wtorek, 10 lipca 2018

tablica manipulacyjna


Przychodzę ja dziś do domu głodna i zmęczona a tu nie ma kolacji, nie ma kąpieli a w stolarni młody tata ze swoim tatą montują zabawkę dla Hani, młodszy opanowany i spokojny a starszy czyli dziadek Hani zakręcony, biega między szopą a garażem, wynajduje różne przedmioty i znosi, bo może to a może tak..

W tej chwili jest już przymocowany telefon, myszka i pilot, zasuwka i dzwonek rowerowy oraz kółko od fotela i konstrukcja do wrzucania kulek, w pogotowiu jakieś wyłączniki, drewniane korale, guma i rzep. 
Czekam na wyrzutnię rakietową i bimbrownię.
 Ale coś Wam powiem - uwielbiam na nich patrzeć jak coś razem robią.
Ewa D. Dziękuję za inspirację!

niedziela, 8 lipca 2018

wyłączyć autopilota



Dni pracy przedzielone weekendem podobne do siebie tak bardzo, że stają się jednym. Czekanie na piątek. Sobota i niedziela jak mrugnięcie. I znów to samo. Rutyna. Te same twarze, te same miejsca. Powtarzalność. I kiedy przychodzi dłuższy weekend albo urlop,  zaczynam chorować. Mam objawy przeziębienia, leje mi się z nosa, kaszlę. Mam wrażenie, że każdy kawałek mojego ciała domaga się czegoś innego.
Nie jestem wyjątkiem, wiele osób ma dokładnie tak samo.
Nie tak dawno usłyszałam kontrowersyjną wypowiedź - rozumiem ludzi, którzy biorą kredyt, aby gdziekolwiek wyjechać choćby na tydzień. 
Zastanowiłam się nad tym.
Od razu przeanalizowałam najpilniejsze potrzeby. Niezwiązane z zakupami. Dla mnie najpilniejszą potrzebą jest minimalne zabezpieczenie finansowe - mieć jakieś zaplecze, oszczędności, które pozwalają przetrwać w wypadku niekorzystnej losowej sytuacji.

Ale przerzucić  pieniądze z "czarnej godziny" do "funduszu wczasowego"?

Och, zbyt trudna bariera do pokonania.

I wtedy padły pytania.
A skąd wiesz, jak długo pożyjesz. Umiesz  tak korzystać ze wszystkiego jak w młodości? Masz taką odwagę jak dawniej? Chce ci się? I najważniejsze - na ile pozwala ci organizm? Ha, no właśnie, i nie myśl sobie, że będzie lepiej. Młodsze już na pewno nie będziemy.
Więc kiedy jak nie teraz?

Urlop w domu, czyli dzień podobny do dnia. Zmarnowany czas między kuchnią, komputerem  a telewizorem. Jedźmy gdzieś.  Może jutro, ale po co i gdzie. 
I nic, absolutnie nic się nie zmienia. Te same zadania, te same czynności. Nawet pobudka o tej samej porze. Chleb z tej samej piekarni. Bułka "tygrysek" na śniadanie, kotlet z ziemniakami na obiad, czasem zapiekanka makaronowa, gulasz na kilka dni.

I coś, czego najbardziej nienawidzę - remonty! Każdego remontowca-dewastatora mogłabym zatłuc.

Jestem ciekawa Waszych opinii - jak spędzacie urlopy?