niedziela, 22 maja 2016

o kwiatkach i kotkach

Są rośliny pachnące szczególnie intensywnie i staram się to wykorzystywać. Bo lubię. 
Przy samym wejściu na schody posadziłam komarzycę. To duża i silna roślina, błyskawicznie się rozrasta i nie ma szczególnych wymagań. Za miesiąc każdy, kto zechce wejść do domu, musi ja potrącić a ona wydziela charakterystyczny zapach odstraszający komary. Komary i tak nas zawsze gryzą ale ja co roku tę roślinkę sadzę bo lubię.

komarzyca

Koło rynny postawiłam doniczkę z heliotropem. Tak na dzień dobry, kwitnie niepozornie ale pachnie waniliowo.
heliotrop
Bzy mamy trzy, dwa okazałe, z przepięknymi, dużymi kwiatostanami a jeden niepozorny. Pod tym niepozornym aromatyzuje sobie futro Kiciul. Kiciul całe lato pachnie pięknie bo śpi w podeschniętej skoszonej trawie, w  rumiankach albo  w lawendzie. 

najmocniej pachnący bez
Za chwile zakwitnie piwonia. Nie mogę się doczekać.

piwonia potrzebuje
 teraz dużo wody
Pewnie nie będę mieć w najbliższych dniach czasu na pisanie, życzę Wam ciepła, słońca, wszystkiego dobrego.
kalina nie pachnie, ale jak wygląda!

piątek, 20 maja 2016

znów o tym weselu

Tematy weselne będą się tu przewijać coraz częściej. Jakoś to wytrzymacie, trudno, tym się teraz najbardziej przejmuję i o tym myślę. Niedawno byli dziećmi jeden z drugim, zupą i drożdżówkami  ich karmiłam, na rolkach razem jeździliśmy a teraz proszę - żenią się. 

Obydwie młode pary poprosiły w zaproszeniach, aby zamiast kwiatka podarować im książki. 
Z wyborem nie ma problemu bo się przecież doskonale znamy i nawet często pożyczamy sobie coś do czytania. 
Ale i tak na widok tej prośby natychmiast popłynęły me myśli w stronę wspomnień. 
Mój syn będąc dwulatkiem uwielbiał książki o Koziołku Matołku i co wieczór czytaliśmy to, co wybrali rodzice i to, co wybrało dziecko - czyli my wszystko inne tylko nie o Koziołku a dziecko wyłącznie o Koziołku. To się da pogodzić dość łatwo bo dziecko po kilku razach zna treść na pamięć i samo "czyta" a rodzic może w tym czasie drzemać. 
Ale nie o to chodzi, Klarka, do brzegu. 
Moja mama zawsze ceniła sobie wygodę i latem często nosiła krótkie spodenki i koszulkę, co na wsi nie było takie zwyczajne ale mama ma to w głębokim poważaniu, poza tym wygląda całkiem dobrze w takim zestawie. Kiedy pewnego dnia przywiozłam jej ukochanego wnusia, tak właśnie była ubrana - w czerwone spodenki i jasną bluzeczkę. Wnuczek zachwycił się, stanął przed babcią z uszczęśliwioną miną i krzyknął - babciu, jakaś ty pienkna, wyglondasz jak Koziołek Matołek! 


środa, 18 maja 2016

para wariatów albo coś w tym rodzaju

Rano a raczej cały dzień nie było prądu więc mi to bardzo skomplikowało życie bo tak - w zimnej wodzie to nie mycie, a kiedy zagrzałam sobie wodę na gazie i umyłam się, nie było jak wysuszyć włosów. Bardzo delikatna nie jestem ale od paru tygodni mam coś z zatokami więc przy dzisiejszej pogodzie (dziewięć stopni i deszcz) nie bardzo mądre byłoby pójście na przystanek z mokrymi włosami. Musiałam więc poczekać i potem już bardzo się śpieszyłam ale w bramie natknęłam się na kominiarza który nie wiedzieć czemu chce koniecznie czyścić nasze kominy co kwartał i tak stał zrezygnowany bo widział mnie w oknie jak się malowałam a otworzyć mu nie chciałam. Maluję się w oknie bo jak nie ma prądu to w domu jest ciemno. Jeszcze bardziej zamotam bo chcę coś napisać żeby  na blogu nie straszyła sponsorowana katarakta. 
No i tak lecę do autobusu a w bramie kominiarz i jednocześnie przyjechał Krzysiek który w środy nie stoi na placu bo ktoś musi załatwiać te wszystkie sprawy z zusem i  skarbówką, układać towar na aucie i w piwnicy, jeździć za towarem, odstawiać auto do warsztatu, zawozić mamę do szpitala i jeszcze parę rzeczy w ten dzień robi ale nazywa się, że ma środy wolne.  I tak - z jednej strony kominiarz i Krzysiek z autem, z drugiej strony ja a autobus już jechał do góry!
To powiedziałam do kominiarza, że tym razem załatwi go Krzysiek raz w życiu, a do Krzyśka powiedziałam - tam na dole na ogrodzie łazi sąsiadowa kura, złap  ją bo podrze grządki i ugotuj obiad bo jak wrócę to na pewno będę głodna, pa! Kominiarz ponoć miał oczy jak nasz kot kiedy widzi zaokienne karmnikowe ptaszęta. 

Przecinka mi brakło bo szybko gadałam i oni myśleli, że obiad z tej sąsiedzkiej kury.