poniedziałek, 30 marca 2026

wszystko wam zostawię

 

W dużym pokoju stał kredens. Na górze za szybą błyszczały kryształowe wazony, cukierniczka, misa i komplet kieliszków, niżej na szklanej półce w równym szeregu ustawiono filiżanki ze złotym brzeżkiem, mlecznik i malutkie filiżanki nie wiadomo na co, jak dla lalek.

W szufladzie leżały pospinane recepturkami sztućce – osobno noże, widelce i łyżki, łyżeczki do herbaty i  niewielkie widelce z trzema zębami, nie wiadomo do czego ale były.

Na dole, jak się otwarło drzwiczki po lewej stronie, stał serwis. Talerze, waza, półmisek jeden i drugi, głębsza miska i nawet pojemniki na sól i pieprz, wszystko w jednym wzorze, z niewielkimi kwiatkami, ze złotym paskiem na brzegu. Po prawej stronie poukładano obrusy, serwetki i bieżniki, białe i kolorowe, z haftem i drukowane, lniane i bawełniane.

W dużym pokoju stał stół przykryty kolorowym obrusem, pod stół wsunięto krzesła, kilka krzeseł stało pod oknem za szafą, w której poukładano na półkach pościele, ręczniki i ścierki, niektóre miały metki. Na samym dole szafy leżał wełniany koc z frędzlami.

Pokój był zamykany na klucz, ten klucz tkwił zawsze w zamku ale każdy wiedział, że tam się nie wchodzi, na dywanie leżały gazety bo gdyby jednak ktoś wszedł to podepcze dywan, ale nikt nie wchodził.

Jedli w kuchni przy stole z ceratą. Kuchennych kubków, talerzy i łyżek było pod dostatkiem. Kuchenne ścierki były sprane, cienkie, doskonałe do użycia. Tak samo ręczniki w łazience. Po co brać nowe skoro stare są dobre. Chyba że ktoś przyjdzie, wtedy wyciąga się te puszyste kolorowe z szafy a pralkę przykrywa się bieżnikiem.

Przychodził ktoś rzadko, kilka razy w roku. Uroczystości rodzinne, to wywracało dom do góry nogami. Cały serwis umyć i dokładnie wytrzeć, wyczyścić sztućce, rozłożyć stół, nakryć obrusami, w korytarzu rozłożyć odświętne chodniki, ustawić w łazience na półeczce droższe perfumy, nowe szczoteczki do zębów i drogą pastę i szampon, nawet w przedsionku położyć nowe wycieraczki, bo goście wszystko widzą.

Kiedyś na przyjęciu syn gospodyni bawił się nożem, który w końcu wypadł mu z ręki i uderzył trzonkiem w półmisek. Półmisek, ten od kompletu oczywiście, pękł i nic się nie dało zrobić, skorupy poszły do śmieci a chłopak dostał od matki pasem. Dziewczynka raz dostała lanie bo obcięła parę kwiatków z krzaka róż. Róża rosła przy ogrodzeniu od ulicy i wszyscy ją podziwiali, to jak można obcinać kwiaty i stawiać w domu, po co to.

Ale ogólnie dzieci były nauczone ściągać buty, nie kruszyć, nie chodzić z piciem, jedli tylko w kuchni, myli się mydłem i płukali włosy wodą z octem.

Aż wyprowadzili się z domu. Odwiedzali go niechętnie. Najstarsza tłumaczyła się, że dzieci skaczą po łóżkach i po kanapie, nakruszą i nabrudzą, i to była prawda, zawsze nakruszyły, nabrudziły że aż strach. A kiedy podrosły, nie chciały jechać do babci więc nikt ich nie zmuszał, rozpuszczone były. Podobnie tłumaczył się syn. Syn miał psa darmozjada, gdzie z psem do domu, pełno kłaków, jeszcze coś pogryzie, obślini, podrze pazurami. Przyjeżdżali więc na kilka godzin i siadali przy stole w dużym pokoju, pili kawę z filiżanek i jedli ciasto z talerzyków w kwiatki ze złoconym brzegiem bojąc się, że poplamią obrus albo nakruszą na dywan.

