poniedziałek, 26 października 2020

Bajeczki Haneczki

 

Rysujemy. Rysujemy i jednocześnie opowiadamy cóż to się dzieje na naszym obrazku.

To ja narysuję dziewczynkę – mówię.

- Dziewczynka idzie na spacer po łące – mówi Hania i zamalowuje dół kartki na zielono.

- To ja narysuję drzewo.

- A za drzewem niedźwiedź – woła Hania i rysuje brązową kulę z uszami.

- To ja narysuję dziewczynce koszyczek a w koszyczku miód. Dziewczynka poczęstuje misia miodem.

- To ja narysuję Mikołaja z prezentem dla tej dziewczynki.

- Haniu, ale czy to jest na pewno Mikołaj? Bo to wygląda na pożar!

- Tak, to jest pożar, i zaraz przyjedzie straż pożarna i wszystko zaleje olbrzymia woda i ugasi pożar ale dziewczynka się utopi, niedźwiedź się utopi i Mikołaj też się utopi! Będzie straszliwa katastrofa!

- O Boże, dziecko, ocal ich – wołam. Uratuj Mikołaja, przecież on ma renifery i sanie to ucieknie i zabierze do sań dziewczynkę i niedźwiedzia. (Rysuję koślawe sanie i cztery renifery które wyglądają jak króliki).

- Babciu, nie martw się, przecież to wszystko jest na niby, to taka bajka tylko.

 

piątek, 23 października 2020

Jeszcze będzie normalnie

 Pracujemy normalnie. Są zawody, gdzie praca zdalna jest niemożliwa i dlatego co rano zakładamy maseczki i maszerujemy na przystanek. Tak samo jak wielu innych ludzi. Pamiętam jak to było w marcu - puste ulice, niepewność, kolejki przed sklepami. Teraz jest inaczej bo już jesteśmy bardziej świadomi i boimy się czegoś innego. Smutno mi gdy słyszę narzekania osób, które muszą zakładać  maseczkę na pół godziny i z tego powodu jęczą. Może się zamień jeden z drugim z człowiekiem, który musi pracować w maseczce cały dzień. 

Coraz częściej myślę o ludziach którzy w tym czasie muszą chorować w szpitalu. W ostatnich latach odwiedzałam chorujące bliskie mi osoby i widziałam, jakie to jest ważne również dla innych pacjentów. 

Chorzy z tej samej sali prosili mnie o drobne przysługi o które nie chcieli prosić pielęgniarek. Ubrać skarpetki, posmarować kremem spierzchnięte ręce, odłożyć kubek, zapiąć biustonosz, ustawić coś w telefonie, kupić jakiś drobiazg. Nosiłam moim bliskim domowe jedzenie, pomagałam w pielęgnacji. Towarzyszyłam. To takie ważne, żeby wiedzieli, że ktoś jest zawsze gotów przyjechać, wystarczy zadzwonić. A teraz nie ma odwiedzin. To musi być straszna samotność dla ludzi, którzy cierpią, nie są samodzielni albo po prostu potrzebują w swej chorobie uwagi drugiego człowieka. 

 Zawsze powtarzałam, że łatwiej odwiedzać zmarłych niż żywych i co? Myliłam się.  Nie odwiedzimy w tym roku nikogo, żywych nie chcemy narażać a zmarli nie pogniewają się, gdy nas nie będzie przy grobach. Przyjedziemy ze zniczem kiedy indziej. Mam ich w sercu. Jeszcze czasem zapłaczę ale jestem już gotowa by stanąć przy grobie i powiedzieć, że dalej jestem zła (bo jak można tak odejść) ale dziękuję za wszystko a najbardziej za te ostatnie lata, za słowa pewne spokoju, za słowa, które towarzyszą mi i teraz w trudnych chwilach. Wszystko będzie dobrze. 

Dziś też Cię kocham. 



środa, 21 października 2020

niedziela, 18 października 2020

Jak co roku

 W domu ciepło. Firma zajmująca się konserwacją i naprawą kotłów była zawalona robotą, dlatego czekaliśmy prawie tydzień. Pan przyjechał w sobotę. Zabrał się za pracę. Nie chciał kawy ani herbaty tłumacząc, że ma jeszcze dwa zlecenia i bardzo się śpieszy. Pan miał wschodni akcent i sam oznajmił w rozmowie, że pochodzi z Ukrainy a pracuje w Polsce bo u nich jest nie do wytrzymania. Zna się na swojej robocie bo tam zajmował się tym samym, tylko w firmie było pięciu serwisantów i pięć osób do obsługi zgłoszeń a tu jest pięć osób do obsługi zgłoszeń a serwisantów czterdziestu, dlatego on sam musi pilnować aby mieć potrzebne części i utrzymywać kontakt z klientami ale zna polski i angielski więc nie ma problemu.  

Pan przyjechał do Krakowa wraz z żoną, która na Ukrainie pracowała w kancelarii adwokackiej a teraz uczy w Polsce angielskiego. 

Pracował bez przerwy. Przeprowadził konserwację, wyregulował, sprzątnął za sobą i umówił się na wymianę uszkodzonej części, dając nam swój numer. Zapłaciłam 250 zł. Takie są koszty utrzymania domu, zawsze coś wypadnie, trzeba o tym pamiętać. 

 



 

czwartek, 15 października 2020

jak bohater

 Tak się czuję, wstając o piątej rano. W domu jest zimno, kocioł c.o tradycyjnie się zepsuł i ogrzewanie nie działa, mam nadzieję, że jest choć ciepła woda i mogę się umyć. Ale piec może zgasnąć w każdej chwili, dlatego nie myję włosów, które są długie więc trzeba je dłużej płukać. Zrobię to po pracy, do chodzenia z mokrą głową po przystankach jestem przyzwyczajona. 

Ciemno, zimno. Kot nie dał się oswoić i to mnie najbardziej martwi. Nie wlezie nawet do piwnicy, choć zostawiłam otwartą. Na ganku ma zrobiony domek z kocykiem i też nie wejdzie. Śpi na fotelu w altance. Nic już nie potrafię zrobić, jedynie złapać go do klatki i zamknąć, ale wtedy musiałabym wziąć urlop bo przecież nie zostawię przerażonego zamkniętego w klatce zwierzęcia, będzie więcej szkody niż pożytku. 

Damy sobie czas. Może kiedyś da się przekonać, że w domu najlepiej. 

Pędzę na przystanek. Trzymajcie się!