sobota, 28 marca 2020

wzdycham

Tęsknię za Hanią. Bardzo poważnie traktujemy sprawę izolacji i o spotkaniach nie ma mowy.
 Czasem budzę się w nocy bo wydaje mi się, że Hania płacze. Zostało parę zabawek, książek, zdjęcia. Pokój już pomalowany, meble wróciły na swoje miejsce.
Myślałam, że kiedy będziemy mieszkać bliżej to i widywać się będziemy często a tu nic z tego. Nie wiem jak wytrzymujecie tęsknotę Wy, mieszkający od dzieci i wnuków setki kilometrów.

Krzysiek ciągnie w weekend nadliczbówki. Nie ma ludzi, siedzą na zwolnieniach  a zamówień więcej niż przed świętami. Za to ja mam pracy mniej, wobec tego przejęłam więcej obowiązków w domu.

Mróz zupełnie niespodziewanie zwarzył mi ukochane żonkile. Pozbierałam i przyniosłam do domu, rozkwitły. Kocham ten zapach. Wszystko wydaje mi się takie symboliczne. Zerwane kwiaty jeszcze żyją ale tylko na chwilę.

Musiałam odpowiedzieć na bardzo trudne pytanie i odpowiedziałam "tak". Kiciul nie żyje. Był ciężko chory i wet sam zaproponował eutanazję.
Nie piszcie mi słów pociechy bo czytanie będzie dla mnie bezustannym płaczem.

 Piszcie proszę jak sobie radzicie w izolacji, czy jesteście rozważni, czy o siebie dbacie. Bo nie wszyscy dbają. Bo nie wszyscy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji.
Lepiej się nie spotykać przez pół roku niż nigdy.

Dziś też Cię kocham.

czwartek, 26 marca 2020

nie ma tego złego..

Dość rozpaczliwie szukam zalet obecnej sytuacji.
Zakupy - świadczą o tym, że o siebie dbamy. Robimy je w pojedynkę i z kartką, ale i tak zdarzają się wpadki.

Po co kupiłaś cukier? - dziwi się Krzysiek wiedząc, ze ja niczego nie słodzę.
- Myślałam że już ci się kończy bo rano skrobałeś cukierniczkę.
Po co kupiłeś kawę? - pytam wiedząc, że w szafce mam pełen słoik.
- Bo może w pracy już nie masz, dawno nie brałaś,  tak samo jak mleka.
(Rzeczy które biorę do pracy wykładam wieczorem na stół w kuchni żeby rano nie zapomnieć).

I na czarno - wiesz, jak umrę to nie będziesz się wstydził że na pogrzeb przyszło zaledwie pięć osób.
- A skąd by się te pięć wzięło, sam będę stał nad grobem.  Jak mi dadzą w firmie wolne. 

Co tam jeszcze.

Luz w autobusie - zawsze mam siedzące miejsce.

Więcej do siebie dzwonimy, siostry siedzą w chałupach, tak to żadna  nie ma czasu chyba że się coś dzieje. 

Okazuje się, że wiele rzeczy można załatwić mailowo i telefonicznie. Wcześniej było nie bo nie i koniec.
Ludzie są bardziej uprzejmi.

Klarka pisze prawie codziennie. 

Dziś też Cię kocham.



wtorek, 24 marca 2020

ta zima kiedyś skończy się

Przy wejściu na teren szpitala jest portiernia i tam przez okienko weryfikowane są wszystkie wchodzące osoby.
Kolejka sięgała aż na ulicę ale trzeba pamiętać, że ludzie stali w dużych odstępach.
Byłam ubrana lekko, tak, jak jest zalecane do tego rodzaju badania. Przyjechałam samochodem, więc myślałam, że te parę metrów przejdę, nie zdążę zmarznąć, choć było bardzo zimno i wiał przenikliwy wiatr.

Czy pani kaszle.
Nie.
Czy pani ma gorączkę.
Nie.
Czy pani ma bóle brzucha, biegunkę.
Nie. Ja jestem zdrowa, normalnie pracuję.
Gdzie pani pracuje.
W hotelu.
Czy pani miała w ciągu ostatnich dwóch tygodni kontakt z cudzoziemcami.
Tak.

Proszę czekać, muszę to skonsultować z lekarzem bo nie wiem czy może pani wejść.

Wieje, przebieram nogami, otulam się szalikiem który służy mi jak maseczka.

Tymczasem do okienka podchodzi pani.
Idę na sor, jestem chora, mam arytmię. Proszę czekać.


Dwie panie.
Musimy odebrać świadectwo zgonu.
Tylko jedna osoba może wejść.

Muszę dostarczyć choremu środki czystości, jedzenie, odzież. Czekać. Nie wchodzić. Zostawić.

Mam odebrać dziś tatę, jest po operacji. Czekać. Wejść.

Czuję jak plecy wygrzane siedzeniem samochodu ogarnia lód, jutro będę chodzić na czworakach z bólu. Albo raczej się nie ruszę. Ale czekam.

Kiedy ostatni raz był pan w Krakowie. Jak przywoziłem mamę. Dwa tygodnie temu.

Czy przez ostanie dwa tygodnie miała pani kontakt z cudzoziemcami przyjeżdżającymi zza granicy.  Tak. Wszak pracuję w hotelu.
Nie może pani wejść.

Mieli rację.

Idę do pracy. Tzn. jadę autobusem. Postaram się zasłaniać buzię szalikiem, nie dotykać niczego gołymi rękami.

Dziś też Cię kocham.






poniedziałek, 23 marca 2020

na szczęście

Krzysiek skończył malować duży pokój i przyszedł czas na montaż lampy sufitowej.  I tak się stało, że żyrandol jakoś mu spadł z szafki, gdzie był odłożony na czas montowania i dwa z pięciu kloszy roztłukły się w drobny mak!
Dzięki temu będę mogła kupić nową lampę.

Za oknem świeci słońce i świat wygląda na wiosenny ale to są pozory, bo przyszła zima czy coś. Pizga bardzo zimnym wiatrem a termometr wskazuje -4, i co to będzie, bo moje ukochane i wyczekane żonkile właśnie zakwitły.

Siedzę jak na szpilkach, do pierwszej daleko, a o pierwszej mam mieć rezonans. Nie wiem czemu się tak boję. Pamiętam jak na usuwanie guza z piersi jechałam bez emocji, na usuwanie pęcherzyka żółciowego pojechałam sobie tramwajem żeby nie robić nikomu kłopotu, a dziś jakaś mało dzielna jestem.

Jak wrócę to poszukam w internecie lamp, przyznam się że rozbicie starej przyjęłam z ulgą, nie lubiłam jej, brzydka była.

Dziś też Cię kocham.


Dziękuję za wsparcie i słowa troski, nie wpuścili mnie na teren szpitala bo jestem potencjalnym nosicielem wiadomo czego, i badania nie było. 

niedziela, 22 marca 2020

Nie żartuj sobie

#zostańwdomu
Pytacie, dlaczego pracuję. Ano dlatego, że w akademiku zostało bardzo wielu studentów z programu wymiany, oni nie wyjechali i ktoś musi dbać o czystość powierzchni wspólnych. Jesteśmy podzielone na dwie grupy i  pracujemy krócej. Zachowujemy wszelkie środki ostrożności, mamy rękawiczki, płyn do dezynfekcji, żel do rąk i naprawdę tej pracy jest niewiele ale ktoś to musi robić.

Krzysiek też pracuje bo w jego firmie są teraz "żniwa". Ludzie zamawiają przez internet książki, zabawki, puzzle i klocki a ktoś te zamówienia musi zapakować. Pracowników jest dużo mniej bo poszli na opiekę.
Po pracy wpada do lokalnego sklepiku i kupuje chleb, jabłka, mleko i czasem żarcie dla kota.

Dlatego nie mogę już patrzeć na hasło #zostańwdomu" bo ja naprawdę ograniczam moje wyjścia do minimum. Kiedy nie idę do pracy, wychodzę na ganek, do piwnicy i do ogrodu. Odszczekuję narzekania o tym, że w domu na wsi  jest źle bo wszędzie daleko a w mieście dobrze bo blisko do ludzi.
Jednocześnie jestem zła. Na przykład na blogerki, które zaczynają wpis  tym że robiły zakupy wraz z mężem. Jakby się nie dało tego zrobić w pojedynkę. Może nie mają wyobraźni, a może nie zależy im na życiu i zdrowiu swoim i bliskich?

Nasza praca nie jest tak ważna jak w służbie zdrowia, jak w policji czy w straży, ale nie mamy za bardzo wyjścia. Nie wszyscy siedzą w domu. Widzę, kto jedzie wraz ze mną. Panie sprzątające, panie pracujące w sklepach, w aptekach, pan kierowca oczywiście.

W poniedziałek zabierają śmieci - i całe szczęście bo kubły już pełne.

W poniedziałek mam mieć rezonans. Pilny, dlatego pojadę. Pani z rejestracji dzwoniła aby upewnić się, czy będę.
Nawet jeśli świat zatrzymał się na chwilę, to przecież ruszy ze zdwojoną siłą i będzie nas potrzebował.
Oszczędzajmy tych, którzy muszą wychodzić z domu.

Dziś też Cię kocham.