środa, 23 kwietnia 2014

czy trzeba ciągnąć niemowlę na Kasprowy

W poniedziałek była piękna, słoneczna pogoda. Poszliśmy na spacer, a spacerować mamy gdzie, ponieważ miejscowość położona jest w otulinie Ojcowskiego Parku Narodowego. Są skałki, wąwozy, ścieżki i las a także pola, przez które prowadzą zwykłe, wyboiste drogi. Po tym terenie mój syn jeździł z kolegami na rowerach, robiąc po kilkadziesiąt kilometrów za jednym razem. Myślę, że wtedy polubił rowerową jazdę i dziś, kiedy tylko może, przesiada się z samochodu na jednoślad.

W dzień wolny od pracy rowerzystów jest tu mnóstwo, miejsce niezbyt odległe od dużego miasta stało się bardzo dobre na rekreację.

Szliśmy w pełnym słońcu polną, wyboistą drogą, prowadzącą  pod górę. Dalej był kamieniołom a za nim las, w lesie stroma, śliska ścieżka pełna wystających korzeni.  Obok nas przejechał rowerzysta. W ostatniej chwili odsunęłam się na bok, bo przepuszczając go, nie sądziłam, że ciągnie za sobą przyczepkę. Na pewno miał ciężko i zajęty był podjeżdżaniem. W przyczepce leżało małe dziecko. Było zapięte w leżaczek. Nawet Krzysiek, który na dzieciach kompletnie się nie zna, zaniepokoił się -  gdzież on jedzie z tym dzieckiem, przecież takiego malucha trzęsie na tych dziurach, na tych korzeniach, to za delikatne na taką jazdę!

Przechodzący obok nas nieznajomi słyszeli rozmowę i wdali się w dyskusję.

Ponoć jazda w przyczepce jest dla dziecka bezpieczniejsza niż w foteliku. Tu się zgadzam, przy upadku rowerzysty upada również dziecko, a w przyczepce nie dzieje się nic. Nie zgadzam się natomiast, że komfort jazdy jest podobny do jazdy w wózku spacerowym. Nikt nie jeździ spacerówką w tempie roweru. Wyobraziłam sobie siebie w takim położeniu. Jazda za rowerem, w zamkniętej kabinie, na leżąco. Bałabym się. Byłoby mi pewnie duszno. Po kabinie uderzają kamyki, w ruchu ulicznym widzę zderzaki samochodów.
Gdybym była odważnym przedszkolakiem, pewnie miałabym z takiej jazdy wielką frajdę.
Ale nie jestem dzieckiem i nie mam pojęcia, co czuje taki maluch, uwięziony w podskakującej na wybojach kabinie.

Kochani rodzice, proszę, trochę wyobraźni. Bo na wszystko jest miejsce i czas, można te parę miesięcy wytrzymać i kiedy pociecha podrośnie,  cieszyć się rodzinnymi wycieczkami. 

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

chlup!


Kiedy wychodzę do ogrodu w taki dzień jak dziś, natychmiast zapominam o uciążliwych dojazdach do miasta, o wysokich rachunkach za gaz i tych wszystkich kłopotach związanych z mieszkaniem na wsi. 
Przed nami lepsza część roku. 

Dziś jest śmigus-dyngus. Radosnego polewania;).


w bonusie dla Miśki


sobota, 19 kwietnia 2014

świątecznie i radośnie

W zeszłym roku było tak - zimno, mokro, szybko. 


A w tym roku tak. 

Dwoje dzieci podbiegło do księdza, idącego z kropidłem i wskazując swoje koszyczki zażądało - jeszcze raz! Ksiądz się odwrócił, pokropił jeszcze raz i spytał - a po głowach też? A dzieciarnia ze śmiechem - też! I zostali poświęceni dodatkowo, a potem z piskiem uciekli do rodziców. 
WESOŁYCH ŚWIĄT!

czwartek, 17 kwietnia 2014

Pytania do Czytelników

Wiem, że nie masz zbyt wiele czasu, ale bardzo Cię proszę, zastanów się chwilkę i odpowiedz na moje pytania, to ważne.
Wyobraź sobie, że jest Wielkanoc, rok 2024,  jestem dziennikarką i przeprowadzam z Tobą wywiad.

1.      Kim jesteś?
2.      Gdzie mieszkasz?
3.      Z kim mieszkasz?
4.      Czym się zajmujesz?
5.      Jakie są Twoje dalsze plany?

Nie śpiesz się z odpowiedzią, podaruj sobie chwilę na zastanowienie się.
A kiedy już odpowiesz - 

tego właśnie z całego serca Ci życzę, niech Ci się spełni. 

Wesołych Świąt! 

środa, 16 kwietnia 2014

palenie Judasza

Święta Wielkanocne są pełne symboli. W mojej rodzinnym domu święta te miały wymiar religijny i związane były z uroczystościami kościelnymi. Nie do pomyślenia było, aby ktoś nie szedł do spowiedzi.  A ta spowiedź nie była byle jaka. Zanim się wyszło z domu, należało się ze wszystkimi przeprosić. Potem oczywiście  uważać, aby nie zgrzeszyć, ach, jakie byłyśmy dla siebie miłe, grzeczne i uczynne. Szorowanie i sprzątanie przedświąteczne szło w mig!
Nikt nie miał wolnego od szkoły  z powodu rekolekcji, nikt nie sprawdzał obecności na nabożeństwach, po prostu było oczywiste, że się idzie, ewentualnie pilnowali tego rodzice lub dziadkowie. Ja tam wolałam iść na Drogę Krzyżową niż grabić ogród czy sprzątać w sieni.

W Wielki Czwartek ogród był już zazwyczaj wygrabiony i wymieciony, dom wysprzątany, słoma w siennikach wymieniona.

 Po nabożeństwie, wieczorem, w całej wsi płonęły stosy.

Pal się Judosie bezbożniku, co sprzedałeś Chrystusa za trzydzieści srebrników!

Judasz, uosobienie zła, fałszu i grzechu, płonął, a oczyszczający ogień miał zapewnić domostwu na kolejny rok ochronę przed fałszem,  oszustwem, oszczerstwem i obłudą.


Tak to się obrzędy mieszały i nikomu to nie przeszkadzało.