Urlop mi się kończy. Serce moje płacze i na ziemi jest mi źle. Dziś śnili mi się nasi panowie konserwatorzy. Drabinę nieśli. Ciekawe co to oznacza, mam nadzieję że nie mycie okien.
Załatwiam te sprawy, których nie chce mi się załatwiać gdy pracuję. Internet, telefon, może jeszcze obskoczę kardiologa ale nie obiecuję, kurde, serce mnie boli a może to nie jest serce tylko jakieś żebro albo coś pod łopatką. Odkąd siostra nie żyje a ja mam podobną wadę to ciągle się boję że umrę na zawał.
Kota oswajam. Nie wzięłam żadnego do tej pory bo dobrze wiem, że wcześniej czy później jakaś bieda w potrzebie przylezie, jak się da jeść i wyleczy to potem jest pociecha. Chyba że trafi się taki wandal jak Zbójca który wbijał pazury i zęby w człowieka i czułości miał za nic. Wolał kawał mięsa. Ale za to bez litości prał wszystkie szwendające się po posesji stworzenia, ciągle wdawał się w łapoczyny dbając o swoje terytorium. Raz nawet musiałam sąsiedzkiego psa odnosić na rękach bo kot warczał na niego i brał się do bitki a psina też chciał u nas być.
Jeszcze nasmażę jabłek, mamy szarą renetę. Teraz mi się nie chce obierać, kroić i smażyć ale w zimie to jest rarytas. Narobiłam trochę dżemu z czarnej porzeczki i z malin, Hanusia nasza lubi malinowy dżem. I sok zrobiłam, malinowy i aroniowy. Malinowy będzie dla Hani a aroniowy dla Krzyśka. Nie zrobiłam w tym roku ani jednego słoika ogórków. Nie chciało mi się. Jakoś tak mi zeszło. Może kapusty zakiszę.
Nie chodzi o to, że nie mamy co jeść. Domowe przetwory są po prostu bardzo smaczne.
Hanię bardzo chwalą nauczycielki. Myślę, że moja wnuczka to typ prymuski, mądra, pilna i obowiązkowa. Uwielbiam śpiewać z Hanusią głupie góralskie piosenki. Jestem jedyną osobą w rodzinie potrafiącą mówić gwarą. Może mi się uda coś przekazać. Ale jeśli nie to nie szkodzi, jak się Hani nie nado to nie bedymy ucyć godać po nasymu.
Dziś też Cię kocham.