wtorek, 26 stycznia 2021

czasem coś napiszę

Minęło już prawie 13 lat mojego blogowania i myślę sobie, że na razie wystarczy. Czasem coś napiszę, to jest pewne. Teraz jednak jest czas czekania. Nie umiem udawać. Łatwo nie jest i często dopada mnie myśl, że lepiej już było. 

Nie jestem już jak dawniej zawzięta,  nie rzucam się zażarcie na zadania,  myśląc że dam radę. Niewiele mam do stracenia ale nie chce mi się już żyć z otwartymi drzwiami. 

Do wiosny zostało zaledwie siedem poniedziałków. 

Dziś też Cię kocham. 

sobota, 23 stycznia 2021

brokatowe serce

 

Laurkę dostałam, z czerwono-brokatowym sercem i z dżdżownicą. Hania wie o tym, że babcia kocha koty, sowy i smoki, ale dżdżownice też są piękne i potrzebne (brawo ekologiczne przedszkole).

Dostałam również ciepły puszysty szlafrok.  Miałam sobie właśnie taki kupić bo mam trochę więcej czasu i mogłabym wieczorami chodzić w szlafroku ale miałam tylko taki cienki z-łazienki-do-łóżka. A wieczory spędzam przed telewizorem z bardzo, ale to bardzo wciągającym serialem. 

 Brakuje mi siostry. Naszych rozmów o wnuczkach. Asia ma kilkoro wnucząt a każde z nich kochała nadzwyczaj mocno, to było słychać w jej głosie gdy opowiadała – nasza Olusia, nasza Majusia..

Tyle razy opowiadałam jak się bawimy,  tyle razy upewniałam się czy dobrze robię – Asiu, ja ciągam Hanię na kocu po podłodze i śpiewamy przy tym głupie piosenki. Asiu, kiedy obieram ziemniaki to daję Hani takie duże drewniane szczypce, żeby łowiła kawałki warzyw i przekładała do garnka..

Nasze rozmowy o wnuczkach trwały godzinami, kochałam to. Ufałam mojej siostrze, a Ona powtarzała – nieuczęszczane ścieżki zarastają, miłość trzeba pielęgnować i na nic wysiłek rodzica, jak jest małe to przyjdzie z laurką ale jeśli babka nie ma serca do wnuka to wnuk nie będzie miał serca do babki.

Nasza Hania dokładnie wie, co to rodzina. Nie chodzi tylko o nas, o, nie. W zeszłym roku na gwiazdkę dostała nowego pluszaka klik

i była radość z odnalezienia rodziny, ale w tym roku dziecko było w Ikei, i tam o zgrozo odkryło cały kontener tych psów. Rodzina, cała rodzina Hałała! Musieli tam zostać, to ich dom. Ale łatwo nie było.

Dawno temu ktoś, kto jest dla mnie autorytetem napisał, że moje notki bywają ważne społecznie. Bo chodzi o miłość.

Dziś też Cię kocham.

Winter is coming. Dla niewtajemniczonych – wracam do serialu.

 

 

poniedziałek, 18 stycznia 2021

nie zbiedniejemy


 

Zawsze zostawiam na krzakach trochę aronii a na murze winogrona, karmnik na belce jest dla sikorek z budki na czereśni. Tym razem jednak okupują go wróble, choć widzę też inne ptaki, kowaliki, takie małe żółte chyba dzwońce i kosy, których nie lubię bo obżerają mi borówki. Są nawet sójki. Latem widuję dzięcioła. Na strychu też się gnieżdżą jakieś ptaszyska, nie wiem jakie ale słychać szuranie. Kiedy kupuję karmę, zawsze powtarzam - nie zbiedniejemy! 

Uprzedzam komentarze - dziki rudy kot który nie chce zamieszkać w domu ma w piwnicy miskę z wodą i kilka talerzyków z karmą, dywanik i najcieplejszy koc z którego zrobiłam gniazdo (do budki nie wszedł). Ptakom nie szkodzi, kiedy tylko wychodzi z okienka to ptaki robią alarm i karmnik pustoszeje a chmara czeka cierpliwie na bzie. 

Mój tata do końca życia dokarmiał ptaki i obserwował je całymi godzinami. Jeden z karmników miał na bzie na przeciwko okna. Kiedy już z trudem chodził, zawsze prosił o uzupełnienie karmy. Karmniki wieszał nawet w lesie, co dla niektórych było śmieszne a mnie wzruszało, bo cóż to komu przeszkadza, że tata ma w lesie karmniki. 

Krzysiek się ze mnie śmieje że czekam na trzyokiego kruka i na sowę. 

niedziela, 17 stycznia 2021

mróz

 


Zdjęcie zrobione o siódmej rano. Pan z radia mówi, że na północy Polski było dziś w nocy -25. Rześko! Wklejam na pamiątkę bo już nieraz sprawdzałam różne rzeczy na tym i starszym blogu. Ponoć w internecie nic nie ginie choć ja nie bardzo w to wierzę bo na "zawzięcie" zginęło wiele rzeczy. Teraz oczywiście muszę napisać - dawniej to były zimy! 

W dzieciństwie raz wpadłam w głęboką zaspę i do dziś pamiętam strach, że nie wyjdę z niej żywa. To była ścieżka, którą ludzie chodzili bardzo rzadko, do rana na pewno bym nie przeżyła. Śnieg nie jest lekki i puszysty, zaciska się na człowieku jak pułapka. Poza tym incydentem zimy wspominam miło - jazdę na sankach do upadłego, zamarznięte rękawice i nogawki, czerwone od mrozu poliki.  

Mróz i śnieg, owszem, bywał, ale byliśmy chyba bardziej pogodzeni i przyzwyczajeni. Ludzie palili w piecach czym popadło i nikt nie myślał o smogu,  ubierali się w grube, ciężkie, krępujące ruchy kurtki, buty wysokie do kolan, pod spodnie trzeba było wkładać rajstopy ale i tak kolana marzły gdy trzeba było stać na przystanku. Komunikacja była koszmarnie nieprzewidywalna, nikt nie wiedział, czy autobus przyjedzie czy nie.  

 Nie cieszy mnie sroga zima kiedy piec pracuje cały czas i mam nadzieję, że za kilka dni ta tegoroczna będzie tylko wspomnieniem.