Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnuczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnuczka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 stycznia 2023

znów o miłości

 



 

Miałam troskliwą, dobrą, kochającą babcię, była dla mnie wsparciem i zawsze była po mojej stronie. Każda z nas, wnuczek, była pewna, że to ją babcia kocha najbardziej i tak właśnie było. 

To nie był czas, gdy szafowano słowem „kocham cię”. Moja babcia za to mówiła, że się o mnie trapiła kiedy nie wracałam ze szkoły tym autobusem co zawsze a jak mnie długo nie było to mówiła, że się jej cniło za mną, że się modli o moje zdrowie i szczęście. Tymi słowami okazywała mi miłość.

 

Mojej wnuczce ciągle mówię, że jest piękna, mądra i że kocham ją najbardziej na świecie i to jest prawda. Dziś byliśmy w przedszkolu z okazji naszego święta i nareszcie zrozumiałam to, co czasem dziwiło mnie w amerykańskich filmach. Zadawałam sobie pytanie – po co oni (rodzice, opiekunowie) chodzą na te przedstawienia i mecze, dlaczego to jest dla nich takie ważne.

Hania zawsze bardzo przejmuje się występem i zjada ją trema. Taka jest – pilna prymuska, pracowita, mocno zaangażowana w projekt. Nie widziałam jej na żywo w żadnym przedstawieniu z powodu pandemii ale widziałam filmy ze żłobka i z przedszkola z jej udziałem.

 

Dziś dzieci wchodziły na scenę i nie wszystkie były pewne, czy babcie i dziadkowie są na sali. Zaniepokojone patrzyły na obecnych. Nasza Hania stała na swoim miejscu prawie na baczność z zadartą bródką (genów nie wydłubiesz, mam taką samą postawę gdy dzieje się coś ważnego). Nagle wstałam (siedziałam z brzegu) aby zrobić zdjęcie i wtedy mnie zobaczyła. Dziewczynka rozpromieniła się i od tej chwili tańczyła, śpiewała i deklamowała z pełną swobodą. Zrozumiałam, jak bardzo zależało jej na naszej obecności.

Były życzenia, wiersze, tańce i piosenki, ciasteczka i prezenty, i oczywiście uściski i słowa pełne miłości.

Myślę sobie, że być babcią to wielkie szczęście, tak samo, jak mieć kochającą babcię.

 

 


niedziela, 4 grudnia 2022

znów o tym kocie

 


Waldemar gryzie po nogach, nieważne jakich, gryzie ludzi, stół i krzesła. Rozpędza się i atakuje zębami i pazurami. Kiedy stanowczym głosem upominam - Waldemarze, co ty kocie robisz - kot gryzie jeszcze dotkliwiej. Nie wierzcie, że kociaki mają delikatne ząbki, o, nie, ten ma zęby i pazury jak wściekła maszyna do szycia. 

Rośnie jak smok. Je jak smok. Ma ulubioną zabawkę, owcę, którą zagryzł już milion razy. Nie jest wypchana siarką ale sprawdzał. 

Hania była na nocowaniu i na wszelki wypadek swoją przytulankę trzymała w walizce. Mam też sposób, by dziecko nosiło buciki na zmianę a nie biegało na bosaka. Na maleńkie, różowe paluszki bezlitośnie poluje Waldemar! 

Paniom Barbarom składam najserdeczniejsze życzenia imieninowe. Niech Wam Mikołaj przyniesie to, czego pragniecie! 

sobota, 26 listopada 2022

o dziadku ponurym i kocie, który ucieka do dziury

 Hania ma fazę na rymowanie i mówi wierszem. Przywitała się ze mną i pyta - a gdzie dziadeczek kochany?

- A ogląda jakieś bzdury w swoim pokoju! - odpowiadam. 

Czemu oglądasz bzdury dziadku ponury? - woła dziewczynka a ja wybucham śmiechem aż kot w popłochu skacze ze stołka prosto w miski z wodą i jedzeniem. (Siedział nad nimi i medytował).  Rozlał wodę, rozsypał granulki, zwiał do schowka za meblami i już do wieczora nie wyszedł.