Chcieli siedzieć w kuchni przy stoliku z ceratą ale ona krzyczała, że teraz są gośćmi więc mają siedzieć w pokoju. Więc siedzieli. Jak na szpilkach,nawet nie mieli o czym mówić. Potem brali w ręce buty, wkładali je na schodach i jechali do siebie.

Aż pewnego dnia nie musieli ściągać butów na schodach bo nie miał kto na nich patrzeć z wyrzutem. Przeglądali szafy, szafki i komody, oglądali obrazki na ścianach, lampy i nawet narzędzia w schowku.

Nie chcieli zabierać prawie nic. Nie potrzebowali. Nawet nie wiadomo co bardziej, pewnie coś by się przydało, pewnie coś było ładne a nawet wartościowe. Ale nie i nie. Tylko parę zdjęć na pamiątkę. Szafy i szafki musieli jednak opróżnić.

Ile tego było! Bibeloty, kosmetyki, naczynia, odzież, garnki, patelnie, rondelki, mikser, maszynki do mięsa i do makaronu i nie wiadomo do czego. Poupychane w szafach i w piwnicy. Pościel jak nowa, koc, którego matka nie pozwalała rozkładać na trawie bo taki porządny, ręczniki, obrusy i ściereczki, niektóre z metkami. Trochę zawieźli do schroniska, trochę wystawili koło śmietnika.

Stali w kuchni przy stoliku nakrytym ceratą, pili kawę kupioną w sklepiku na rogu i czekali na kontener. Nie wiesz co tu będzie? Zburzyć mają. Nic nie zostanie, nawet róże.




sobota, 21 marca 2026

Jak rozpuścić psa


 Mikulina wraz z wiosną porzuciła warowanie przy mnie i wypuszczona na pole rano wraca do domu dopiero wieczorem. Do tej pory było tak, że nawet na sikanie trzeba było z nią wyjść bo wypuszczona z domu sama nie wyszła nawet do ogrodu tylko stała pod schodami. A teraz poczuła się pewnie i wariuje po ogrodzie albo robi to, co wiejskie psy lubią najbardziej - siedzi pod krzakiem za ogrodzeniem i kiedy zobaczy pieszego  albo rowerzystę rzuca się do bramy ze szczekaniem. Dostaje za to opierdol i wtedy przybiega do mnie pożalić się a ja ją pocieszam - darł się na ciebie ojej biedny piesek biedny to chodź do domu i mnie pilnuj i nie wszczynaj awantur. Ona oczywiście wszystko rozumie ale jednak szczekanie na rowerzystów jest niesłychanie ciekawym zajęciem więc po chwili znów biegnie do ogrodu tam gdzie rosną najpiękniejsze krokusy i cebulice, kładzie się i czeka cierpliwie. Kiedy widzi spacerowiczów z psami, użala się i jęczy że jestem zła i okrutna bo nie chodzę z nią na spacery. Zapomina powiedzieć, że chodzi na spacery z panem, który codziennie przemierza szybkim marszem całą okolicę. Jak zobaczycie biednego zmęczonego siwego chłopa z psem to dajcie im wody bo pies pije z kałuży albo ze stawu a chłop to nie bardzo. Raz nawet ktoś myślał, że to jakiś bandyta z psem i nawet był przez chwilę gwiazdą na lokalnej grupie ale ja się do niech nie przyznałam i niech się dalej mądrale boją chłopa z psem. 

A właśnie, chłop zrobił mi taką specjalną skrzynię na warzywka i ja tam posiałam rzodkiewki, rukolę i inne dobre rzeczy ale wątpię czy coś z tego będzie bo czarna ziemia wystawiona do słońca okazała się wspaniałym leżakiem wiadomo dla kogo i dosyć że wszystko skopane to jeszcze musiałam tę wariatkę kąpać bo cała była w ziemi. Dziś suka przeszła samą siebie bo jak zobaczyła samochód, którym zazwyczaj przyjeżdża do nas Hania, nasza wnuczka, to wybiegła ze skowytem w bramę i zaczęła walić łapami w drzwi po tej stronie co Hania ma fotelik. I w końcu trzeba było jej otworzyć i pokazać, że Hani w aucie nie ma. Zobaczyła i wlazła pod ławkę po czym leżała z głową na łapach i wyglądała, jak nieszczęście. Dlatego chłop wziął ją po południu na smycz i poszli do Hani, całe 4 km w jedną stronę, a co tam się działo to nie wiadomo. 

