piątek, 20 października 2017

Dobrego weekendu!

Z radością widzę wśród czytelników bloga osoby sobie bliskie – matkę i córkę, małżeństwa czy rodzeństwo. To dla mnie nagroda – udaje mi się pisać tak, że ludzie polecają mój blog komuś z rodziny. To nie jest byle co. Bo w rodzinie nie zawsze jest słodko i miło. Nieraz warknęłam do Krzyśka widząc na jego stoliku szmatławce  – co ty za głupoty czytasz, jak ci czasu nie szkoda! 

Zazdroszczę zwłaszcza paniom, między którymi istnieje więź wyjątkowa – matkom i córkom, które są zaprzyjaźnione. Bo miłość to więzy krwi i jest jakby z obowiązku, a zaprzyjaźnić się z własną matką jest trudno. Mnie się nie udało bo wyjechałam z domu rodzinnego zbyt wcześnie, miałam zaledwie 17 lat i od tamtej pory radzę sobie sama a mama jest u mnie gościem i ja jestem gościem u mamy. Kochamy się ale nie znamy się za bardzo. Tak się niestety dzieje, rzadkie spotkania to staranność i uważność, a na starość  to śmiech przez łzy i na pożegnanie zawsze łzy.

Dlatego zazdroszczę paniom, które wymieniają się lakierami do paznokci, szukają w sklepach butów i torebek, piją kawę z ogromną ilością dodatków i robią sobie przy tym zdjęcie, wyjeżdżają na parę dni do Łeby albo do Wisły, wygłupiają się jak wariatki ale nigdy nie przestają być matką i córką, choć od czasu do czasu te role się odwracają bo to są dorosłe kobiety. I czytają te same blogi, z czego jestem szalenie dumna.


Przesyłam serdeczności – Klarka Mrozek