sobota, 1 września 2012

pierwszy września

Nie mogłam się doczekać już od połowy sierpnia. Wiem, będziecie się śmiać bo ze mnie była strasznie nawiedzona prymuska i przez wakacje zdążyłam przeczytać wszystkie podręczniki swoje i starszych sióstr też. W połowie sierpnia miałam już  książki elegancko oprawione w papier, tak samo zeszyty, na każdej okładce naklejka z podpisem, w piórniku zastrugane kredki, nowe tenisówki pachniały gumą i mimo roboty w polu czas się wlókł, bo ja już chciałam iść do szkoły!

Jak ta nasza matka dała radę wyposażyć sześcioro dzieci do szkoły to nie wiem. A stancja, a bilety miesięczne, a  te wszystkie składki?

Nie miałam problemu z galowym strojem bo zawsze nosiłam mundurek, najpierw zuchowy a potem harcerski, a w szkole średniej przepisówkę, czyli białą bluzę z marynarskim kołnierzem, kto chodził do średniej szkoły do Tarnowa to być może pamięta, która szkoła tak się wyróżniała na mieście. Jeszcze tarcza, oj, jaka byłam dumna z czerwonej tarczy na kurtce.
  
Zaczynało się mszą, prosto z kościoła szliśmy do szkoły i jeśli była ładna pogoda, pierwszy apel odbywał się na szkolnym boisku. Pan dyrektor z panem wuefistą ustawiali na stole niemiłosiernie trzeszczące radio i słuchaliśmy inauguracyjnego przemówienia, to znaczy nikt nie słuchał, nie z powodu trzeszczenia tylko z powodu nudzenia.

Zmiany, zmiany! Wyrośnięci, uśmiechnięci, opaleni, dziewczynkom przez wakacje urosły warkocze, chłopcom załamywały się głosy.  Nie wszyscy nauczyciele wrócili po wakacjach, czasem przychodzili całkiem nowi i oni budzili największe zainteresowanie. A pani od muzyki urodziła dziecko i już nie przyjdzie i z kim teraz będzie chór, no! Nawiasem mówiąc „jechałam” na  opinii starszych sióstr bo one są niezwykle muzykalne a ja przeciwnie ale na chór chodziłam i nikt mi nie powiedział, że nie umiem śpiewać.

I jeszcze druga część apelu – któryś z nauczycieli przypominał o rocznicy wybuchu wojny, potem harcerze zanosili kwiaty pod pomnik Marii Kotulskiej, pierwszej dyrektorki szkoły, zamordowanej w czasie wojny,  chwila ciszy, hymn, a potem  do klas na chwilę i koniec pierwszego dnia w szkole.

Jeszcze we wrześniu chciało się wstawać, rano można było zaryzykować i iść z gołymi nogami i w tenisówkach, po południu wracaliśmy czasem w stroju gimnastycznym, wrześniowe słońce dogrzewało a po wuefie nikomu się nie chciało przebierać.

Jesienią mieliśmy najlepsze zbiórki harcerskie – przy ognisku, z pieczonymi ziemniakami, ze śpiewem do nocy, aż przychodziła plucha, dzień się kończył tuż po południu i nikt już nie pamiętał o minionych wakacjach. 

40 komentarzy:

  1. Niesamowite Klarka, że po tym co tu tak plastycznie opisałaś ja się odnalazłam tylko do ukończenia 14 lat. Miałam podobnie od połowy sierpnia taka tęsknotę za szkołą. Ale chyba moja młodość na ukończeniu podstawówki się zakończyła. Jako 15 -latka zaczęłam dorosłe życie pracującej osoby na pełnym 8 godzinnym etacie gońca,a potem szkoła wieczorowa i tak już do końca wykształcenia. Nic z tej mojej młodości nie miałam(-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uleczko, mieliśmy zdrowie, zapał do pracy, cieszyliśmy się z każdego zdobytego drobiazgu do domu i dla dzieci, o sobie nie myślałyśmy za wiele, ja wcale nie żałuję, że się nie zastanawiałam godzinami nad bzdurami typu w co się ubrać i czy mam za chude nogi;) Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  2. o tak, ja też już mniej więcej od połowy sierpnia nastawiałam się na powrót do szkoły. zszyty, długopisy, bajeranckie ołówki... gromadzenie tych drobiazgów to była jedna z najprzyjemniejszych rzeczy. przeglądanie podręczników... w sierpniu wydawały się takie ciekawe! no i nadchodził wrzesień, ten moment ekscytacji, ciekawość, co przyniesie ten rok szkolny. może jakąś miłość? może inną przygodę? i oczywiście obietnice składane samej sobie, że w tym roku pilnie będę się uczyć! a później był październik... :) a wtedy to już przyświecała myśl "oby do wakacji" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obietnice podobne do postanowień noworocznych;)

