Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hotel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hotel. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 listopada 2023

znów o tej orce

 

Kierownik Wycieczki

 

Kiedy rano dowiaduję się, że całe piętro zajęte jest przez grupę, która wczoraj przyjechała a dziś wyjeżdża, wiem, że czeka mnie ciężki dzień. Doba hotelowa kończy się o dziesiątej a zaczyna o czternastej więc czasu na uporządkowanie pokoi nie ma za wiele. Po grupie zawsze jest dwa łóżka do pościelenia (kto choć raz w życiu pościelił 20 łóżek ten z pokojowych się nie śmieje)  zawsze trzeba zwrócić szczególną uwagę na różne zakamarki – pod materac, gdzie młodzież czasem chowa papierosy czy puste butelki, do szafy na górę, bo tam dzieciaki nie wiedzieć czemu wrzucają śmieci, kawałki pizzy albo kanapki przywiezione z domu (jakby nie było lodówki w pokoju) i oczywiście pod łóżka, tam też zazwyczaj są śmieci – opakowania po słodyczach i puste butelki po napojach. Tak, są kosze w pokojach, nawet dwa, ale co z tego. Poza tym zdarzają się niespodzianki – znika materac albo krzesło i znajduje się dziesięć drzwi dalej, w pościeli poniewierają się telefony albo słuchawki i trzeba biec do recepcji zanim grupa wyjedzie i generalnie jest po prostu ciężko. Dla porównania – można sprzątać też pokój po pani profesor, która przyjechała z wykładem na uczelnię, i jedynie zostawiła w koszu opakowanie po rajstopach a w łazience zapach perfum. Nawet nie korzystała z łóżka a tylko odświeżyła się w toalecie. Takie pokoje również się zdarzają ale to jest szczęście w nieszczęściu.

Do brzegu daleko. Jeszcze o tym szczęściu – pracuję przeważnie sześć dni w tygodniu i kiedy trafia mi się tak jak teraz wolny weekend to czuję się jak burżuj – zawiadamiam dzieci że mogę się w sobotę zająć Hanią, rozmrażam mięso bo zamierzam w sobotę ugotować porządny obiad, no i nalewam sobie pavulona i piszę notkę!

Przed siódmą  rano w piątek wysiadłam z windy i poczułam na piętrze niemiły zapach. Rzuciłam ciężkim słowem i poszłam się przebrać.

Na korytarzu pełnił dyżur Kierownik Wycieczki.  Wyraźnie chciał nam coś powiedzieć ale ja jeszcze nic oprócz szczoteczki do zębów w gębie nie miałam więc włączyłam czajnik na kawę i dopiero wyszłam z socjalnego. Była siódma.

Któryś pokój jest zdemolowany – oznajmił Kierownik W przepraszającym tonem. Ja dopiero przyszłam, nic nie wiem ale się dowiem – zapewniłam sięgając po telefon. Recepcja tak samo jak ja nie miała pojęcia o co chodzi. Należało przejrzeć monitoring ale przecież w pokojach nie ma kamer.

Kierownik W wskazał mi na grupę  dziewczynek w piżamach, które stały na końcu korytarza – one twierdzą, że była pani sprzątaczka i WIDZIAŁA. 

Nie mamy dyżurów w nocy ale może dziewczyny pomyliły recepcjonistkę – pomyślałam. Ale recepcjonistki nie chodzą po piętrach!

Przypomniałam sobie pracę w szkołach – nie wierz dzieciom, które chcą się za bardzo z czegoś wytłumaczyć, gadają jak nakręcone jeśli kłamią, prawdomówni nie usiłują nikogo przekonywać na siłę.

Najpilniejszą potrzebą było zmycie korytarza i nie będę pisać dlaczego bo może ktoś je albo coś. Kierownik W twardo stwierdził – ja to mogę zmyć i pewnie by zmył, ale miał do ogarnięcia poważniejszy problem więc zmyłam ja.  Do dziesiątej daleko a ja miałam jeszcze pracę na drugim budynku więc poszłam tam. Jedna ze studentek (obyś zaliczała za pierwszym razem każdy egzamin) zostawiła mi pół kilo suszonych daktyli, uwielbiam, trzymam  w kanciapie (jak najgorszy chytrus) i zjadam codziennie po kilka. Utrzymujemy w czystości studenckie kuchnie i powierzchnie wspólne. Jak to się ładnie nazywa – utrzymanie czystości i porządku w studenckiej kuchni. A przecież studenci nie potrafią gotować, rozrzucają więc warzywa, kaszę i makaron po całym pomieszczeniu, gotują zapominając o tym co na płycie i wszystko wykipi aż się włącza alarm a potem to coś co gotowali jest ohydne w smaku więc wylewają zawartość garnka do zlewu zatykając go na amen i idą pić z głodu i z rozpaczy.

Klarka do brzegu!

Po powrocie do hotelu piętro już żyło. Dziewczyny nawoływały się informując, że o 9;45 jest zbiórka ale wcześniej pokoje będą sprawdzane.

O Jezus Maria zdarzyła się awaria zanuciłam widząc śmiertelnie bladą, rozczochraną blondynkę, która tłumaczyła się z wieczornej niedyspozycji.

Przypomniał mi się  dziadek Fabian mówiący do swoich cierpiących skacowanych  po jakimś weselu  wnuczek – oj dziewczęta dziewczęta trzeba wiedzieć ile wypić!

Okazało się, że coś panience zaszkodziło nie tylko na żołądek ale również na głowę  a ponieważ jest pełnoletnia, musi sama pokryć szkody wyrządzone w pokoju.

Ale to nie wszystko. Bo tak – Kierownik Wycieczki poprosił również o wiadro z wodą i ścierkę oraz odkurzacz. Czasu wystarczyło, aby dziewczę po sobie posprzątało w toalecie i nie tylko tam. Przyznam się – facet mi zaimponował – sprawdzał pokój po pokoju, nie migał się, nie ukrywał szkód, zjechał do recepcji i  spokojnie wszystko załatwił.  A ja się śmiałam pół dnia  bo sobie przypominałam jakimi słowami dyscyplinował grupę to raz a po drugie aż mi było żal tej panienki bo była ledwo żywa.

A na koniec przyszły do mnie dwie dziewczynki z prośbą o kilka worków na śmieci bo nie wiadomo co będzie w autobusie a droga przed nimi daleka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 7 stycznia 2023

dawno, dawno temu..

 

Kraków z Bydgoszczą mają wiele wspólnego i nie ma śmiechu, czasem żona z Bydgoszczy może niespodziewanie odwiedzić męża, który jest w delegacji. Z Bydgoszczy do Krakowa latają samoloty, moi drodzy, i to jest ta niespodzianka. Tak.

W  hotelu jest czysto, pachnąco i tanio, dlatego firmy chętnie wynajmują miejsca noclegowe dla swoich pracowników. Nic nie przekreśliłam, nic!

Taki pan, którego obecność jest niezbędna, bo nikt inny nie zrobi tego tak dobrze jak on, nocuje u nas zazwyczaj kilka dni. Jeśli wszystko idzie pomyślnie to w piątek rano się wyprowadza nie zostawiając pokojowym ani złotówki napiwku bo przecież za hotel płaci firma.

Ja się tak drę o te napiwki a ostatni napiwek dostałam kilka miesięcy temu i były to dwa jabłka wręczone na korytarzu. Ale trzeba mieć nadzieję że może kiedyś komuś się u nas spodoba i doczekam dyszki na poduszce! Dlatego się tak staram, nie mówię nigdy na widok wybebeszonego pokoju  „kul*a mać”, „spielda*lać” też nigdy nie mówię, mówię za to „dzień dobry” i życzę miłej podróży i  lekkiego rzygania w autobusie.

Kiedy pan dowiaduje się o tym, że ma jechać na delegację w Krakowie, żona szykuje mu jedzenie na kilka dni. Bigos albo fasolkę po kretyńsku w pojemniczkach albo w słoiku, gołąbki i gulasz. U nas są mikrofalówki i można te obiady odgrzać, Kraków tani nie jest a żyć trzeba. Często te zapasy zostają w lodówkach a koło kosza poniewierają się pudła z pizzy, widać pan boi się powiedzieć żonie aby nie gotowała na zapas.

Tak właśnie było tego pamiętnego dnia. Stęskniona żona zrobiła mężowi niespodziankę i przyleciała do niego, i to była prawdziwa żona. Bo kiedy zobaczyła te nietknięte słoiki i rozbabrany bigos w lodówce  a kartony po pizzy,  puszki i butelki po różnych napojach koło kosza, to tak się wściekła że pół piętra się bało! A mąż jeszcze dolał benzyny do ogniska pytając – a czym ty przyjechałaś, przecież niedawno byłaś w Bydgoszczy? Na miotle?

A jak tam było naprawdę to nie wiadomo.

 

 

 

wtorek, 3 stycznia 2023

znów o tym hotelu z miasta na B

 Kto nie sprzątał hotelu po sylwestrze ten nie wie, co to sprzątanie - westchnęłam po powrocie z orki i usiadłam na ulubionym wysokim stołku.  Tymczasem Waldemar, chcąc pochwalić się nową umiejętnością, stanął na dwóch łapach i aby utrzymać równowagę, pazury przednich łap wbił mi w udo. Miauu - powiedział. 

- Miał spacer, wdrapywał się na bez i na budleje, zwiedził piwnicę i szopę - przetłumaczył Krzysiek. A co tam słychać w hotelu?

Właśnie, muszę coś opisać na blogu bo zapomnę. Niby zamierzam opisywać te zdarzenia dopiero na emeryturze ale wiadomo czy dożyję? I wiadomo czy zapamiętam? O szkołach zapomniałam prawie wszystko, w pamięci zostały mi tylko historie z tymi żmijami które zatruwały mi życie a wszystko inne przepadło. No, nie całkiem, jakieś tam zapiski w folderze "zemsta groźnej woźnej" są i czekają na lepszy czas, tak pewnie będzie i tu. 

Mieliśmy takiego gościa samotnego bardzo, i ten pan w dzień spał a wieczorami zwiedzał miasto ale chyba bał się zabłądzić bo co wieczór przyprowadzała go inna przewodniczka a potem zostawała i długo w noc opowiadała mu o zabytkach i innych atrakcjach. Pan sobie zrobił taki prezent świąteczno-noworoczny, ciekawa jestem który z panów by tak nie chciał, ha! 

 A jak tam było naprawdę to nie wiadomo. 

Uwielbiam tak kończyć opowieść. 


piątek, 8 lipca 2022

Żona z Bydgoszczy i inne przypadki

 

W hotelu nocują spore grupy wycieczkowe. Często są to przyjazdy zorganizowane dla  różnych  stowarzyszeń i fundacji na rzecz wsi, koła seniorów i  wyjazdy parafialne. Tacy goście przebywają w hotelu przeważnie pierwszy raz i naszym zadaniem jest nie tylko utrzymanie czystości i porządku, często też informujemy o z pozoru oczywistych rzeczach, kierujemy do recepcji czy do jadalni. Staramy się stworzyć przyjazną, luźną atmosferę choć słowa trzeba ważyć.

Dziś gościmy dużą grupę seniorów z drugiego końca kraju. Z grupami jest tak, że wszyscy przeważnie trzymają się programu i o jednej porze schodzą na śniadanie (niektórzy za nic w świecie nie wsiądą do windy, wtedy mówię, że podziwiam ich kondycję bo to jednak kilka pięter) a po śniadaniu szybciutko do autokaru i w zależności od programu – Łagiewniki i Wadowice albo Wieliczka. Kolejny dzień to Zakopane albo Oświęcim, no i wiadomo, Kraków.  Zapominam, że przecież  Kraków też można zwiedzać.

 

Starsi ludzie zawsze mnie trochę wzruszają. Są podekscytowani a jednocześnie niepewni. Boją się, że za drobne usługi, na przykład za dodatkową poduszkę albo ręcznik trzeba płacić.

- Spytaj się czy będą nam wchodzić do pokoju – prosi nieśmiała pani najodważniejszą w grupie.

- Będziemy wchodzić bo codziennie sprzątamy, ale jeśli na klamce wywiesi gość czerwoną kartkę „nie przeszkadzać” to nie wchodzimy – uspokajam. Wracają, wywieszają kartki. Panie mówią, że nie potrzebują sprzątania a po cichu wymieniają się uwagami – a bo ja nie chcę żeby mi ktoś grzebał w rzeczach. Oczywiście udaję, że nie słyszę skupiona na porządkowaniu wózka. Mój Boże, żebym to ja miała czas i chęć grzebania w rzeczach. Czasem, bardzo rzadko, odwracam okładkę książki leżącej na nocnej szafce, czasem będąc zażartą i zawziętą wielbicielką perfum staram się wyczuć zapach jakiegoś nieznanego niezwykłego flakonika.

 

Czy jeszcze czegoś państwo potrzebują – może papier toaletowy, szampon, mydełka, może trzeba zabrać śmieci? – pytam, i pada odpowiedź – teraz nie ale może przyjść pani wieczorem. Panu wydaje się, że jest zabawny i śmieje się, mnie do śmiechu nie jest ale takie propozycje słyszymy dość często, dlatego mówię – pracujemy do piętnastej ale recepcja czynna jest całą dobę. Pan niezrażony oschłą odpowiedzią kontynuuje – ale ja bym panią wolał. Spierdalaj dziadu – mówię w myślach, odwracam się, wchodzę do kantorka i zamykam drzwi. Czekam, aż towarzystwo zjedzie na dół i zabieram się do ścielenia.

Pokoje ze zmianą pościeli są pełne niespodzianek. Pod poduszkami można znaleźć  święte obrazki, różańce, pornograficzne czasopisma i erotyczne zabawki. Ale najczęściej są tam piżamy w rybki i kotki albo słuchawki. Ale i tak w dalszym ciągu legendą numer jeden  hotelu jest pani, która w koszu na śmieci kisiła ogórki.

Znów nie napisałam o panu, do którego miała przyjechać żona z Bydgoszczy. Do następnego razu!

 

środa, 13 kwietnia 2022

trudny czas

 

Od początku wojny piszę tu i na fb o Ukrainkach które znalazły schronienie w naszym hotelu. Tak się  zdarzyło, że trafiły na „moje” piętro. To są przeważnie młode kobiety z małymi dziećmi. Rotacja jest niewielka bo dzieci niewielkie, najmłodszy maluch jeszcze samodzielnie nie chodzi.

Część z tych pań już znalazła pracę. Starsze dzieciaki chodzą do szkoły. Nikt nie wie, jak długo potrwa ta wojna ani jak długo będziemy gościć uchodźców w hotelu. Staram się tym dziewczynom trochę matkować, rozmawiam, zagaduję dzieciaki, które koniecznie chcą mi pomagać - ciągną za mną odkurzacz, przybiegają z cukierkiem, mówią po polsku „dzień dobry jak się pani ma”. To jest słodkie bo widać, że odrobinę się zadomowiły i już nie mają w oczach tego strachu co na początku.

Inaczej z mamami. Dziś jedna z dziewczyn powiedziała mi, że Aleks, jej syn, ma tak samo na imię jak tata. I już łzy. Potem inna przyszła przepraszać, że dzieciak zatrzasnął klucz w pokoju i trzeba otworzyć. I już łzy. A przecież nic się nie stało, goście na innych piętrach ciągle zatrzaskują klucze.

Starsza pani przyszła opowiedzieć, że była u kardiologa bo dwa lata  temu miała operację a teraz ciągle boli ją serce.

A wczoraj to ja ryczałam bo w jednym z  pokojów długo słychać było protest i krzyk, i musiałam się wstrzymywać żeby nie zapukać z pytaniem czy trzeba pomóc, ale rozum i doświadczenie mówi mi, żeby się wstrzymywać bo na przykład nasza Hania tak protestowała przy ściąganiu kataru a ja byłam wtedy kłębkiem nerwów. I wytrzymałam a dziś okazało się, że dzieci muszą być smarowane specjalnym kremem,  nienawidzą tego i stąd te wrzaski.

Nie płaczemy jednym ciągiem, nie bójcie się. Częściej się śmiejemy albo też klniemy. Śmiejemy się, bo koleżanka nazywa mnie Caritas bo wszystko co mam na hotelowym wózku rozdaję (z całego serca dziękuję Aniu za słodycze, podzieliłam się) uważając, że nie zbiedniejemy a przecież te dziewczyny muszą czymś sprzątać skoro mieszkają u nas tak długo a proszenie o środki czystości za każdym razem jest krępujące.

Klnę bo przed świętami ludzie robią porządki w szafach i ktoś przywiózł na piętro stare zimowe kurtki, brudne ocieplane buty i skudlone swetry. Ja nie mam czasu pakować tego do worów i wozić do śmietnika! Wstydzę się przed naszymi gośćmi, że też musiały doświadczyć jeszcze i tego. Napiszę setny raz – uchodźcy u nas to przeważnie młode wykształcone kobiety, miały swoje rodziny, pracę, domy, samochody, modnie się ubierały, latały na wakacje. Mieszkają u nas z powodu wojny, uciekły z domów z małymi dziećmi, są tu same. Część z nich pojedzie dalej.  Część pragnie jak najszybciej wrócić do domu. Jedna z pań cały czas codziennie prowadzi wykłady online,  inne znalazły pracę na przetrwanie. 

Nie dokładajmy im darowując łaskawie pół butelki domestosa i skudłacony sweter po ciotce. 

 

 

czwartek, 24 marca 2022

wysłuchane, podsłuchane

 

Ta historia nie jest zmyślona, nie zdarzyła się też dawno, dawno temu.

 

Dwoje starszych ludzi, emerytów, wiodło spokojne życie na przedmieściach. Mieszkali w niewielkim domu, hodowali kwiaty i latem sprzedawali je na pobliskim ryneczku, bardziej dla rozrywki niż dla zarobku.

Pewnego dnia do ich domu przyszli Rosjanie i kazali im się natychmiast wynosić bo przejmują dom na potrzeby wojska.

Nie chcieli wyjeżdżać  bo gdzie.  Myśleli, że to wszystko potrwa kilka dni a potem będą mogli wrócić. Zamieszkali więc w piwnicy na posesji sąsiada, który uciekł z rodziną jak tylko zaczęła się wojna.

Ponad dwa tygodnie siedzieli w tej piwnicy. Sąsiad, uciekając, porzucił stado kur i te kury znosiły  jajka. Te jajka były ich jedynym pożywieniem przez tydzień. Wreszcie w dom sąsiada uderzył pocisk i dom rozpadł się na kawałki. Starsi Państwo wsiedli do swojego czterdziestoletniego samochodu i usiłowali wydostać się z oblężenia. Udało im się przekupić Rosjan. Wydali na łapówki wszystkie swoje pieniądze, zostało im zaledwie kilkadziesiąt dolarów. Przejechali 1500 km i trafili do naszego hotelu.  

Największą radością była dla nich kąpiel, a potem spali, spali i spali.

A jak się wyspali to nam opowiedzieli o swojej podróży.

 

 

 

poniedziałek, 15 listopada 2021

nocleg z oprawą muzyczną

 Oczywiście, że będę jeszcze normalnie pisać. Może już nie będę straszyć albo będę bo ciekawe kto mnie za to zbije  ale któregoś pięknego dnia skończy się bezpowrotnie cykl o ciasteczkach, koteczkach i kwiatuszkach w ogródeczku a zacznie się o uciechach w akademiku i hotelu. Jeśli nie dopadnie mnie skleroza. Na wszelki wypadek mam spore archiwum. 

Dziś na przykład wątpliwą uciechę mieli niektórzy goście, którzy niestety nie zdążyli wyjechać po długim weekendzie.  

 Jedna nawiedzona pokojowa nosiła pościel z pieśnią na ustach Wojenko wojenko i takie tam  od samego rana. Na zmianę z pieśnią o stosie. Na stos rzuciliśmy swój życia los.. 

Koło dziesiątej zawodziła wróć Jasieńku z tej wojenki już a na koniec kiedy dobijała się do hotelowych pokoi, zamiast "dzień dobry serwis porządkowy" wyśpiewywała przybyli ułani pod okienko hej. Nie poprawiać, hej musi być i koniec. 

Kiedyś już wspominałam - nie jestem muzykalna, śpiewać nie umiem, na instrumentach nie uczyłam się grać z taką łatwością jak moje siostry. Ale kto mi zabroni. 

Jak skończę sezon na pieśni patriotyczne to zacznę kolędować. 



niedziela, 26 września 2021

pokój na wyższym piętrze

 

Niski, młody mężczyzna w za dużym, przepoconym podkoszulku zaczepił pokojową, która sprzątała pokój na parterze.

- Czy na wyższych piętrach są telewizory?

Kobieta przerwała ścielenie łóżka, wyprostowała się  i z powłoczką w jednej ręce a poduszką w drugiej podeszła do gościa stojącego w drzwiach.

- Tak, na górze są telewizory – odparła. Tamte pokoje są droższe – dodała.

Mężczyzna pokiwał głową, odwrócił się i poszedł w kierunku recepcji. Co cię to obchodzi wścibska babo, skąd wiesz, że nie mam czym zapłacić, może mnie stać - pomyślał ze złością. 

Chciałem zamienić pokój bo w moim bardzo cuchnie papierosami, dym przedostaje się oknem z palarni na dole – zażądał. Poza tym słychać śmiech i hałasy palących – podniósł głos.

Dobrze, spokojnie, przeniesiemy pana – odparła recepcjonistka.

Kiedy gość przenosił swoje rzeczy, sprzątaczka dowiedziała się, że doszedł jej jeszcze jeden pokój do gruntownego sprzątnięcia. Westchnęła. Zaklęła. Była zmęczona, każde podniesienie ramion sprawiało jej ból, starała się nie nadużywać przeciwbólowych leków ale często trudno było bez nich wytrzymać.

Co to za życie – myślała. Co to za życie, po co to się tak męczyć. Praca ponad siły, pensja z trudem wystarczająca na rachunki. Dawniej jeszcze trafiały się jakieś napiwki a teraz goście płacą kartą albo przelewem, nikt nie używa gotówki, dla pokojowej  zostaje kosz pełen śmieci i brudna pościel.

Niski, młody mężczyzna  wyszedł z budynku i wrócił po kilku godzinach. - Zostaję jeszcze dwa dni, płacę z góry – oznajmił w recepcji, wyciągając z kieszeni garść zmiętych banknotów. I chciałem się od jutra przenieść na czwarte piętro – dodał.

Może na czwartym mają większe telewizory – pomyślał. Zdobył pieniądze na pobyt choć to nie było łatwe. Ludzie teraz nie noszą przy sobie gotówki, płacą przelewem albo kartą, wszędzie są kamery.

Pokojowa westchnęła i zaklęła widząc, że gość zmienia pokój kolejny raz. W pomieszczeniu panował obrzydliwy zaduch. Jak zawsze zostawił toaletę dokładnie owiniętą papierem toaletowym, ręczniki przemoczone jakby usiłował je prać a pościel ohydnie przepoconą.

Co to za okropna praca – pokojowa westchnęła i już miała zakląć, gdy zmieniła zdanie i pomodliła się. Boże, ja już dłużej nie wytrzymam! To się musi skończyć.

Kończył się dzień pracy na czwartym piętrze. Młody mężczyzna leżał w łóżku i oglądał telewizję. Był zły. Od południa słyszał monotonny, irytujący odgłos pracującego odkurzacza. Ile można odkurzać – wściekał się słysząc wycie urządzenia także z dołu.  Zewsząd je słychać! To się musi skończyć! 

Wyszedł na korytarz. Drzwi hotelowych pokoi były pootwierane, kończyło się sprzątanie. Na końcu korytarza stał wózek z brudną pościelą, w pokoju obok pokojowa na klęczkach usiłowała rurą pracującego odkurzacza wydostać coś spod  łóżka.  

Młody mężczyzna zdecydowanym ruchem wyjął wtyczkę z gniazda, owinął sprawnie kabel wokół dłoni i zanim zdziwiona sprzątaczka zdążyła spytać co się dzieje, zamotał przewód na jej szyi. Zatrzasnął drzwi. Zapadła cisza. Wrócił do pokoju, położył się i przeglądał telewizyjne kanały. Na szafce obok łóżka leżały leki, których już od paru dni nie potrzebował, ponieważ czuł się znakomicie.  

 

niedziela, 5 września 2021

znów w orce


dalie jeszcze się trzymają 
 
Całkiem miła ta niedziela. W pracy byłam, poszło jak z płatka. Niedzielni goście wychodzą z pokojów  uśmiechnięci, pewnie mieli fajny weekend a to dopiero rano, cała niedziela przed nimi. 

Czasem mi się zdarzają pomyłki i wchodzę do pokoju, z którego jeszcze goście nie zdążyli wyjść. Zasady są takie - jeśli jest klucz w recepcji to znaczy, że gościa nie ma w pokoju i nie musi się  pukać. Czasem jednak można pomylić numer. 

 Nauczona doświadczeniem otwieram zawsze bardzo ostrożnie i patrzę w lustro bo jeśli ktoś jest w pokoju to będzie go widać. Tym razem tak właśnie było, pani i pan siedząc przy biurku pili kawę. Przeprosiłam, powiedzieli, że nic się nie stało. 

To prawda, ale gdyby tak nie pili kawy tylko żegnali się czule, no? 

Czasem jeszcze układają mi się w głowie scenariusze dlatego te drzwi otwieram z cichutko i pomalutku.  Bo może na łóżku leżeć trup albo coś. Nie całkiem trup, ale związany i zakneblowany a nad nim ktoś z pejczem a na klamce nie było czerwonej kartki z napisem achtung achtung wnimanie wnimanie nie przeszkadzać!!! I nie wiadomo co wtedy. Przepraszać, dołączyć się czy udawać głupią. 

Tak naprawdę to nie mogę tu obgadywać gości a szkoda! To by dopiero było o czym pisać. 





 

 

środa, 9 czerwca 2021

pachnący miesiąc

 


Pan doktor robił mi badanie zwane potocznie echo serca. Jakie to krępujące.  Proszę się rozebrać! Pan pierwszy! Nie pozwalam sobie na takie żarty, zapytałam tylko, czy mam dobre serce.

Po tym całym covidzie-srovidzie miałam niepokojące bóle, kłucia, a czasem czułam jakby mi kto dzidę wprał pod łopatkę i stąd to badanie. Z kardiologiem zobaczę się w piątek po pracy. Aż się boję bo jestem utyrana jak nigdy, ludzie zapomnieli o pandemii i nadrabiają zaległości wycieczkowe, imprezowe i konferencyjne a my latamy ze stosami ręczników, ścielimy łóżka, wynosimy wory śmieci, jest co robić. Tętno 140, licznik kroków 15 tys.

Panienko z Wrocławia, proszę mi oddać parasol niewdzięcznico jedna.

Żal mi się zrobiło bo padał deszcz to pożyczyłam, miałaś zostawić w pokoju i co? Tak to jest mieć dobre serceJ.

Piwonie kwitną bezustannie, zawsze mi to przypomina taki wiersz Adama Ziemianina

na Ogrodowej kiedyś
świat się zaczął
wtedy nikt nie wiedział
jakie będzie lato

pamiętam pierwszą burzę
to było na balkonie
i rzuciłem ci do stóp
piwonie z Ogrodowej

Dalej nie napiszę, dalej jest o tym, że on całował jej piersi i były jak płatki kwiatów. I tak zaczęłam i skończyłam na biuście, jakie to krępujące.

 

 

środa, 28 kwietnia 2021

klucz do wszystkiego

 

Master, czyli klucz pasujący do każdego zamka, jest w mojej pracy bardzo ważnym narzędziem. Ile ja się namęczyłam, pracując w szkołach, z ciężkimi pękami kluczy! To była zmora i przekleństwo – każde drzwi musiały być zamknięte, każde, i na końcu cały budynek zakodowany i zamknięty na amen, bo jak nie to przyjdą złodzieje i zdemolują, okradną, napadną, podpalą, zrabują wszystko łącznie ze szmatami sprzątaczek schowanymi pod schodami w piwnicy. Dlatego pod groźbą utraty premii, pracy, zdrowia i życia każde pomieszczenie i każde okno musiało być zatrzaśnięte i zamknięte, a do tego służyło sześćset sześćdziesiąt sześć kluczy. I alarm zamykany na klucz, to jasne. Jak ja się bałam codziennie. Jakie ja miałam katastroficzne wizje. Płonąca szkoła, bo czegoś nie zgasiłam. Zalana szkoła, bo czegoś nie zakręciłam. Szkoła obrabowana i zdemolowana, bo może nie zakodowałam, bo może nie przekręciłam.

Wreszcie, kiedy już byłam tak znerwicowana że można mi było wmówić wszystko, otrząsnęłam się cudem. Cud polegał na tym, że odwarknęłam raz i drugi – był pożar? Nie było. Było włamanie? Nie było. No to co się stało?

Ale i tak nienawidziłam zamykania tych wszystkich pomieszczeń, zakręcania wody, wyciągania z gniazd kabli i oglądania budynku z zewnątrz czy przez przypadkiem uchylone okno nie wleci szatan albo Harry Potter.

Do brzegu daleko.

W hotelu pracuje dwóch sympatycznych chłopaków, zajmujących się wszelkimi naprawami. Panowie konserwatorzy mają roboty od cholery od poważnych remontów do banalnych działań typu naderwane gniazdko czy zatkany odpływ.

Telefon i klucze noszę w kieszeniach spodni. Kiedy korzystam z toalety, wyciągam je i kładę na umywalce a potem wchodzę do kabiny. A to dlatego, że niejeden telefon i klucz wypadł ludziom do muszli i był płacz, suszenie w ryżu i inne niewiele pomagające sposoby ratunku.

Tak było i tym razem. Nie, że klucz wpadł mi do muszli, nie. On mi wpadł do odpływu umywalki i utknął. Wpadła mi do sedesu odznaka ZMS-u.. zanuciłam, mając nadzieję na odzyskanie mojego mastera. Dłubałam, naciskałam, wyciągałam i nic.

Wpadło mi do wiaderka odznaczenie Gierka.. nuciłam dalej nie wierząc, że sobie nie poradzę. No chyba do takiej głupoty nie będę dzwonić po chłopaków!

 Czas płynął a roboty nie ubywało bo klucz tkwił w odpływie. I musiałam zadzwonić. Ale jak to się stało, przecież macie klucze na smyczy? – spytał pan konserwator ze śmiechem bo się tłumaczyłam jakbym  zepsuła jakąś maszynę albo urwała drzwi od szafy. Nie chciałam go utopić,  sam wskoczył – odparłam zasmucona.

Przyszli we dwóch i wydobyli mój klucz w ciągu 10 sekund.

Kto pamięta piosenkę, którą nuciłam? Tetryk na pewno J.  

 

piątek, 9 października 2020

co z nami będzie

 Rok już upłynął, jak z groźnej woźnej przeobraziłam się w pokojową pokojową. 

Dziś sprzątałam hotelowy pokój w którym ktoś miał spotkanie towarzyskie - dużo opakowań po jedzeniu i po napojach, dużo pracy. A ja się ucieszyłam. Bo są jeszcze ludzie, którzy nie boją się zrobić rezerwacji, spotkać w hotelu i spędzić tam noc w dobrym towarzystwie. Nawet się śmieję, że gdyby tak ktoś ze znajomych chciał do mnie przyjechać jak za dawnych czasów, żeby gadać prawie do rana to bardziej opłaca się spotkać w takim neutralnym miejscu. A ja bym miała blisko do pracy ;). 

Ale strach zaczyna zaglądać ludziom w oczy. Odwołują rezerwacje, odwołują uroczystości. Kiedyś pisałam, że nie lubię szkoły bez dzieci. Teraz nie lubię hotelu bez gości. Te budynki są po to, by żyć! A tu znów zaczyna się zamykanie w czterech ścianach. 

Nie wiem jak to będzie z dojazdami. Pewnie za chwile znów zamkną szkoły i niepotrzebnie się martwię, ale to, co się dzieje teraz, martwi mnie. 

Młodzież z naszych okolic. Pamiętam ich wszystkich gdy pracowałam w szkole. To była szczególna klasa, bałam się do nich wchodzić, taki pozostawiali bałagan, po prostu koszmar - powywracane meble, połamane długopisy, pełno śmieci na podłodze, wulgarne rysunki na tablicy i na ławkach, porozlewane napoje, jedzenie wdeptane w wykładzinę. To była straszna siódma klasa, teraz już dojeżdżają do średnich szkół i są tacy sami. 

Wczoraj naśmiewali się z bezdomnych. Konkretnie z jednego, który przez kilka miesięcy sypiał na podmiejskim przystanku. Swój dobytek miał w sklepowym drucianym wózku. Opowiadali sobie co by mu mogli zrobić. Boże. 

Dziś jedna z dziewczyn popisywała się swoją głupotą. W autobusie było jak zawsze po południu pełno ludzi a ona stała na środku i trzymając w rękach puszkę z energetycznym napojem śmiała się, że nie musi mieć maseczki skoro pije. 

Po chwili autobus ostro zahamował, panienka potknęła się, napój wylał się na nią, na podłogę i na chłopców koło których stała. Dalej się śmiała, cała grupa jak zawsze zachowywała się arogancko i hałaśliwie.  Nikt nie zwrócił jej uwagi.  Nie wiem co będzie jeśli już teraz boimy się nastoletnich dziewczynek. 

Dawniej pewnie ktoś doniósłby rodzicom ale teraz nikt o tym nawet nie wspomni bo rodzic ostro zareaguje - po co się wtrącasz w wychowanie mojego dziecka? 

Już wiem - świata nie zbawię. Dlatego odwracam wzrok i płaczę w środku. Co z nami będzie, skoro boimy się dzieci.