niedziela, 25 lutego 2018

kiedy dusi zmora czas na doktora

Wybaczcie tytuł, dobre leki mam.


Pewnego dnia a raczej popołudnia stwierdziłam ze zdumieniem, że wszystko, ale to absolutnie wszystko mnie boli i czas umierać.  W telewizji mówili o jakimś zjadliwym wirusie grypy ale nie skojarzyłam, wszak jad do jadu nie lgnie. Wzięłam aspirynę i zadzwoniłam do siostry, że nie przyjadę do niej bo nie wiem co to jest ale wolę jej tego nie dawać, nawet jeśli byłby to zwykły katar to człowiekowi z rozciętym mostkiem kicha się bardzo źle. Tak myślę.

Podła zaraza dopadła mnie znienacka (ale fajne grafomańskie zdanko, nie?) i zaczęła dusić. Tak jak zmora albo mamuna,  na leżąco. Czyli jeśli siedziałam to jeszcze jako tako mogłam oddychać a jeśli się położyłam to czułam się jak przywalona płytą grobową.
To sobie siedziałam całą noc przy biurku, od czasu do czasu otwierając okno żeby napuścić nowego tlenu bo tego w domu było za mało. A napuszczałam dym z sąsiedzkich pieców. Trochę mnie to zmartwiło ale noc przeżyłam i rano poczułam się lepiej. Ale żeby przy grypie tak dusiło, to jakieś dziwne. Nie chciało mi się nawet gadać przez telefon bo dzieliłam słowa na pół.

Nie poszłam do lekarza bo (tu proszę sobie wpisać wszystkie wymówki, jakie komu przyjdą do głowy) bo nie.

Aż zmierzyłam sobie ciśnienie. Tak, Krzysiek z powodu walentynek kupił nam ciśnieniomierz, prawdziwy i sprawny, poprzedni mieliśmy od teściowej zepsuty, wskazywał zawsze 120/80 co nas niezmiernie cieszyło bo w naszym wieku i z taką nadwagą rzadko kto może pochwalić się wzorowym ciśnieniem.
Wyszło 170. Ponieważ jestem dyplomowaną opiekunką medyczną to wiem, że to jest trochę za dużo i trzeba coś z tym zrobić bo jak nie to różnie może być. Gdybym nie miała tego dyplomu to też bym to wiedziała.  I do tego ta zmora na piersiach. Było sobotnie południe. Sprawdziłam dyżury  sobotnio niedzielne i wyszło, że należymy do Skały, to jest gmina położona kawał za Krakowem, nigdy tam nie byliśmy bo nie ma po co. Do Krakowa jest dużo bliżej ale pomyślałam sobie, że może w Skale będzie nieczynne i wrócimy do domu i się rozejdzie samo. A poza tym zasadnicza jestem, jak Skała to Skała.

Krzysiek wrócił z pracy, burżuj pozwala sobie w soboty pracować tylko do 14 ale to się skończy bo zus i skarbówka na haracz czyhają i nie ma że boli albo grypa. Wrócił, zjadł obiad i zapytałam, czy zawiezie mnie do tej Skały bo lepiej teraz niż w nocy. Padał gęsty śnieg i był mróz.

Pojechaliśmy. Mała przychodnia, bardzo miła pielęgniarka, od razu zrobiła mi ekg i zmierzyła temperaturę. W poczekalni był tylko jeden pacjent zanoszący się kaszlem prawie takim samym jak ja. Wszedł wyszedł i no niestety pan doktor poprosił mnie. Niestety bo kiedy byłam młoda i piękna to nie chorowałam a teraz jak lekarze są młodzi i przystojni to zostało mi tylko skrępowanie.

