środa, 13 listopada 2019

znów o tym kocie (bajeczka dla Haneczki)

zdjęcie robione kalkulatorem
Na ganku, tam, gdzie zazwyczaj kot czeka na personel, stoi karmnik. Karmnik służy darmozjadom ptakom,  które mieszkają i mnożą się całe lato w domku na czereśni. Sikorki są oswojone i nic, absolutnie nic nie robią sobie z obecności Kiciula. Chociaż..
Dzień jest mglisty i deszczowy. Obudzone do żłobka dziecko płakało rozpaczliwie bo wolałoby jeszcze podrzemać a potem pobawić się z babcią. Babcia kaszląca i słaba, dlatego nie zdecydowała się na całodzienną opiekę, choć w środku rozpaczała robiąc "papa". Dziadek jak wszystkie dziadki, udając dziarskiego, wypił kawę i pojechał na swym białym koniu na wojnę.  do pracy. Nawet słońce drzemie, dlatego kot sprawdził o piątej rano czy wszyscy żyją, potem o siódmej przyczaił się pod schodami i kiedy samochody pojechały w siną dal, wskoczył na belkę drąc się "otwieraj, otwieraj, mięsa, mięsa, mięsa!" 
Kiedy już dostał to, czego chciał, umył się i ułożył do snu tam, gdzie najbardziej lubi, czyli na desce do prasowania na świeżo wyprasowanych białych koszulkach. Najbardziej lubi leżeć na wyprasowanym świeżym obrusie ale obrusów dziś nie było. 
Tymczasem za oknem sikorki dorwały się do orzechów. Orzechy są wyłuskane i potłuczone, gotowe do jedzenia, lepsze niż słonecznik i inne ziarna.  Kiedy nie ma orzechów, sikorki dobijają się do okna, siadają na siatce i pukają dziobami w okienne ramy pytając - kotku kotku który śpisz w środku kiedy będą orzeszki? 
Kotek udaje, że nie słyszy, a wtedy sikorki jedzą inne ziarna kłócąc się przy tym zażarcie o żarcie. Na koniec, gdy już wszystko rozrzucą i wydziobią, znów przylatują do okna i pukają - kotku kotku daj nam orzeszków! 
W końcu Kiciul nie wytrzymuje i wstaje, a jest bardzo zły, tak zły, że aż macha ogonem! 
Kto mi tu przeszkadza, czy nie wiecie, że koty są drapieżnikami i nie dokarmiają ptaków? Zaraz którąś złapię i zjem! 
Staje przy drzwiach i woła do babci - otwieraj, muszę wyjść! Babcia otwiera drzwi a sikorki fruuuu na czereśnię. I kiedy kot siedzi na ganku, żadna nie przyleci do karmnika. Wobec tego kot siada na belce i woła - otwierać drzwi, otwierać, zimno mi w łapki". 


wtorek, 12 listopada 2019

przychodzi baba do lekarza

Przychodzi baba do lekarza w piątek po pracy i szeptem prosi, aby ją przyjąć bo jest chora. Lekarka patrzy na babę i mówi - przyjmę między pacjentami, ale dziś było już 60 osób. I kaszle, zasłaniając usta ramieniem. Sama wygląda na chorą prawie tak samo jak baba.

Od kiedy pani choruje - pyta po kilkunastu minutach trzęsącą się na krześle.
Klarka zacznij pisać tak jak zawsze w pierwszej osobie bo się ludzie wkurzą i się nie wytłumaczysz gorączką, głupotą i wpływem leków na resztkę rozumu. 

Tydzień temu miałam zapalenie pęcherza, potem bolało mnie gardło, brałam furaginę, nurofen forte, nimesil..plątałam się w zeznaniach. Ale było trzy dni wolnego więc myślałam, że mi przejdzie - broniłam się żałośnie, znając radykalne podejście młodziutkiej ale surowej pani doktor.
Zajrzała mi do paszczy, zbadała miejsca, gdzie nie słychać płuca.
Leżeć do przyszłej niedzieli - zarządziła. Może jeszcze na piecu? - chciałam zapytać ale wstrzymałam się bo gardło paliło żywym ogniem, oddech łapałam do połowy a we łbie szumiało mi jak po butelce wina.
Mamy trzy dni wolnego to może do wtorku wyzdrowieję i obejdzie się bez zwolnienia? - bąknęłam.
Nie, bo jeśli we wtorek pójdzie pani do pracy to w czwartek wróci pani do mnie - stwierdziła lekarka.
Miała rację. Jeszcze dziś kręci mi się w głowie i dość dużo kaszlę, gardło jeszcze wcale nie jest w formie (słowa bolą) haha teraz rozumiem, to nie jest żadna metafora!

