wtorek, 22 marca 2016

o pieniądzach

Przy niedzielnym obiedzie rozmawialiśmy o powodach zawierania małżeństwa i Krzysiek stwierdził, że wyszłam wcześnie za mąż bo bałam się zostać starą panną. A ja chcąc się bronić palnęłam - ależ ja wyjechałam z domu mając siedemnaście lat bo mi zależało na pieniądzach!
I tak obydwoje motaliśmy coraz bardziej (a do brzegu było zdumiewająco prosto i blisko, wystarczyło powiedzieć jedno słówko i byłby koniec tematu). 
Nieraz już tu pisałam o mojej rodzinnej miejscowości. Tam naprawdę zawsze było trudno o pracę. Do pracy we Francji wyjeżdżał mój dziadek jeszcze przed wojną, mój tata przez wiele lat pracował w  położonej dość daleko od domu  firmie, która zapewniała mu hotel pracowniczy i przyjeżdżał do rodziny tylko na niedzielę. Moje starsze siostry również pierwszej pracy szukały daleko od domu bo tam na miejscu nie było gdzie zaczepić rąk. Głównie chodziło o dojazd - można było się zatrudnić w powiatowym mieście gdzie był na przykład zakład przetwórstwa owocowego ale ostatni autobus odjeżdżał o dwudziestej z minutami więc praca na zmiany odpadała. Tak samo w kawiarniach i restauracjach. 
A u nas w domu nie było kieszonkowego, nie było też płacenia za pracę na rzecz domu i rodziny bo to był po prostu obowiązek. Ja byłam czwartym dzieckiem a po mnie urodziły się jeszcze dwie siostry i doskonale wiedziałam, że nie mam co molestować mamy o jakiekolwiek pieniądze na ekstra wydatki. To był czas, gdy wszystkie jednocześnie chodziłyśmy do szkoły! Ekstra wydatki to były drobne na bułkę czy frytki gdy jechałam do szkoły na cały dzień.  Koleżanki mnie dożywiały i jakoś przeżyłam. Teraz mi się chce śmiać kiedy się czuję głodna usiłując choć odrobinę schudnąć. Ile razy ja byłam głodna nie mając nic do jedzenia! W tamtych czasach autobusy jeździły jak chciały, miewały nawet godzinne opóźnienia a ja często  specjalnie siedziałam na peronie aby nie czuć zapachów jedzenia jaki roznosił się z dworcowego bufetu. 
Kiedy więc kończyłam szkołę, rozglądałam się za pracą z zakwaterowaniem i taką znalazłam. Pisałam już tu o tym.  Wyjeżdżając z domu mogłam nie tylko zarobić na swoje utrzymanie ale też i nieco pomóc mamie, co też czyniłam przywożąc moim młodszym siostrom prezenty w postaci ubrań, książek i zabawek. 
A że wyszłam młodo za mąż? Z miłości, proste. 

48 komentarzy:

  1. A na miłośc rady nie ma... Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wyszłam za mąż mając 21 lat, więc też jakby wcześnie i też z miłości - no bo jak inaczej? :) Mimo, że u nas byla normalna stabilna sytuacja finansowa to ja zaczęłam pracować po skończeniu liceum, żeby płacić za swoje studia i jakieś drobne wydatki (niestety studia zabierały dużą część mojej skromnej pensji). Za utrzymanie (tj jedzenie, prąd, wodę itp.) nie płaciłam rodzicom dopóki nie wyszłam za mąż i nie zamieszkaliśmy z nimi. Niestety nie było innego wyjścia, bo dom był w remoncie i do siebie przenieśliśmy się po 1,5 roku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja za szybko wyszłam za mąż, żeby uciec z rodzinnego domu. Taki miałam plan z ówczesnym...
    Minęło już prawie 15 lat, męża mam już drugiego, a z rodzinnego domu nie wyprowadziłam się do dziś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja wcześnie wyszłam za mąż z głupoty :p
    ani nigdzie nie chciałam uciekać, ani nie byłam zakochana.
    ślub był, wesele było, rozwód zaraz też i potem było już tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to koniecznie o tej głupocie napisz, proszę proszę proszę

