sobota, 11 września 2021

o bella ciao

 

Zachowuję się jak robotnik budowlany – stwierdziłam. Czyli jak? Wstaję po piątej, jadę do roboty, zasuwam sześć dni w tygodniu. Jak wracam do domu to mi się nic nie chce. Jeszcze nigdy w życiu tak nie miałam żeby mi się nie chciało nawet czytać, nawet oglądać serialu, no nic, o obowiązkach nie ma co opowiadać. Wrzucam pranie do pralki, czasem coś gotuję błogosławiąc wynalazcę pralki i zmywarki, dziękuję Ci Dobry Człowieku. Zaraz potem dziękuję człowiekowi, który wynalazł lakier hybrydowy i przeklinam kretyna który wprowadził modę na depilację.

Nie znaczy to przecież, że chodzę zarośnięta niczym dziki dzik albo że mam pomalowane, zadbane paznokcie.

(Tu przerywam pisanie bo u sąsiadów biją się dzieci wrzeszcząc  przy tym straszliwie, drę się i ja – krzyczcie głośniej bo jeszcze was w Krakowie nie słychać! )

Myślę sobie, że inni sąsiedzi mają z tego niezły ubaw – bo w moim domu jest taka akustyka jak w amfiteatrze i od sąsiadów słychać każdą rozmowę, piski i wrzaski i ja czasem nie wytrzymuję i tak właśnie jak teraz komentuję.

O orce zaczęłam. Całe lato zasuwam niczym budowlaniec ale i tak zapominam co robię. Jeszcze nie jestem sprzątaczką. Tak uważam. Jeszcze zdarza mi się tak jak dziś nawiązać zupełnie sympatyczną relację człowiek-człowiek.

Z pokoju wychodzi młody mężczyzna i zmierza energicznym krokiem do windy podśpiewując  - Una mattina mi sono alzato

a ja,  wymachując do rytmu mopem,  bo akurat zmywałam hotelowy korytarz,  natychmiast dołączam – o bella ciao bella ciao bella ciao ciao ciao.

I dopiero wtedy przypominam sobie, że jestem pokojową, starszą kobietą sprzątającą hotelowy korytarz.  Ale co z tego. Pośpiewać w sobotni poranek można i uśmiechnąć się do młodego człowieka też można.

 

Brakuje mi ludzi do pogadania o wszystkim a jednocześnie zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę każdy skupia się na sobie,  każdy chciałby opowiedzieć o sobie i szuka słuchacza a tylko niewielu rozmówcy.

Znam, mam szczęście znać kilka doskonałych rozmówców ale i tak ich zaniedbuję bo nie jestem w dobrej kondycji, moje narzekania wytrzymuje tylko siostra, ale rodziny się nie wybiera, musi ze mną wytrzymać.  

Za to w autobusie pozwalam sobie na wiele bo co mi szkodzi. Widzę młodych ludzi bez maseczek, narzekają na tłok, na wczesne wstawanie, na dojazdy. To wszystko prawda, muszą wstawać wcześnie rano i jeździć do miasta w zatłoczonym autobusie, dlatego po południu tłoczą się  w drzwiach i przepychają biegnąc na wolne siedzenia. Ja nie mam sił przepychać się więc stoję i pocieszam  zmęczoną tak samo jak ja koleżankę  – nie martw się, w październiku przyjdzie czwarta fala i znów będzie luźno w autobusach bo wszyscy niezaszczepieni umrą!!!

O bella ciao ciao ciao…