Jakimś cudem radzę sobie ale nie jest dobrze. Chodzi o orientację w terenie i pamięć do miejsc.
To nie jest tak, że dopiero teraz mam z tym problem, skądże. Tak mam od zawsze. Czasem jest to wkurzające a czasem nawet gorzej - upokarzające.
Nie tak dawno musiałam iść do kadr coś podpisać. I brawo brawo do budynku trafiłam bezbłędnie, ale za to w budynku pomyliłam pokoje i wbiłam się nie tam gdzie trzeba. Niby nic się nie stało ale byłam na siebie zła.
Dużo gorzej było kilka dni temu kiedy szłam do kliniki gdzie mieli mi zakładać Holtera. Byłam po pracy, po drodze wstąpiłam do apteki bo mi się leki kończyły. Wykupiłam. Wsiadłam do tramwaju pamiętając, że mam przejechać zaledwie dwa przystanki. Wysiadłam i idę. Idę i idę i coś mnie niepokoi bo przecież już byłam tam dwa razy w tym roku a nigdy nie szłam tak daleko.
Popatrzyłam na mapę w telefonie ale co z tego, map czytać również nie potrafię i nawet jeśli widzę ulicę to nie wiem gdzie mam iść, w prawo czy w lewo, do przodu czy się wracać. Okulary mi zupełnie zaparowały ale wreszcie miejsce znalazłam na aplikacji jakdojadę. Musiałam wracać dwa przystanki. Jak ciężka idiotka, no, naprawdę tak się czułam. Wróciłam ale oznaczenia ulicy dalej nie widziałam.
Zostało mi zaledwie kilka minut, dlatego musiałam poprosić o pomoc panią z kiosku. Tu, prosto i zaraz za rogiem - skierowała mnie, i tak właśnie było.
Gubię się w ten sposób dość często. Noszę w torebce nie tylko wiadomo co ale również mapkę Krakowa, co jest dość głupie bo jestem tu prawie czterdzieści lat, do tego pracowałam i mieszkałam prawie w każdej dzielnicy.
Przeważnie (dla mnie) zawsze najpewniejszym źródłem informacji jest człowiek.