czwartek, 29 sierpnia 2024

Mika, Mika Mikulina

 Z życia Mikuliny

Mikulina od kilku dni poluje na karczownika, który wykopał olbrzymie dziury tam, gdzie mają rosnąć tulipany. Teraz rośnie tam mięta i pies przybiega do domu cały miętowy. Hania bawi się z nią w "raz, dwa, trzy Baba Jaga patrzy" bo Mika zastyga jak pomnik w oczekiwaniu na to coś co robi dziury. 

Hania, jak wszystkie dziewczynki, stroi psinę w kapelusz z serwetki albo robi jej "opatrunek" na łapę czy inne stroje, pies przeważnie śpi podczas tych zabaw albo cierpliwie siedzi i tylko od czasu do czasu poliże Hanię po kolankach. 

Nadszedł czas na tabletkę na robaki i trochę się bałam pamiętając co wyczyniały koty - trzeba było używać przemocy, smarować tabletkę masłem i wpychać ją kotu do pyszczka, czasem prawie się udało ale się nie udało i trzeba było sprzątać. 

Mika zjadła tabletkę tak - położyłam pastylkę przed nią mówiąc - zjedz to Mikusia. I zjadła. 

Niełatwa była wczorajsza kąpiel bo pies wyraźnie nie lubi wody, nawet na spacerach nie włazi do strumyka, koło domu też nie chlapie się w pojemnikach na deszczówkę tak jak to robiły poprzednie psy. 

Żeby jej bardzo nie stresować, przygotowaliśmy kąpiel na trawniku i poszło bardzo szybko wśród skarg i skomlenia - "co wy mi robicie ratunku ratunku przecież nie jestem brudna tylko wytarzałam się w mokrej ziemi pod  kwiatkiem i śmierdzącej kości, to samo odpadnie". 

Szampon trzy razy droższy niż mój, zastanawiam się czy nie umyć sobie w nim łba bo suka wygląda jak  miss, włos miękki, pachnąca, błyszcząca, ogon puszysty.

Ale najfajniejsza jest ta radość, jak ona się cieszy, jak nas adoruje, jak szybko przystosowała się do naszego trybu życia. 


niedziela, 25 sierpnia 2024

dwór

dwór w Tomaszowicach



Przystanek znajduje się po drugiej stronie drogi i przez wiele lat codziennie patrzyłam na dwór. Czasem robiłam zdjęcie, częściej myślałam o losach tego miejsca. Pisałam o nim tutaj  (klik) 

 

  
 

sobota, 24 sierpnia 2024

Jesień idzie


Andrzej Waligórski

Raz staruszek, spacerując w lesie,

Ujrzał listek przywiędły i blady

I pomyślał: - Znowu idzie jesień,

Jesień idzie, nie ma na to rady!

I podreptał do chaty po dróżce,

I oznajmił, stanąwszy przed chatą,

Swojej żonie, tak samo staruszce:

- Jesień idzie, nie ma rady na to!

A staruszka zmartwiła się szczerze,

Zamachnęła rękami obiema:

- Musisz zacząć chodzić w pulowerze.

Jesień idzie, rady na to nie ma!

Może zrobić się chłodno już jutro

Lub pojutrze, a może za tydzień

Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,

Nie ma rady. Jesień, jesień idzie!

A był sierpień. Pogoda prześliczna.

Wszystko w złocie trwało i w zieleni,

Prócz staruszków nikt chyba nie myślał

O mającej nastąpić jesieni.

Ale cóż, oni żyli najdłużej.

Mieli swoje staruszkowie zasady

I wiedzieli, że prędzej czy później

Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady.

czwartek, 22 sierpnia 2024

szkodniki

 

Na wsi jak to na wsi, trwa bezustanna walka o przeżycie, o symbiozie nie ma mowy.

Na oknach mamy zamontowane siatki, dzięki nim można spokojnie spać przy szeroko otwartych oknach, choć wieczorem przy zapalonym świetle straszą szerszenie warcząc złowrogo gdy usiłują dostać się do środka. Nie mam litości. Pryskam obficie lakierem do włosów i z satysfakcją widzę, jak poczwara wali się na parapet.

