Dziś też Cię kocham
życia nie da się edytować, zmieniać mogą się jedynie wspomnienia
środa, 10 czerwca 2026
dzień za dniem
piątek, 5 czerwca 2026
wiem, że jesteś tam
Tego numeru nie miałam w książce. Wyświetliła mi się
wiadomość z niewiarygodną, tragiczną treścią i pomyślałam, że ktoś się pomylił ale trzeba to sprawdzić. W ten sposób o kilka minut odsunął
się ten moment, gdy na gardle zaciska się obręcz i nie można złapać oddechu,
wraca dopiero wraz z niepohamowanym płaczem.
Najpierw miałyśmy dla siebie dużo czasu. Dom przy domu, ten
sam autobus, ta sama droga do pracy. Radosna, uczynna, pracowita dziewczyna
lubiła spędzać czas w moim domu a ja szybko przykleiłam się do jej rodziny. Nikogo
tu nie znałam i nie było mi lekko. Poznawałam tutejszą społeczność prze jej
pryzmat. Zmiana pracy dotknęła nas obie, ale co z tego, nie my jedne. Stałyśmy
potem ramię w ramię na Kleparzu – wypisz-wymaluj – przekupki. Więcej gadania
jak handlu.
Miałyśmy tyle tajemnic. Tyle wieczorów pełnych śmiechu, tyle
zmartwień i pocieszeń. Nawet ciuchy sobie pożyczałyśmy. Tańczyłam na jej weselu
do rana, do białego rana, a rano wracałam do domu niosąc w rękach szpilki i śpiewając
na cały głos „Przeżyj to sam”.
A potem poszłyśmy obydwie do szkoły aż na trzy lata. Lata
radości, śmiechu, powrotu młodości. Miałyśmy najlepsze oceny, a jakże! Cudowny
czas. Byłyśmy nierozłączne jak dziewczynki z podstawówki, ludzie mylili nasze
imiona. Jadąc na obronę dyplomu przeżyłyśmy czołowe zderzenie, obsypane szkłem martwiłyśmy
się nie o życie i zdrowie tylko o ten nieszczęsny egzamin.
Zawsze była po mojej stronie. Wiecie jakie to jest cudowne
mieć kogoś takiego? Zawsze wiedziałam, że gdy będę w potrzebie, mogę prosić o
wsparcie, zawsze. To nie miało znaczenia, że nasze drogi w końcu się rozeszły
bo świat się o nas upominał. Wiedziałam, że jest i nic się między nami nie
zmieniło.
Pewnego razu doznałyśmy krzywdy od jednej wiedźmy. Dlaczego ktoś krzywdzi dobrą, pracowitą, uczciwą dziewczynę? Bo może.
Bo jest dobra, pracowita i uczciwa.
Upłynęły kolejne lata i nawet odważyłam się myśleć, że może
znów obydwie będziemy mieć czas na plotki, śmiechy, radości i smutki.
A teraz umarła. Nie miałam w życiu wielu przyjaciółek. Nie miałam
w życiu wielu osób, które zawsze były po mojej stronie. Tak się czuję jakby mi znów siostra umarła. Siostro
moja, Asiu kochana tam w niebie zaopiekuj się Agatką.
Wiem, że jesteś tam, i wiem, że już nie mogę do Ciebie
zadzwonić. A kiedy mogłam, to nie dzwoniłam.
środa, 3 czerwca 2026
sobota, 30 maja 2026
zagadka dziurawej sukienki
Ta wiosna wcale nie jest za ciepła ale ja jestem wielką miłośniczką sukienek i kiedy tylko się da, noszę je na każdą okazję. Ale w tym roku coś się z nimi dzieje. Co prasuję to po prawej stronie na wysokości biodra dziura. A ja szyć nie umiem, nie lubię i nie chcę, więc rzecz do wyrzucenia. Moje sukienki są z bawełny albo z wiskozy, niektóre lniane, takie codzienne i proste. Zawsze mam ukochaną czerwoną, to mój letni ulubiony kolor. Miałam taką jedną lnianą w pracy, nosiłam do zdarcia, była od prania cienka jak papierek. Ale skąd teraz dziury?!
Czy już nie wiem co robię i szarpię w tym miejscu, czy o coś zahaczam? Tak się zastanawiam któryś dzień aż nagle zrozumiałam. Mikulina staje na dwóch łapach i opiera się przednimi dokładnie w tym miejscu.
środa, 27 maja 2026
jeśli chcesz mieć kwiaty to idź z sekatorem do ogrodu
Usiłuję się odchudzać ale idzie mi strasznie opornie. Gópigus, tarczyca, sterydy, antydepresanty, zmiana trybu życia! I tak uważam, że jestem dzielna. Ubywa mi pół kg na tydzień. Mam motywację, chcę, aby Hania miała babcię tak długo jak się da. No i żal mi porzucać blog i fp ;)))).
