Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społeczność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społeczność. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 grudnia 2010

Nie umiem składać życzeń

Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?
Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?
Dlaczego śpiewamy kolędy?
Dlatego, żeby się nauczyć miłości do Pana Jezusa.
Dlatego, żeby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby uśmiechać się do siebie.
Dlatego, żeby sobie przebaczać

ks. Jan Twardowski

Dni przepełnionych radością, serdeczności, spokoju, życzliwości. Wesołych Świąt!

środa, 22 grudnia 2010

telefon od przyjaciół

Chcę Wam oficjalnie podziękować za gwiazdkowy prezent. Listonosz mi przyniósł dziś całkiem przyzwoity telefon, który jest nagrodą w orzeszkowym konkursie. Ponieważ w regulaminie za zajęcie drugiego miejsca nie była przewidziana żadna nagroda, uważam ten gest organizatora za bardzo miły. Jeszcze mam obiecane orzeszki, ha!
Mam więc dzięki Waszym głosom nowy telefon, żeby mi go tylko koty nie rozbiły. Będę uważać.
Trochę Wam uchylę rąbka tajemnicy konkursowej. Kto się zna na marketingu temu nie muszę tłumaczyć o co w tym konkursie chodziło. Na pewno nie o to, kto ma lepszy blog. Byłam przerażona zajadłością tych młodych dziewczyn, które przychodziły mnie wyzywać, że śmiem konkurować z ich bożyszczem  ale jednocześnie widziałam antyblogi, na których nawoływały do...głosowania na mnie, aby tylko Honorata nie wygrała. Jednak jestem nie z tego świata, bo takie zachowanie nie mieści się nijak w moim sposobie życia. Za to byłam zachwycona, gdy się dowiedziałam, ile osób mnie lubi i się stara, żebym pojechała na ten rejs. Krążyły takie ciepłe i miłe słowa – „fajnie by było, niechby sobie Klareczka pojechała” przekazywane w mailach, na grupach, przez telefon.
Jesteście niesamowici, dzięki!

poniedziałek, 20 grudnia 2010

stara zrzęda

Czasem zapominam, że jestem starą zrzędą i macie chwilę oddechu, ale nie ma lekko, nie, właśnie mi się przypomniało i mam taki dzień, że bez siekiery nie wychodzę z domu. Nie żebym szła po choinkę albo rąbać drewno, nie ma tak dobrze. Bym na przykład pogroziła temu Tadkowi, co mnie w mailach straszy piekłem. On mnie piekłem to ja mu siekierą, a co! Albo tym, którzy rozkładając odpowiedzialność mówią i piszą w liczbie mnogiej. „Staramy się być życzliwi”. To się starajcie, mnie do tego nie mieszać. „Jesteśmy obojętni na krzywdę” – ja nie jestem, ale nie chcę zrobić z obydwu blogów słupa ogłoszeniowego, oddawać krew na kaszankę dla bezpańskich psów i iść na tory w ramach akcji „o jedną blogerkę mniej”.
I jeszcze moje ulubione łańcuszki szczęścia. Przepisz to sto razy ręcznie, puknij się w łeb, idź na kolanach do sklepu i daj buzi pierwszemu z brzegu żulowi a spotka cię szczęście. Jedna baba przepisała i wygrała bilet na wieczorną mszę, inna baba nie przepisała, wyszła z domu i urwało jej rękę. Jej mąż przepisał za nią i mu ręka odrosła. Ma trzy. Do tego ma w kompie konie trojańskie, reklamiarza i herbatę z cytryną. Jak się ma trzy ręce to nie wiadomo którą trzymać kubek.
Odpisuję na te wszystkie listy z prośbami o wsparcie, łańcuszki wyrzucam bo mi już wszystko jedno czy mi urośnie ręka albo włosy na plecach, na Wasze komentarze nie bardzo daję radę odpisywać, za co przepraszam i nie obiecuję się poprawić, bo nie gniewajcie się, nie wyrabiam. Jeszcze te koty. Dobra, oszczędzę Wam tego.
Bardzo pięknie dziękuję za słowa uznania związane z ostatnim opowiadaniem na pierwszym blogu. Cieszę, że się Wam podobało, jak sobie czytam te komentarze to się uśmiecham, sama radość, prawdziwy kącik samochwały! 
Jednak się nauczyłam czegoś od lansiary! (ostatnie zdanie dedykuję "rozpasanym w żartach")

poniedziałek, 29 listopada 2010

społeczność, czyli my!

Zachowuję się jak dziecko bo tak mnie cieszy ten blog. Bawię się gadżetami – klikam w geostat i wołam do Lubego – chodź zobacz co to za flaga, mam gości z Baku, ojej, i z Australii, i z Ameryki, i ze Skandynawii, i z Japonii, wreszcie Luby nie wytrzymał – zawołaj mnie dopiero jak będzie ktoś z Marsa!
Widzieliście to? Przychodzicie z całego świata! Wiedziałam już wcześniej, że są goście z USA i Kanady, i kilka osób z Anglii, ale tyle? Ale Was rozrzuciło po świecie, jej, muszę chyba bardziej uważać jak kreuję Polskę, bo jeszcze kto pomyśli, że więcej jest takich narwanych pań w średnim wieku uganiających się po ogrodzie za kocurami, albo coś.
Teraz to już umieram z ciekawości, bo ktoś przychodzi z Zielonki, Oławy, albo z Ostrowca, albo z Łańcuta! Kto by to pomyślał, że ludzie na całym świecie wiedzą, jak ma na imię mój kot!
Dodaję Wasze blogi, jeszcze nie wszystkie, powoli, w miarę odwiedzin. Będę mieć Was pod ręką. Nie ukrywam, że zamierzam zarabiać na tym blogu choćby na karmę dla kotów, klikajcie więc w reklamy i czujcie się sponsorami Miaukotka i reszty.