Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 listopada 2022

o dziadku ponurym i kocie, który ucieka do dziury

 Hania ma fazę na rymowanie i mówi wierszem. Przywitała się ze mną i pyta - a gdzie dziadeczek kochany?

- A ogląda jakieś bzdury w swoim pokoju! - odpowiadam. 

Czemu oglądasz bzdury dziadku ponury? - woła dziewczynka a ja wybucham śmiechem aż kot w popłochu skacze ze stołka prosto w miski z wodą i jedzeniem. (Siedział nad nimi i medytował).  Rozlał wodę, rozsypał granulki, zwiał do schowka za meblami i już do wieczora nie wyszedł.

*

Pieczemy ciasteczka, Hania wałkuje i wykrawa, jedna porcja już się piecze w piekarniku. 

Jak tu pięknie pachnie, sama nie wiem czy iść do pokoju gdzie również jest piękny zapach czy zostać w kuchni - mówi moja wnuczka. 

- Do łazienki idź, tam kuweta jest, jeszcze inny zapach - docina dziadek ponury. 

Rysujemy to, co chcielibyśmy dostać pod choinkę i Hania rysuje udekorowane drzewko, prezenty i Mikołaja, ale jest problem bo na stole nie ma czerwonej kredki. Niebieskiego narysuję - mówi dziewczynka.

 - Widziałaś niebieskiego Mikołaja? To jest raczej smerf! W Lidlu jest niebieski Mikołaj - śmieje się Hania. I ten zestaw do robienia eksperymentów też chyba jest - dodaje. 

Zdaje się, że będziemy się w święta bawić w małego piromana. 


niedziela, 26 grudnia 2021

odpoczywam

 

Jest dziesięciostopniowy mróz. W karmniku na ganku przepychanki . Gapię się na ptaki, na skrzący się w słońcu śnieg, na pokryte szronem konary starej jabłoni. W tym roku nareszcie nie ma grubej warstwy lodu na szybach bo mamy nowe okna. Dobre i to. Do kolejnych podwyżek za gaz podchodzę z obojętnością, nie mam na nie wpływu choć to paradoksalne – ciężko pracuję aby ogrzać dom a spędzam w nim niewiele czasu bo jestem w pracy.

Święta to dla mnie zawsze dobry czas. Kocham  te łagodne, spokojne dni. Najważniejsza jest kolacja wigilijna. W tym roku chyba za dużo mówiliśmy o pracy ale to pewnie dlatego, że jesteśmy teraz z mężem w jednej firmie.

Hania już śpiewa kolędy. Jeszcze wierzy w Mikołaja ale obawiam się, że to ostatni rok.

W przeciwieństwie do mnie. Ja cały czas wierzę, że przyjmowanie i obdarowanie to magia. Daje się niewiele a nieoczekiwanie wraca dużo więcej. Z pieniędzmi może tak nie jest, ale z tym, co nie ma miary,  na pewno.

Kilka lat temu obiecywałam sobie, że nie będę,  jak inne babcie, bezustannie opowiadać o wnukach i chwalić się ich zdjęciami. Jak można o nich nie opowiadać kiedy są promykiem szczęścia , radością i uśmiechem. Teraz to rozumiem. Babcie, dziadkowie, jeśli tylko macie ochotę, piszcie mi tu o swoich wnukach do woli.

Jeszcze posiedzę chwilę w piżamie, jeszcze pogapię się na biały, skrzący się w słońcu ogród. Tego mi było trzeba. Jasności i czasu dla siebie. Za chwilę znów będzie ważniejsze „muszę” i „trzeba”, a na razie jest „nic nie muszę”, „nic nie trzeba”.  

czwartek, 11 listopada 2021

takie święto

 



Wolny od pracy zawodowej dzień wykorzystałam na rodzinne spotkanie. Hania  przyjechała na rowerku i od drzwi pytała - babciu babciu a kogo bardziej kochasz, Boga czy Polskę? A jak myślisz? - nie dałam się podpuścić małej mądrali. To się nie wyklucza - odparła i podśpiewując marsz marsz Dąbrowski z ziemi polskiej do wioski zajęła się dekorowaniem paznokci. Tak. Dziecko może bawić się zabawkami edukacyjnymi ale może też doklejać naklejki i posypywać paznokcie brokatem a także nosić koronę wróżki i czarować różdżką abrakadabra niech się wyczarują nowe opony. 


niedziela, 17 października 2021

cztery lata

 

Hania, moja wnuczka, dobrze wie, w której szafce dziadek trzyma słodycze. Tak, dziadek to łasuch i zawsze jakieś cukierki, czekolady i ciasteczka ma. Ja ze słodyczy wolę wino półsłodkie ale i tego nie mogę bo mi ciśnienie skacze i robię się czerwona  jak pijak, co to w ogóle jest za życie, prawie już nic nie mogę oprócz orki, czas umierać albo coś.  Ale nie o tym miało być.

