Krysia opowiada i od czasu do czasu przerywa, aby otrzeć łzy
i wyczyścić nos. Przeprasza i wraca do opowieści.
Dziewczynki urodziły się normalnie, łatwo nie było ale nie
było też komplikacji. Natomiast Pawełka rodziłam długo, byłam po nim strasznie
słaba, wykończona po prostu, bałam się bardzo o niego bo przecież po takim
długim porodzie dziecko może rozwijać się gorzej. Poświęcałam mu najwięcej
uwagi. Najpóźniej pożegnał się z pieluchą, nie lubił się uczyć, musiałam z nim
siedzieć nad zeszytami.
Pyskował i przeklinał. Obrażał się gdy mu coś nie wychodziło,
rzucał się na siostry z pięściami o byle co. Nawet pies się go bał.
Tłumaczyłam, prosiłam ale on wszystko musiał robić po swojemu. Skończył zawodówkę
i stwierdził, że musi odpocząć. Myślałam, że dał sobie miesiąc wakacji ale on w
ogóle roboty nie szukał. Ja szłam do pracy, mąż do pracy a Pawełek spał do
południa i nic go nie obchodziło. Dziewczyny już mieszkały w dużym mieście a
kiedy przyjeżdżały do domu, unikały Pawełka. Nie lubili się. Jak to możliwe, że
rodzeństwo się nie lubi, nie wiem co ja zrobiłam z tymi dziećmi źle.
Karolina mi mówiła, że Pawełek nie oddaje długów. Pożyczała mu
wiele razy, Madzia tak samo. Mąż Madzi załatwił mu pracę ale Pawełek po tygodniu
ją rzucił. Mówił, że tam go poniżali, dawali najgorsze zadania. Co robił?
Chodził po magazynie, wyszukiwał zamówiony towar a potem pakował go do wysyłki.
Nic trudnego, wsadzić książkę czy zabawkę do kartonika i okleić taśmą. Ale jemu
dawali do pakowania wszystko co najtrudniejsze, kłócił się i wreszcie strzelił
o biurko identyfikatorem i trzasnął drzwiami firmy.
Pracował w sumie może dwa miesiące w roku, ciągle próbował
ale nigdzie mu nie pasowało, tak to leżał całymi dniami, wychodził wieczorem do
kumpli, wracał pijany i mówił, że nie pił albo od razu się rzucał, nie dało mu
się nic powiedzieć. Nie daję mu na picie więc to nie moja sprawa – tak mówił.
Bezczelnie się śmiał, gdy po nim sprzątałam. Masz rączki, masz nóżki to myj
wannę, szoruj kibel! Kiedy był mały, zachęcałam go do samodzielności – masz rączki,
masz nóżki, schowaj zabawki do pudła, odnieś talerzyk do zlewu. On teraz tak ze
mnie kpił. Popychał mnie aż uderzałam w ścianę, szarpał mnie, wszystko musi być na już, natychmiast.
Narobił długów, pobrał kredyty. Bałam się, że pójdzie do
więzienia. Spłaciłam. Spłacałam za niego wiele razy. To przecież moje dziecko,
co się dziwisz. Ja ci opowiadam o nim jakby był złym człowiekiem, ale przecież
on taki nie jest tylko nie umie sobie poradzić w życiu i o wszystko obwinia
mnie.
Krysia znów płacze. Nie da rady tak żyć ale nie da rady się
przełamać. Bo to syn, jak złożyć skargę, że się nad nią znęca, że ją okrada,
jak wyrzucić własne dziecko z domu, własne dziecko!