*

Pieczemy ciasteczka, Hania wałkuje i wykrawa, jedna porcja już się piecze w piekarniku. 

Jak tu pięknie pachnie, sama nie wiem czy iść do pokoju gdzie również jest piękny zapach czy zostać w kuchni - mówi moja wnuczka. 

- Do łazienki idź, tam kuweta jest, jeszcze inny zapach - docina dziadek ponury. 

Rysujemy to, co chcielibyśmy dostać pod choinkę i Hania rysuje udekorowane drzewko, prezenty i Mikołaja, ale jest problem bo na stole nie ma czerwonej kredki. Niebieskiego narysuję - mówi dziewczynka.

 - Widziałaś niebieskiego Mikołaja? To jest raczej smerf! W Lidlu jest niebieski Mikołaj - śmieje się Hania. I ten zestaw do robienia eksperymentów też chyba jest - dodaje. 

Zdaje się, że będziemy się w święta bawić w małego piromana. 


piątek, 26 sierpnia 2022

kochany pamiętniku

 Kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką, pisałam pamiętnik a kiedy  moja siostra znalazła go i przeczytała, byłam zrozpaczona. Spaliłam zeszyt i długo gniewałam się na siostrę bo przecież pamiętnik był bardzo osobisty i nie chciałam, aby ktokolwiek odkrył moje zapiski. 

Pięćdziesiąt lat później wszystko się zmieniło. Moje pamiętniki przeczytało kilka milionów ludzi, to jest dość przerażające.  Pewnie nie miałam zbyt wiele do ukrycia ale też nie było to mądre, po cóż się tak narażać. 

Teraz czekam. Pewnie kiedyś poczuję potrzebę opowiadania o tym, co robię, co mnie cieszy i co mnie boli. Właśnie mam zapalenie stawu barkowego i boli mnie bardzo.

Na razie moje blogi wykorzystuję czytając niektóre fragmenty wnuczce. Nie miałam pojęcia, że tak bardzo będzie się jej podobało. O kocie, znów o tym kocie. O jeżach. O dziadku. I o Hani, to jasne. Ale że aż tak że prosi, aby czytać kilka razy jeden fragment? To mnie zdumiewa i zachwyca. Będę musiała posiedzieć, poczytać, zrobić korektę i wydrukować  niektóre kawałki. 



czwartek, 11 listopada 2021

takie święto

 



Wolny od pracy zawodowej dzień wykorzystałam na rodzinne spotkanie. Hania  przyjechała na rowerku i od drzwi pytała - babciu babciu a kogo bardziej kochasz, Boga czy Polskę? A jak myślisz? - nie dałam się podpuścić małej mądrali. To się nie wyklucza - odparła i podśpiewując marsz marsz Dąbrowski z ziemi polskiej do wioski zajęła się dekorowaniem paznokci. Tak. Dziecko może bawić się zabawkami edukacyjnymi ale może też doklejać naklejki i posypywać paznokcie brokatem a także nosić koronę wróżki i czarować różdżką abrakadabra niech się wyczarują nowe opony. 


niedziela, 17 października 2021

cztery lata

 

Hania, moja wnuczka, dobrze wie, w której szafce dziadek trzyma słodycze. Tak, dziadek to łasuch i zawsze jakieś cukierki, czekolady i ciasteczka ma. Ja ze słodyczy wolę wino półsłodkie ale i tego nie mogę bo mi ciśnienie skacze i robię się czerwona  jak pijak, co to w ogóle jest za życie, prawie już nic nie mogę oprócz orki, czas umierać albo coś.  Ale nie o tym miało być.

Hania dziadka bardzo kocha i zwraca się do niego „dziadeczku kochany”,  co mnie bardzo rozczula bo wiecie – drobna blondyneczka, niebieskie oczęta i ten słodki uśmiech – gdyby chciała gwiazdkę z nieba i szybkę z okna to by dostała. (Moja babcia tak mówiła, gdy prosiłyśmy o niemożliwe – i co jeszcze, może szybkę z okna i gwiazdkę z nieba?).

 

Pewnego dnia Hania spędzała u nas popołudnie. Mama Hani opowiadała, że dziewczynka już w samochodzie wyśpiewywała – jedziemy do babci, jedziemy do babci, dziadek da ciasteczka a babcia włączy bajeczkę.

Przyjechała z gotowym scenariuszem – idziemy na karuzelę a jak zrobimy kopytka to będziemy się bawić w ogrodzie a potem będę oglądać Psi Patrol a ty babciusiu sobie poczytasz!

Ale dziś na obiad nie będzie kopytek – zaprotestowałam, bo jemy te kopytka za każdym razem, kiedy dziecko jest u nas. Lubi i robić je i jeść.

 – Ale ziemniaki będziemy obierać? - Tak.

  Ziemniaki też obieramy razem odkąd pamiętam, mała jeszcze nie umiała chodzić kiedy stawiałam jej krzesełko koło zlewu.  Nie chodzi przecież o te ziemniaki tylko o wygłupianie się przy tym.

 

Rysujemy, śpiewamy i w pewnej chwili Hania pobiegła do dziadka, aby mu coś powiedzieć na ucho. Taki zwyczaj przyniosła z przedszkola, ważne rzeczy mówi na ucho.

- Dziadeczku kochany, wyszeptała.  Dziadeczku kochany,  czy masz  w swoim pokoju w szafce jakieś słodycze, to byśmy poczęstowali babcię!

No i nie daj dziecku ciasteczka.

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

bujaki z sianem


 Bardzo współczuję rodzicom, którzy nie mogą odprowadzić dzieci do przedszkola a muszą pracować. U nas właśnie tak jest, a do tego my, dziadkowie, nie możemy opiekować się wnuczką bo również pracujemy. Czasem tylko udaje mi się "przygarnąć" Hanię na kilka godzin.  Teraz nie widziałyśmy się aż miesiąc z powodu choroby więc byłyśmy bardzo stęsknione. 

Miesiąc dla przedszkolaka to bardzo dużo. Hania  mówi ładnym, poprawnym językiem, opowiada budując długie zdania, jej zasób słów jest imponujący ale ma dopiero trzy i pół roku, ma więc prawo mówić niewyraźnie i seplenić. Dziś opowiedziała swojemu tacie, że nie jadła bujaków z sianem bo nie lubi. 

piątek, 4 grudnia 2020

w pogoni za prezentami

 W tym roku postanowiłam kupić dla Hani spersonalizowany film z Mikołajem w roli głównej. Jest to ciepła bajka - Mikołaj zaprasza Hanię do swojego domu, opowiada o swoich pieskach, pokazuje elfy, zwraca się do dziecka po imieniu, w filmiku wplecionych jest kilka zdjęć Haneczki. Mieliśmy zrobić takie oszustwo - w niedzielę rano Hania obejrzy film z rodzicami a my za godzinkę przyjedziemy z radosną wieścią, że Mikołaj pomylił domy (na filmie jest zdjęcie naszego domu) i myśląc, że Hania mieszka u nas, zostawił prezenty. Nie dziwcie się, chcę w ten paskudny czas jakoś zrekompensować mojej wnuczce brak  Mikołaja w przedszkolu i w  świetlicy. Zawsze był a w tym roku nie będzie. 

Wszystko byłoby pięknie gdyby nie to, że Mikołaj na tym filmie na koniec mówi mniej więcej tak - "wiem, że marzysz o takim prezencie, wiem również, że jesteś bardzo grzeczna, dlatego moje elfy już pakują prezent, zaraz wsiadam do sań i pędzimy do ciebie." I tu jest zdjęcie tego co sobie dziecię wymarzyło. 

I ja głupia bez namysłu wstawiłam zdjęcie jednego psa z bajki Psi Patrol. 

Wszystko poszło doskonale, filmik został zaakceptowany przez rodziców i ma być włączony w niedzielny poranek. Ale syn znawca przedszkolnych bajek na wszelki wypadek zapytał - mamo, a czy ty masz na pewno tego samego psa co na zdjęciu? Bo Hania natychmiast pozna, że to nie jest ten sam, one się różnią!  