Na bzie (co za idiotka ze mnie, posadziłam bzy pod oknami i teraz mam za swoje, szerszenie uwielbiają sok z bzu) mamy powieszone pułapki – odpowiednio przycięte butelki z mieszaniną wabiącą owady – piwo, ocet, cukier. Wleci i już nie wyleci, utopi się lub zapije na śmierć, na jedno wychodzi. Krzysiek czasem bierze klapkę i młóci po krzaku ale on często balansuje na granicy ryzyk-fizyk i bywa, że prawie się uda ale się nie uda.

Miałam psa, który namiętnie łapał błonkoskrzydłe pyskiem i miałam też wrażenie, że mu wcale nie przeszkadzało użądlenie, jak go osa dziabnęła to wkładał pysk do wiadra z wodą, kłapał kłapał i za chwilę znów szedł pod gruszkę polować na osy.

Mikulina okazała się psem myśliwskim i namiętnie poluje na myszy. Niedawno triumfalnie przyniosła w zębach mysz wraz z pułapką. Tyle jej łupów. Na spacerach rzuca się na kury, dobrze, że wszystkie za ogrodzeniem. Niestety, goni również koty i kocia ścieżka przez nasz ogród zarasta. Może dlatego są myszy.

I jeszcze najgorsza plaga – wstrętne, wielkie, bezdomne ślimaki. Pożerają wszystko i nie ma na nie sposobu. Ja się ich strasznie brzydzę, Krzysiek walczy z nimi nożem ale one są szybsze. Rozważałam kupno pary kaczek ale to jest głupi pomysł. Nie każcie mi kupować trutki na ślimaki bo działa tylko na chwilę, jest bardzo droga a do tego boję się o jeże!

Do piwa idą ale prześladuje mnie wizja ogrodu, w którym pełzają wielkie pijane ślimaki a nad nimi latają pijane szerszenie.

poniedziałek, 19 sierpnia 2024

znów o tym psie

Piszę rzadko i dość nieskładnie bo wiadomo, mam w głowie kłębek z nerwów ;). 

 Mikulina już rozpuszczona dokładnie tak samo jak rozpuszczałam koty. Wet twierdzi, że nic jej nie dolega i nie chudnie, ma na żebrach tłuszcz tak jak zdrowe psy, czyli niewiele. Ale ona nie lubi jeść, jest jak przedszkolak. Kto ma w domu przedszkolne i wczesnoszkolne dzieci to wie o czym piszę. 

To niedobre, to twarde, to już było, to na talerzu a nie w misce, to w misce a nie na talerzu, a to się da wywlec więc zjem na dywanie, nie mogę jeść prosto z dywanu to strzelę focha i wcale nie zjem. Rano nie je, w południe nie je, pod wieczór łaskawie trochę zje. 

Smaczków nie lubi. Kości wędzone gryzie ale bez szału. No, i już się złościcie to co ja mam powiedzieć? 

Proszę i grożę, zachęcam i ignoruję. Mówię jak moja mama - zgłodniejesz to zjesz - i zabieram miskę. Nic nie pomaga. 

Poza tym jest niesłychanie czystym i grzecznym psem. Wyleczyliśmy uszy, zaszczepiliśmy i wszystko jest w porządku. Uznała Krzyśka za przywódcę stada bo zabiera ją na łąki i pozwala jej spać w nogach łóżka a ja jestem ta zła bo czyściłam uszy i kąpałam, wiadomo. Żartuję, przywiązana jest do nas ogromnie i bardzo w nas wpatrzona, baliśmy się na początku że będzie uciekać a teraz psinka nawet na spacerach utrzymuje kontakt wzrokowy i nie odbiega daleko. 

Fajna jest, a jeśli ktoś ma jakieś pomysły na to, żeby jadła jak psy a nie jak przedszkolaki to piszcie! 


niedziela, 18 sierpnia 2024

pogoda

Kto spodziewał się, że tak szybko dojdzie do ocieplenia klimatu? Gdzieś ktoś tam kiedyś ostrzegał, ale nikt się tym nie przejmował. Ciepło? Krótsza zima? Gorące lato? Super! Tak reagowaliśmy jeszcze na przełomie wieków. (To brzmi jakbym miała 140 lat). 

Wracałam znad morza 16 sierpnia i zazwyczaj było już chłodno i deszczowo i nawet w słoneczne dni nie dało się już odsłonić ramion i nóg. Czasem udało się nad morzem złapać opaleniznę ale częściej nie, bo słonecznych dni było niewiele a jeśli były to wściekle wiało i  tylko najbardziej zdesperowani usiłowali opalać się na wydmach. 

