Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 listopada 2021

kochany pamiętniku

 

Jeszcze są maliny, zimne jak z lodówki ale całkiem dobre. 
Koleżanka podarowała mi wiosną rozsadę tych kwiatuszków, dzielnie się przyjęły, są śliczne. Robię z nich bukiety do domu na stół. 

A to jest ofiara gradobicia. Tego lata była nawałnica z gradem, który porozbijał mi donice. Nie miałam czasu ani za bardzo pieniędzy (bo były pilniejsze wydatki) aby kupić nowe, dlatego wykopałam dołek i wsadziłam rośliny do ziemi. Heliotrop ucierpiał bardziej i już do jesieni nie był zbyt bujny, ale to żółte (to nie uczep) poradziło sobie całkiem nieźle i wygląda dobrze. 

Trawnika nie kosimy zbyt nisko, liści nie grabimy wszystkich. Winogrona zostały w ogrodzie,  tak samo jak aronia i jabłka. Darmozjady  Ptaki mają co jeść.  

Zaglądam czasem do archiwum żeby sprawdzić jaka była pogoda o tej porze kilka lat temu albo co robiłam. Mogłam jednak wklejać zdjęcia ludzi a nie tylko kwiatki i kotki. 

wtorek, 19 maja 2015

a w ogrodzie

w cieniu czereśni

Ten bez kupiliśmy zupełnie przypadkowo w budowlanym markecie. Doniczka stała wśród zmarnowanych, przecenionych roślin i gdyby nie cudowny zapach maleńkiego kwiatuszka, nie zwróciłabym uwagi. Jest niepozorny, kwiaty nie są dekoracyjne ale pachnie oszałamiająco. Posadziłam go koło huśtawki i to był doskonały wybór. 
dla porównania - jest i taki




clematis


Brzydką ścianę okrywa gąszcz kwiatów - zauważcie - na dole widać już pąki pnącej róży. 


kalina ukochana

O kalinę zawsze jest spór bo nie pozwalam dotykać jej siekierą i piłą ale jest już naprawdę wielka więc w tym roku z bólem serca ustąpię. 
Rośliny znakomicie przezimowały. Nie zdążyłam wykopać dalii ale okazało się, że niewielka ich część przetrwała i są już spore rośliny, dały radę bez wykopywania i bez okrycia. 

Pnąca róża wygląda imponująco, nie mogę się już doczekać kwiatów. Piwonie już-już. Codziennie oglądam z niepokojem coraz większe kulki. Z niepokojem bo mrówki też lubią piwonie. Oregano i mięta rozrastają się jak chwasty. Kwitną poziomki, maliny zwariowały i rozkrzewiły się w gęsty zagajnik. 
Nie mogę się schylać, więc Krzysiek dzielnie rozsadził sałatę bo był na to najwyższy czas i posadził parę krzaczków pomidorów. Człowiek, który pomidorów na talerzu nie tknie. 
Za tydzień zaczną się czereśnie! 

Czarującego dnia. 

niedziela, 8 maja 2011

rośliny w krainie czarów

Rośliny do obsadzenia skrzynek kupuję na takiej cyklicznej Wystawie Ogrodniczej, która odbywa się w Krakowie zawsze w tym samym miejscu wiosną i jesienią. Ukłon i podziw dla ogrodników – od kilku lat ceny kwiatów mają takie same, choć tym roku były strasznie drogie heliotropy, kupiłam tylko jeden, trudno. Ale za to zdrowych, pięknych pelargonii  po 3,50 za krzaczek mam pełne skrzynki! Kupuję tam dlatego, że mam pewność – kwiaty są zdrowe, pięknie ukorzenione i wolne od szkodników.
Ogrodnicy handlują pod chmurką, a w budynku rozplenili się jak szarańcza naciągacze, przykro mi, ale  nazywam pewne rzeczy wprost. Idę alejką, która prowadzi do wystawców storczyków, i zaczepia mnie ponura, blada, ubrana na czarno kobieta. Chce mnie uzdrowić, a kiedy mówię jej, że jestem zdrowa, oburza się bo widzi we mnie co innego. Gdybym nie była zahartowana bredniami, które mi czasem wypisują trolle to bym się pewnie przeraziła i dała się uzdrawiać. Za chwilę inny uzdrawiacz chciał mnie najpierw oduczać palić a gdy powiedziałam, że nie palę od wielu lat to chciał mnie odchudzać hipnozą. Ciekawe z czego, bo na tłustą nie wyglądam. Może odchudza na zapas. Kawałek dalej kobieta robi badanie krwi, pobiera kropelkę krwi, umieszcza ją pod mikroskopem, potem pokazuje na monitorze fioletowe i żółte pola tłumacząc, że to fioletowe świadczy bardzo źle i i ona ma na to sposób – to znaczy ma książkę jak żyć, aby przeżyć. Badanie gratis książka 45 zł.
Na stoisku z aniołkami już chciałam kupić aniołka dla siostrzenicy bo zbiera ale pani mi kazała podpisać petycję, całkowicie dla mnie niezrozumiałą. Poprosiłam ją więc o adres internetowy, dostałam broszurkę i teraz widzę, że to wygląda jak sekta a aniołki dla zmylenia.
Wróżek było jak zawsze sporo, (nie dałam sobie wywróżyć bo by mi jeszcze przepowiedzieli, że niedługo przyjdzie do mnie przystojny rachmistrz o imieniu na W), na masujący fotel nie poszłam, nie dałam sobie badać oczu ani tym bardziej obmacywać się rękami, które robią dobrze. Czyli leczą, ponoć.
A kwiatuszki już posadzone, skrzynki powieszone, jak się rozrosną to się pochwalę.
 Kto niecierpliwy to kupował od razu takie duże
 Kusiło, oj, kusiło i mnie

 Ananasa nie kupiłam ale za to przywiozłam bananowiec (tak w żargonie sprzedawców nazywa się karton po bananach) pełen pelargonii.