Nie myślała o nich obsesyjnie, nie zaglądała do każdego mijanego wózeczka, nie brała w ramiona cudzych niemowląt i nie dawała sobie wmówić, że jest nieszczęśliwa z powodu bezdzietności bo tak nie było. Jest szczęśliwa szczęściem człowieka spełniającego się w wielu dziedzinach, jest przecież córką, siostrą, żoną – to na płaszczyźnie rodzinnej, zawodowo spełniała się równie doskonale, pracę swoją lubiła a to przecież jest szalenie ważne. Zainteresowania zmieniała z biegiem lat, to, co pasjonowało ją kiedyś, nie było już tak fascynujące teraz, ale przecież świat nie stoi w miejscu a ona podążała wraz nim.
Po coś żyła, wiara w to „coś” towarzyszyła jej i pozwalała na poszukiwania, które jednocześnie nie były ślepą gonitwą za tym, czego mieć nie mogła z przyczyn naturalnych.
Całkiem naturalnie też i płynnie przejęła pieczę nad trójką dzieci dalszej kuzynki, obdarzonej przez naturę płodnością i beztroską, rodzącą dzieci mężczyznom niekoniecznie kierującym się pragnieniem posiadaniem rodziny.
Nie jest łatwo zostać rodziną zastępczą ale Magdalena nie pamięta tych wszystkich formalności, które załatwiali wraz z Błażejem – stosów zaświadczeń, dziwnych świadectw, badań lekarskich, rozmów z psychologami, rozmów z ludźmi, którzy poczuli się zobowiązani ostrzec Magdalenę przed podjęciem tak trudnego zadania.
- Geny, czyli krew z krwi, jakie te dzieci mają geny, wkrótce będziecie zamykać się w sypialni na klucz a pod łóżkiem trzymać broń! – to tylko jedno z ostrzeżeń, jakie mieli okazję usłyszeć w tamtym czasie.
Czas naglił bo formalny mąż kuzynki odbywał kolejną karę w odosobnieniu, kuzynka zaś zostawiwszy dzieci ze staruszką babcią szukała pocieszenia w ramionach kolejnego mężczyzny życia nie zostawiając ani adresu, ani nawet numeru telefonu.
Najstarsze było zaradniejsze od dorosłego człowieka. Wiedziało, kiedy najmłodsze zapłacze, jak się zapina te skomplikowane pieluchy, ile trzeba wlać wody do mieszanki aby oszukać głodomora (ciociu, nie syp całej miarki bo nie wystarczy na jutro, i długo nie wierzyło w gorące zapewnienia, że na pewno wystarczy, uwierzyło, gdy wreszcie Błażej zrobił zapas jak dla pułku) i co robić, gdy głodomór nałyka się powietrza. Rówieśnice tymczasem bawiły się lalkami, przebierając je w wyszukane kreacje, malowały paznokietki i czesały grzywy kucykom.
Średnie wszystkiego się bało i starało się być niewidzialne, choć jednocześnie w niepokojący sposób łasiło się do Błażeja, usiłując całować go w usta.
Maleństwo było najrozkoszniejszym z niemowląt, jeśli tylko miało sucho i było najedzone, bawiło się własnymi stopami gaworząc radośnie a gdy ktoś zbliżał się do łóżeczka, obdarzało go promiennym uśmiechem, wyciągając rączki i kopiąc z radości nóżkami.
To nie była sielanka, to był okres pełen ciężkiej, bezustannej pracy. Na początku dzieciom wszystko się podobało i były zachwycone, grzeczne i słodkie a potem nastąpił czas próby i wszystko się zmieniło. Najstarsze przeklinało i kradło, Średnie moczyło pościel a wszystkie wymagały leczenia u wielu specjalistów.
Najmłodsze, z ufnością patrząc Magdalenie w oczy powiedziało do niej „mama” z taką powagą, że Magdalena natychmiast w to uwierzyła, choć Najstarsze o wiele za głośno zaprotestowało – to nie mama, to ciocia! Odtąd Magdalena powtarzała – nie jestem mamą, jestem ciocią. Mama nie dawała znaku życia a tata, pozbawiony praw, nadal był za kratkami.
Kiedyś wreszcie udało się Błażejowi przekonać Najstarsze, że można mieć dwie mamy i nie jest to zdradą, bo przecież mama Magdaleny Błażeja nie urodziła ale Błażej mówi do niej „mamo” o co się rodzona matka nie gniewa. To tak na zapas, gdyby kiedykolwiek Magdalena została wybraną matką całej trójki.
Nie mają szans na adopcję. Odezwała się matka, znów szczęśliwie przy nadziei choć nieszczęśliwie porzucona przez kochanka, zamierzająca wrócić na stare śmieci. Odezwała się do męża, który wyszedł z więzienia. Kazała mu odszukać dzieci i odwiedzać. Jak się będzie starał o dzieci to go tak łatwo nie wyrzucą z mieszkania, a jak wyrzucą, to pokaże wszędzie, w gazetach, w telewizji, jak się w Polsce wspiera wielodzietną rodzinę.
Magdalena wierzy i ma nadzieję, bo przecież miłość cierpliwa jest..