Nie martw się synu, podjadę byle gdzie i kupię - zapewniłam. 

W piątek mam dniówkę, w sobotę też pracuję, więc dobrym dniem na kupno psa będzie czwartek. 

Najpierw jednak sprawdziłam w necie. Ups, w bonito nie ma. W biedronce też nie ma. W pobliżu mamy dwie duże galerie handlowe. Pojechaliśmy do pierwszej. Pytamy. Nie ma. Nie ma. Nie ma. 

Wreszcie jest!  Udało się, ale przyznam się - dawno nie szukałam czegoś z taką determinacją. (O zdjęciu w telefonie i imieniu na kartce nie wspomnę). 



niedziela, 29 listopada 2020

pierniki, pierniczki, pierniczenie ;)

pierwszy śnieg


i pierwsze pierniczki


 Ten śnieg zaskoczył mnie chyba bardziej niż drogowców "za komuny" bo już się przyzwyczaiłam, że białego puchu nie ma i nie będzie, a tu niespodzianka. Mam nadzieję, że stopnieje i więcej nie napada. 

W Hani przedszkolu nie będzie Mikołaja, i w naszej wiejskiej remizie gdzie był co roku również nie będzie, bardzo żałuję bo dziecko tak czeka! Może namówimy strażaków żeby podjechali pod przedszkole i zostawili przed wejściem prezenty tak, żeby dzieciaki widziały. Albo ostatecznie w święta przebierzemy dziadka!  Bo nikt tak nie wierzy w Mikołaja jak trzyletnie dzieci. I nikt nie ma takiej radości z tego jak babcie trzyletnich dzieci. 

Wczoraj robiłyśmy z Hanią pierwsze pierniki. Ciastka są twarde, wielkie i grube, Hania dzielnie wycinała i dekorowała. Schowałam nasze wypieki do glinianego garnka, nikt tam nie zagląda to może wytrwają do czasu, gdy będziemy ubierać choinkę. 

Pierniczycie?

sobota, 14 listopada 2020

Bajeczki Haneczki

 Z trzyletnią panienką można spokojnie upiec ciastka, Hania doskonale potrafi natłuścić blaszkę, wyciąć foremką ciastko i ułożyć je na blaszce. Rozmawiałyśmy o świętach i śpiewałyśmy "nasza zima zła" choć mała co jakiś czas mówiła - babciu, mamy jesień! 




Ciastka się piekły a w pokoju trwało w najlepsze lato. Była plaża, rzeka, morze  i las. W lesie schował się słoń i niedźwiedź bez ubrania (babciu, widziałaś kiedyś niedźwiedzia w ubraniu?) osiołki jadły trawę a potem poszły do wodopoju napić się wody, baranki pasły się na łące wraz z zebrą, która uciekła z zoo. Miś (misie mogą nosić ubrania bo są z bajek, czyli nieprawdziwe) śpiewał całemu towarzystwu a lalka cały czas chciała tańczyć. 

Dlatego nasze ciasteczka trochę się spaliły.  

poniedziałek, 26 października 2020

Bajeczki Haneczki

 

Rysujemy. Rysujemy i jednocześnie opowiadamy cóż to się dzieje na naszym obrazku.

To ja narysuję dziewczynkę – mówię.

- Dziewczynka idzie na spacer po łące – mówi Hania i zamalowuje dół kartki na zielono.

- To ja narysuję drzewo.

- A za drzewem niedźwiedź – woła Hania i rysuje brązową kulę z uszami.

- To ja narysuję dziewczynce koszyczek a w koszyczku miód. Dziewczynka poczęstuje misia miodem.

- To ja narysuję Mikołaja z prezentem dla tej dziewczynki.

- Haniu, ale czy to jest na pewno Mikołaj? Bo to wygląda na pożar!

- Tak, to jest pożar, i zaraz przyjedzie straż pożarna i wszystko zaleje olbrzymia woda i ugasi pożar ale dziewczynka się utopi, niedźwiedź się utopi i Mikołaj też się utopi! Będzie straszliwa katastrofa!

- O Boże, dziecko, ocal ich – wołam. Uratuj Mikołaja, przecież on ma renifery i sanie to ucieknie i zabierze do sań dziewczynkę i niedźwiedzia. (Rysuję koślawe sanie i cztery renifery które wyglądają jak króliki).

- Babciu, nie martw się, przecież to wszystko jest na niby, to taka bajka tylko.

 

poniedziałek, 5 października 2020

Hania do schrupania

 Chcę to zapisywać by mieć pamiątkę. 

Hania lubi do nas przyjeżdżać i my również to lubimy. Bawimy się, wygłupiamy, gotujemy, jesteśmy cały czas w kontakcie. 

Hania rysuje króliczka. 

- Głowa, brzuszek, łapki. Wielkie uszy i ogonek. Babciu, może być jedno ucho zielone a drugie czerwone?

 - Oczywiście, może, rysuj jak ci się podoba - odpowiadam. 

- I jeszcze zęby, duże i żółte - mówi dziecko i dodaje - a na zębach próchnica! I rysuje czarną wielką dziurę. 

*

Hania układa się na drzemkę na moim łóżku. Po chwili mówi - jeszcze muszę coś powiedzieć dziadkowi. Biegnie do dziadka i mówi - dziadku, kocham cię! A możesz mnie podnieść na babcine łóżko? Krzysiek oczywiście idzie i podrzuca Hanię do sufitu a potem stawia na materacu. 

Dziadku, ja tu umiem sama wchodzić ale lubię jak mnie tak podrzucasz. 

*




środa, 16 września 2020

Kochany pamiętniku

 Urlop mi się kończy. Serce moje płacze i na ziemi jest mi źle. Dziś śnili mi się nasi panowie konserwatorzy. Drabinę nieśli. Ciekawe co to oznacza, mam nadzieję że nie mycie okien. 

Załatwiam te sprawy, których nie chce mi się załatwiać gdy pracuję. Internet, telefon, może jeszcze obskoczę kardiologa ale nie obiecuję, kurde, serce mnie boli a może to nie jest serce tylko jakieś żebro albo coś pod łopatką.  Odkąd siostra nie żyje a ja mam podobną wadę to ciągle się boję że umrę na zawał. 

Kota oswajam. Nie wzięłam żadnego do tej pory bo dobrze wiem, że wcześniej czy później jakaś bieda w potrzebie przylezie, jak się da jeść i wyleczy to potem jest pociecha. Chyba że trafi się taki wandal jak Zbójca który wbijał pazury i zęby w człowieka i czułości miał za nic. Wolał kawał mięsa. Ale za to bez litości prał wszystkie szwendające się po posesji stworzenia, ciągle wdawał się w łapoczyny dbając o swoje terytorium. Raz nawet musiałam sąsiedzkiego psa odnosić na rękach bo kot warczał na niego i brał się do bitki a psina też chciał u nas być. 

Jeszcze nasmażę jabłek, mamy szarą renetę. Teraz mi się nie chce obierać, kroić i smażyć ale w zimie to jest rarytas. Narobiłam trochę dżemu z czarnej porzeczki i z malin, Hanusia nasza lubi malinowy dżem. I sok zrobiłam, malinowy i aroniowy. Malinowy będzie dla Hani a aroniowy dla Krzyśka. Nie zrobiłam w tym roku ani jednego słoika ogórków. Nie chciało mi się. Jakoś tak mi zeszło. Może kapusty zakiszę. 

Nie chodzi o to, że  nie mamy co jeść. Domowe przetwory są po prostu bardzo smaczne. 

Hanię bardzo chwalą nauczycielki. Myślę, że moja wnuczka to typ prymuski, mądra, pilna i obowiązkowa. Uwielbiam śpiewać z Hanusią głupie góralskie piosenki. Jestem jedyną osobą w rodzinie  potrafiącą mówić gwarą. Może mi się uda coś przekazać. Ale jeśli nie to nie szkodzi, jak się Hani nie nado to nie bedymy ucyć godać po nasymu. 

Dziś też Cię kocham.