Pozdrawiam każdego kto tu zagląda! Żyję ale taka jakaś beznadziejna jestem. 

niedziela, 15 marca 2026

do czego przydaje się wanna

 

Cudowne jest to, że nasze wspomnienia przeważnie są pełne śmiechu i często zdarza się, że któraś z nas mówi ze zdumieniem – ja tego nie pamiętam! Nawet jeśli coś było prawdziwe a coś innego zmyślone, warte jest zapisania bo za chwilę wszyscy zgodnie powiedzą – my tego nie pamiętamy. To zapiszę.

Mama przywiozła z Zachodu wannę, jakiej nie miał nikt w okolicy. Lekka, owalna, wielka. Miała po bokach dwa uchwyty a w dnie otwór zatykany korkiem na łańcuszku. Służyła nam do wszystkiego.

Mogło się w niej swobodnie wykąpać dwoje dzieci i tak właśnie nas mama kąpała – parami – najpierw dwie młodsze, potem dwie starsze. W wodzie po kąpieli lądowało pranie które nocą w czarodziejski sposób wywieszało się na sznurkach a wanna znów lądowała w sieni oparta o sąsiek.

Latem w postawionej do słońca balii grzała się woda przyniesiona z lodowatego źródełka w lesie. Nigdy żadne dziecko nie doczekało aż ta woda się choć odrobinę ogrzeje. Z piskiem i śmiechem chlapałyśmy się nie zważając na okrzyki mamy, że "szkoda wody, miała być na wieczór na kąpanie, idźcie się chlapać do rzeki". Na lichy strumyczek płynący w paryi zawsze mówiliśmy „rzeka”.

Rodziły się kolejne dzieci i wanna znalazła jeszcze jedno zastosowanie. Uwiązana do śliw za uchwyty służyła za dnia za kołyskę dla najmłodszej dwójki.

Pewnego letniego dnia rozpętała się wściekła burza. Wanna stała na zewnątrz oparta o róg domu i jak nie trzasnął w nią piorun to aż lepienie* spadło z całej ściany! Balii absolutnie nic się nie stało, była chyba niezniszczalna.

*Lepienie – dom zbudowany był z bali, między nimi jest umszenie i na to kładzie się rodzaj masy zrobionej z gliny i wapna, lepienie dość często należało poprawiać bo odpadało. Naprawiało się je co roku ale przecież nigdy nie odpadało z całej ściany,  dopiero jak piorun strzelił w wannę.



czwartek, 12 marca 2026

pierwsza wiosenna burza

 W południe posiałam rukolę, rzodkiewkę, pietruszkę i sałatę a po południu przeszła pierwsza burza, czyli wiosna wiosna wiosna ach to ty. 

Wśród uczennic drugiej klasy podstawówki nastąpiła pomyłka i dziewczynki wymieniły w kościach czaszki kość polityczną. 

Gópigus czasem powoduje bóle w potylicy właśnie, dlatego nie chce mi się nic robić tylko leżę albo leżę i słucham książek, jeśli trafię na znakomicie napisaną to jestem zachwycona i jednocześnie wstydzę się, że mam odwagę pisać. 

Z chłopem podśmiechujemy się z miłości, bo młodzież widząc dwoje starszych ludzi trzymających się za ręce wzdycha, że ach to jest miłość, to jest życiowy sukces tak wytrwać ze sobą od młodości do emerytury, ach, jakie to musi być szczęście. A nie wiedzą, że on mnie trzyma za rękę żebym się nie zataczała. Odkryłam, że chodzenie za rękę czy pod rękę stabilizuje chód, łatwiej tak chodzić, wolę się jednak podeprzeć wózkiem w markecie niż chłopa do siebie tak wiązać. 

Nie chodzi o to, że żyjemy w niezgodzie, nie. My nie jesteśmy nierozłączni, mamy osobne życie, jesteśmy małżeństwem ale nigdy nie wrzepiamy się w siebie, jesteśmy osobnymi ludźmi choć wiele nas łączy. Każde z nas ma swój świat z szeroko otwartymi drzwiami dla drugiego. 