Podobno szczupli i sprawni żyją dłużej. A jak tam jest naprawdę to nie wiadomo.
piątek, 22 maja 2026
lataj dziecko wysoko!
Orły latają wysoko, barany chodzą stadami.
Moja wnuczka mieszka w innej niż ja miejscowości ale rano przyjeżdża do nas bo woli babcię niż świetlicę. Koło jedenastej Hania jedzie do szkoły autobusem. Już kilka razy prosiła mnie, żeby jej nie odprowadzać na przystanek ale ja się nie zgodziłam. Ulica jest ruchliwa a trzeba przejść przez nią dwa razy, do przystanku jest zaledwie sto metrów i widać go z okna, ale co z tego. Bałam się.
Druga klasa, dziecko małe, plecak wielki, droga ruchliwa, auto za autem auto za autem. Tak się nakręcałam zamiast realnie ocenić sytuację. Dziecko rozsądne, zdrowe, sprawne i wysportowane, rodzice nigdy nie wykazywali się nadopiekuńczością, przeciwnie - zachęcali od początku do samodzielności.
Chcesz iść, idź. Oczywiście, dasz radę, bardzo się cieszę że jesteś samodzielna. Tak powiedziałam a w sercu wiecie, niepokój. Ale z drugiej strony naprawdę tak pomyślałam - trzeba jej pozwalać na coraz więcej, co z tego, że kocham babciować. Hania sprząta za sobą, dba o swoje rzeczy i pilnuje swoich spraw bo tak jest wychowana, nie mogę tego psuć.
Śmiało możecie pisać, jak wyglądały Wasze wędrówki do szkoły. Moja opisana tu na blogu i w książce.
czwartek, 14 maja 2026
taka zmiana
Na początku
była szkoła. Mój tata się w niej uczył ale krótko. Opowiadał trochę ale ja jego
opowieści nie słuchałam z uwagą, bardzo tego żałuję. Przeżył egzekucję
nauczycielki i o tym strachu opowiadał wiele razy, jak uciekał przerażony tak
bardzo, że pomylił ścieżki w lesie aż trudno mu było potem trafić do domu. Miał
osiem czy dziewięć lat. To była relacja świadka z tamtych czasów, mówił zawsze
to samo i nie ubarwiał zdarzenia, w swej historii był małym chłopcem, jego
nauczycielkę wyprowadzili z klasy i zastrzelili na schodach. Nie było
psychologów leczących traumy, nie było mamy i taty odbierających dziecko ze szkoły.
Był czarny las, przerażenie, tęsknota za ojcem wywiezionym na roboty, głód i
strach.
Po wojnie
nadal była tu szkoła. Niewiele wiem o tym czasie w tamtych stronach. Zaczynałam
naukę w podstawówce w 1970 roku w nowym budynku zbudowanym w innym miejscu a w
starej szkole powstała knajpa.
Pisałam o
niej tu na blogu, wystarczy wpisać w lupkę „knajpa”. Tamta moja opowieść jest
oczywiście ubarwiona choć wcale wesoło nie było.
Zadymiona mordownia
cuchnąca moczem, wypełniona bełkotem pijanych mężczyzn. Pod budynkiem godzinami
stały furmanki, gospodarze przepijali zarobek. Za knajpą pod jabłonią leżeli
nieprzytomni pijacy, ojcowie rodzin, którzy w niedzielę z całymi rodzinami
wędrowali do pobliskiego kościoła.
Ile tam było
płaczu, ile próśb żon i dzieci – tata, chodź do domu.
Taką knajpę,
taką wieś zostawiłam i tylko czasem, raz do roku, raz na dwa lata, raz na pięć
lat odwiedzałam.
Pytałam, widząc opuszczony budynek – co tu
będzie, kto to remontuje. Częściej o nic nie pytałam, bo moje odwiedziny były
za rzadkie, za krótkie, i nie po to by pytać o knajpę.
Aż pewnego
dnia musiałam tam wejść. W czarnej sukience prosto z cmentarza. Na parterze nie
było knajpy ale była sala, w której odbywały się przyjęcia wesołe i smutne. Były
tam też inne pomieszczenia potrzebne społeczności – gabinet lekarski, biuro
sołtysa i to, co mnie zachwyca – wspaniała biblioteka!
Tam to się
dopiero dzieje! Wystawy lokalnych twórców. Spotkania z ciekawymi ludźmi, kursy,
konkursy, szkolenia. Biblioteka już nie jest miejscem, gdzie pani siedzi i
wypożycza książki, o, nie. Tu się dzieje kultura, tu się przewijają mieszkańcy
od maluszka do staruszka i każdy coś dla siebie znajdzie. Podglądam i
podziwiam, i bardzo, ale to bardzo się cieszę z tej metamorfozy nie tylko
miejsca.
wtorek, 12 maja 2026
zimni ogrodnicy
Zimni Ogrodnicy - te kilka dni aż do 15 maja jest zimno i pada deszcz. O chodzeniu boso po trawie nie ma mowy, nawet Mikuliny nie da się wyciągnąć z domu. Wychodzi tylko na chwilkę i z powrotem dobija się do drzwi. Włączyłam ogrzewanie, w domu było 16 stopni.
Byłam na konsultacji w szpitalu uniwersyteckim. Pisałam o tym na fb. Tam piszę prawie codziennie między innymi dlatego, że tu się zawsze trafi jakaś zakompleksiona bieda umysłowa i cieszy się gdy nie wiedzie mi się najlepiej. Kiedyś czytałam o osobie, która ma sposób na poprawienie sobie humoru - idzie do sklepu i wszczyna kłótnie z obsługą. Tu jest podobnie - wchodzi anonim i wypisuje jadowite uwagi. I co, potem chodzi radosny i szczęśliwy cały dzień? Na fb jednak jest jaka-taka weryfikacja i tam już nie jest tak łatwo.
O tym szpitalu napiszę. Bo ja tam jeżdżę ze swoim guzem ale tak szczerze mówiąc to ja się nim tak bardzo nie przejmuję bo jest już oswojony i wiem, że może mnie zabić a ja jego nie, więc dobrego rozwiązania nie ma. Ogarniam życie ale bez szału. Patrzę tam na innych pacjentów, nikt nie ma łatwo ale mam wrażenie, że dla niektórych choroba to wyróżnienie. Licytują się opowiadając o swoich dolegliwościach a ja mam ochotę roześmiać się na cały korytarz i powiedzieć, że przecież i tak wszyscy umrzemy. Nawet te zdrowe ale udręczone osoby towarzyszące chorym. Uwierzcie mi, czasem opiekunka wygląda gorzej od pacjenta.
Lekarze każą mi się uśmiechać nie dlatego, że ma być radośnie. Sprawdzają czy ten opadający kącik ust to porażenie czy grymas zgorzknienia. Dobrze że kłów jadowych nie sprawdzają. Tam są lekarki wyglądające na 12 albo 13 lat, dobrze że mają do pomocy dorosłe pielęgniarki. Klarka przestań wypisywać bzdury.
Dojazd do szpitala zajmuje mi niecałą godzinę, nie jest to dużo ale i tak należy zarezerwować sobie pół dnia. Na parkingach rejestracje z całej Polski. Nie tylko pacjentów, lekarzy również. Mój lekarz przyjeżdża raz w tygodniu z Gliwic.
No i taka jest moja codzienność. Każdą aktywność okupuję gorszym samopoczuciem ale co z tego. Nikt mi nie obiecywał spełnienia marzeń, łapię więc małe codzienne radości.
Przesyłam pozdrowienia - Klarka
niedziela, 3 maja 2026
jak fajna sąsiadka
To jest trochę śmieszne. Znam imiona wszystkich sąsiedzkich psów i kotów a imiona sąsiadów nie wszystkie. Pani sąsiadka, właścicielka czarnej kocicy Megi, przyniosła pokazać do naszej wspólnej siatki szczeniaka. Wiecie, taki dzieciak ze dwa miesiące, roztrzepany, roześmiany, sama słodycz. I na twarzy pani sąsiadki też taki uśmiech, sama radość. Dwumiesięczny szczeniak! I co na to Mikulina? A no, oburzona. Wystaje tam pod płotem i szczeka na.. sąsiada. Na widok szczeniaka przysiada, kłania się, piszczy, wymachuje ogonem, biegnie do mnie i wyciąga mnie do płotu! Cztery światy!
PS. Między naszymi posesjami nie ma ani paneli, ani zwartego muru tui. Wystarcza siatka.
sobota, 2 maja 2026
ach te tulipany
Dwa lata temu mąż kupił mi na urodziny paczkę tulipanowych cebul. Urodziny mam w październiku, ale tamten czas był dla mnie trudny, pełen wątpliwości, byłam smutna i zawiedziona a nawet zła na życie które miało być spełnieniem marzeń a stało się kalendarzem badań. Tulipany miały być motywacją. Przeczekać zimę i dowiedzieć się, jakie będą, czy w ogóle będą. Wyrosły, cieszyłam się nimi całą wiosnę i kiedy nastała jesień, znów dostałam kolejną paczkę cebul na czekanie. Tym razem już nie byłam taka prędka z pożegnaniami ani niecierpliwa, czekałam spokojnie nie kłam, nie mogłaś już wytrzymać z tą długą zimą no i doczekałam się. 150 cebulek to wcale nie jest dużo. Gópigus zaczął na nowo rosnąć. Pół cm to jest dużo.
