środa, 28 września 2022

jesień



 Wszyscy chwalą się grzybami i jak co roku  podziwiam  odwagę grzybiarzy a zamiast grzybów wklejam zdjęcie jabłka. Też ładne. I na pewno nie jest zatrute.


Mój tata, który zawsze zaopatrywał mnie w suszone grzyby na wigilijne uszka już tego nie zrobi ale tradycję podtrzymuje siostra, która ma zasady dotyczące grzybobrania i o tym dziś napiszę. 
Zbiera grzyby tam, gdzie wie, że rosną od lat. Ale nie każdy mieszka w pobliżu lasu! - przerywam. To prawda. 
Tata wywalił mi raz pół koszyka - opowiadała. I to nie dlatego, że znalazł w nim trujące osobniki. Malutkich grzybków nie zbieraj! - pouczał. Nie wiadomo, co z nich wyrośnie. Ale malutkie są najlepsze do marynowania - protestowałam. 
Dyskutować nie ma sensu bo skoro od pięćdziesięciu lat nie zerwałam żadnego grzyba to nie mam prawa głosu. Ale zawsze będę się zastanawiać, dlaczego ludzie tak zawzięcie jeżdżą na te grzyby, łażą po lesie, łapią kleszcze, mokną, wywracają się na liściach i na obślizłych konarach a potem przywożą do domu wiadra pełne zdobyczy i spędzają długie godziny na oczyszczaniu i przetwarzaniu. O długim pobycie w szpitalu lub ostatecznym pożegnaniu nie wspomnę. 




czwartek, 22 września 2022

zabawa

 


I ciekawe po ile osób się zakwaterujecie, i kto będzie przynosił materace, dodatkową pościel i ręczniki! Klucze u staruszka w recepcji, wiadomo! 

niedziela, 18 września 2022

coś się skończyło

 Czuję, jakby zatoczyło się koło. Te żarty o zbieraniu chrustu - dla mnie to wcale nie było śmiesznie bo ja doskonale pamiętam, jak pod Brzanką zbieraliśmy bukowe gałęzie a potem rąbaliśmy je na niewielkie kawałki do palenia pod blachą. Bieda. Tak to się nazywa. Chleb z pasztetową zawinięty w kartkę wyrwaną z zeszytu. Początek wakacji na kolanach w truskawkowym polu u gospodarzy, którzy nas zawsze oszukiwali przy wypłacie. 

Nie chcę tego, co już było. Nie chcę galopującej inflacji, pustych sklepów i racjonowania towarów. Nie chcę być zaradna, oszczędna i jednocześnie bezradna.

Dorosłość też nie na bogato. Nie było czym palić w piecu. Nie mieliśmy znajomości, nie wiedzieliśmy komu trzeba dać łapówkę, dlatego  w pierwszą zimę, a dom kupiliśmy na Trzech Króli, spaliliśmy pół sadu. Styczeń tamtego roku był dość ciepły, rżnęliśmy na podwórku to mokre drewno piłą moja-twoja. Oczywiście nie chciało się palić. Przez szpary w oknach wiało, poutykałam je watą a pod drzwi podłożyłam zrolowany, stary koc.

Nie mogliśmy dogrzewać się piecykiem elektrycznym bo natychmiast wywalało korki. Nauczyłam się wtedy okręcać je miedzianym drucikiem i włączać na nowo.

Od miasta dzieliło nas zaledwie dziesięć kilometrów, teraz już miasto puka do granic ale wówczas dojazd do pracy zimą był tragiczny. Po oblodzonej i zaśnieżonej drodze żaden kierowca autobusu nie chciał jechać. Wieś położona na uboczu więc droga odśnieżana była na końcu.

Wieś śmierdziała. Wszystko przesiąknięte było ohydnym fetorem pochodzącym z tuczarni, gdzie hodowano świnie. Nie dało się suszyć na zewnątrz prania, rowami płynęły nieczystości, z kominów unosił się czarny, duszący dym ponieważ wszyscy  paliliśmy  czym popadnie.

Prawie wszyscy w tym ekstremalnie zanieczyszczonym środowisku uprawiali warzywa i hodowali zwierzęta a nadwyżki sprzedawali na krakowskich targowiskach.

Żywność była reglamentowana, nie pamiętam, ile było przydziału na człowieka, bardziej pamiętam, że na kartki był cukier, mięso i wędliny, masło, alkohol, papierosy  i słodycze. To wtedy powstawały czekoladowe bloki z mleka w proszku ,  pierniki ze sztucznym miodem i wafle z masą z margaryny i cukru.

To wtedy sklepowe i salowe miały władzę. Niewiele można było kupić ale wielu można było przekupić.

Rodzące były golone tępymi maszynkami i szyte bez znieczulenia, przeziębionym dzieciom lekarz przepisywał lek nasenny.

Kiedy moi rówieśnicy wspominają tamte czasy z nostalgią i sentymentem, ja jestem przerażona. Wiem, że to się już nie wróci bo ludzie są inni, bardziej świadomi, nie mogą też  czuć się bezkarni jak wówczas, ale i tak się boję.

 Spokojnie, czereśni nie zetnę na opał bo nie mam pieca. Musiałam zażartować choć nie bardzo jest się z czego śmiać. Ale już nie chcę być zaradna, nie chcę być oszczędna, pracowita  i zapobiegliwa.  Choć zmartwienie na zapas nic nie da, czuję niepokój. 


Nade wszystko chcę się czuć bezpiecznie.

sobota, 17 września 2022

taka niespodzianka

 Ból ręki bardzo mi utrudniał pielęgnację włosów aż wreszcie postanowiłam je ściąć. Okazało się, że osiągnęły już długość 30 cm i pani uczesała je w ciasny warkoczyk i ciachnęła a potem starannie schowała do koperty mówiąc, że zamierza je wysłać do fundacji na peruki dla chorych na raka. 

Wszystko jest po coś.