      Usuń
  3. różnie to bywało :))), ale ja kochałam jednakowoż wakacje większą miłością, szkoła to szkoła,czyli obowiązek,a ten trwał i trwał... całe długie miesiące - no i kiedyś wakacje były nieco dłuższe aniżeli teraz ;), ale podziwiam Cię kochana za takie zachowania - widać, że dały fantastyczne rezultaty :))
    uściski ślę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dopiero gdy dziecko zaczęło chodzić do szkoły, zaczęłam żałować wakacji, w wakacje dzieci są całkiem inne

      Usuń
  4. Witaj
    Miałam bardzo podobnie, ech pięknych wspomnień czar :) nie było za bogato, ale wesoło i nigdy pesymistycznie.
    Pozdrawiam na miły weekend :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj, jakie to szczęście, że po latach pamiętamy przeważnie tylko miłe rzeczy

      Usuń
  5. Zawsze tęskniłam za szkołą w wakacje ze względu na koleżanki i kolegów, na mnóstwo śmiechu i całe dnie wygłupów. Uczyć się nie lubiłam, prymusem nie byłam (pewnie dlatego dopiero teraz zabieram się za maturę, ech...) i jeszcze w dodatku w podstawówce przeszłam niezłą szkołę życia jako kozioł ofiarny trzech skretyniałych zwyroli...

    Odkąd poszłam do pracy i poczułam smak pieniędzy zarobionych własnoręcznie (i własnonożnie) naprawdę wolę pracę, za którą ktoś mi płaci, a i trochę śmiechu się znajdzie w trakcie, niż naukę i szkolne obowiązki. Myślę, że jestem jedną z tych osób, na które powiedzenie 'jak pójdziesz do pracy, to zatęsknisz za szkołą!' nie podziała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a spotykasz czasem tych prześladowców? Bo może by się jakoś zemścić albo coś..;)

      Usuń
  6. Ja uwielbiałam to podekscytowanie. Tą niewiadomą co nas czeka w tym roku wymieszaną z opowieściami kto co przeżył przez te wakacje. Bo to zawsze były Te wyjątkowe wakacje a TEN rok przed nami miał być TYM niezapomniany.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie zakup wyprawki dla 6-ga dzieci byłby niemal nie możliwy dzisiaj, w czasach kiedy wszystko jest i nie ma problemu. Książki zmieniają się niemal co roku, a kiedyś rok po roku dzieci przejmowały książki jeden od drugiego. Mój rocznik w sumie był ostatnim, jak uczył się "Moje pierwszego elementarza" (potem weszły książki do tzw. nauczania zintegrowanego). Ja też jako dziecko tak do 3-ej klasy lubiłam szkołę, potem mówiąc dobitnie szkoła mi zbrzydła. To już drugi rok, jak myślę sobie 1 września, że przede mną jeszcze miesiąc wakacji, tym bardziej, że nie mam "Kampanii wrześniowej"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeważnie wszystkie dzieci tak mają, lubią "panią", chodzą z radością do szkoły a potem im to mija. We wrześniu jest najmniej deszczu i najłagodniejsze światło, warto mieć takie długie wakacje.

      Usuń
  8. Fajnie sie teraz wspomina te czasy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lubię i nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że wspominanie świadczy o starzeniu się albo o tym, że nie żyje się dniem dzisiejszym tylko grzebie w przeszłości.

      Usuń
  9. Nie pamiętam jak to było 1 września,
    chociaż jakaś ekscytacja chyba była.
    Bardziej pamiętam koniec roku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozdanie świadectw i nareszcie wakacje - też miło wspominam

      Usuń
  10. Jak tak sobie przypominam to też pod koniec wakacji już mi się chciało do szkoły i też przyjemnością było szykowanie torby szkolnej. Każdy zeszyt obłożony i wypisana pierwsza strona, fartuszek z białym kołnierzykiem.....A na opinii starszej siostry w szkole też jechałam, szczególnie w liceum. Miałam szczęście bo ona z matmy była dobra ja za to kapuściany głąb:)
    I tak sobie pomyślałam,trochę też w odniesieniu do Twojego poprzedniego wpisu, że przydałby się Tobie jakiś mały upominek na ten rozpoczynający się rok szkolny. Jest "koci", ale ten kot nie będzie przynosił Ci myszy za to posłuży do książki. Tylko jak Ci to przekazać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę maila. ja z matmy do dziś jestem głąb, trzech pozycji nie dodam w pamięci a jak zapisuję punkty w czasie gry to mi zarzucają oszustwo a nie zawsze oszukuję

      Usuń
  11. To trzeszczące radio było chyba w każdej szkole
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. W moich szkołach nic nie trzeszczało :) Ale to oczekiwanie, okładeczki, podpisy, wypisy, układanie, przekładanie... było zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jaka szkoda, że teraz nie ma harcerstwa. No przynajmniej nie we wszystkich szkołach. Ja tez nie mogłam się doczekać szkoły. Z tym, że zapał trwał mniej więcej do połowy września:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widuję czasem harcerzy w Krakowie ale bardzo rzadko, albo nie noszą mundurków albo nie ma drużyn w szkołach

