, że nie będzie leczenia bo jeszcze potrzebuje innych badań - ekg wysiłkowe i holtera. Jakby nie można było zrobić tego od razu. 

Wszystko to trwało do grudnia, potem znowu pani doktor pomyliła mnie z inną pacjentką i przez telefon nie dowiedziałam się nic o swoim zdrowiu. Skoro nie ma leczenia to nie jest źle, tak pomyślałam. 

Aż w lutym moje serce zwariowało, ciśnienie skakało a żyły pękały od igieł.   Moja lekarka z przychodni ustawiła mi leki i potrzymała na zwolnieniu. Kiedy w marcu wypadł mi termin kolejnej teleporady kardiologicznej, miałam ochotę powiedzieć - po co pani do mnie dzwoni jak pani mnie nie leczy? Ale się wstrzymałam, i bardzo dobrze, bo znów pomyliła pacjentki  nie dopuszczając mnie do głosu  i omówiła stan zdrowia innej kobiety. 

Poprosiłam o zmianę lekarza. I tak sobie dziś patrzę w internecie - zamienili mi bardzo utytułowaną panią kardiolog na młodego człowieka bez tytułów naukowych. Może się poznamy osobiście i dowiem się, co mi jest. W końcu jestem ozdrowieńcem a lekarze zaszczepieni. Dziś ma dzwonić, zobaczymy co powie. I czy nie pomyli mnie z inną pacjentką. Peselem różnimy się bardzo. 

PS. Wszystko poszło dobrze, całkiem ludzki lekarz. 

niedziela, 4 kwietnia 2021

do zobaczenia

 (bardzo smutne opowiadanie o miłości) 

Zaraz po śniadaniu ojciec Sławka wyruszał święcić pola. Czasem było jeszcze zimno, padał deszcz ze śniegiem, wtedy szedł sam. Kiedy święta były późno, pola zieleniły się, grzało wiosenne słońce, zabierał z sobą Sławka. Zawsze jednak, bez względu na pogodę, były w domu błagalne prośby – mamo, pójdę z tatą!

Mama pozwalała wyłącznie wtedy, gdy było ciepło. Jeśli pogoda była paskudna, mogli jedynie iść z ojcem na podwórko, nie dalej. Ojciec wysypywał kurom skorupki ze święconych jajek. Dawał Muszce kawałek święconej kiełbasy. Koniom po kawałku święconego chleba. Potem zabierał palmę i szedł w pola.

Zagony rozrzucone były w różnych częściach wsi, dlatego wędrówka trwała dość długo. Ojciec robił krzyżyk z gałązki palmy święconej tydzień wcześniej i wbijał go w róg pola. Chwilę przystawał, może się modlił a może rozmyślał o swej pracy. Opowiadał. W ten wyjątkowy dzień odpowiadał na pytania bez zniecierpliwienia w głosie. Wspominał. Tu kiedyś była wyjątkowo piękna pszenica. Tam bardzo z mamą marzli i mokli podczas zbioru buraków. Na tamtych łąkach spotykali się z mamą gdy byli młodzi. To drzewo rosnące na stromym brzegu, latem pokrytym malinowym gąszczem, było miejscem ich spotkań.

Sławek wyprowadził się do miasta dość wcześnie ale przyjeżdżał do rodziców na każde święta. Pewnego wiosennego dnia przywiózł z sobą Anię. Po wielkanocnym śniadaniu poszli na spacer.

Był piękny, słoneczny dzień. Ptaki świergotały i dzwoniły, pachniała ziemia. Przybywaj piękna wiosno, uroczy ześlij maj- zanuciła Ania, a Sławek roześmiał się na głos i dodał  -Alleluja!

Poszli na łąkę, kochali się pod starym dębem. To był bardzo szczęśliwy czas.

Nic nie jest na zawsze. Tak było i z tym rokiem. Ania ze Sławkiem nie pojechali do rodziców na Wielkanoc. Lepiej się nie spotykać. Pojechali w lipcu na pogrzeb ojca. To nawet nie był covid. To serce nie wytrzymało.

Obiecali mamie, że przyjadą na Boże Narodzenie, na pewno to wszystko się już skończy. Nie przyjechali. Lekarstwa nie ma ale jest szczepionka, wytrzymajmy – pocieszali się przez telefon a potem płakali. Tęsknili za sobą. Mamo, zjadłbym parowców – mówił Sławek. To sobie zrób – odpowiadała przez telefon matka. Albo sobie kup w Lidlu! Jesteś okrutna – śmiał się wiedząc, że żartuje, aby nie płakać. Przyjedźcie – prosiła. Andrzej od sąsiada przyjeżdża, jego dzieci przyjeżdżają i nic nikomu nie jest, a wy się boicie – wypominała.

Jechali pustą drogą. Padał śnieg z deszczem, było zimno. Zatrzymał się. Nie ma naszego drzewa – stwierdził. Ktoś je wyciął. W oddali widniała pusta, porośnięta suchymi badylami łąka.

Ciekawe kto będzie święcił pola w tym roku –pomyślał. Pewnie nikt, przecież mama wszystko wydzierżawiła, nie uprawia nic, stodoła pusta, stajnia pusta. W kurniku jest parę kur, nawet psa nie ma.

Na tablicy ogłoszeń przy kościelnej dzwonnicy zauważył klepsydrę. Sąsiad. Kolega ze szkoły. Taki młody!

Nagle zawrócił, zatrzymał się. Wyjął telefon. Mama odebrała natychmiast – no, gdzie jesteś, parowce już czekają – wołała radosnym głosem.

Nie przyjedziemy, mamo, mamusiu, możesz się gniewać ale zmieniłem zdanie. Wytrzymajmy jeszcze trochę, nie chcę, żebyś trafiła pod respirator, nie chcę, żebyś umierała w samotności.

Mama rozłączyła się a potem powiedziała – dziecko, ja właśnie umieram z samotności.

 

 

środa, 31 marca 2021

Święta, święta


 Niech będą zwyczajne jak dawniej. Niech będą radosne, wesołe, pełne słońca i zieleni. Z cukrowym barankiem, z gotowanymi jajkami, z "więcej już nie zjem", z "ale urosłeś" i "jak zdrówko". 

niedziela, 28 marca 2021

Nie zabijaj!

  Ktoś wsiada pijany za kierownicę i potrąca dwoje ludzi, którzy po wypadku przez miesiąc nie są zdolni do samodzielnego życia. Nie mogą pracować, cierpią, tracą pieniądze na leki, żyją w strachu i stresie bo nie wiedzą, jakie mogą być dalsze konsekwencje tego zdarzenia. Czy mają prawo czuć się poszkodowani przez osobę, która spowodowała wypadek? 

Chory na covid nie poszedł do lekarza bojąc się izolacji, która bardzo komplikuje życie. Nie poszedł do lekarza ale poszedł do pracy, do sklepu, do kościoła. Wiedział, że jest chory bo w domu już ktoś chorował. Tłumaczy się, że to tylko zwykłe przeziębienie. Do przychodni zadzwonił dopiero kiedy poczuł, że nie jest dobrze. Test dodatni. Zaraził co najmniej trzy osoby w pracy, te zaraziły swoje rodziny. 

Czym się różnią te osoby?