Do tej pory prawie cały czas śpię, w dzień i w nocy. Nie do wiary ale śniło mi się co kupić Hani na Mikołaja, i sprawdzałam w sklepie, jest to coś dokładnie takie jak mi się śniło. Zamówię!

Aaa właśnie, myślicie już o prezentach gwiazdkowych? U nas chyba będzie lista na lodówce bo się nijak nie możemy dogadać.

sobota, 9 listopada 2019

przecież jesteście normalne!


Dla tych, którzy nie mają fb, cytowany tekst udostępniłam dziś rano.
Jak reagujesz na wiadomość, że znajoma ma partnerkę, że znajomy jest gejem? Co jej/jemu mówisz? Przyznam się - kiedy dowiedziałam się, że koleżanka zakochała się w dziewczynie, byłam bardzo ciekawa co to za człowiek, czy będzie dla niej dobra, kochająca i wierna bo z miłością bywa różnie a ja bardzo chcę, by koleżanka była szczęśliwa. Publikuję dziś bardzo ważny tekst. Warto udostępnić.


Sezon ślubny w końcu minął. W ostatnich tygodniach ślub wzięło siedem moich koleżanek. I zrobiło mi się smutno. Naprawdę tak bardzo cholernie smutno, że chyba nie pójdę już na żadne wesele w życiu, poza jednym, bo czeka mnie ślub brata i tam będę. Ale na żaden inny.
Widzę tę radość, szczęście, płynące zewsząd gratulacje. Wiem, że pod tym jest ogromne zmęczenie, wielki stres – ale skoro ktoś urządza wbrew sobie bal na sto par to tak jest. Fajerwerki, konne zaprzęgi, wynajmowane pałace. I wszyscy się cieszą, życzą miłości i szczęścia na nowej drodze życia. Kibicują, stwierdzają „no w końcu”, „po tylu latach”, „piękna z Was para”. I w zasadzie te komentarze padają po utworzeniu związku, po zaręczynach, po ślubie, przy każdej możliwej okazji.
A wiecie, co my słyszymy?
– Spoko, nie interesuje mnie, z kim sypiasz.
– To bądźcie razem, ale nie opowiadaj o tym.
– Nie mów nic, bo zrobią ci krzywdę.
– Nie wierzę, że to na serio.
– Jeszcze ci się odmieni.
– Niemożliwe, ty jesteś normalna.
Każdy jeden coming out był bolesny, okupiony wielkim strachem i stresem. Każdy raz wymagał ogromnej odwagi. To nie jest na zasadzie „mamo, tato, poznajcie mojego chłopaka”. „Cześć ekipo, no to poznajcie mojego partnera”. Nie. Coming out jest chyba najbardziej intymnym wyznaniem, bo nie jest informacją neutralną. Odkrywasz się kompletnie, bo psychologicznie ludzie kojarzą nas tylko przez pryzmat sypialni. To nie jest ważne, że mój mózg funkcjonuje odwrotnie tylko w tym jednym aspekcie, to nie jest ważne, że kocham tak samo, że dbam tak samo, martwię się tak samo. Że tak samo jemy śniadanie, że tak samo robimy pranie, że robimy wypad na piwo. Nie. Ja mam fajną dziewczynę, a w zamian dostaję zwrotkę „nie interesuje mnie z kim ty śpisz”. Jakby ktoś mi strzelił w twarz.
Może też od razu zaznaczę, że naprawdę nie lubię słowa na h, bo jest dla mnie naukowo wulgarne. Nigdy nie mówiłam o moich znajomych, że są na to drugie h, więc nie wiem, czemu ja albo ktoś o mnie miałby mówić właśnie w ten sposób. Podobnie jak to słowo na l. Nie i koniec, i chociaż ktoś mi zarzucił, że to niedojrzałe i świadczy o nieakceptacji własnego ja, nie interesuje mnie to. Nie mówię o sobie jako o h ani o l i raczej wolałabym, aby inni też mnie tak nie określali. Bo to nie jest wyznacznik tego, kim i jaka jestem. To jest tylko wycinek mojej osobowości i mojego świata, który nie musi i nie powinien definiować mnie jako osoby.
Nie uczestniczę w marszach równości. Nie ścinam włosów na krótko, nie mam tatuaży na każdym skrawku swojego ciała, nie mam kolczyków tu i ówdzie, jedynie w uszach, w ilości sztuk trzy. Schematy? Właśnie tych cech doszukują się ludzie, kiedy mówię im, że jestem w związku z kobietą. „Ale jak to, przecież jesteś normalna!”. No, niespodzianka. Powinnam pofarbować włosy na niebiesko, używać kurwy jako przecinka, być obleśna i zaczepiać wszystkie kobiety w zasięgu wzroku. Nie, to tak nie działa. Co więcej – prędzej to facet będzie bardziej nachalny wobec kobiety, niż inna kobieta. Niespodzianka, och, jak mi przykro.