Koło 15 października było kilka cieplejszych, słonecznych dni i zaraz potem zaczynała się jesienna plucha. Często na Wszystkich Świętych ziemię ścinał mróz i prószył śnieg, był to dzień wyciągania z szaf futer i kożuchów. 

Drogi były zamarznięte, pokryte warstwą lodu i śniegu. Często spóźnialiśmy się z tego powodu do pracy. W ferie dzieciarnia jeździła na sankach za Janusowym Sadem. 

Były inne terminy siania i sadzenia. Przed "zimną Zośką" nie warto było wystawiać kwiatów bo zmarzły. 

W czerwcu padały długotrwałe świętojańskie deszcze kończące się czasem powodzią. Rolnicy mieli problemy ze żniwami, lata były mokre i kapryśne, często i dużo padało, za to gwałtowne burze trafiały się niezwykle rzadko. 



niedziela, 11 sierpnia 2024

żałoba

 Będzie bardzo osobiście. O uczuciach pisze się niełatwo. Jeśli ktoś jest wrażliwy to być może zapłacze. Łatwiej byłoby mi uogólnić temat i rozłożyć ciężar na czytelników pisząc w liczbie mnogiej, ale nigdy tego nie robię i tym razem też się nie pokuszę bo "nie jesteśmy robieni na taśmie". Cytuje samą siebie. Trudno mi się pisze bo leki, bo guz, bo zawieszam się i gapię na szerszenie tańczące na bzie, na sikorki zawzięcie wydziobujące słonecznik, na przepiękny rześki  letni poranek. 

Kiedy umarł tata, mama leżała w Krakowie na kardiologii przed poważnym zabiegiem i na mnie spadł ciężar przekazania tej wiadomości. Poprosiłam wtedy lekarkę, która była na dyżurze, aby otoczyła mamę szczególną opieką i tak się stało. Był ze mną dorosły siostrzeniec. Usiadłam koło mamy, otoczyłam ją ramionami i wyszeptałam do ucha - mamuś, muszę ci to powiedzieć, tata nie żyje. 

Siostrzeniec, który bardzo babcię kocha, również przytulił się do nas i tak płakaliśmy chwilę obejmując się. 

 Funkcjonowałam normalnie wykonując swoje obowiązki. Pogrzeb był ładny, pełen modlitwy, bez histerycznych szlochów. Wydaje mi się, że tamten moment w szpitalu był dla mnie najważniejszy w żałobie. Teraz wiem, że nie przekazałam mamie wiadomości o śmierci męża tylko prośbę o pocieszenie w rozpaczy - tata nie żyje. Żałobę przeżyłam łagodnie, często zapominałam o stracie taty lub nagle się buntowałam - to kto mi nasuszy grzybów! 

My się kochamy zimą i wiosną ja się nie rozstanę z ukochaną siostrą..

W podstawówce mieliśmy taki skecz oparty na tej piosence i potem już zawsze ją nuciłam. 

Śmierć siostry była dla mnie strasznym ciosem. Wiadomość dostałam w pracy i rozpaczałam tak, że nie mogłam się długo opanować, aż przyszła kierowniczka i zapytała, czy chcę wolne na resztę dnia. Nie chciałam bo przecież moją pracę musiałyby wykonać koleżanki. Płakałam ścieląc łóżka, płakałam po pracy pod prysznicem, łzy lały mi się same po twarzy na przystanku i w autobusie. 

Z żadną z sióstr nie dało się spokojnie rozmawiać bo każde zdanie przerywał płacz, wszystkie byłyśmy jednakowo zrozpaczone. We mnie był bunt, niedowierzenie, żal. Jak mogłam nie przewidzieć, jak mogłam się kłócić, czemu nie pojechałam, Asiuniu, miałyśmy przecież..

Wzięłam z pracy urlop na pogrzeb. Tłum w kościele, tłum na cmentarzu. Przy tym wszystkim dzień taki jak dziś, słoneczny i pogodny. Patrzyłam na łagodne wzgórza i nie pamiętam z tego pogrzebu prawie nic. Utkwiła mi w pamięci tylko jedna scena z kościoła - trzech mężczyzn w czarnych garniturach, ojciec i dwóch synów, stali wyprostowani w pobliżu trumny i płakali.  

