Zmiany, zmiany w tym sanatorium ogromne, na moje szczęście
nie zmieniły się ceny, nadal jest podejrzanie tanio.
Obłożenie pełne ale ja mieszkam sama bo nikt by ze mną nie
wytrzymał ani ja z nikim. Przyjechała jakaś duża, wesoła grupa i widać, że
dobrze się bawią. Oprócz tego są normalni kuracjusze ze skierowaniem i wolni
strzelcy tacy jak ja.
Jadalnia, gdzie zawsze było spokojnie, miło i dostatnio,
zmieniła się w bazar. Zrobili bufet i wiecie jaka jestem – kiedy dotarłam do
lady, zostało mi parę kawałków suchego chleba i cztery plasterki ogórka. Nie
umiem się przepychać. Pani z kuchni doniosła trochę żółtego sera i wędlin.
Na moje nieszczęście posadzono mnie (miejsca są wyznaczane
bo obiady serwowane do stolika) przy sześcioosobowym stoliku zajmowanym przez
dwie pary małżeńskie 65+ i ja. Kiedy dotarłam na swoje miejsce, okazało się ,
że siedzę między dwoma panami a po drugiej stronie stołu siedzą ich małżonki.
Maryjobosko, przecież one się na mnie patrzą z takim jadem że nic nie przełknę.
Najpierw nie chciały się zgodzić żebym zajmowała to miejsce. Były wściekłe! Panowie za to są wobec mnie ujmująco
grzeczni. Nic, absolutnie nic nie zrobiłam, nie prowokuję, nie mam malowideł
ani dekoltów, nawet pazurów sobie nie zrobiłam wyjazdowych. Mam nadzieję, że
nas nie wsadzą wszystkich razem naraz do jakuzzi bo mnie te żmije utopią.
Albo nie będę się przejmować i od rana zacznę podrywać tych
starych dziadów, raz jednego, raz drugiego.