I w większości przypadków właśnie tak jest. Jesteśmy normalni, zwykli. Wręcz, mam wrażenie, przezroczyści. Nas nie ma, w społeczeństwie nie istniejemy – my, normalni, bez tęczy na ubraniach, bez krzyku na ustach, bez demonstracji po którejkolwiek ze stron. Czego my chcemy? Mogę się wypowiadać tylko za siebie, może trochę także za M. Nie znam innych osób z naszego grona. Naprawdę, wbrew pozorom, nie posiadam w notatniku namiarów na całą tęczową społeczność w mieście. Mam pewne podejrzenia co do niektórych znajomych kobiet, ale co to zmieni, jeśli rzeczywiście są takie same jak ja, a ja będę o tym wiedzieć? Zupełnie nic, wszystkie z nich bardzo lubię i to się nie zmieni ani na plus, ani na minus. Są jakie są, zupełnie tak jak ja.
Czego więc chcę? Niczego ponad to, co ma „normalna” część społeczeństwa. Nie chcę z zażenowaniem kombinować, jak odpowiedzieć na pytanie „masz chłopaka?”. Nie chcę nadal w publicznych mediach kombinować, jak skonstruować post o wspólnym weekendzie, nie używając końcówek żeńskich ani męskich. Nie chcę tego wstydu, jaki czuję tuż obok strachu, podczas coming outów. Nie wstydzę się tego, jaka jestem, wstydzę się tego, co myślą o nas ludzie, od razu sprowadzając związki jednopłciowe do kwestii seksu. Jest to co najmniej uwłaczające. Nie chcę słuchać poniżających żartów o pedałach, a za chwilę przeprosin „oboshe, wybacz, zapomniałem/am, że ty też…”. Jestem pedałem? Dzięki. Chciałabym także mieć możliwość wyboru, którego na obecny moment jestem pozbawiona, jeśli chodzi o formę związku. O ile nieformalny związek damsko-męski jest społecznie akceptowany i cokolwiek da się załatwić na tak zwany zdrowy rozsądek, tak związki jednopłciowe z góry skazane są na chory formalizm zamykający przed nami wszelkie urzędowe drzwi. Czasami lepiej powiedzieć, że jesteśmy koleżankami i obrócić całą sytuację w żart, niż iść w zaparte i próbować uzyskać coś jako para.
A przede wszystkim nie chcę być piętnowana, tak jak się dzieje to teraz. Myślicie, że skoro nie chodzę na marsze równości, nie owijam się w tęczę i nie udzielam w organizacjach, to mnie to nie dotyczy? To, co wydarzyło się w Białymstoku całkowicie zamknęło za mną drzwi do Polski. Przybiła mnie nie agresja, ale poparcie tych działań z góry. Brak jasnej, zdecydowanej i klarownej reakcji rządu. Śmianie się nam wszystkim w twarz, że nikt nam niczego nie zabrania, a to MY chcemy łamać Konstytucję, chcąc równości małżeńskiej. Że ksiądz, niejednokrotnie ochlej i pedofil, ma czelność z ambony piętnować NAS – dorosłych ludzi, którzy nikogo nie krzywdzą, a na pewno nie niewinne dzieci. Że obrażanie, poniżanie, bicie nas za to, kogo kochamy budzi ogólne uśmieszki, drwiny, szepty „a bo wiesz, ta l***a”. Komentarze, że we łbach nam się poprzewracało i ulegamy chorej nowomodzie.
Myślałam, że wybory coś zmienią. Nie zmieniły. Ostatnio w Wiadomościach TVP powiedziano, że środowisko LGBT jest winne podwyżkom opłat w warszawskich strefach płatnego parkowania – bo Trzaskowski przeznacza pieniądze z budżetu miasta na stowarzyszenia dewiantów. Rzesze ludzi czerpią wiedzę z tego typu reportaży, a potem jest, jak jest. I tak naprawdę brakuje mi jakiejkolwiek konkluzji. Mogłabym pisać jeszcze dłużej, jeszcze więcej, ale to jest ślepa uliczka. Droga prowadząca do jeszcze większej beznadziei. Czuję się bezsilna, bo jakiś czas temu z M. doszłyśmy do wspólnego wniosku.
Jest nam razem dobrze, ale gdybyśmy dawno temu miały możliwość wyboru… wolałybyśmy być normalne.

piątek, 8 listopada 2019

uwierz w ducha

Hania chodzi po domu z rączkami w górę  straszy uuuuuuuuuuuuuu i mówi - duch, duch! Jeszcze kilka dni temu mówiła dup, dup. a wczoraj już wymawiała to słowo bardzo ładnie. Jestem od pomysłów na zabawy najgłupsze i najbardziej hałaśliwe. Zakładamy sobie na głowy koronkowe serwetki i wyjąc straszymy pozostałych domowników. Kotka nie bo kotek i tak się boi ale najbardziej boi się dziadek, który ucieka w kąt bo jednak dwa duchy jeden duży drugi mały to nie żarty.

W pracy - całkiem dobrze. Kierownictwo mnie pochwaliło słowami - jesteśmy z pani bardzo zadowoleni. Zespół jest fajny, doceniam to po tym co było w szkole na Azorach. 
Wczoraj mieliśmy pełen hotel Francuzów witających się z nami "sesc". Młodzież jest chyba na całym świecie taka sama pod wieloma względami. Bałaganiarze niesamowici!

 To dziwne przeziębienie wcale mi nie przeszło, przeciwnie, przeszło mi na oskrzela. Ale za chwilę trzy dni wolnego więc pójdę po południu do lekarki i jakoś to ogarniemy.

Hania tęskni za swoim domem. Dla niej to ogromna zmiana - mieszkała przecież w poprzednim miejscu całe życie. Kiedy wraca ze żłobka, pamięta ulice i pyta - znów jedziemy daleko, nie do domu?Za parę miesięcy znów będzie musiała przyzwyczaić się do nowego miejsca.

Potrzebuję trochę czasu, by tu umieścić bardzo ważny tekst. Może jutro albo pojutrze, i z góry proszę - dyskusja może być gorąca ale jeśli ktoś kogoś obrazi to przypilnuję, aby komentarz się nie ukazał.
Czarującego dnia. Jakie macie plany na wolne dni?


poniedziałek, 4 listopada 2019

a w poniedziałek

Miałam napisać o tym, że mam czasem ochotę kopać ludzi w autobusie ale przecież zaraz mi ktoś napisze, abym jeździła samochodem skoro jestem taka niedotykalska.
Ale mnie się beczeć chce ze złości kiedy chłop wyższy ode mnie o dwie głowy ma plecak na wysokości mojej twarzy i nie trzyma się niczego tylko balansuje i odbija się ode mnie jak od poręczy. Albo dziewczyna gruba jak Barbakan spycha mnie z siedzenia i dźga mnie łokciem bo cały czas gra na telefonie. Albo druga gada z koleżanką i trzepie głową a przy okazji dostaję w twarz jej kucykiem.  Nie wiem czy nie zacznę się awanturować, nie wiem.

Trzy dni wolnego - trzy dni chorowałam. Nie wiem jak to się dzieje, że kiedy tylko mam wolne, to łapię jakieś choróbsko, a w zasadzie to jakby komplet wszelkich dolegliwości, ni to grypa, ni to angina.

Dobrze, że Hanka mnie codziennie rozśmiesza. Wczoraj zaczęła przenosić swoje zabawki do mojego pokoju. Pytam - Haniu, co ty dziecko kochane robisz? Przenoszę swoje rzeczy! - odparła. Robię przeprowadzkę - dodała, targając swój stoliczek i rozkładając mi się na środku z rysowaniem.
Ja rozumiem, że przychodzi czas, kiedy dziecko wyprowadza się od rodziców, ale żeby dwulatka?!