      Usuń
  5. Czy bylo juz o tym jak Klarka poznala Krzyska? bo ja bym chetnie poczytala;)
    Pozdrawiam wiosennie!
    tezMonika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. było ale nie mam ani czasu ani nerwów kopać w archiwum, nawet nie wiem na którym blogu to jest

      Usuń
    2. o poznaniu się nie znalazłam, ale znalazłam to http://klarkamrozek.blogspot.com/2012/04/wesele-ach-wesele.html :)

      Usuń
  6. Ja tak trochę jak repowoman. Cholerka - wygląda na to ,że może mi jeszcze raz odbić na starość...

    OdpowiedzUsuń
  7. ja też niby z miłości, a młodo bardzo bo zaledwie 19 lat miałam, ale to jednak miłość prawdziwa chyba nie była, skoro po 7 latach się skończyła, ale gdyby się nie skończyła to dziś nie miałabym takiej swojej prawdziwej Połówki, wszystko więc było chyba po coś;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam 21 lat. Z ojcem moich Żuczków byłam 26 lat. I jeszcze DWA razy w Holendrowni mówiłam sakramentalne TAK (ik wil). Pierwszy mąż i trzeci nie żyją.....Nawet nie myślę jeszcze raz próbować......Szkoda facetów :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W imieniu facetów - DZIĘKUJĘ!!!

      Usuń
    2. Prońciembardzo (graag gedaan).... :-)

      Usuń
  9. Mój Tata swoją rodzinną wioskę ( po wysiedleniu w 1947, kiedy to miał 4 latka) opuścił w wieki 14 lat ( był najstarszy)- pracował na budowie, uczył się, w wieku 21 lat ożenił się, pewnie dlatego, że ja przyszłam na świat ;D Oczywiście kochał i do dziś kocha moją Mam :) Przy nas skończył technikum, studia, a teraz od 8 lat jest emerytem ciężko pracującym we własnej firmie- bo pracę kocha miłością ogromną. Jako jedynaczce, mnie finansowo wiodło się dobrze, ale to Tato nauczył mnie szacunku do pracy, pieniędzy i samej pracy. W rodzicach mam każde wsparcie, zresztą moje Dzieciaki również. Wszyscy je odwzajemniamy, bo naprawdę łączy nas silna więź. Och, bywa jak w we włoskiej rodzinie, bo choleryki z niektórych nas ogromne, ale burza mija i znowu jest cudownie. Nie cukierkowo i słodko, ale z miłością :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wyszłam bardzo młodo za mąż, z mieszaniny rozsądku i miłości. Uciekałam przed innym związkiem i w tej ucieczce trafiłam na tego osobnika. Chwila głębokiego namysłu i w sierpniu tego roku będzie 52 lata wspólnego życia. I co roku dziwię się, że już tyle lat od tamtej pory minęło.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja wyszlam za maz z powodu seksu :-) Oczywiscie najpierw byla milosc, a jakze! Mialam 21 lat, studia na glowie, utrzymywalismy sie ze typendium i tego co dorzucili rodzice. Nie powtorzylabym tego gdybym miala szanse.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja 21, on 22 [ dziś szaleństwo ], a my, mimo codziennych dzikich awantur o wszystko i o nic dalej razem od... - i tu myślałam, że pobiję rekord, ale Anabell lepsza. Plusy dodatnie są takie, że biorą mnie za matkę, a nie za babcię moich wnuczek. Miód na serce, próżność nagrodzona.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mi brakowało 10 dni do 21 lat,mąż miał 23 i w tym
    roku stuknie nam 35 lat.W tamtych czasach z pracą
    nie było żadnych problemów,gdyż fabryk ,zakładów ,
    biur i różnych sklepów było bardzo dużo.
    Wanda