Nie mogłam się pozbierać bardzo długo. Byłam wyczerpana płaczem. Potrzebowałam słuchacza i opowiadałam o siostrze w domu i w pracy. W autobusie i na blogu. W rozmowach telefonicznych i w mailach. Płakałam chyba miesiąc codziennie. Potem mniej - gdy zobaczyłam zdjęcie, gdy ktoś wspomniał. Rok po pogrzebie pojechałam na cmentarz i wtedy się pożegnałam naprawdę. Uwierzyłam, pogodziłam się ze śmiercią, wypłakałam się. I wtedy dopiero Asia zaczęła mi się śnić. Zawsze uśmiechnięta, spokojna. Młoda, taka piękna i młoda jak wtedy, gdy z plecakiem i gitarą beztrosko pojechałyśmy we dwie na wakacje do cioci na Zachód.  

 Czasem proszę ją o pomoc. 

Były jeszcze trzy pogrzeby w rodzinie w tym krótkim czasie. 

Kiedy dowiedziałam się o swojej chorobie, łatwo nie było, ale trzymam się pierwszej myśli - ja im jeszcze nie umrę, muszą jeszcze odpocząć, za dużo tej żałoby. 

piątek, 9 sierpnia 2024

buty dla starszej pani

 


Od ośmiu lat nie kupuję szpilek. Od paru lat nie miałam szpilek na stopach tylko jakieś sportowe, wygodne buty do pomykania po przystankach. No i w pracy kroksy, drogie ale skoro nosi się buty przez 8 godzin to warto zainwestować. 

Pewnie że mi żal. Ładnych butów, zgrabnych nóg, pończoch, seksownego wyglądu. Młodości. 

No ale trudno. Mam za to zaburzenia równowagi a ta dolegliwość wymaga bardzo wygodnego obuwia. Dla ciekawych - na początku, gdy  nie wiedziałam co mi dolega, myślałam, że to ze zmęczenia. Znosiło mnie i nie szłam prosto tylko zygzakiem. Nie trafiałam w drzwi i uderzałam się na zakręcie w futrynę, raz o mało nie złamałam ręki. Schodzenie po schodach jest trudne bo mam wrażenie, że schody są ruchome, pionowe i falują. Unikałam chodzenia schodami już na rok przed diagnozą. 

W domu mam progi. Też trzeba uważać. Poza tym pierwszy raz w życiu doświadczam obrzęku stóp i od japonek czy sandałków moje stopy wyglądały jak baleron. Zgroza. 

Na początku lata szukałam wygodnych butów i wiadomo, podchodziłam kilka razy bo ja nie lubię brzydkich butów, nie lubię, przeżywam to bo wszystko mam brzydkie to jeszcze i buty, no ileż można wytrzymać. 

Kupiłam przez internet te czerwone ze zdjęcia. Bez przekonania. Ale przymierzyłam, dopasowałam, i znów się zdziwiłam. Jakie wygodne. Jakie miękkie. Elastyczna podeszwa. Wow! Najlepsze klapki jakie kiedykolwiek miałam. Serio. To co zrobiłam? Szybko zamówiłam takie same i przekierowałam na adres siostry bo dziewczyna też ma nogi umęczone wieloletnią fizyczną pracą. 

Po miesiącu zamówiłam dla siebie kolejną parę bo jednak zamierzam jeszcze trochę pożyć a tego modelu może już nie być w sprzedaży! 

To nie jest reklama, po prostu nie mam o czym pisać. 

środa, 7 sierpnia 2024

kronika zdrowienia

 Następny rezonans głowy za pięć miesięcy. Guz się powiększył i dlatego się martwiłam. Lekarz podjął decyzję o obserwacji i tego się trzymam. 


Na szpitalnym korytarzu stało to urządzenie, nawet nie wiem do czego to. Pierwszy raz w poczekalni nie było żywego ducha, zawsze tam jest tłum chorych podwojony o osoby towarzyszące. Może w wakacje mniej chorują. 

Wyszłam od lekarza uśmiechnięta, doktor poświęcił mi tyle czasu ile potrzebowałam i cierpliwie tłumaczył mi, że damy radę, trzeba czasu i cierpliwości, taka to dolegliwość. Gdyby ktoś szukał dobrego lekarza od GammaKnife to z całego serca polecam  Marka Kentnowskiego, pracuje w Gliwicach a raz w tygodniu w Krakowie.