Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapalenie pęcherzyka żółciowego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapalenie pęcherzyka żółciowego. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2015

jak było w szpitalu

Serdecznie dziękuję Wam za pozdrowienia i życzenia zdrowia. Dobrze, bardzo dobrze słyszeć i czytać w chorobie takie proste, zwyczajne słowa – trzymaj się, wracaj do zdrowia, poczekamy. Opiszę co było dalej bo potrzebuję się wygadać a nie mam serca zadręczać  rodziny opowieściami o tym, jak miałam poważny dylemat po zażyciu środka nasennego i czopka na czyszczenie. Rozumiecie – strach spać. A ten czopek wieczorem przed operacją dają każdemu, trudno.
No ale wszystko dobrze się skończyło, spałam w czystym łóżku.

Wczoraj skończyłam na tym, jak wieczorem po zabiegu wstałam i trochę chodziłam. Spałam dobrze, przez sen czułam, jak pielęgniarki zmieniają mi kroplówki i dają jakieś leki do wenflonu. Rano obudziłam się dość wcześnie i zauważyłam, że mam wolną rękę i jestem tylko uwiązana do tego worka z drenem w brzuchu. Wstałam, włożyłam wieszak od worka za gumkę od piżamy i poszłam się umyć. Miałam tłuste włosy, czułam się nieświeża i brudna. W kabinie prysznicowej jest dzwonek więc gdyby mi się coś działo to mogłam wezwać pomoc.

Wykąpałam się i odświeżona wróciłam do łóżka po czym zasnęłam i spałam ze dwie godziny. Rano było znów mierzenie temperatury i ciśnienia, znów kroplówka i uwaga – śniadanie. Po dwóch dobach głodówki dostałam cztery kawałki sucharków i ciepłą herbatkę.
Potem przyszedł doktorek, obejrzał mój brzuch i stwierdził, że mogę po południu wracać do domu. 
W pokoju zabiegowym pielęgniarka zmieniła mi opatrunki, pościągała elektrody,   wyjęła dren i wenflon. Nie powiem, żeby to było miłe. Zrywanie plastrów i wyjmowanie długiego kawałka rurki z brzucha da się wytrzymać bez wrzasku ale bez jęku nie bardzo. Nie miałam już wenflonu, musiałam więc połknąć dwie pyralginy.

Potem jeszcze przyszedł rehabilitant i nauczył mnie, jak trzymać brzuch żeby nie bolało, jak ćwiczyć i jak oddychać. Zaraz po nim pielęgniarka nauczyła mnie, jak mam sobie robić w brzuch zastrzyki przeciwzakrzepowe. W południe dostałam wielki talerz czerwonego barszczu z ziemniakami, ach, jaki był pyszny. Pani obok miała jeszcze drugie danie – makaron z serem i musem jabłkowym, mówiła, że bardzo dobre. Natomiast na śniadanie ta sama pani miała dwie bułki z szynką i sałatą, więc z jedzeniem w szpitalu jest całkiem dobrze.

Z wypisem i receptami w garści podziękowałam wszystkim za opiekę i sio do domu.

Krzysiek przywiózł mi sukienkę, spodnie, w których przyjechałam, nie nadawały się do włożenia ponieważ miałam duży brzuch no i opatrunki, nie chciałam tego ugniatać na siłę.
Kraków po południu w piątek jest zawsze zakorkowany i ta jazda do domu była dla mnie bardzo trudna. Mieszkamy po drugiej stronie miasta i wiele trudu kosztowało mnie, aby nie płakać bo czułam każde ruszenie z miejsca, w samochodzie człowiek nie może zmienić pozycji, jest przypięty pasami, więc tylko trzymałam rękami rany tak, jak mnie uczył rehabilitant i modliłam się, żeby już wyjechać za miasto.

W domu kot najpierw podbiegł do mnie kilka kroków i nagle zafuczał, odwrócił się w wbił się pod łóżko. Pewnie nie odpowiadał mu mój zapach.

Kiedy Krzysiek pojechał po moje leki, wypakowałam torbę, wrzuciłam wszystko do pralki i włączyłam pranie. Potem się umyłam i ubrałam w luźnie rzeczy ale i tak niewiele chodziłam, tyle co do ogrodu bo o tej porze ogród jest najbardziej dynamiczny i musiałam zobaczyć, co zakwitło. Naścinałam bzu, postawiłam koło łóżka i spałam aż do wieczora.

Rano Krzysiek pojechał do pracy a przyjechał syn, aby ze mną pobyć. To jest dość ważne, aby przy chorym ktoś był. Ja nie potrzebowałam obsługi ale bałam się, że mogę zasłabnąć i wtedy będzie kłopot. Wykąpałam się, zmieniłam opatrunki, zrobiłam zastrzyk i chciałam się zabrać za sprzątanie ale dostałam opiernicz od syna więc poszłam do laptopa a Łukasz sprzątał i gotował.

Teraz będzie tylko dla kobiet. Bywa tak, że układ hormonalny zwariuje i kobieta zaraz po operacji zaczyna plamić lub nawet dostanie trochę wcześniej  miesiączkę. Mnie się to właśnie przydarzyło i dlatego jestem taka słaba, obfity okres daje mi się we znaki.

Poza tym rany goją mi się bardzo dobrze, plastry odklejam smarując ich brzegi spirytusem i delikatnie odchylając, Zante, bardzo dziękuję, to mi pomogło, wszyscy mówią, że trzeba energicznie ale dobrze jest tak, jak mi radziłaś. Energicznie to można zerwać może jeden opatrunek ale ja mam ich cztery.

Mam dietę,  dziś na obiad zrobiłam sobie pierś z kurczaka z piekarnika bez tłuszczu w sosie koperkowym i ziemniaki i było bardzo dobre. Nie mam mdłości ani żadnych dolegliwości ze strony układu pokarmowego. Pożegnałam się na jakiś czas z kawą i alkoholem, myślałam, że będzie mi brakowało porannej kawy a tu wcale nie, piję owocowe herbatki.


Mam nadzieję, że nikogo nie wystraszyłam tym opisem, chciałam rzetelnie opowiedzieć jak było ale pamiętajcie, każdy z nas jest inny więc leczenie i zdrowienie może wyglądać inaczej. 
wszystko kwitnie

sobota, 16 maja 2015

jak było w szpitalu

Szpital Zakonu Bonifratrów w Krakowie wybrałam sobie sama. Mój pęcherzyk żółciowy dokuczał mi od wielu lat i w końcu stwierdziłam, że kolejnego ataku bólu nie przeżyję, czas zrobić z nim porządek. Już po pierwszej wizycie w tamtejszej poradni chirurgicznej byłam dobrej myśli. Nie było kolejek, pośpiechu, poganiania  ani tego przygnębiającego nastroju panującego w innych poczekalniach. Na korytarzu wisiała tablica z zamieszczonym certyfikatem „szpital bez bólu”. O to właśnie mi chodziło, ja się bólu boję bardzo i nie mam zaufania do ludzi, którzy coś mi robią i mówią przy tym, że musi boleć albo że do wesela się zagoi.
Nie musiałam płacić za żadne badanie, co mnie bardzo zdziwiło, bo na przykład za niektóre badania ze skierowania od lekarza rodzinnego płacę.

Czekałam na zabieg trzy tygodnie. Przyjechałam do szpitala w południe. Moja siostra radziła mi, żebym nie jechała sama ale ja przecież byłam przed zabiegiem to nie było sensu angażować kogoś na cały dzień po to, by mnie odprowadził. Zauważyłam zresztą takie scenki – chorego odprowadza rodzina i zadaje mu mnóstwo pytań – masz kapcie, masz te badania, spakowałaś słuchawki? I robi się zamieszanie, chory nerwowo sprawdza bagaż. A ja zamieszania nie lubię. Choć z drugiej strony osoba towarzysząca może przypilnować, by chory nie uciekł. Mnie się taka ucieczka  zdarzyła nieraz.

Wszystkie dokumenty już były w szpitalu więc potrzebowałam tylko swój dowód osobisty, pielęgniarka zabrała mnie z izby przyjęć i zawiozła na górę. Tam w recepcji dostałam na rękę opaskę identyfikacyjną, pielęgniarka oprowadziła mnie po oddziale, podpisałam coś i zostałam zaprowadzona do sali chorych.
Rozpakowałam się i przebrałam w lekką piżamę. W szpitalach jest ciepło i nie ma sensu wożenie ze sobą grubych piżam i szlafroków. Przyszła pielęgniarka, zapytała, czy czegoś potrzebuję i zmierzyła mi ciśnienie. Od tej pory nie mogłam już nic jeść. Za chwilę przyszła pani salowa i przyniosła mi kubek ciepłej herbaty, w której wyczułam rumianek i chyba melisę, napój był bardzo dobry.

Po południu przyszedł ordynator, zapytał, jak się czuję i powiedział mi, co mnie czeka w najbliższych dniach. Potem jeszcze przyszedł anestezjolog,  wypytywał mnie o różne rzeczy i opowiedział, jak będzie wyglądało znieczulenie. Powiedziałam, że się boję bólu i bardzo denerwuję. Po chwili przyszła pielęgniarka i dała mi tabletkę na uspokojenie. Spałam prawie bez budzenia, pielęgniarki, które opiekowały się nocą innymi chorymi, chodziły cichutko i świeciły tylko boczne światło.

Potem jeszcze kilka razy mierzono mi ciśnienie. Rano zaraz po siódmej przyjechały dwie pielęgniarki, musiałam przesiąść się z łóżka na wózek i ściągnąć gacie, zostałam tylko w górze od piżamy, przykryły mnie kołdrą i jazda na salę operacyjną.

To nie jest przyjemna przejażdżka bo wiadomo, że na końcu nic dobrego człowieka nie czeka. Na sali operacyjnej były już inne pielęgniarki, jedna z nich narysowała na moim prześcieradle buźkę z łezką a kiedy zapytałam co to znaczy, powiedziała, że sobie zaznacza wózki żeby się nie myliła pościel jak będą mnie oddawać.

Te operacyjne prześcieradła są okropne w dotyku. Pielęgniarka cały czas mówiła co mi robi, po co mi przywiązuje ręce i co się dzieje. Dostałam zastrzyk do wenflonu i maseczkę na twarz. Pomyślałam sobie, że oni nie wiedzą, że ja nie śpię a za chwilę poczułam pukanie w policzek i usłyszałam – budzimy się!

Zostałam zawieziona na swoją salę i potem prawie już nic nie pamiętam, tylko tyle, że co chwilę pielęgniarki sprawdzały moje kroplówki i mierzyły mi ciśnienie. Bolała mnie głowa i powiedziałam o tym. To było trochę dziwne, nie bolały mnie rany pooperacyjne tylko głowa. Czułam dyskomfort bo z jednej strony byłam przypięta do kroplówki a z drugiej miałam zamocowaną w brzuchu rurkę którą spływała do worka zawieszonego przy łóżku jakaś czerwonawa ciecz. Nie wolno mi było siadać ale i tak nie chciało mi się ruszać tylko spać.
Dlatego napisałam sms, żeby do mnie nie dzwonić bo nie mam siły mówić, po rurce intubacyjnej miałam chrypkę i nie mogłam odkaszlnąć. Przed kolacją przyszedł rehabilitant i pomógł mi zrobić parę prostych ćwiczeń, pokazał, jak mam siadać i schodzić z łóżka, żeby nie bolało.
Wieczorem wstałam i trochę się przeszłam ale byłam strasznie zmęczona.


Dalej będzie jutro bo teraz muszę się umyć i zrobić sobie zastrzyk w brzuch i prawdę mówiąc dalej jestem trochę słaba, będę przez parę dni prowadzić tryb życia "z łóżka na kanapę z kanapy na łóżko".
zakwitły!