Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 marca 2022

wysłuchane, podsłuchane

 

Ta historia nie jest zmyślona, nie zdarzyła się też dawno, dawno temu.

 

Dwoje starszych ludzi, emerytów, wiodło spokojne życie na przedmieściach. Mieszkali w niewielkim domu, hodowali kwiaty i latem sprzedawali je na pobliskim ryneczku, bardziej dla rozrywki niż dla zarobku.

Pewnego dnia do ich domu przyszli Rosjanie i kazali im się natychmiast wynosić bo przejmują dom na potrzeby wojska.

Nie chcieli wyjeżdżać  bo gdzie.  Myśleli, że to wszystko potrwa kilka dni a potem będą mogli wrócić. Zamieszkali więc w piwnicy na posesji sąsiada, który uciekł z rodziną jak tylko zaczęła się wojna.

Ponad dwa tygodnie siedzieli w tej piwnicy. Sąsiad, uciekając, porzucił stado kur i te kury znosiły  jajka. Te jajka były ich jedynym pożywieniem przez tydzień. Wreszcie w dom sąsiada uderzył pocisk i dom rozpadł się na kawałki. Starsi Państwo wsiedli do swojego czterdziestoletniego samochodu i usiłowali wydostać się z oblężenia. Udało im się przekupić Rosjan. Wydali na łapówki wszystkie swoje pieniądze, zostało im zaledwie kilkadziesiąt dolarów. Przejechali 1500 km i trafili do naszego hotelu.  

Największą radością była dla nich kąpiel, a potem spali, spali i spali.

A jak się wyspali to nam opowiedzieli o swojej podróży.

 

 

 

niedziela, 26 września 2021

pokój na wyższym piętrze

 

Niski, młody mężczyzna w za dużym, przepoconym podkoszulku zaczepił pokojową, która sprzątała pokój na parterze.

- Czy na wyższych piętrach są telewizory?

Kobieta przerwała ścielenie łóżka, wyprostowała się  i z powłoczką w jednej ręce a poduszką w drugiej podeszła do gościa stojącego w drzwiach.

- Tak, na górze są telewizory – odparła. Tamte pokoje są droższe – dodała.

Mężczyzna pokiwał głową, odwrócił się i poszedł w kierunku recepcji. Co cię to obchodzi wścibska babo, skąd wiesz, że nie mam czym zapłacić, może mnie stać - pomyślał ze złością. 

Chciałem zamienić pokój bo w moim bardzo cuchnie papierosami, dym przedostaje się oknem z palarni na dole – zażądał. Poza tym słychać śmiech i hałasy palących – podniósł głos.

Dobrze, spokojnie, przeniesiemy pana – odparła recepcjonistka.

Kiedy gość przenosił swoje rzeczy, sprzątaczka dowiedziała się, że doszedł jej jeszcze jeden pokój do gruntownego sprzątnięcia. Westchnęła. Zaklęła. Była zmęczona, każde podniesienie ramion sprawiało jej ból, starała się nie nadużywać przeciwbólowych leków ale często trudno było bez nich wytrzymać.

Co to za życie – myślała. Co to za życie, po co to się tak męczyć. Praca ponad siły, pensja z trudem wystarczająca na rachunki. Dawniej jeszcze trafiały się jakieś napiwki a teraz goście płacą kartą albo przelewem, nikt nie używa gotówki, dla pokojowej  zostaje kosz pełen śmieci i brudna pościel.

Niski, młody mężczyzna  wyszedł z budynku i wrócił po kilku godzinach. - Zostaję jeszcze dwa dni, płacę z góry – oznajmił w recepcji, wyciągając z kieszeni garść zmiętych banknotów. I chciałem się od jutra przenieść na czwarte piętro – dodał.

Może na czwartym mają większe telewizory – pomyślał. Zdobył pieniądze na pobyt choć to nie było łatwe. Ludzie teraz nie noszą przy sobie gotówki, płacą przelewem albo kartą, wszędzie są kamery.

Pokojowa westchnęła i zaklęła widząc, że gość zmienia pokój kolejny raz. W pomieszczeniu panował obrzydliwy zaduch. Jak zawsze zostawił toaletę dokładnie owiniętą papierem toaletowym, ręczniki przemoczone jakby usiłował je prać a pościel ohydnie przepoconą.

Co to za okropna praca – pokojowa westchnęła i już miała zakląć, gdy zmieniła zdanie i pomodliła się. Boże, ja już dłużej nie wytrzymam! To się musi skończyć.

Kończył się dzień pracy na czwartym piętrze. Młody mężczyzna leżał w łóżku i oglądał telewizję. Był zły. Od południa słyszał monotonny, irytujący odgłos pracującego odkurzacza. Ile można odkurzać – wściekał się słysząc wycie urządzenia także z dołu.  Zewsząd je słychać! To się musi skończyć! 

Wyszedł na korytarz. Drzwi hotelowych pokoi były pootwierane, kończyło się sprzątanie. Na końcu korytarza stał wózek z brudną pościelą, w pokoju obok pokojowa na klęczkach usiłowała rurą pracującego odkurzacza wydostać coś spod  łóżka.  

Młody mężczyzna zdecydowanym ruchem wyjął wtyczkę z gniazda, owinął sprawnie kabel wokół dłoni i zanim zdziwiona sprzątaczka zdążyła spytać co się dzieje, zamotał przewód na jej szyi. Zatrzasnął drzwi. Zapadła cisza. Wrócił do pokoju, położył się i przeglądał telewizyjne kanały. Na szafce obok łóżka leżały leki, których już od paru dni nie potrzebował, ponieważ czuł się znakomicie.  

 

niedziela, 4 kwietnia 2021

do zobaczenia

 (bardzo smutne opowiadanie o miłości) 

Zaraz po śniadaniu ojciec Sławka wyruszał święcić pola. Czasem było jeszcze zimno, padał deszcz ze śniegiem, wtedy szedł sam. Kiedy święta były późno, pola zieleniły się, grzało wiosenne słońce, zabierał z sobą Sławka. Zawsze jednak, bez względu na pogodę, były w domu błagalne prośby – mamo, pójdę z tatą!

Mama pozwalała wyłącznie wtedy, gdy było ciepło. Jeśli pogoda była paskudna, mogli jedynie iść z ojcem na podwórko, nie dalej. Ojciec wysypywał kurom skorupki ze święconych jajek. Dawał Muszce kawałek święconej kiełbasy. Koniom po kawałku święconego chleba. Potem zabierał palmę i szedł w pola.

Zagony rozrzucone były w różnych częściach wsi, dlatego wędrówka trwała dość długo. Ojciec robił krzyżyk z gałązki palmy święconej tydzień wcześniej i wbijał go w róg pola. Chwilę przystawał, może się modlił a może rozmyślał o swej pracy. Opowiadał. W ten wyjątkowy dzień odpowiadał na pytania bez zniecierpliwienia w głosie. Wspominał. Tu kiedyś była wyjątkowo piękna pszenica. Tam bardzo z mamą marzli i mokli podczas zbioru buraków. Na tamtych łąkach spotykali się z mamą gdy byli młodzi. To drzewo rosnące na stromym brzegu, latem pokrytym malinowym gąszczem, było miejscem ich spotkań.

Sławek wyprowadził się do miasta dość wcześnie ale przyjeżdżał do rodziców na każde święta. Pewnego wiosennego dnia przywiózł z sobą Anię. Po wielkanocnym śniadaniu poszli na spacer.

Był piękny, słoneczny dzień. Ptaki świergotały i dzwoniły, pachniała ziemia. Przybywaj piękna wiosno, uroczy ześlij maj- zanuciła Ania, a Sławek roześmiał się na głos i dodał  -Alleluja!

Poszli na łąkę, kochali się pod starym dębem. To był bardzo szczęśliwy czas.

Nic nie jest na zawsze. Tak było i z tym rokiem. Ania ze Sławkiem nie pojechali do rodziców na Wielkanoc. Lepiej się nie spotykać. Pojechali w lipcu na pogrzeb ojca. To nawet nie był covid. To serce nie wytrzymało.

Obiecali mamie, że przyjadą na Boże Narodzenie, na pewno to wszystko się już skończy. Nie przyjechali. Lekarstwa nie ma ale jest szczepionka, wytrzymajmy – pocieszali się przez telefon a potem płakali. Tęsknili za sobą. Mamo, zjadłbym parowców – mówił Sławek. To sobie zrób – odpowiadała przez telefon matka. Albo sobie kup w Lidlu! Jesteś okrutna – śmiał się wiedząc, że żartuje, aby nie płakać. Przyjedźcie – prosiła. Andrzej od sąsiada przyjeżdża, jego dzieci przyjeżdżają i nic nikomu nie jest, a wy się boicie – wypominała.

Jechali pustą drogą. Padał śnieg z deszczem, było zimno. Zatrzymał się. Nie ma naszego drzewa – stwierdził. Ktoś je wyciął. W oddali widniała pusta, porośnięta suchymi badylami łąka.

Ciekawe kto będzie święcił pola w tym roku –pomyślał. Pewnie nikt, przecież mama wszystko wydzierżawiła, nie uprawia nic, stodoła pusta, stajnia pusta. W kurniku jest parę kur, nawet psa nie ma.

Na tablicy ogłoszeń przy kościelnej dzwonnicy zauważył klepsydrę. Sąsiad. Kolega ze szkoły. Taki młody!

Nagle zawrócił, zatrzymał się. Wyjął telefon. Mama odebrała natychmiast – no, gdzie jesteś, parowce już czekają – wołała radosnym głosem.

Nie przyjedziemy, mamo, mamusiu, możesz się gniewać ale zmieniłem zdanie. Wytrzymajmy jeszcze trochę, nie chcę, żebyś trafiła pod respirator, nie chcę, żebyś umierała w samotności.

Mama rozłączyła się a potem powiedziała – dziecko, ja właśnie umieram z samotności.

 

 

sobota, 3 października 2020

wspomnienie z wakacji

 


Leżałam na kocu rozłożonym na trawie i nawet nie chciało mi się czytać. Łagodne, wrześniowe słońce nagrzewało moje odsłonięte ramiona i nogi. Spoglądałam spod przymkniętych powiek na widniejący na horyzoncie trójkąt Babiej Góry (pokochałam ten widok od pierwszego wejrzenia) i modliłam się prostymi słowami  - Boże, niech ta chwila trwa. Rzadko kiedy czuję taką łagodność życia.

Poczułam cień zasłaniający słońce. Otwarłam oczy. Ach, to ten starszy pan od trzeciego stolika. Krzysiek by tak nie stanął bo wie, jak tego nie lubię.

Sanatorium rządzi się swoimi prawami i znamy się z widzenia z zabiegów i z jadalni.  

Czasem ktoś wsiądzie do windy a czasem ktoś do windy nie wsiada za skarby świata tłumacząc, że nie robił tego przez całe życie to i teraz nie będzie, po schodach czasem chodził. I idzie po schodach.

Ten pan windą nie jeździł. Może po prostu ma zdrowe kolana.

- Pani tu sama, nie nudzi się pani?– zapytał pan. 

Boże, a prosiłam. Nie ma się co targować, Klarka, ogarnij się. Zostaw targowanie na poważniejsze sprawy.

- Dzień dobry – odparłam – nie, nie nudzę się.

- A ja się bardzo nudzę, jestem sam już 16 lat – powiedział pan.

 Jasny gwint.  Nie klnij, bądź miła. Chłopu ktoś nagadał że w sanatorium może poderwać każdą laskę a ty jesteś teraz najatrakcyjniejsza wiekowo i z wyglądu, kelnerki i rehabilitacja się nie liczą.

Ale jak to sam? – spytałam.

- Wdowiec jestem, na emeryturze, kolejarz, my przechodzimy na emeryturę wcześniej – zaczął opowieść pan.

- O, i podobno emerytury macie nie takie skromne i jeszcze różne przywileje branżowe – mruknęłam a pan uradowany opowiedział mi, że owszem, ma, i dlatego przyjechał pociągiem a nie samochodem. Buhahaha to jak mnie zaprosisz na karpatkę  do „Karpatki” na piechotę z tej góry,  nie rób sobie jaj!

Patrzył na moje opalone uda.  Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale jeśli ktoś patrzy obleśnie to ja to doskonale czuję. Przez  to nie lubię starszych facetów. 90% to obleśni erotomani gawędziarze. 

Na długo pan przyjechał? – przerwałam wywód o ładnym własnościowym mieszkaniu i dobrym zdrowiu.   Z zazdrości, ja ledwo żyję bo mnie wszystko boli ale i tak zapieprzam w hotelu i się nie chwalę bo nie ma czym a do emerytury daleko.

- Dwa tygodnie – oznajmił pan. Dwa tygodnie, stać mnie – dodał.

-  A ja tylko na tydzień i z powrotem do pracy – westchnęłam. 

Znów ktoś zasłonił mi słońce. A jednak. 

Cześć piękna, można się dołączyć? – zapytał uśmiechnięty siwy facet z krzywo obciętymi włosami. 

- Zapraszam – odparłam z czarującym uśmiechem i przesunęłam się robiąc miejsce na kocu.

 Panowie się poznają. To mój mąż Krzysiek a to pan kolejarz – przedstawiłam.

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 5 września 2015

nasza klasa

Pani Zuzanna jest kobietą piękną i dobrą jak my wszystkie i jak wiele z nas nosi na twarzy czarujący uśmiech dla dobrych ludzi a w torebce młotek na wszelki wypadek. 
Tego dnia wracając z pracy przypomniała sobie o paru drobiazgach, których zabrakło w domu i zatrzymała się przy lokalnym sklepiku. Kupiła to, co się kupuje wracając z pracy - chleb, mleko, śmietanę do zupy, papier toaletowy, kilogram mąki, kawę w słoiku, kilo jabłek, trzy cukinie, kurczaka, sól do zmywarki, dwie butelki kryniczanki, kinder niespodziankę dla wnuczki i puszkę jedzenia dla kota. 
Nie miała ze sobą porządnej torby bo torbę wozi tylko na poważniejsze zakupy a nie takie codzienne. Niosła więc to wszystko w zrywkach. 

Stojący koło drzwi Men El pośpieszył z pomocą otwierając je na całą szerokość.

Men El (zwany dawniej Marianem Lusiną) przytrzymał drzwi i idąc za panią Zuzanną poprosił grzecznie 
- zawiozłabyś Żuliana do do domu, po drodze masz. 
Żul Jan dawniej zwany żulem a jeszcze dawniej Janem stał niepewnie koło ściany sklepu i było mu wszystko jedno. 
Zuzanna się oburzyła. - Ja z nim nie piłam, kto z nim pił niech go odwozi! 
Men El się zasmucił. 
Ale jesteś koleżanka, ja bym cię odwiózł gdybyś była pijana, nie pozwolił bym, żebyś gdzieś leżała w rowie.  Spójrz na niego, jak on dojdzie do domu, ledwo stoi, zamarznie gdzieś. 
- To do zimy będzie trzeźwiał? Dwadzieścia pięć stopni jest!

Tymczasem Żulian oderwał się od ściany i dość pewnym krokiem podszedł do nich. 
Zuzanna spojrzała na niego i westchnęła - mogę cię podrzucić ale obiecaj, że nie będziesz rzygał. 
Ja? - oburzył się Żulian sadowiąc się na siedzeniu pasażera. To ty zawsze rzygałaś na szkolnych wycieczkach - przypomniał sobie. 
Kobieta rzuciła mu jadowite spojrzenie. Pomyliłeś mnie z Basią Nowak,  mama zawsze dawała jej na drogę torbę słodyczy i tak się to kończyło. 
To ty nie jesteś Basia Nowak?  Wysiadam! - wrzasnął Żulian. Z obcymi zbokiniami nie jadę!
I nie pojechał.