niedziela, 1 lutego 2015

kot jest zawsze po niewłaściwej stronie drzwi

Siostra Małgorzata prosi, by podzielić się doświadczeniem związanym z montażem klapki dla kotów. Chodzi o znaną wszystkim kociarzom zabawę w „wpuść kotka, wypuść kotka”. Koty uważają, że najlepszą porą na tę zabawę są godziny między drugą a piątą w nocy. U nas jeszcze dochodzi godzina jeża. Ale ma być o klapce.

Nie zamontowaliśmy jej w drzwiach z kilku powodów. Latem, gdy jest ciepło, koty mogły sobie wchodzić oknem. Korzystały z tego nie tylko zwierzęta domowe. Tak więc klapka musiałaby mieć zabezpieczenie a kot specjalną obrożę lub mikroczip bo nie wszystkie koty są takie eleganckie i kulturalne jak Megi od sąsiada, która wejdzie, zwiedzi pokoje i wróci do siebie.
Gdyby nawet koty mogły swobodnie wchodzić i wychodzić, to i tak nie pozwolą nam spać. One przychodząc do domu witają się i nie ich wina, że zamiast „dobry wieczór” mówią „mryyyyyył”. Sprawdzają, czy żyjemy, przynoszą nam łupy żywe lub nadgryzione, przychodzą się przespać by znów wstać i zauważyć, że czas na nocny patrol.

Nie wiem, jak zachowują się koty niewychodzące bo nigdy takich nie mieliśmy. Wychodzący kot słyszy wszystko, co się dzieje wokół domu i często budzi nas zaniepokojony intruzem na posesji. I tak jest u nas – wieczorem wołam kota do domu, jeśli nie przychodzi to idę koło północy spać, o pierwszej Krzysiek budzi się aby wpuścić walące do okna zmarznięte stworzenie, stworzenie przychodzi do mnie i sprawdza czy żyję, układa się na mnie i śpi mniej więcej do piątej. Kiedy słyszy budzik, biegnie radośnie do kuchni myśląc zapewne, że ten budzik ustawiany jest specjalnie po to, by nakarmić kotka świeżym jedzonkiem.

Potem kotek ląduje na ganku abym mogła sobie jeszcze trochę pospać i może albo cierpliwie czekać aż wstanę albo iść do piwnicy przez kocią klapkę, ale on woli siedzieć na ganku i wrzeszczeć, czego ja nie słyszę bo mam pokój z drugiej strony domu. 

środa, 28 stycznia 2015

między uzależnieniem a snobizmem

Bardzo szybko nauczyłam się wykorzystywać profil na fejsbuku do codziennej komunikacji. Wychodzi najtaniej i najprościej. Wrzucam zdjęcie pierogów i wiadomo, co dziś na obiad. Fejsbuk ułatwia mi życie, nie muszę dzwonić, dowiadywać się, o wielu rzeczach ludzie czy firmy informują, zanim zapytam.
Widzę również, jak wielu ludzi komunikuje się przez portal w sprawach zawodowych.  Aktywne są profile gmin, parafii, miast, stowarzyszeń i fundacji. Nie czytam ogłoszeń umieszczonych na tablicy koło wiejskiego przystanku bo rzadko jeżdżę autobusem. Łatwiej i wygodniej sprawdzić mi tablicę fejsbuka.

Da się nie mieć konta na portalach, da się nie komunikować w internecie. Można nie mieć telewizora. Samochodu. Telefonu. Nie robić zakupów w sieci. Nie mieć konta w banku. Taki przykład - chciałam od bardzo zdolnej osoby kupić jej wyroby, zapłacić przelewem. Nie mogłam bo nie miała konta. Nie było jej potrzebne. Zaproponowała sprzedaż za pobraniem. Nie pomyślała o tym, że dla mnie to strata czasu bo albo muszę czekać na listonosza albo iść kawał na pocztę. Wolałam zrezygnować z zakupów. Kupiłam u kogoś innego.

Wczoraj pytałam, czy fejsbuk się zepsuł wszystkim. Bo byłoby mi niewygodnie bez niego.

można i tak

wtorek, 27 stycznia 2015

macie zepsuty facebook

czy tylko u mnie się zepsuł?
a przy okazji zapytam - co to znaczy, gdy ktoś mi zostawia na stronie taki skrót UDS?

poniedziałek, 26 stycznia 2015

śniegiem sypnęło


Mam na tym blogu dzienniczek pogodowy. Styczeń się powoli kończy i oto proszę bardzo, jest zima, jest śnieg, na szczęście nie ma mrozu. 

W ramach tworzenia drzewa genealogicznego wydzwaniam do rodziny dopytując się o koligacje. Najmniej wiem o rodzinie ze strony mamy. 
Powoli wszystko się składa w całość, zaczynam rozumieć, dlaczego do niektórych osób mówiliśmy ciociu, do innych "chrzesnomatko", dowiaduję się o niezwykłych postaciach i ich losach. 
O dziecku ukradzionym przez ruskich żołnierzy, o radosnej poetce uważanej za nieszkodliwą wariatkę, o Zuzce z Olszyn, mojej zmorze z dzieciństwa. Nikt mi nie mówił, kim ta Zuzka była ani jak wyglądała, ale wiele osób mówiło, że jestem jak pieczątka, cała Zuzka. 
Byłam dzieckiem, które słuchało więcej niż mówiło ale i tak nie wszystkie opowieści babci potrafię podzielić. Wspomnienia plączą mi się z bajkami i z legendami. 
Moje wnuki będą mieć łatwiej. Kiedy trafią za 50 lat na ten blog, zobaczą kopę śniegu na karmniku i  powiedzą - wtedy to były zimy!

sobota, 24 stycznia 2015

a naprawdę jest tak

obrazek dla zmylenia
Nikt się nie dał nabrać na wczorajszy romantyczny wstęp. Czekajcie czekajcie, jeszcze nie powiedziałam „czas wskoczyć na piec i klepać różance”. Już sobie wyobrażam, jak bardzo by ten blog ożył, gdybym tak zaczęła opisywać nagłe a niespodziewane zauroczenia i  potajemne randki.
 Na razie jednak jestem bezrobotną bez prawa do zasiłku to muszę się trzymać Krzyśka niczym żona górnika.
Chcę  w kilku słowach przypomnieć historię kotła gazowego.  Pewnego dnia stary piec dożywszy późnej starości jęknął przeraźliwie i odmówił służby. Urządzenie to jest dwufunkcyjne – podgrzewa wodę i obsługuje centralne ogrzewanie. Łez, które wylewam za każdym razem, gdy płacę za gaz, nie wyciera.
Przestań Klarka z tymi kwiecistymi opisami bo pójdziesz sprzątać i się skończy atak grafomański.
Dalej było tak – kupiliśmy nowy piec, ekipa wycięła stary, zamontowała nowy zastrzegając, że on powinien zostać wyregulowany przez uprawnionego serwisanta bo „coś wybucha a nie powinien”. W urządzeniach na gwarancji nie może grzebać byle kto, musi to być człowiek z licencją od producenta. Przyjechał taki młody człowiek. Myślałam, że młody to obeznany z tymi nowymi technologiami, do tego pracujący na swój wizerunek zawodowy a więc będzie kompetentny, sprawny i skuteczny.
Myliłam się, pan mnie spławił mówiąc, że ten typ tak ma, musi wybuchać i nie dał sobie powiedzieć, że boję się każdego odkręcenia wody bo nie wiem, czy to nie będzie ten ostatni raz.  No, od razu mi się przypomniał ginekolog mówiący lekceważąco o guzie w mojej piersi, że taka ich uroda.
Ej, miałaś o piecu pisać.
Dopiero gdy przyjechał mój syn i zobaczył, jak ten kocioł wybucha dając płomień pod sufit, zbladł, wyłączył piec z gniazdka i powiedział, że nie chce widzieć nas martwych pod gruzami domu, woli, byśmy się myli w zimnej wodzie.
Wtedy napisałam skargę do producenta. Po kilku dniach przyjechał ten sam serwisant mówiąc, że był już na szkoleniu i wie, że te piece mają wadliwe płyty, dlatego ją wymieni. Wymienił i piec zaczął pracować normalnie.
Aż do teraz. Znów na panelu wyświetla się błąd, znów nie chce się zapalić a jak zapali to jest huk aż rusza drzwiami.
 Krzysiek poszedł do serwisu aby to zgłosić i zastał tego młodego człowieka, który usłyszawszy nazwę miejscowości od razu stwierdził – to jest tam, gdzie ta pani napisała na mnie skargę.
A mogłam cierpliwie czekać na wybuch, pożar i śmierć.


piątek, 23 stycznia 2015

jak zapadłam w pamięć pewnemu mężczyźnie

Czasem mężczyźni opowiadają o kobietach, które na zawsze zapadły im w pamięć. Ach, jakie to romantyczne. Przeważnie.

Jesień zeszłego roku była urocza choć nadciągająca pora chłodu zmusiła mnie do działań, od których nie było odwołania. Poznałam wówczas pewnego młodego mężczyznę, zetknął nas ze sobą przypadek, ja byłam jak zawsze miła i czarująca, on nieco arogancki. Ta jego beztroska sprowadziła na niego kłopoty, nie ja byłam ich przyczyną, ja tylko starałam się ocalić swe zdrowie, życie i swój majątek.


Rozstaliśmy się w zgodzie mając nadzieję, że nie będziemy się już musieli spotkać nigdy więcej. Zapamiętał mnie zadziwiająco dobrze, bo gdy tylko zadzwoniłam, zrezygnowanym głosem smutno powiedział –  jesteśmy sobie przeznaczeni, będę na pewno. 

środa, 21 stycznia 2015

babcia nie musi

Bywa najlepszą opiekunką – oddaną, odpowiedzialną i przede wszystkim kochającą. Umie gotować i piec ciasto, krząta się po domu podtykając domownikom pod nos smakołyki. Jest jeszcze aktywna zawodowo ale znakomicie godzi te role. Często rezygnuje z pracy zawodowej dla dobra dzieci i wnuków, przechodzi na wcześniejszą emeryturę aby wesprzeć zapracowane dzieci i przez kilka lat lub nawet dłużej zajmuje się wnukami.

Czasem nie chce być etatową opiekunką tłumacząc się brakiem czasu, złym stanem zdrowia czy innymi obowiązkami. Wiele z nich musi zajmować się rodzicami, również wymagającymi opieki, są więc babcie niczym środek kanapki – dociśnięte ze wszystkich stron, a przecież mają własne życie, chciałyby mieć czas na pasje, na realizację marzeń, na rozrywki.

A gdyby tak babci płacić za opiekę nad wnukami? Nie wszystko da się przeliczyć ale można się nad tym zastanowić teoretycznie.
Babcia się nie zgodzi bo poczuje się podwładną. Jeśli czuje, że i tak nie ma praw tylko same obowiązki, to tak może być. Najczęściej jednak nie zgodzi się z przyczyn kulturowych – poczuje się napiętnowana, oceniona jako wyrodna i wyrachowana. Nie zgodzi się bo kto to widział brać  pieniądze od własnych, ciężko pracujących dzieci, będących na dorobku. Czasem te dzieci zarabiają dużo więcej niż dziadek z babcią razem.

Coraz częściej bywa tak, że dziećmi zajmuje się zawodowa opiekunka. Ma obowiązki, ma prawa. Kończy pracę po roku czy dwóch i idzie do następnej rodziny. Dzieci muszą o niej zapomnieć, choćby się bardzo przywiązały. Z dziadkami jest inaczej. Kiedy już dzieciak idzie do przedszkola, widuje swoją kochaną babcię nie tak często jak dawniej ale są nadal w kontakcie.

Bywa i tak, że dziadkowie widują wnuki okazjonalnie dwa razy do roku  a potem się dziwią, że one nie przyjeżdżają, nie pamiętają, nie dzwonią. Bo się nie znają. 
Skończyło się coś ważnego i coś dobrego. 


poniedziałek, 19 stycznia 2015

kochany pamiętniczku

i zdechło
Mieli rację obrońcy papierowych wersji książek. Wsiadłam ja dziś do autobusu, przeczytałam ledwie dwie stroniczki a mój czytnik stanowczo zażądał prądu i na tym się czytanie skończyło.

W urzędzie pracy byłam, załatwiłam wszystko w ciągu kilkunastu minut. Następną wizytę wyznaczyli mi na marzec. Czarno to widzę. 


Nowe buty są niewiarygodnie wygodne, czemu ja wcześniej męczyłam nogi i kręgosłup, przecież w butach na obcasach czy bez obcasów jestem i tak śliczna. I skromna, to jasne.


Uciekł mi autobus a następny miałam za godzinę, miałam okazję posłuchać rozmów przystankowych. Bo tam, gdzie dojeżdżam, jest pętla, z której odjeżdżają autobusy podmiejskie i przed południem wracają do domu kobiety, które miały jakieś badania lekarskie albo po prostu były na zakupach, albo miały termin w urzędzie pracy. 

I tak podsłuchałam, że jak dziewczyna ma 24 lata to już jest stara panna ale nie taka bardzo stara jak te po trzydziestce, które na kawalera to już nie mają szans.  Natomiast  wolny facet koło czterdziestki to albo rozwodnik albo nieudacznik, którego żadna nie chciała przed trzydziestką. Ja chyba zacznę nowy cykl " filozofia przystankowa" i będę tak podsłuchiwać i spisywać te mądrości. 


Miłego dnia!  

czwartek, 15 stycznia 2015

cała prawda

Prawdą jest, że napisałam coś dla Onetu za pieniądze. Był to zamieszczony w dziale agd artykuł o zmywarce, zarobiłam 20 zł brutto. 

To o butach to też prawda. Zawsze chodziłam w butach na obcasach ale  w zeszłym roku musiałam z obcasów zrezygnować, kupiłam więc tylko jedną parę i to z trudem, ponieważ uważałam, że wszystkie buty na płaskim spodzie wyglądają jak robocze człapaki i nadają się tylko do stania przy taśmie. I te buty jedne zachodziłam na śmierć. Siedzę ja sobie w autobusie naszym wioskowym, patrzę i myślę, gdzie ja łaziłam że mam taki uwalony but, patrzę dokładniej a to dziura na wylot  i widać skarpetkę. Tak pojechałam do urzędu pracy w tych dziurawych butach i wyglądałam jak należy. 

Z tą orientacją na mapie i w terenie to prawda. Najbardziej żenującą pomyłką było, gdy pomyliłam Toskanię z Prowansją a do tego szukałam Toskanii koło Marsylii.  
Raz  było też tak, że Marylka (serdecznie pozdrawiam) wiozła mnie przez naszą wieś a ja nie wiedziałam, "gdziemysom" a byłam całkowicie trzeźwa. 

I tylko to o pogróżkach było kłamstwem, bo Krzysiek by się ze mną w życiu nie rozwiódł, choćby nie wiem co. To jest facet, który wie, że takich kobiet się z rąk nie wypuszcza;))). 

środa, 14 stycznia 2015

cała prawda i gówno prawda

Dziś proponuję zabawę. Wypiszę w punktach kilka rzeczy o sobie. Jedna  z nich będzie kłamstwem. Ciekawa jestem, jak dobrze mnie znacie. Czy zgadniecie, co jest prawdą, a co kłamstwem?
Chciałabym również poznać z tej strony Was, dlatego zapraszam do zabawy
I każdego, kto ma na to ochotę. Oczywiście piszecie to na swoich blogach i swoich czytelników zachęcacie do zabawy.

A oto prawda i kłamstwo

   1Onet płacił mi za pisanie.

   2Mam tylko jedną parę zimowych butów i one są dziurawe.

   3 . Mylę Włochy z Francją, nie umiem znaleźć na mapie potrzebnej drogi a po ciemku nie potrafię pokazać z samochodu, gdzie mieszkam.


   4Krzysiek grozi mi rozwodem, jeśli nie przestanę o nim pisać.