Hania dziadka bardzo kocha i zwraca się do niego „dziadeczku kochany”,  co mnie bardzo rozczula bo wiecie – drobna blondyneczka, niebieskie oczęta i ten słodki uśmiech – gdyby chciała gwiazdkę z nieba i szybkę z okna to by dostała. (Moja babcia tak mówiła, gdy prosiłyśmy o niemożliwe – i co jeszcze, może szybkę z okna i gwiazdkę z nieba?).

 

Pewnego dnia Hania spędzała u nas popołudnie. Mama Hani opowiadała, że dziewczynka już w samochodzie wyśpiewywała – jedziemy do babci, jedziemy do babci, dziadek da ciasteczka a babcia włączy bajeczkę.

Przyjechała z gotowym scenariuszem – idziemy na karuzelę a jak zrobimy kopytka to będziemy się bawić w ogrodzie a potem będę oglądać Psi Patrol a ty babciusiu sobie poczytasz!

Ale dziś na obiad nie będzie kopytek – zaprotestowałam, bo jemy te kopytka za każdym razem, kiedy dziecko jest u nas. Lubi i robić je i jeść.

 – Ale ziemniaki będziemy obierać? - Tak.

  Ziemniaki też obieramy razem odkąd pamiętam, mała jeszcze nie umiała chodzić kiedy stawiałam jej krzesełko koło zlewu.  Nie chodzi przecież o te ziemniaki tylko o wygłupianie się przy tym.

 

Rysujemy, śpiewamy i w pewnej chwili Hania pobiegła do dziadka, aby mu coś powiedzieć na ucho. Taki zwyczaj przyniosła z przedszkola, ważne rzeczy mówi na ucho.

- Dziadeczku kochany, wyszeptała.  Dziadeczku kochany,  czy masz  w swoim pokoju w szafce jakieś słodycze, to byśmy poczęstowali babcię!

No i nie daj dziecku ciasteczka.

sobota, 14 listopada 2020

Bajeczki Haneczki

 Z trzyletnią panienką można spokojnie upiec ciastka, Hania doskonale potrafi natłuścić blaszkę, wyciąć foremką ciastko i ułożyć je na blaszce. Rozmawiałyśmy o świętach i śpiewałyśmy "nasza zima zła" choć mała co jakiś czas mówiła - babciu, mamy jesień! 




Ciastka się piekły a w pokoju trwało w najlepsze lato. Była plaża, rzeka, morze  i las. W lesie schował się słoń i niedźwiedź bez ubrania (babciu, widziałaś kiedyś niedźwiedzia w ubraniu?) osiołki jadły trawę a potem poszły do wodopoju napić się wody, baranki pasły się na łące wraz z zebrą, która uciekła z zoo. Miś (misie mogą nosić ubrania bo są z bajek, czyli nieprawdziwe) śpiewał całemu towarzystwu a lalka cały czas chciała tańczyć. 

Dlatego nasze ciasteczka trochę się spaliły.  

poniedziałek, 26 października 2020

Bajeczki Haneczki

 

Rysujemy. Rysujemy i jednocześnie opowiadamy cóż to się dzieje na naszym obrazku.

To ja narysuję dziewczynkę – mówię.

- Dziewczynka idzie na spacer po łące – mówi Hania i zamalowuje dół kartki na zielono.

- To ja narysuję drzewo.

- A za drzewem niedźwiedź – woła Hania i rysuje brązową kulę z uszami.

- To ja narysuję dziewczynce koszyczek a w koszyczku miód. Dziewczynka poczęstuje misia miodem.

- To ja narysuję Mikołaja z prezentem dla tej dziewczynki.

- Haniu, ale czy to jest na pewno Mikołaj? Bo to wygląda na pożar!

- Tak, to jest pożar, i zaraz przyjedzie straż pożarna i wszystko zaleje olbrzymia woda i ugasi pożar ale dziewczynka się utopi, niedźwiedź się utopi i Mikołaj też się utopi! Będzie straszliwa katastrofa!

- O Boże, dziecko, ocal ich – wołam. Uratuj Mikołaja, przecież on ma renifery i sanie to ucieknie i zabierze do sań dziewczynkę i niedźwiedzia. (Rysuję koślawe sanie i cztery renifery które wyglądają jak króliki).

- Babciu, nie martw się, przecież to wszystko jest na niby, to taka bajka tylko.

 

poniedziałek, 5 października 2020

Hania do schrupania

 Chcę to zapisywać by mieć pamiątkę. 

Hania lubi do nas przyjeżdżać i my również to lubimy. Bawimy się, wygłupiamy, gotujemy, jesteśmy cały czas w kontakcie. 

Hania rysuje króliczka. 

- Głowa, brzuszek, łapki. Wielkie uszy i ogonek. Babciu, może być jedno ucho zielone a drugie czerwone?

 - Oczywiście, może, rysuj jak ci się podoba - odpowiadam. 

- I jeszcze zęby, duże i żółte - mówi dziecko i dodaje - a na zębach próchnica! I rysuje czarną wielką dziurę. 

*

Hania układa się na drzemkę na moim łóżku. Po chwili mówi - jeszcze muszę coś powiedzieć dziadkowi. Biegnie do dziadka i mówi - dziadku, kocham cię! A możesz mnie podnieść na babcine łóżko? Krzysiek oczywiście idzie i podrzuca Hanię do sufitu a potem stawia na materacu. 

Dziadku, ja tu umiem sama wchodzić ale lubię jak mnie tak podrzucasz. 

*




środa, 16 września 2020

Kochany pamiętniku

 Urlop mi się kończy. Serce moje płacze i na ziemi jest mi źle. Dziś śnili mi się nasi panowie konserwatorzy. Drabinę nieśli. Ciekawe co to oznacza, mam nadzieję że nie mycie okien. 

Załatwiam te sprawy, których nie chce mi się załatwiać gdy pracuję. Internet, telefon, może jeszcze obskoczę kardiologa ale nie obiecuję, kurde, serce mnie boli a może to nie jest serce tylko jakieś żebro albo coś pod łopatką.  Odkąd siostra nie żyje a ja mam podobną wadę to ciągle się boję że umrę na zawał. 

Kota oswajam. Nie wzięłam żadnego do tej pory bo dobrze wiem, że wcześniej czy później jakaś bieda w potrzebie przylezie, jak się da jeść i wyleczy to potem jest pociecha. Chyba że trafi się taki wandal jak Zbójca który wbijał pazury i zęby w człowieka i czułości miał za nic. Wolał kawał mięsa. Ale za to bez litości prał wszystkie szwendające się po posesji stworzenia, ciągle wdawał się w łapoczyny dbając o swoje terytorium. Raz nawet musiałam sąsiedzkiego psa odnosić na rękach bo kot warczał na niego i brał się do bitki a psina też chciał u nas być. 

Jeszcze nasmażę jabłek, mamy szarą renetę. Teraz mi się nie chce obierać, kroić i smażyć ale w zimie to jest rarytas. Narobiłam trochę dżemu z czarnej porzeczki i z malin, Hanusia nasza lubi malinowy dżem. I sok zrobiłam, malinowy i aroniowy. Malinowy będzie dla Hani a aroniowy dla Krzyśka. Nie zrobiłam w tym roku ani jednego słoika ogórków. Nie chciało mi się. Jakoś tak mi zeszło. Może kapusty zakiszę. 

Nie chodzi o to, że  nie mamy co jeść. Domowe przetwory są po prostu bardzo smaczne. 

Hanię bardzo chwalą nauczycielki. Myślę, że moja wnuczka to typ prymuski, mądra, pilna i obowiązkowa. Uwielbiam śpiewać z Hanusią głupie góralskie piosenki. Jestem jedyną osobą w rodzinie  potrafiącą mówić gwarą. Może mi się uda coś przekazać. Ale jeśli nie to nie szkodzi, jak się Hani nie nado to nie bedymy ucyć godać po nasymu. 

Dziś też Cię kocham.