środa, 9 czerwca 2021

pachnący miesiąc

 


Pan doktor robił mi badanie zwane potocznie echo serca. Jakie to krępujące.  Proszę się rozebrać! Pan pierwszy! Nie pozwalam sobie na takie żarty, zapytałam tylko, czy mam dobre serce.

Po tym całym covidzie-srovidzie miałam niepokojące bóle, kłucia, a czasem czułam jakby mi kto dzidę wprał pod łopatkę i stąd to badanie. Z kardiologiem zobaczę się w piątek po pracy. Aż się boję bo jestem utyrana jak nigdy, ludzie zapomnieli o pandemii i nadrabiają zaległości wycieczkowe, imprezowe i konferencyjne a my latamy ze stosami ręczników, ścielimy łóżka, wynosimy wory śmieci, jest co robić. Tętno 140, licznik kroków 15 tys.

Panienko z Wrocławia, proszę mi oddać parasol niewdzięcznico jedna.

Żal mi się zrobiło bo padał deszcz to pożyczyłam, miałaś zostawić w pokoju i co? Tak to jest mieć dobre serceJ.

Piwonie kwitną bezustannie, zawsze mi to przypomina taki wiersz Adama Ziemianina

na Ogrodowej kiedyś
świat się zaczął
wtedy nikt nie wiedział
jakie będzie lato

pamiętam pierwszą burzę
to było na balkonie
i rzuciłem ci do stóp
piwonie z Ogrodowej

Dalej nie napiszę, dalej jest o tym, że on całował jej piersi i były jak płatki kwiatów. I tak zaczęłam i skończyłam na biuście, jakie to krępujące.

 

 

piątek, 4 czerwca 2021

wszystkie rybki..

                                 zdjęcie nie na temat, ale dla podziwiania, jakie ładne ryby mieliśmy, o
 Hotel tętni życiem. Jesteśmy zmęczone bo naprawdę jest co robić, goście czekają na każde zwolnione łóżko ale poza tym jest radośnie jak dawno nie było. Czas jest wyjątkowy, prawie jak wakacje, więc ludzie nie śpieszą się, nie denerwują się czekając na windę, nie mają wygórowanych oczekiwań, po prostu się bawią.

Zazwyczaj bywają u nas goście w delegacji, załatwiający swoje pilne sprawy, wychodzący z pokoju z poważną twarzą. Teraz jest czas odpoczynku i zabawy po wielu trudnych miesiącach w izolacji. Po korytarzach biegają dzieciaki, młode pary całują się przy windzie, słychać śmiech i radosne nawoływania.

Mamy ogromnie dużo pracy ale lubię ten czas. Lubię, gdy ludzie są pogodni, bezkonfliktowi, ustępują nam miejsca, zagadują, opowiadają co już widzieli i dokąd się wybierają. Dzieci skaczą z radości bo wiadomo - do smoka, do smoka. Oj, będą rozczarowane. Zawsze, nawet dorośli są rozczarowani, bo co to za smok, całkiem nieżywy.  

Dziś życzyłam pewnej parze,  zawodowo,  miłego pobytu, na co pani odparła bez zastanowienia – wzajemnie. I już przez drzwi usłyszałam jęk –  ale dowaliłam, nie chciałam!

Jadłam dziś nasze pierwsze jagody kamczackie i pierwsze czereśnie.  Wiedziałam, że lato mimo wszystko nadejdzie. 


środa, 26 maja 2021

jednocześnie

 







Jednocześnie kwitną, jednocześnie. To niebywałe. Piwonia i bez, i konwalie. Dziś o szóstej rano pobiegłam do ogrodu zobaczyć, czy piwonia na pewno nie straciła pąków, czy jej nie zadziobały ptaki, nie zjadły ślimaki, nie połamały koty i czy nie wykosił jej Krzysiek. 

Szczęśliwego Dnia Matki. 


poniedziałek, 24 maja 2021

zimny i mokry maj

 Dawno takiego nie było. Zwiewne sukienki i sandałki jeszcze czekają w szafie. Codziennie pada. Wczoraj w samo południe zapaliliśmy ognisko żeby upiec kiełbaski. Wieczorem się nie da bo codziennie pada deszcz. Taki ten maj nieprzyjazny. 

Ale dzień długi. Kiedy wstaję, jest jasno. Zapowiada się pracowity tydzień, goście wreszcie są, lubię.

 Przypominam sobie koszmar z lutego, gdy brnęłam w śniegu w ciemnościach na przystanek nie widziałam gdzie chodnik a gdzie ulica, bo pan akurat przejechał pługiem. Teraz wychodzę chwilę wcześniej, idę wolno i zachwycam się świergotem ptaków. 

Zanim pójdę do pracy, poproszę Was o coś. 

Napisz o sobie coś dobrego. 

środa, 19 maja 2021

biopsja tarczycy i inne doznania urlopowe

 I po urlopie. Było nieźle. 35 stopni. Razem przez te dni. Wody pod dostatkiem. Z nieba. Proszę wszystkich, którzy modlą się o deszcz, żeby jednak przestali. 

Piec się włączał (w maju!) więc siedziałam czasem bez koca, choć przeważnie byłam nim owinięta. 

Na koniec zafundowałam sobie ekstremalne doznania, czyli biopsję guza tarczycy. O mało nie zemdlałam bo to trwało dość długo i to uczucie rozpychania i wiercenia jest okropne. Nie każdy tak ma, nie ma co straszyć. Dla jednych to tylko lekkie ukłucie. Mnie wszystko boli bardziej więc narzekam a raczej opisuję co czułam. 

Tak się potocznie mówi "guz" a właściwiej byłoby powiedzieć "zmiana". Każdy ma jakieś guzy, zmiany, torbiele, nie ma się co przejmować, będą wyniki to się wyjaśni co to takiego. 

Jutro Krzysiek ma szczepienie na covid. Ja trochę później. Chcemy się zaszczepić bo choć przeszliśmy chorobę to można się zakazić drugi raz.  Nie wiem, czy byśmy znieśli powtórkę. 

Jaki tytuł mi się napisał fajny, dawniej bardzo się starałam, teraz się tak nie angażuję, bardzo szkoda, lubiłam zgrabne kawałki na blogu. 

Może jeszcze kiedyś. Może. 

Dziś też Cię kocham.