Na pamiątkę - przebiśniegi przekwitły, krokusy kwitną, dziś zakwitł pierwszy żonkil, hiacynty tuż tuż. 




sobota, 7 marca 2026

nie dopieprzajmy jedna drugiej

 Baba babie lubi dopieprzyć. 

Że te młode to mają dobrze, bo zmywarki, bo pampersy, bo 800+. I po co im ten silikon w piersiach a usta jak glonojady i rzęsy jak krowa.  

I baby opowiadają, jak chodziły bez zębów, rodziły bez znieczulenia i paliły włosy domową trwałą. Albo mi się coś pomyliło - może leczyły zęby bez znieczulenia, a włosy goliły przed porodem, jakoś tak. 

I ja zawsze wtedy pytam - i co, chciałabyś, aby twoja córka i wnuczka musiały tak żyć?

Kochane baby! Życzę nam łagodnego świata, życzliwości, wsparcia w potrzebie, tolerancji, kogoś do kochania i kogoś, kto mówi - napisz jak dojedziesz. 

środa, 4 marca 2026

na emeryturze o robocie

 Ale po co to wyciągać, składać, ładować, bawić się z tym, potem znów rozkładać,  jak wymyję ludwikiem wyczyszczę pieluchą i patrz jak błyszczy. Błyszczała jej twarz od potu ale czuła się jak bohaterka i chciała, abym ja się poczuła jak leń. 

Kiedy pokarało mnie i musiałam sprzątać profesjonalnie, natychmiast dostrzegłam różnicę - to całkiem inna praca niż utrzymanie czystości w domu. To hektary powierzchni i szmatką i miotełką to można się pobawić we dwoje w zaciszu pokoju hotelowego. Kiedyś jedna ze znajomych spytała mnie - a gdzieś ty się uczyła sprzątać? - Na youtube - odparłam. Śmiała się, ale to była prawda!

Ale w domu też mi się nie chce nadwyrężać. Dlatego od lat psuję jeden za drugim mopy parowe, malaksery i roboty kuchenne, a teraz odkupiłam raz użytą myjkę do okien. 

Uwaga, to nie jest reklama, po prostu dzielę się doświadczeniem. Taka zwykła ściągaczka na akumulator, bez cudów. Ludzie jej nie lubią bo przeważnie nie potrafią jej używać. Chodzi o to, żeby nie żałować piany. Jeśli piany jest dużo, myjka zbiera wszystko idealnie i nie zostawia smug. Myje błyskawicznie i nie trzeba machać rękami. 

Czy ja komuś zepsułam humor z rana tymi oknami? 

 

niedziela, 1 marca 2026

tacy jak my

 

W hotelu nigdy nie było zwierząt ale tym razem to się zmieniło. Był niewielki pies w jednym pokoju a w drugim kot. Kot miauczał przeraźliwie i (teraz mnie to śmieszy) koleżanka często stała tam pod drzwiami i wołała scenicznym szeptem „kici kici kici” i kot na chwilę cichł. Potem ten pokój pierwszy poszedł do remontu.

Pobyt u nas często był przystankiem. Część uchodźców po wakacjach wróciła do kraju. Inni zostali przekwaterowani lub sami znaleźli sobie miejsce do życia a piąte piętro poszło do remontu. Trzeba było rozkręcać i naprawiać meble, malować ściany, naprawiać armaturę, prać tapicerkę i wykładziny, zmieniać pokrowce i nierzadko całe materace, szorować, myć od środka szafy i doczyszczać fugi. Jeszcze funkcjonował pokój zabaw. Było to pomieszczenie w sali konferencyjnej, pełne zabawek, planszówek, pluszaków, kredek, wyposażenie jak w szkolnej świetlicy lecz wszystko popsute, pobrudzone, poniszczone. Wkrótce i to spakowaliśmy do worów i poszło do śmieci.

Zmarnowało się też wiele ubrań. Kiedy przyszła wiosna, panie powybierały sobie ze sterty darów lżejsze rzeczy a zimowe.. porzucały na kupę. Tak samo na śmieci poszły dwa wózki dziecięce. Drogie, ale strasznie brudne. Stały kilka dni koło śmietnika i nikt ich nie chciał. Jest na to wytłumaczenie – to wszystko było za darmo i łatwo dostępne. Poza tym była jeszcze kwestia wielkości bagażu, bo jeśli ktoś jechał dalej to często porzucał hulajnogę, wózek czy zimowy płaszcz. 

Kierowniczka miała „sklepik”. Było to pomieszczenie w którym można było dostać środki czystości, pampersy, kosmetyki, mleko dla dzieci, słodycze, leki bez recepty. Odzież i buty leżały na stercie koło windy.

Przyszedł sezon i brakowało nam ludzi do pracy bo urlopy. Na ten okres hotel przyjmował ludzi na zlecenia ale żadna z pań mieszkających na piątym nie chciała tej pracy. Za to z innego miejsca przyszły do nas dwie fajne dziewczyny, jedna z nich pracuje do dziś. Kiedyś, gdy jeszcze pracowałam, zapytałam – czy chciałabyś wrócić do siebie? Ona bez wahania odparła – ja może i tak, ale moje dzieci za skarby świata, jak są niegrzeczne to ich straszę, że wrócimy i zaraz się poprawiają. Oni tu mają szkołę, kolegów, mówią po polsku, lubią miasto, nie chcą wracać, tu jest ich świat.


sobota, 28 lutego 2026

sąsiedzi tacy..

 

Blondyna eksponująca ciało, nowoczesna fryzura, zrobione paznokcie. Hałaśliwa i roszczeniowa. Dwoje dzieci, jedno pampersowe drugie nieco starsze. Dużo paliła, więcej czasu spędzała w palarni niż z dziećmi. Z czasem dzieci nauczyły się podpierać drzwi i wychodziły sobie kiedy chciały.

Ręczników używała do wszystkiego, do farbowania włosów i do wycierania butów. Za to nie wiedziała, do czego służy kosz na śmieci, więc w całym pokoju i łazience walały się pampersy, mokre chusteczki, jedzenie pomieszane z zabawkami i odzieżą. Smród niebywały, zaduch, wymioty, mocz. Po dwóch tygodniach pokój nadawał się do doczyszczania więc rodzina została przeniesiona do innego a tam trzeba było umyć okno i meble, wymienić zasłony i firanki, materace, wyprać tapicerkę i wykładzinę, doczyścić łazienkę i zrobić ozonowanie. Dwa dni pracy.

Na zwrócenie uwagi śmiała się i mówiła, że nie rozumie, a jak dostała tłumacza to powiedziała, że to przecież dzieci.

Doczyściłam ten pokój i odetchnęłam z ulgą, bo wprowadziły się tam dwie dziewczyny, takie zwykłe, spokojne, miłe, z okolic Lwowa.

O mało mnie szlag nie trafił kiedy zobaczyłam, że Blondyna została przeniesiona z hotelu do akademika na moje piętro (pracowałam w obydwu miejscach) więc znów będę musiała po niej sprzątać. Historia się powtórzyła z tym, że tam nie dało się podpierać drzwi i dzieci zostawały często zamknięte. Koleżanka raz uspokajała to młodsze na rękach z godzinę, tak płakało, a kiedy Blondyna wróciła, stwierdziła lekko – byłam na papierosie i zaraz wróciłam. Czuła się całkowicie bezkarna, kpiła z nas po prostu. Za każdym razem mówiła kierowniczce, że nic się nie stało, że to tylko dzieci, że przecież sprząta ale jest sama więc jej trudno.

Upłynęło dwa tygodnie i znów trzeba było jej zmienić pokój bo pozatykała odpływy a poza tym znów śmierdziało, wszędzie walały się stosy śmieci. Nigdy i nigdzie tak głośno nie klęłam jak wtedy na tę babę. Widzieli to studenci i rozmawialiśmy o tym – oni mieszkając na tym samym pietrze cały czas widzieli, że dzieci są same, matka idzie na całą noc a w dzień śpi.

Nie do wiary, ale sprzątałam po niej trzy razy i wreszcie powiedziałam, że albo ona albo ja, niech ją sobie hołubią a ja się zwalniam bo dłużej nie wytrzymam.

Jutro będzie milej! 

piątek, 27 lutego 2026

sąsiedzi..

 


Rotacja gości z Ukrainy była dość duża. Część z nich zostawała na tydzień lub dwa w drodze na zachód, w oczekiwaniu na wizę lub na wizę i samolot. Wiele osób po miesiącu czy dwóch wracało do siebie, na przykład do Lwowa. Ten miesiąc czy dwa wykorzystali jak umieli i jak potrzebowali. Na uspokojenie, na decyzję co dalej, na łączenie rodzin.

Była to bowiem okazja, by zintegrować się z rodziną już od dawna pracującą w Polsce. Kiedy przychodziła niedziela, na korytarzu pojawiali się panowie z kwiatami i dziewczyny otwarcie mówiły – to mąż, on od dawna w Polsce. Po kilku tygodniach wyprowadzały się od nas i czasem nawet przychodziły przywitać się gdy były na spacerze z dziećmi lub w pobliskim centrum zdrowia. Ten mały skubaniec Dima też do mnie przylatywał z pytaniem – ciocia masz dla mnie bombona? Aż tak chyba w maju spytał – masz dla mnie cukierka?

Na hotelowym parkingu stały dwa bardzo drogie samochody. Dla sprzątaczki prawie każdy samochód jest drogi ale o tych dwóch wszyscy mówili – ojapierdole to na pewno auta uchodźców? Na pewno. Z jednej strony rozumiałyśmy, że uchodźca to nie bezdomny żebrak, to człowiek, który ucieka przed niszczącym jego kraj wrogiem. Ale z drugiej strony czułyśmy dyskomfort, bo taki drogi samochód można sprzedać i jeździć tańszym i wynająć sobie mieszkanie. Przecież wiele z nas połowę pensji przeznaczało właśnie na wynajem lub na spłatę kredytu, my nie miałyśmy za darmo nic. I tak rodziło się poczucie krzywdy. O darmowe przejazdy, posiłki, lekarzy bez kolejki, wreszcie nawet o opaleniznę.

Kiedy nastała wiosna, a maj był piękny tamtego roku, jak lato, nasze lokatorki jeździły na plażę i wyglądały pięknie – wypoczęte, opalone, radosne. A my bieda z nędzą, do urlopu daleko, roboty huk, w autobusach ciasno, wszędzie słychać było ukraiński język. Rozsądek mówił – a czy chciałabyś się zamienić, stracić dom, mieć męża na wojnie?

Przy windzie w dalszym ciągu leżała sterta odzieży i obuwia. W Krakowie funkcjonowało bardzo wiele punktów pomocy i była okazja do nadużyć – niektóre Ukrainki nosiły torby pełne darów i znikały z nimi na kilka dni. Nie byłyśmy ślepe żeby tego nie widzieć. Natomiast na pewno byłyśmy głupie bo żadna nie ośmieliła się sięgnąć po cokolwiek z tych darów, ani dla siebie, ani dla dzieci, a było tam wiele rzeczy – drogie zabawki, odzież i buty. Kiedy po wszystkim moja kierowniczka likwidowała leki z darów, pomagałam jej w selekcji. Zawsze przyda się paracetamol czy apap. Wyprosiłam dla siebie nimesil i Neurovit bo miałam je od neurologa a wcale nie są tanie.

Jeszcze nie miałam wtedy rezonansu i nie wiedziałam, że mam guza w głowie która ciągle mnie bolała a ja myślałam że od roboty.

W najtrudniejszych chwilach, gdy chciało mi się płakać, bo czasem było naprawdę nieprzyjemnie, otwierałam balkonowe drzwi na piątym piętrze i robiłam coś nieprawdopodobnego i niezrozumiałego.

Któregoś dnia znalazłam pod łóżkiem mały pojemnik do puszczania mydlanych baniek. Woziłam go na wózku bo czasem warto było mieć pod ręką jakąś drobną zabawkę dla odwrócenia uwagi wściekłego malucha. Pewnego dnia otwarłam te balkonowe drzwi i zaczęłam puszczać bańki. Piąte piętro, środek miasta. Bańki unosiły się w powietrzu a ze mnie ulatywała złość na życie.

czwartek, 26 lutego 2026

sąsiedzi..

 

Dzieci

Po kilku tygodniach odkrywania różnic kulturowych stwierdziłyśmy ze smutkiem, że styl wychowania ukraińskich dzieci jest podobny do tego u nas sprzed trzydziestu lat.

Warunki były ekstremalne ale dzieci przystosowały się do nich dość szybko. Czuły się u nas dobrze i najbardziej doskwierała im ciasnota. Cały dzień działał pokój zabaw i tam nasi studenci pełnili dyżury, organizowali opiekę, gry i zabawy. Matki w tym czasie załatwiały swoje sprawy. Gorzej było, gdy studenci kończyli dyżur a dzieci dalej się nudziły. Kilka pań zobowiązało się do opieki nad grupką malców i nawet miały grafik ale kończyło się to kłótnią.

Niższe piętra hotelu normalnie funkcjonowały i nie można było przeszkadzać gościom, niedopuszczalne były zabawy i bieganie po klatkach, w windzie i na innych piętrach ale zakazy swoje a życie swoje. Do rozpaczy doprowadzały nas strugi jogurtów na schodach, porzucone nadgryzione owoce, śmieci, zabawki, kartoniki z prawie pełnymi napojami. Trzeba było uważać z wózkami załadowanymi chemią do sprzątania. Miałam doświadczenie ze szkoły, gdzie wózka ze sprzętem nie wolno było na chwilę spuścić z oka. To bardzo poważne naruszenie przepisów ale przecież nie chodzi o przepisy tylko o zdrowie i życie dzieci.

Dlatego zwracałyśmy uwagę mamom a one darły się na dzieci i groziły im laniem, oddaniem na policję i, co było przykre bo na litość boską jak można mówić dziecku w obcym kraju że „pani cię zbije”, pani cię zabierze”, „przyjdzie po nas policjant” itd. Wolałam więc już nic nie mówić. I niestety, dzieci były bite i  były z tego powodu poważne sprawy, tego nie pobłażałyśmy. Na jednym z nagrań monitoringu widać było, jak matka uderza dziecko w głowę tak, że mała odbija się od ściany. 

Raz zapytałam jedną z pań, dlaczego jej dzieci tak przeraźliwie długo płaczą po śniadaniu. Płacz był systematyczny, długi i bardzo niepokojący. Nie wiedziałam czy to zgłosić czy zapytać ale najpierw zapytałam. Okazało się, że dzieci muszą być systematycznie smarowane jakąś maścią i nienawidzą tego, dlatego uciekają, wyrywają się i wrzeszczą. Tam było dwóch chłopczyków, 2 i 4 latka. Ten starszy zawsze się ze mną witał i mówił do mnie ciocia. Wstawał wcześnie rano, wychodził z pokoju i szedł się bawić do pokoju zabaw a kiedy przychodziłam przed siódmą do pracy, stawał w drzwiach i pytał – nasz dla mnie bombona? Spytałam matkę, czy mogę go częstować słodyczami, mogłam. Nie chodziło mu chyba tak bardzo o te słodycze bo w pokoju zabaw zawsze na stole coś było, ciastka, wafelki, kinderki, ludzie znosili dary bez umiaru. Chciał się zaprzyjaźnić, chodzić za mną jak pracowałam. To było miłe ale bardzo mi utrudniało pracę więc musiałam odsyłać go do mamy.

Niektóre dzieci zostawały w pokojach same lub pod opieką starszego rodzeństwa na całą noc. To było karygodne i znów na nic się zdały tłumaczenia że pani wyszła i zaraz wróciła bo przecież jest monitoring.

Ale generalnie wiedziałyśmy, że sytuacja jest ekstremalnie trudna i te matki i tak sobie dobrze radzą, były opiekuńcze, troskliwe, dbały o maluchy i zajmowały się nimi dobrze, ale patologia też była. 

Na drugim budynku było gorzej, tam mieliśmy salę gimnastyczną i tam rozłożono polowe łóżka jedno przy drugim. No i wiecie, ludzie są różni w każdym społeczeństwie. Były więc raz wszy. Kłótnie były ciągle. Wzywanie lekarza do niewielkiej gorączki. Wszechobecne marnowanie jedzenia, niszczenie zabawek i nadużywanie studenckiej opieki. Uczyć języka nie chciał się prawie nikt. Działał tam barek studencki i były wydawane posiłki ale w naszej hotelowej restauracji posiłki były smaczniejsze więc też były pretensje.