Zbadał mnie dość dokładnie i stwierdził, że nie słyszy płuca.  Ale jak on biedny mógł coś  wybadać przez taką warstwę tłuszczu to nie wiem. I był poważny i przejęty. No to ja się też przejęłam. Powiedział, że mam wodę w płucach i muszę jechać do szpitala i dał mi skierowanie. No kurwa!  Od tego momentu tych kurw będzie więcej.
Ze Skały do naszego domu jest 30 km i ja to powtarzałam co chwilę bo coś mi się obiło o uszy, że jak ktoś ma wodę w płucach to mu ją ściągają, może to był film medyczny albo jakaś książka, nie wiem, ale nie miałam sił na sprawdzanie . I to jest kluczowe słowo – nie miałam sił na nic. Wystarczyło, że przeszłam trzy kroki i dyszałam jak dewiant do telefonu.
Ale i tak całą drogę klęłam „o kurwa jak można siedzieć w domu i nabawić się takiego gówna, jak można mieć wodę w płucach” a Krzysiek milczał bo zrobiło się ciemno, padał coraz gęstszy śnieg i było przeraźliwie zimno na polu i w aucie bo w nerwach włączył nawiew na nogi zamiast ogrzewania.

Sił nie mam nadal dlatego dalsza część tej żenującej opowieści będzie później. 

46 komentarzy:

  1. No fajnie. Mam znajomych w Skale i kiedyś tam dość często bywałam.Infekcję można podłapać nawet nie wychodząc z domu,domownicy przyniosą, sami nie chorując. Czekam na ciąg dalszy;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że doczekamy drugiego odcinka... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czułam, że to nie byle co! Klarka nawet jak choruje, to wyjątkowo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko jedyna! umiesz budować napięcie! i co teraz?co z tą wodą? cokolwiek jest, to posyłam Ci najlepsze moce i serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ło matko, czyta się to jak jakiś horror. Dobrze, że pojechałaś do lekarza. Zdrowiej!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. O!!! Trzymaj się
    I pilnuj, coby konowaly nie zrobili ci czegos nie tak. Ja tak konowaluje, bo od wczoraj tez z qr** na ustach chadzam. Bo mi w szpitalu zapomnieli podac antybiotyk wczoraj. Tak, ze wiesz. Ja trzymam kciuki za Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. e nie, dali mi od razu tabletke pod język i antybiotyk w żyłę

      Usuń
    2. No ja tez w zyle, jak wyjde stad to wsio opisz, bo az mnie klawiatura swiezbi

      Usuń
  7. Woda gdziekolwiek ( w człowieku) to byłaby bardzo, bardzo groźna sprawa,więc pewnie to nie woda,skoro jesteś w domu.Może to jednak się okazało znacznie mniej poważne,czego ci życzę.
    Zdrowiej !

    Ania

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że się w końcu zdecydowałaś poszukać ratunku. Teraz powinno być tylko lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  9. aż mi się duszno zrobiło!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj Klarko! Czułam,że jest gorzej, niż piszesz😑
    Pochwala wzrokowa,że pojechałaś do lekarza
    Mam nadzieję,że w szpitalu dobrze karmią,a nie tylko leczą 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i zdrowiej szybko😘😘

      Usuń
    2. bo wiesz kiedy ja idę do lekarza ;)

      Usuń
  11. Klarko,zdrowiej!Przestraszyłam się, brzmi poważnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. swoją drogą ja raz też poszłam na sor pod wpływem internetowych znajomych i BOGU DZIĘKI!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdrowiejcie szybko siostry trzymam kciuki i pozdrawiam .Ja , córka i psiapsiółka

    OdpowiedzUsuń
  14. pieknie k#@!$% pieknie.
    Tak, można się zarazić - ja podłapalam od X-mena ale on jeździ po przychodniach i nosi tych wirusów milardy;(.A ty jeździłaś do siostry to też moglaś podłapać po drodze Niemniej jakoś dąłam rade.Zdrowia życzę a ciśnienie też takie jakieś niefajne,no!

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam nadzieję, że szybko dojdziesz do zdrowia. A jak mamuna za gardło chwyta, to najlepiej ja obić. ;-)).