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja wyszłam za mąż z rozsądku,bardziej niż z miłości.Byliśmy już dojrzałymi ludźmi(po 30-tce) z ustabilizowaną sytuacją zawodową i mieszkaniową.
    Nic nas w życiu nie ominęło,jesteśmy już dziadkami;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też z miłości, ale w porównaniu do wszystkich tutaj późno, bo miałam "aż" 26 lat. Z pracą bywało różnie, bo choć w wielkim mieście jej nie brakowało, to bywało, że mieliśmy tak zwane "wilcze bilety" i wtedy było ciężko. Ale zawsze mieliśmy wsparcie w sobie i w naszych przyjaciołach i z tych bezroboci, a nawet z mojej półrocznej odsiadki wychodziliśmy na prostą i w sumie uważam, że dobre mieliśmy wspólne życie i tak jest do dziś. W tym roku stuknie 46 lat.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nam niedługo stuknie 40 (do Anabell trochę brakuje;-), też młodo i też z miłości...
    z 15-letnią wnuczką, czuję jak z córką;-)
    - marynika

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale tu rekordy, gdzie tam moje skromne 10 lat... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spokojnie, najtrudniejsze jest pierwsze 25 lat

      Usuń
    2. Serio Klarko? A ja głupia myślałam, że pierwsze 7 i tak się cieszyłam na tegoroczną 7 rocznicę ( nic, że narzazie cywilnego bo kościelnego za rok będzie), a tu patrz rozczarowałaś mnie. Nic trzeba czekać jeszcze 17 lat.
      P.S. Ja do pracy poszłam na 4 roku studiów dziennych na etat i na indywidualny tok studiów dlatego, że chciałam ot tak sama z siebie pomóc mamie bo było jej ciężko chociaż sama nigdy nie prosiła. To był mój pomysł i mama była na początku bardzo źle nastawiona bo bała się ze zawale studia ( skończyłam na 5 bez taryfy ulgowej bo to co mogłam i pozwolili to zaliczałam z zaocznymi i z nimi chodziłam na zajęcia, a to co trzeba było samem to było okropne bo akurat to był najgorsze przedmioty). Ze swojej wypłaty opłacałam mieszkanie i wszystkie rachunki, a reszta była dla mnie. Ale nie żałuje. Dużo się nauczyłam.

      Usuń
  18. No jak wszystkie mówią, że z miłości to ja też. Potem urodziłam wczesną wcześniaczkę. Taka ciąża 5-cio miesięczna ;-)))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  19. Mieliśmy po 20 lat, z miłości - Mąż musiał mieć zgodę sądu na ślub, potem, na 21 urodziny miałam prezent w postaci Syna ( 6 m - cy po ślubie). Byliśmy razem 32 lata. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. cóż.
    Ja wyszłam dla wizy....amerykańskiej.A i tak nigdy nie wyjechaliśmy tam.
    I jesteśmy ze sobą ...w czerwcu stuknie 30 lat po slubie.
    Nie zależało nam na legalizacji związku i dopiero ta wizja wizy a miałam 26 lat...;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Klarko
    czy wiesz, że małżeństwa z miłości to nieczęstość?
    należysz do szczęśliwej mniejszości:)
    razem ze mnom:)))

    OdpowiedzUsuń
  22. Wśród tych wszystkich odpowiedzi na Twój post, w których Panie wyjawiają powody zawarcia swych małżeństw i konkurują w stażach :), moja wypowiedź zapewne będzie trochę jak rąbnięcie gołębia o parapet, ale... Strasznie smutno się czyta o tym, że ktoś kiedykolwiek był głodny. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mojej mamy takie były wspomnienia..
      chodziła kilka km do szkoły
      a bogate dzieci miały kanapki...