      Usuń
  14. Czekałam, ale tylko ze względu na koleżanki. A od pewnego momentu i... kolegów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas jakoś wszyscy byli mniejsi od nas i wyglądali jak dzieci, co ja piszę , przecież to były dzieci:D

      Usuń
  15. Widać wiele sentymentu w Twoim dzisiejszym wpisie. Ja pamiętam tylko, że wakacje były niesamowicie długie, nie to co teraz, czas pędzi jak szalony...
    Miłej niedzieli Klarko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie, czemu teraz czas tak pędzi, dopiero był maj i już koniec lata

      Usuń
  16. do dziś mi mam deprechę z powodu 1 września...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale z powodu rocznicy wybuchu wojny czy bo ojasnygwint szkoła się zaczyna?

      Usuń
  17. Klarko zapraszam do mnie. Wiem, jestem upierdliwa, ale nominowałam Cię w kolejnym łańcuszku. Nie zabijaj, nie ja go wymyśliłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuj, zaszczytów nigdy za wiele, kiedyś wreszcie kącik chwalipięty zrobię na wierzchu (na razie mam na pulpicie)

      Usuń
  18. ... a też tak mieliście, że pierwsze kartki w zeszycie zapisywaliście starannie, tzn. ładne literki niewychodzące na linie, podkreślone tematy, a po pierwszym błędzie/skreśleniu, jak kura pazurem?:-)
    fidelia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie, ale za to jak moje zeszyty dorwały młodsze siostry to rysowały gdzie popadnie, fizyka nie fizyka - misie, kwiatuszki i słoneczka

      Usuń
  19. Wpasowuję się dokładnie w Twoje wspomnienia Klarko. Też nie mogłam doczekać się powrotu po wakacjach do szkoły. Chociaż uwielbiałam swoje wakacje. Głównie z powodu obozów harcerskich, na które wyjeżdżałam w każde wakacje.

    OdpowiedzUsuń
  20. Wszystko było - i oczekiwanie na początek roku, i radość z nowych zeszytów, przyborów, książek, i zapał (początkowy) i nudy okrutne i radość z zakończenia tegoż roku i wakacji.
    Na początku roku zabierałem się do czytania co ciekawszych podręczników - z biologii, geografii, polskiego, chemii nawet, a przede wszystkim z historii. Na zakończenie roku były do przeczytania nagrody, ale to tylko w podstawówce, potem przyszły lata durne i chmurne, chociaż mania czytania została. A na starość jeszcze doszła mania pisania.
    A jeżeli chodzi o harcerstwo to jakoś mnie ten cały ceremoniał nie wciągnął. Zuchy były takie infantylne z tymi zabawami w kółeczko, harcerstwo w podstawówce takie nijakie, a potem HSPS jak ruskie pioniery - nie zaszczepiłem się. A teraz jeździmy na Watrowisko, gdzie naczelnym organizatorem i dobrym duchem jest harcmistrz RP - ot, wszystko przychodzi na starość :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Tak miło czytało mi się te Twoje wspomnienia z rozpoczęcia roku, że prawie zapomniałam o tym swoim, jutro rano. ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja też uwielbiałam szkołę zawsze, jakaś już taka dziwna jestem. Pociąg do wiedzy, nowe pachnące książki, czyste zeszyty. Było co robić, całe życie się tam gnieździło. Piękny czas, już teraz mięknie mi serce, jak pomyślę że za maksymalnie 4 lata moja córka pójdzie do przedszkola i zacznie ten korowód.

    OdpowiedzUsuń
  23. A 3. 09 Dzień Walki z Teroryzmem. I wysłuchałam z tejże okazji jury "Must be...." w aranżu Musisz..... współpracować bo....i tu miss Ella z podręcznikowej angielszczyzny wyłuszczy nam ,dobrze?
    Obejrzałam spektakl "Warszawa" przed i po....z tą różnicą, że już ich nie było..."bohaterów" sprzed.
    Zasmoociła mnie świadomość,ze dziecko obok znowu żadnych wakacji nie miało...a także kłopoty Wiśniewskiej z "Kogla mogla" z waletami studenckimi....
    Rok jak co rok.
    PS Co o stylu rokoko? Bo mnie wpadł w oko.
    No i min. Edukacji - podręczniki ....jak kiepściutkie prace....Głossy za zmianą kadry? Czy chcemy mieć taki poziom wiedzy?
    PS Nadal Jedyna. Ale w tym roku już z rodziną:0)Więc - raczej z perspektywy nauczyciela niż rodzeństwa.
    jr (dostrzeżona)

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz