W sobotę Rysiu musiał iść do pracy a Krysia miała wolne, obudziła się sama w łóżku i zrobiło się jej jakoś smutno. Leżąc myślała o tym, jak straszne by było życie gdyby tak już zawsze musiała w tym łóżku spać sama. I czy w ogóle możliwe jest zaśnięcie bez przytulenia się do szerokich pleców, bez dłoni szukającej tego miejsca na jego piersi, gdzie czuje się znajomy od lat rytm, bez tego gestu na dobranoc, gdy on przyciąga jej rękę do ust i mówi - śpijmy już kochanie moje..
Szarość przedwiośnia przygnębiła nie tylko Krysię, Rysiu też ostatnio chodził jakiś nieswój, z niepokojem oglądał prognozę pogody i narzekał, że nawet nie da się pojeździć na rowerze.
A tymczasem spędzał wieczory przed telewizorem coraz bardziej osowiały.
Krysia usiadła na łóżku, przeciągnęła się i postanowiła działać. Było paskudnie, padał śnieg z deszczem, wiało, a ona poszła na bazarek. Wróciła taszcząc siatki z zakupami i zabrała się do pracy a kiedy jej mąż wrócił do domu, wszystko było gotowe.
Rysiu wracając z pracy wstąpił po drodze do kwiaciarni i kupił bukiet żonkili. W taki paskudny dzień Krysia pewnie siedzi zawinięta w koc i popada w te swoje czarne myśli, może te kwiaty ją rozweselą.
Wszedł do domu i nie mógł uwierzyć własnym oczom.
- Pomylił Ci się kalendarz! – wykrztusił.
W oknach wisiały seledynowe tiulowe firanki, stół nakryty był żółtym obrusem. Na nim stały półmisek z faszerowanymi jajkami, waza z żurkiem i białą kiełbasą a koło wazy cytrynowa babka z lukrem.
Krysia była ubrana w..bezrękawnik wywinięty kożuszkiem na lewą stronę.
Dziś będę potulna jak baranek! – oznajmiła mężowi i zasiedli do kolacji.
Kilka godzin potem Rysiu leżał patrząc na uśmiechniętą twarz żony i pomyślał – mam baranka, który jest nie tylko potulny, lecz także gładki, słodki i gorący!