środa, 7 grudnia 2016

prosto z mostu

Możecie sobie od razu skojarzyć tego człowieka – można go zobaczyć w każdym zakątku Polski. Chyba że starannie omijamy ich nawet wzrokiem.

Ja zobaczyłam go w sobotę ale mógł to być również poniedziałek lub czwartek wczesnym popołudniem. Szedł niepewnie chodnikiem, niósł czarną reklamówkę z napisem „Boss”, jedno ucho torby było urwane. Zatrzymał się, pogmerał w kieszeni i wyjął papierosy. Zeszło mu dość długo. Zanim zapalił, minęli go wszyscy którzy właśnie wysiedli z autobusu.
Nawet w adwencie pije moczymorda wredna – rzuciła jedna z kobiet przechodząc na drugą stronę drogi.
Tymczasem pijak dalej gmerał w kurtce, wreszcie rozpiął spodnie i odwrócony tyłem do drogi palił i jednocześnie załatwiał się. Zmoczył nie tylko trawę i chodnik, oblał moczem również swoje buty i spodnie. Wyminęła go grupa nastolatków, któryś z nich głośno się śmiejąc zrobił zdjęcie.

Znam pijaka. Mieszka niedaleko, ma dzieci w wieku szkolnym. Być może zanim tatuś dotrze do domu, jego zdjęcie już będzie w Internecie.  A może nie. Tatusia nie stać na prezenty mikołajowe ale Mikołaj i tak przyjdzie, zadba o to szkoła i instytucje pomocowe. Dzieci niczemu nie winne.

Znałam takich pijaków będąc dzieckiem. Czasy były inne ale to zjawisko prawie wcale się nie zmieniło. Ojciec rodziny lazł przez wieś pijany a mieszkańcy z oburzeniem mówili – nawet w adwencie pije! Wódka była dużo droższa niż teraz a jednak pijak kupował butelkę i nie obchodziło go, czy dzieci mają buty na zimę.

Czasem pijak składał obietnicę – w poście i w adwencie nie palę i nie piję. Bohater! Jaki był z tej deklaracji dumny, tak, heroizm godny pochwały. I o dziwo, wytrzymywał. Lub nie. Jeśli nie wytrzymał, miał wytłumaczenie. Zawsze jakieś ważne. Kłopoty w pracy. Kanar go przydybał na jeździe bez biletu. Żona zamiast chodzić na palcach koło niego i podziwiać to darła mordę. Dzieci się biły i się zdenerwował, miał im wlać to wolał iść się napić. Zawsze coś, ktoś, on się starał.

Pijak ma opiekę – żona czy matka a czasem obydwie starają się, aby miał co zjeść, gdzie spać i w czym chodzić, dlatego żyje dość długo. Koło pięćdziesiątki nie pije już tak dużo jak dawniej, dorosłe dzieci wybaczyły lata wstydu i upokorzenia, wątroba powoli się regeneruje, zdeformowane charakterystyczne rysy twarzy łagodnieją, pijak miewa zawał i wystraszony rzuca palenie, zaczyna żyć prawie zwyczajnie, wódka już nie rządzi nim cały czas ale i tak dominuje.
 To takie zadziwiające – tak łatwo się zapomina złe uczynki. Pijacy chodzą dumni przechwalając się życiowymi sukcesami. Jakby zapomnieli, że ja tu mieszkam prawie trzydzieści lat i nie jestem ślepa i głucha.

Kiedy piszę tego rodzaju tekst, zawsze znajdzie się ktoś, kto upomni mnie – nie osądzaj, to choroba.
Trudno, jestem nietolerancyjna i nigdy nie będę hołubić pijaków, jestem wściekła na nich widząc, co robią swoim rodzinom. Jak można schlać się na ślubie własnego dziecka, pytam się? Jak można kraść pieniądze żonie, która sprząta w obcych domach zarabiając na żywność dla dzieci? Takie historie możecie znaleźć wśród moich opowieści na jednym i drugim blogu, są zmyślone i prawdziwe.
Dlatego kiedy pijak żegnając się mówi „co złe to nie ja” odpowiadam mu – a kto jak nie ty?