czwartek, 21 maja 2015

i wszystko w porządku

Szwy ściągnięte. nie powiem, żeby to było miłe doświadczenie ale za to trwa krótko więc nawet mazgaj wytrzyma. Pielęgniarki zastanawiały się, czemu doktorek tak ciasno szyje, że te nici trudno wyciągać. Zagoiło się elegancko i wszystko jest jak trzeba. Nawet się dowiedziałam, że pięknie wyglądam ale to nic szczególnego bo przecież w szpitalu byłam obolała i powłócząca nogami a dziś już energiczna, umalowana i przyzwoicie ubrana.  

Muszę się wytłumaczyć, dlaczego tak chwalę ten szpital. Po pierwsze - bo na to zasługuje i takie miejsca trzeba chwalić. Po drugie - kiedy czuję wdzięczność, mówię o tym. A czuję, bo   zostałam otoczona opieką,  troską i przestałam się bać to jakże mogłabym mówić inaczej niż wyłącznie dobrze. 
Przekonałam się, jak ważna jest informacja. Rozmawiali ze mną lekarze i pielęgniarki, przed przyjęciem dostałam starannie i przejrzyście zredagowany informator dla pacjenta z całym terminarzem - kiedy i w którym pokoju jakie badania, jak się przygotować, czego należy oczekiwać i czego oczekuje lekarz i wiele, wiele drobiazgowych informacji o które już nikogo nie musiałam pytać. Nie lubię niepotrzebnie zajmować komuś czasu ale nie lubię też niepewności. 
Dziś kot znów mnie nienawidzi, co one czują w tym szpitalnym zapachu? 





wtorek, 19 maja 2015

a w ogrodzie

w cieniu czereśni

Ten bez kupiliśmy zupełnie przypadkowo w budowlanym markecie. Doniczka stała wśród zmarnowanych, przecenionych roślin i gdyby nie cudowny zapach maleńkiego kwiatuszka, nie zwróciłabym uwagi. Jest niepozorny, kwiaty nie są dekoracyjne ale pachnie oszałamiająco. Posadziłam go koło huśtawki i to był doskonały wybór. 
dla porównania - jest i taki




clematis


Brzydką ścianę okrywa gąszcz kwiatów - zauważcie - na dole widać już pąki pnącej róży. 


kalina ukochana

O kalinę zawsze jest spór bo nie pozwalam dotykać jej siekierą i piłą ale jest już naprawdę wielka więc w tym roku z bólem serca ustąpię. 
Rośliny znakomicie przezimowały. Nie zdążyłam wykopać dalii ale okazało się, że niewielka ich część przetrwała i są już spore rośliny, dały radę bez wykopywania i bez okrycia. 

Pnąca róża wygląda imponująco, nie mogę się już doczekać kwiatów. Piwonie już-już. Codziennie oglądam z niepokojem coraz większe kulki. Z niepokojem bo mrówki też lubią piwonie. Oregano i mięta rozrastają się jak chwasty. Kwitną poziomki, maliny zwariowały i rozkrzewiły się w gęsty zagajnik. 
Nie mogę się schylać, więc Krzysiek dzielnie rozsadził sałatę bo był na to najwyższy czas i posadził parę krzaczków pomidorów. Człowiek, który pomidorów na talerzu nie tknie. 
Za tydzień zaczną się czereśnie! 

Czarującego dnia.