„Wiem, jak ułożyć
rysy twarzy, by smutku nikt nie zauważył” – W. Szymborska
Nie
mogę o tym przestać myśleć. Dzwoniłam przed świętami do rodziny i znajomych i
od kilku osób usłyszałam wypowiedziane całkiem poważnie słowa – nie dzwonię bo przecież o wszystkim piszesz
na blogu to wiem, co tam u was.
No
tak, piszę na blogach, na fan pejdżu i na fejsbuku, dodaję zdjęcia i zmieniam
nagłówki starając się, by były aktualne. Nie mam małych dzieci a duże rzadko
godzą się na pisanie o nich, co bardzo ogranicza mi tematy.
Wykreowałam się
świadomie na wesołkowatą, niezbyt mądrą kobietę i często mam o to do siebie
żal. Ale nie wyobrażam sobie pisania bloga, który byłby formą pamiętnika lub
dziennika.
Nie
chcę, by ktoś cieszył się z mojego nieszczęścia więc nieczęsto piszę o
nieszczęściach. To nie miejsce na to. To jest wyłącznie moje zdanie dotyczące mojego
bloga. Wiem, że są blogi terapeutyczne, jeśli to komuś pomaga to nic mi do
tego, ja raczej bym tak pisać nie potrafiła. Jednocześnie wiem, że nie mogę oczekiwać
pomocy czy choćby współczucia, jeśli nawet nie wspomnę o swych chorobach,
strachach czy niepowodzeniach.
Dlatego
czasem tu jest wesoło a czasem nie bardzo. Ale i tak proszę tych, którzy bywają
tu tylko dla moich zabawnych notek – nie uważajcie mnie za osobę, która ma w
życiu lekko i wesoło i zachowuje się jak trzynastoletnia dziewczynka.
Basia napisała
dziś na fp - nikt nie chce by ktoś inny z
nogami na biurku chłepcząc kawulca czytał o bardzo intymnych lub tragicznych
wydarzeniach z życia...ciesząc sie że nie jego to spotkało
Basiu
– dziękuję, tak właśnie jest.