    OdpowiedzUsuń
  16. Biedna Klarko!!!!!Kurcze,ale się załatwiłas...uwielbiam Twoje poczucie humoru nawet w takich juhowych sytuacjach.
    Przesylam mnostwo serdecznosci !!!!Czekam na cd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I moce abyś jak najszybciej wrócila do zdrowia !!!Ej...bo chyba nie jestes w szpitalu?!

      Usuń
  17. Jestem na blogu, wróciłam po przerwie i zabieram się za czytanie.
    Tymczasem serdeczności zostawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zdrowia,zdrowia,zdrowia!!!! Niech moc będzie z Tobą!

    Ela z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
  19. Co tu mówić..wspieram Cię dobrymi myślami,mam nadzieję,że kryzys już za Tobą.Dobrze,że dali antybiotyk,choć podobno"medicus curat,natura sanat":)
    Trzymaj się,Klarko!Szybkiego powrotu do zdrowia seredecznie życzę.

    OdpowiedzUsuń
  20. Można, można - jak to mówisz - mieć wodę w płucach, a konkretnie to płyn w opłucnej. Współczuję, bo chorowanie w ogóle przyjemne nie jest. Życzę cierpliwości i powrotu do zdrowia :)))

    OdpowiedzUsuń
  21. Też życzę zdrowia i podpisuję się pod wszystkimi komentami, bo nic lepszego nie wymyślę

    OdpowiedzUsuń
  22. Zdrówka życzę. Czy młody, przystojny lekarz postawił prawidłową diagnozę?
    Pozdrawiam.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  23. Mam nadzieję, że pod dobrą opieką jesteś. Zdrowiej!:-)***
    Marytka

    OdpowiedzUsuń
  24. Uff, jak dobrze, że ruszyłaś po pomoc. To nie jest żenująca opowieść, to jest opowieść z nadzieją na szczęśliwe zakończenie! Na które czekamy, oczywiście, z niecierpliwością. Zdrowiej szybko!

    MBI

    OdpowiedzUsuń
  25. Życzę Ci szybkiego wyzdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  26. Zdrowiej Klarko!

    OdpowiedzUsuń
  27. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia!
    Też tak mam, że łapię byle gdzie i nie wiadomo skąd wirusy, dlatego unikam jak mogę wylęgarni.
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  28. Nawet w ciężkiej chorobie świetnie napisane:) Niech to świństwo jak najprędzej Cię opuści.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja przychodni też nie lubię, ale po listopadowej chorobie, która nie chciała sie skończyć, poleciałam w połowie lutego z katarem ,jak mi się wydawało, do przychodni przy szpitalu i ...znowu do łózka. Chyba muszę coś na odporność lub na starość :-)

    OdpowiedzUsuń
  30. O matka, Klarka bój się Boga, co ty za choroby wymyślasz, nie możesz normalnie grypę ?
    Trzymam kciuki, zrób coś z tym , jedź do szpitala, zdrowia życzę a nie choroby...

    OdpowiedzUsuń
  31. Dużo zdrowia i sił, dbaj o siebie Klarko😀😘

    OdpowiedzUsuń
  32. Po pierwsze: dużo zdrowia!
    Po drugie: nie przerywa się opowieści w takim momencie, choćby nie wiem co.

    OdpowiedzUsuń
  33. Z tą rejonizacją u Was to przerąbane. 30 km??????? A jak chory nie dysponuje samochodem to co? Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  34. Mam nadzieję na szybką poprawę Twojego samopoczucia. Zdrowiej, Klarko!

    Woda w płucach. Skąd Ci się to wzięło???

    OdpowiedzUsuń
  35. Lepsza woda (z procentami) w szklance niz woda w plucach. Wypije za Twoje zdrowie!
    tezMonika
    PS. jak jutro bede komentowac sie letko zataczajac to wiesz dlaczego;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Dobra wiadomośćjest taka, że jeszcze żyjesz i możesz pisać. Mam nieco wieści z fejzbuka to wiem, że cdn. Trzymaj się. Współczuję choroby.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz