Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sanatorium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sanatorium. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 listopada 2022

i co to będzie

 

Zmiany, zmiany w tym sanatorium ogromne, na moje szczęście nie zmieniły się ceny, nadal jest podejrzanie tanio.

Obłożenie pełne ale ja mieszkam sama bo nikt by ze mną nie wytrzymał ani ja z nikim. Przyjechała jakaś duża, wesoła grupa i widać, że dobrze się bawią. Oprócz tego są normalni kuracjusze ze skierowaniem i wolni strzelcy tacy jak ja.

Jadalnia, gdzie zawsze było spokojnie, miło i dostatnio, zmieniła się w bazar. Zrobili bufet i wiecie jaka jestem – kiedy dotarłam do lady, zostało mi parę kawałków suchego chleba i cztery plasterki ogórka. Nie umiem się przepychać. Pani z kuchni doniosła trochę żółtego sera i wędlin.

Na moje nieszczęście posadzono mnie (miejsca są wyznaczane bo obiady serwowane do stolika) przy sześcioosobowym stoliku zajmowanym przez dwie pary małżeńskie 65+ i ja. Kiedy dotarłam na swoje miejsce, okazało się , że siedzę między dwoma panami a po drugiej stronie stołu siedzą ich małżonki. Maryjobosko, przecież one się na mnie patrzą z takim jadem że nic nie przełknę. Najpierw nie chciały się zgodzić żebym zajmowała to miejsce.  Były wściekłe! Panowie za to są wobec mnie ujmująco grzeczni. Nic, absolutnie nic nie zrobiłam, nie prowokuję, nie mam malowideł ani dekoltów, nawet pazurów sobie nie zrobiłam wyjazdowych. Mam nadzieję, że nas nie wsadzą wszystkich razem naraz do jakuzzi bo mnie te żmije utopią.

Albo nie będę się przejmować i od rana zacznę podrywać tych starych dziadów, raz jednego, raz drugiego.

piątek, 5 listopada 2021

trochę strachu

 Obudził mnie rano ból głowy i pierwszą myślą było – a jeśli znów złapałam covid? Jestem dwukrotnie zaszczepionym ozdrowieńcem ale całkiem możliwe, że moja odporność nie jest zbyt wysoka bo po wiosennym zachorowaniu ciągle na coś narzekam. Tak jakbym się rozsypała i zepsuła, nic nie jest takie jak było.

Tutaj jest mnóstwo ludzi. Jedni to kuracjusze przebywający ze skierowaniem, oni musieli mieć paszport covidowy, czyli są zaszczepieni. Testów nie musieli robić. Pozostałych gości nikt o nic nie pyta. Mamy nosić maseczki ale nie nosi ich prawie nikt,  jedynie w części zabiegowej można jeszcze dojrzeć zasłonięte twarze. Panie dezynfekują maty do rehabilitacji ale wszystkie pomieszczenia są ciasne, kuracjusze wpychają się przed swoją kolejką i zupełnie tego nie rozumiem – są na wczasach, mają wyznaczony termin zabiegu, nikt nikogo nie pogania a i tak siedzą przed zabiegowym z kartką w rękach i co chwilę pytają – a może lampa będzie wolna, a mogłabym wejść na kąpiel teraz bo tam nikogo nie ma..

Nie ma bo przyjdzie za 10 minut i będzie zajęte – odpowiada dziewczyna. A to poczeka – próbuje wejść kuracjuszka.

Boi się że jej prądu czy wody braknie albo kozetkę ktoś wyleży? Maseczki mają w kieszeniach, jedną przez trzy tygodnie. Są wszak nieśmiertelni.

Wzięłam tabletkę na ból głowy, teraz odpoczywam, ha ha jak to brzmi, chwilo trwaj – śniadanie (pyszne pieczywo, pasta z dorsza wędzonego, ser żółty, rukola, pomidor, jajko) potem kąpiel w wannie z hydromasażem, potem relaks na macie, i ten fotel masujący, trzeba odpocząć koniecznie.


 

 

wtorek, 2 listopada 2021

w sanatorium życie płynie..

 Zawsze mi się w sanatorium coś przytrafi i ludzie mają uciechę. Rok temu paradowałam przy basenie w kostiumie z kartką na tyłku a wcześniej spiekłam sobie plecy na bordowo i musieli mi zmieniać kąpiel solankową na okłady z czegoś. 

 Jestem gościem komercyjnym, to znaczy, że za pobyt, wyżywienie i zabiegi płacę z własnej kieszeni i traktują mnie lepiej, choć uczciwie przyznaję, tutaj gorszego traktowania nie widać. W Krynicy czy w Wysowej to była przepaść. Ale jeszcze porównam jadłospis bo może jest różnica. Pokój mam ciepły, czysty, łazienka beznadziejna, brodzik i foliowa zasłona, no trudno, przeżyję,  jest tu  uwaga szczotka i mleczko do sprzątania ale sprzątać nie zamierzam, zostawię pokojowym dyszkę na poduszce. 

Do brzegu do brzegu. Internet jest beznadziejny więc nie wiem czy się opublikuje ta notka. Zostaję tylko do soboty więc nie szukam innego, niech będzie ten co jest. Wieczorami zamierzam siedzieć w kawiarni i pić wino a nie ślęczeć przy laptopie jak to zawsze czynię. Choć po tym dzisiejszym incydencie to nie wiem czy nie pokazywać się ludziom. 

Było tak. Mam same relaksujące zabiegi czyli jakuzzi, masaż na fotelu,  jakieś czary mary z polem magnetycznym i prądem. Wszystko w cenie pobytu, plus trzy posiłki dziennie. O jedzeniu już pisałam to na razie nie piszę więcej, dawno nie jadłam takich pyszności. Tu głównie chodzi o to, że te posiłki są domowe i bardzo świeże, bez cudowania ale i bez oszczędzania. Nikt nie dzieli pomidora na czworo. 

Dziś rano pierwszy zabieg - jakuzzi. To jest takie kąpielowe pomieszczenie, prysznice, przebieralnia, no i takie urządzenie jak wszędzie, dość duże, chyba na cztery osoby. Ostatnio jak byłam z Krzyśkiem to byliśmy rozpasani, tylko we dwoje i na golasa, ale teraz jestem sama więc zabrałam kostium. 

Ale z pokoju wyszłam w szlafroku, i dopiero tam na miejscu poszłam pod prysznic a potem już w kostiumie zmierzałam do bąbelków gdy drzwi się znienacka otwarły i wszedł dziarski emeryt z pretensjami - co ja tu robię skoro on ma zabieg na dziesiątą! Ja też na dziesiątą - odparłam i spokojnie weszłam do wanny. Poleciał na skargę do pielęgniarki że mu jakaś baba wlazła do jakuzzi a in chce być sam. No, jaka porażka. Przecież to przejdzie do sanatoryjnych legend. Dla mnie to wcale nie jest komfortowa sytuacja ale właziłam ludziom do jakuzzi wiele razy na basenach, na termach, i nikt się nie pytał czy można czy nie a tu śmiechom nie ma końca. Nie przejmuję się tak bardzo jak ten pan bo to nie ze mnie się śmieją. 




sobota, 3 października 2020

wspomnienie z wakacji

 


Leżałam na kocu rozłożonym na trawie i nawet nie chciało mi się czytać. Łagodne, wrześniowe słońce nagrzewało moje odsłonięte ramiona i nogi. Spoglądałam spod przymkniętych powiek na widniejący na horyzoncie trójkąt Babiej Góry (pokochałam ten widok od pierwszego wejrzenia) i modliłam się prostymi słowami  - Boże, niech ta chwila trwa. Rzadko kiedy czuję taką łagodność życia.

Poczułam cień zasłaniający słońce. Otwarłam oczy. Ach, to ten starszy pan od trzeciego stolika. Krzysiek by tak nie stanął bo wie, jak tego nie lubię.

Sanatorium rządzi się swoimi prawami i znamy się z widzenia z zabiegów i z jadalni.  

Czasem ktoś wsiądzie do windy a czasem ktoś do windy nie wsiada za skarby świata tłumacząc, że nie robił tego przez całe życie to i teraz nie będzie, po schodach czasem chodził. I idzie po schodach.

Ten pan windą nie jeździł. Może po prostu ma zdrowe kolana.

- Pani tu sama, nie nudzi się pani?– zapytał pan. 

Boże, a prosiłam. Nie ma się co targować, Klarka, ogarnij się. Zostaw targowanie na poważniejsze sprawy.

- Dzień dobry – odparłam – nie, nie nudzę się.

- A ja się bardzo nudzę, jestem sam już 16 lat – powiedział pan.

 Jasny gwint.  Nie klnij, bądź miła. Chłopu ktoś nagadał że w sanatorium może poderwać każdą laskę a ty jesteś teraz najatrakcyjniejsza wiekowo i z wyglądu, kelnerki i rehabilitacja się nie liczą.

Ale jak to sam? – spytałam.

- Wdowiec jestem, na emeryturze, kolejarz, my przechodzimy na emeryturę wcześniej – zaczął opowieść pan.

- O, i podobno emerytury macie nie takie skromne i jeszcze różne przywileje branżowe – mruknęłam a pan uradowany opowiedział mi, że owszem, ma, i dlatego przyjechał pociągiem a nie samochodem. Buhahaha to jak mnie zaprosisz na karpatkę  do „Karpatki” na piechotę z tej góry,  nie rób sobie jaj!

Patrzył na moje opalone uda.  Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale jeśli ktoś patrzy obleśnie to ja to doskonale czuję. Przez  to nie lubię starszych facetów. 90% to obleśni erotomani gawędziarze. 

Na długo pan przyjechał? – przerwałam wywód o ładnym własnościowym mieszkaniu i dobrym zdrowiu.   Z zazdrości, ja ledwo żyję bo mnie wszystko boli ale i tak zapieprzam w hotelu i się nie chwalę bo nie ma czym a do emerytury daleko.

- Dwa tygodnie – oznajmił pan. Dwa tygodnie, stać mnie – dodał.

-  A ja tylko na tydzień i z powrotem do pracy – westchnęłam. 

Znów ktoś zasłonił mi słońce. A jednak. 

Cześć piękna, można się dołączyć? – zapytał uśmiechnięty siwy facet z krzywo obciętymi włosami. 

- Zapraszam – odparłam z czarującym uśmiechem i przesunęłam się robiąc miejsce na kocu.

 Panowie się poznają. To mój mąż Krzysiek a to pan kolejarz – przedstawiłam.

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 13 września 2020

Sanatorium "Cegielski" w Rabce-Zdroju

 

Duży, zadbany teren wokół budynku

 

Sanatorium zbudowano na stoku góry na pięknej, widokowej działce. Teren posesji jest duży, można tu spacerować, odpoczywać na leżaku czy kocu, jest letni basen z podgrzewaną wodą, plac zabaw dla dzieci, boiska do siatkówki i piłki.  Dzieciaki mogą tu jeździć na rowerkach czy hulajnogach, widziałam tatę, który uczył swoich synów jazdy bez bocznych kółek. Miejsca jest dość.


 


Widok z pokoju na piętrze. Czyż nie jest pięknie? To zdjęcie zrobiłam w pochmurny dzień ale i tak jest przyjemnie, z dala od głównej ulicy, nie przeszkadza nic – ani szum samochodów, ani światła miasta.

 

To jest Babia Góra. Kiedy byłam dzieckiem, takie właśnie rysowałam obrazki – domki ze spadzistym dachem, las, a na horyzoncie trójkątne góry.

Dla mnie to położenie było idealne ale nie będzie ono takie dla wszystkich. Aby dostać się do centrum Rabki, trzeba pokonać kilkaset metrów dość stromą ulicą. Do najbliższego sklepu jest dość daleko, do Zdrojowego Parku, gdzie można spędzić całe popołudnie i nie znudzić się, jeszcze dalej.

Młodsi kuracjusze robili zakupy tym, którym stan zdrowia nie pozwalał na taki forsowny wysiłek a nie mieli samochodu. Sanatorium posiada busa i myślę, że gdyby został on wykorzystany do transportu gości choćby raz na dzień to znalazłby się komplet pasażerów. To uwięzienie na górze doskwierało wielu osobom. Kilka zdesperowanych pań zamawiało taksówkę, aby choć raz w tygodniu być na dole.

Ale za to zabiegi!

 

Wszystkie gabinety znajdują się na tym samym poziomie. Jest siłownia i sala gimnastyczna. Zajęcia prowadziła bardzo sympatyczna dziewczyna, starająca się urozmaicić nam gimnastykę wieloma przyrządami – są piłki, skakanki, drążki, gumy i wiele innych „zabawek”. Do siłowni można też przychodzić po południu za niewielką opłatą.

Można  kupić sobie kilkadziesiąt minut w jakuzzi choć relaks w tej wannie może zapisać również lekarz jako jeden z zabiegów.

Pracuje tu młody i niezwykle sympatyczny zespół rehabilitacyjny. Nikt nikogo nie pogania, jest spokój, zabiegi są dostatecznie długie, jest czas na spokojne ubranie się i odpoczynek. Ale można również przyjść na zabieg w szlafroku bo wszystko odbywa się w jednym budynku.

Wśród kuracjuszy jest wiele dzieci i osób z poważnymi deficytami, odbywają się tu turnusy rehabilitacyjne.

Zakwaterowanie

Pokoje są bardzo skromne. Ja jestem jak ta księżniczka na ziarnku grochu i może dlatego nie spałam dobrze ani na rozkładanej kanapie, ani na tapczaniku. Za telewizję płaci się z góry. Internet jest bardzo kiepski!

Łazienki to osobny temat. W mojej była głęboka wanna z ceratowym parawanem. Osoba

niepełnosprawna miałaby poważny kłopot z kąpielą. W innych pokojach są prysznice z głębokim brodzikiem.

 

Jest czysto. Panie pokojowe codziennie sprzątają części wspólne, pokoje na życzenie. Na parterze jest pralnia, wystarczy zanieść pranie i umieścić w torbie karteczkę, co sobie życzymy – na przykład pranie w 60 stopniach i suszenie. Kosztuje to parę złotych.

Dla każdego coś dobrego.

 

Posiłki są bardzo smaczne. Byłam zarówno kuracjuszem jak i gościem hotelowym i pierwszy raz nie dostrzegłam różnicy, wszystko było świeże, ciepłe i pachnące. Jedzenia jest  dużo, każdy nawet taka wybredna osoba jak ja naje się do syta. Można przytyć!

W jadalni są duże stoły, dzięki temu je się komfortowo, bez ścisku.

Na koniec



Pozdrowienia przesyłają cztery słonie. Dziś też Cię kocham.