      Usuń
    2. W moim rodzinnym domu też się tak któregoś dnia zdarzyło, że zabrakło chleba... To straszne uczucie i tak naprawdę jest w stanie zrozumieć je tylko ten, kto odczuł na własnym żołądku. :(

      Usuń
    3. sa takie doświadczenia, któe trzeba samemu dotknąć, żeby wiedzieć,
      wiem coś o tym...

      Usuń
    4. tylko bogate dzieci miały kanapki, to prawda
      nawet pytałam mojego męża czy u nich też tak było, czy nosił do szkoły kromki - nikt nie nosił. Jadł śniadanie w domu a potem dopiero obiad jak wrócił ze szkoły. W średniej szkole tak samo.

      Usuń
    5. Byłam pewna, że kiedyś wszyscy mieli w szkole kanapki. Za komuny, znaczy. Dopiero potem się porobiło.

      Usuń
  23. Miałam 23, Małż 27.Pionierskie czasy dziś wspominam z łezką w oku, choć łatwo nie było. W czerwcu stuknie nam 39 lat szczęśliwego wspólnego życia...

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja też pamiętam jak byłam głodna, bo po prostu nie było nic do jedzenia w domu.

    Toterama

    OdpowiedzUsuń
  25. Też wyszłam za mąż z miłości, wielkiej miłości. Miałam 21 lat, studiowałam na uniwersytecie. Na szczęście otrzymywałam stypendium naukowe, bo zarobki o 5 lat starszego męża nie były imponujące. Dziecko pojawiło się po moich studiach. Ale do dziś się kochamy i przebijamy razem przez trudy życia. I nie możemy uwierzyć, że nasz synek skończy w tym roku 27 lat...

    OdpowiedzUsuń
  26. lubię te teksty o rzeczach najprostszych, najbliższych nam, chociaż często po prostu o tym nie myślimy. Jedna z pań u"nas" ma zawsze cukierki na stole i czekoladę, zawsze, podjedzone uzupełnia. Jeśli o tym rozmawiamy, to pamięta po prostu jak trudno było o słodycze w czasie jej dzieciństwa. I to ma przypominać jej i gościom, w jakim pięknym czasie żyjemy. Nie brakuje nam niczego, a zapominamy o tym i narzekamy. (nie piszę tu skrajnych przypadkach, bo wiem, ze są ludzie z problemami)

    OdpowiedzUsuń
  27. I ja z miłości i ja :-)
    12 lat w tym roku minie...
    Całe życie przewróciłam i nie żałuję :-)
    U mnie w domu pieniądze były, tyle, ze Rodzice nauczeni biedą nie szastali, odkładali.

    OdpowiedzUsuń
  28. No właśnie. Kiedyś wychodziło się za mąż z miłości
    Potwierdzam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z miłości do pieniędzy :)

      Usuń
    2. Antoni, a żeniło się też z miłości? Czy jednak z rozsądku?

      Usuń
  29. Na szczęście nie znam głodu, ale uczucie głodu, owszem. Nie zawsze i nie wszystko mogłam jeść, niestety.
    Potwierdzam, za mąż wychodzi się z miłości.

    OdpowiedzUsuń
  30. Zawsze miałam w szkole kanapki,najczęsciej z samym masłem,albo białym serem,może jeszcze z sałatą z ogródka:)I jabłko.Nie pamiętam,zeby jakieś dziecko w podstawówce nie jadło na tzw.dlugiej przerwie śniadania - zapakowanego w papier śniadaniowy,a czasem w gazetę:)W liceum zresztą podobnie.To były czasy jeszcze sprzed szkolnych sklepików czy bufetów,o wszystko musieli zadbać rodzice.W ogóle wydaje mi się,że to teraz takim mniej zaradnym rodzinom jest trudniej niz w PRL-u.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  31. Najlepsze są pary jak z reklamy Orange: żeby było i Serce i Rozum :-)
    Pozdrawiam, M.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz