czwartek, 5 lutego 2015

nie siedź na dwóch krzesłach człowieku

Aneta zakochała się kilka lat po ślubie. Zakochała się w koledze z pracy. Przecież nie w mężu, który był wiecznie zajęty. Przeciwnie – doszła do wniosku, że męża tak naprawdę nigdy nie kochała,  teraz dopiero czuje, co to jest miłość. Również dopiero teraz  widziała jak na dłoni wady ślubnego. Nie było dnia, by nie opowiadała o nim prawdziwych i zmyślonych historii, w których był brudasem, łajdakiem, głupkiem i chamem. Wyśmiewała się z niego i wreszcie zaczęła mu robić awantury o rzekome zdrady, choć facet nie miał pojęcia, o co jej chodzi. Wreszcie z wielkim hukiem się rozwiedli. Kolega z pracy nie był gotowy na nowy związek i Aneta została sama. Nie tylko kochanek ją zostawił. Znajomi również mieli dość jej absurdalnych i pełnych nienawiści opowieści o byłym mężu. Aneta do dziś obsesyjnie śledzi jego życie i widzi - nie stać dziada na porządny samochód, ubiera się jak żul, pewnie jest alkoholikiem a drugą żonę ma spasioną jak świnia.
Były mąż Anety potrzebował dwóch lat, by się pozbierać po ich nieudanym małżeństwie. Na pewno coś zawalił. Nie czuł się niewinny, o, na pewno nie. Starał się, walczył, analizował a gdy już wiedział o romansie żony, zgodził się na rozwód, skoro nie mogła być z nim szczęśliwa to niech będzie szczęśliwa z tym drugim. Nie od razu i niełatwo mu przyszło to powiedzieć.  
Teraz czasem się śmieje, że jest Anecie wdzięczny bo ma przy sobie kobietę życia – ciepłą, serdeczną, kochającą i oddaną. Nie znaczy to przecież, że z Anetą było zawsze źle, skądże. Nie ma do niej żalu. Było, minęło.
*
Halina od wielu lat mieszka za granicą. Banalna historia – wyjechała na pół roku opiekować się starszą panią. W Polsce pod opieką babci wówczas młodej, zostało dwoje dzieci. Z pół roku zrobiło się dwa lata, trzy, pięć. Halina zmieniała pracodawców, kraje i mężczyzn. W końcu wyszła za mąż i stało się jasne, że do kraju nie wróci. Nigdy nie zabrała do siebie dzieci. Są już dorosłe. Syn spędził kilka lat w placówce wychowawczej, córka jest już mężatką, mieszka z babcią w tym samym mieszkaniu, z którego Halina wyjechała. Role się odwróciły, teraz babcia wymaga opieki.

Córka Haliny nie lubi odwiedzin matki. Jest między nimi mur. Nie chodzi o porzucenie,  córka Haliny nie czuje się  porzucona,  przecież nie została na dworcu tylko z babcią. Męczy się z matką bo jej nie zna i nie rozumie jej nienawiści do wszystkiego, co polskie. Kłócą się po dwóch dniach spędzonych razem. Matka usiłuje nadrobić zaległości wychowawcze. Poucza, krytykuje, wyśmiewa i doradza, jest pretensjonalna i hałaśliwa, wszyscy muszą wiedzieć, że przyjechała „pani Włoszka”. 


 Halina nie lubi przyjeżdżać do Polski. Widzi tu tylko to, co zostawiła – ciasne mieszkanie, niezaradną matkę, nieuprzejme pielęgniarki i opryskliwych urzędników. Ogląda telewizję i widzi samych złodziei, przestępców, oszustów i zboczeńców.  Nie potrafi zrozumieć, jak córka może żyć w tym beznadziejnym  kraju. 

58 komentarzy:

  1. No dobra, przeczytalam. Dwa razy. I nadal nie wiem co chcesz przez to powiedziec...

    OdpowiedzUsuń
  2. Cały czas Aneta, czy jeszcze dodatkowa Iwona?
    A ten syn Haliny, co z nim teraz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za czujność
      syn Haliny szuka szczęścia raz w Szkocji, raz w Olsztynie

      Usuń
  3. Od siedzenia na dwóch krzesłach nie tylko d... boli :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kradnę tekścik ;-))

      Usuń
    2. ystin jakie Ty masz wypasione logo!

      Usuń
  4. Smutne- ale jak prawdziwe. Ameli

    OdpowiedzUsuń
  5. No i tak to jest w życiu, chyba ta kobieta nie wie czego chce...
    Jak tak nienawidzi Polskę, to po co tu przyjeżdża...??
    Może do lekarza powinna pójść pewnej profesji ?

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj! to są prawdziwe historie czy zmyślone, bo szczerze mówiąc się pogubiłam...?

    OdpowiedzUsuń
  7. Udane małżeństwo,to jak los wygrany na loterii.Gdy jedno z małżonków wyjeżdża za chlebem,też nie wróży nic dobrego.
    Tragedią dla dzieci jest,gdy zostawiane są pod opieką babć,a rodzice obiecują powrót bez końca.Najlepsze prezenty nie są wstanie zrekompensować obecności rodziców.
    Wanda

    OdpowiedzUsuń
  8. Samo życie... Każdy z nas zna podobne historie.
    Tylko nie wiem co autor ,czyli Klarka, mial na myśli...
    Proszę o zakończenie albo ciąg dalszy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypisz-wymaluj jak ja! no za diabła nie pojąłem.... Może z wyjątkiem tego, że pierwsza historia jest niemal kopią mojej historii, ale tak do końca nie pojąłem. Może jak przeczytam na trzeźwo to pojmę ;)

      Usuń
  9. To niestety często spotykane historie.A takie jak historia Anety to powiedziałabym na porządku dziennym. A wg mnie wszystko wynika z ludzkiej bezmyślności. Gdyby choć na chwilę włączyła opcję myślenia zrozumiałaby, że męża nie ma całymi dniami dlatego, że chce poprawić kondycję finansową rodziny. A wyszukując nagle mankamenty męża ośmieszała samą siebie.
    Z chwilą gdy paszporty stały się ogólnie dostępne lawinowo zaczął narastać problem dzieci pozostawionych w kraju.Wyjazd "za chlebem" b. często był tylko pretekstem. Gdyby było inaczej te kobiety wracałyby z powrotem. Nic dziwnego, że nie ma nici porozumienia pomiędzy matką a córką- to tylko dowód na to, jak niewiele znaczą więzy krwi.
    Pod tym względem lepiej było to zorganizowane w PRL - gdy jedno z małżonków starało się o paszport na wyjazd na kontrakt zagraniczny a mieli dzieci, to drugie z małżonków musiało wyrazić pisemną zgodę w obecności notariusza, a jeśli facet płacił alimenty to musiał dać zabezpieczenie alimentacyjne.
    Dla nas Klarko w tym wszystkim fajne jest to, że już nic nie trzeba wymyślać - wystarczy tylko zawsze dobrze słuchać ludzkich opowieści i spokojnie je w pamięci schować a potem odtworzyć.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nic dobrego z takiego rozdwojenia nie wynika i dla człowieka, i dla jego tyłka;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakie to ważne znać obraz z każdej strony,dopiero wtedy można wypracować sobie własne zdanie na dany temat.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  12. I dobrze, że wyniosła się z kraju, skoro go tak nie znosi! A przy okazji: widzę, że stałaś się, Klarko, w oczach niektórych, czołową blogową moralistką! Skoro tak się tu domagają puenty i morału...:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Moral macie przeciez w tytule postu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślałam, że to zakamuflowana porada, żeby schudnąć ;)

      Usuń
  14. A już myślałam, że to nowe przygody Blondyny albo początek nowego cyklu buuuuuuuuuuu. Pozdr. Ajka

    OdpowiedzUsuń
  15. Smutne, bo jakże prawdziwe. To prawda, nie da się siedzieć na dwóch krzesłach, bo w końcu ktoś jedno wyciągnie, albo same się rozjadą pod ciężarem zadu, tak czy siak tyłkiem się o podłogę rąbnie. Boleśnie się rąbnie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale są ludzie,którzy w ten sposób siedzą przez większą część życia. Nie potrafią czegoś zakonczyć,zamknąć drzwi,odciąć się emocjonalnie.
    Rozstać się z klasą:) Nie brakuje pań i panów obrzucających błotem swoich byłych partnerow ,zdarza się,ze rzucają epitetami pod adresem byłych swojego męża/żony,ktorych nota bene nie mieli nawet okazji poznać."Wiedzą" wszystko na ich temat i to są wyłacznie negatywne spostrzeżenia.Podobnie rzecz się ma z krajem,z ktorego pochodzą.Wyjechali,więc w tym "byłym" kraju wszystko jest "be":) Są ze wszystkim"na bieżąco",mimo,że zupełnie ich to nie dotyczy.Taki widocznie mają sposób na życie, na dowartościowanie siebie, znalezienie plusow swojej obecnej sytuacji.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja zupełnie nie na temat, mój szwagier jedzie do sanatorium w Wysowej:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to ja bardzo proszę aby szwagier pozdrowił ratownika przystojnego jak ratownika!

      Usuń
    2. Pozdrowiłby , ale dla niego blogowisko i te sprawy są obce, wiec nie opowiadam mu o niczym:)

      Usuń
  18. Kręte są drogi do szczęścia... Jedni podążając nimi w końcu je znajdują, inni tłuką się nadal. Samo życie...
    A najważniejsze w tej całej pogoni, to wiedzieć, czego się chce.

    Pozdrowienia:))

    OdpowiedzUsuń
  19. Niektórzy mając dobrze, szukają lepiej, szukając lepiej zostają z niczym, zarówno w sferze duchowej, jak i materialnej. Nie sięgać głową gwiazd, bo gwiazdy mogą spaść na głowę.

    (po 50)

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak to mówią lepsze jest wrogiem dobrego.
    POzdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Do tematu nr 2 takie pytanie uzupełniające zdarzenia podrzucam - a co jeśli za przysyłane przez matkę pieniądze dziecko mogło w międzyczasie skończyć 5letnie płatne całkiem drogie studia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Studia jako ekwiwalent za mamę?

      Usuń
    2. Nic nie zastąpi dziecku rodziców. A tam, gdzie już nie ma jednego rodzica, drugi jadący do pracy za granicę dopuszcza się porzucenia. Rodzina to jest takie coś, co można zabrać ze sobą, gdy się chce budować życie w innym kraju.

      Usuń
    3. Izabelko każdy może wydawać swoje pieniądze na co tylko chce jeśli to tylko legalne;)
      no proszę Cię, sama gdybym miała kasę to kupiłabym dziecku samochód żeby się nie martwić, ze jeździ rzęchem, matki takie są :*

      Usuń
    4. Jakie są to widzę po mojej :) Nasz chyba 20 letni telewizor wysiadł na amen i mimo, że tłumaczyliśmy że owszem kupimy ale za kilka-kilkanascie miesięcy bo wystarczy nam na razie taki maluszek, bo przecież prawie w ogóle tej TV się nie ogląda (nie ma kiedy) i wydawało się, że zrozumieli (mama+tato) i zaakceptowali naszą decyzję to nie, na koniec odwiedzin wzięli się zabrali i przywieźli nam nowy...

      Miłości za pieniądze się nie kupi, wiem to, ale nie wszystko jest takie monochromatyczne, a w ogólnym rozrachunku korzyść życiowa jest niemała... i tak sobie myślę, ze owszem żal, ból pozostaje ale słowo "przebaczenie i rozmowa" aż ciśnie się na usta, bo nie można żyć dalej z takim gniewem. Prawda? Historia, którą ja znam jest inna na końcu, ale chciałam pokazać że dziecko bez tej nieobecnej matki nie doszłoby tam gdzie jest. Takie są koszty w generalnym roazachunku.
      Pozdrawiam Cię ;-)

      Usuń
    5. @ Dorota z Muminkowa.

      Doprawdy, nie wiesz, co mowisz!
      Patrzysz przez wlasny pryzmat (dupa? nos?).
      Nie wiesz, co znaczy zostawic dzieci i wyjechac.
      Powinnam psioczyc na Meza, ze wzial i umarl? I zostawil mnie z Malylmi dzieciakami?
      Czy moze pozniej, kiedy stracilam prace, bo stalam sie zagrozeniem dla lokalnych wladz (przez wiedze, kompetencje i kreatywnosc, lepiej bylo mnie odstawic na boczny tor niz pozwolic bym stanela w burmistrzowskie szranki) powinnam zostac, bo dzieci i co spijac sobie macierzynska milosc z dziobkow?

      Dzieciaki rozwinely skrzydla, sama poznalam kawal swiata. Pieknie jest! Bo wlasnie wyjechalam i zostawilam je pod opieka mojej Mamy.

      Usuń
    6. Rozumiem, że całą Twoją odpowiedzialność za urodzenie dzieci ogranicza się do ich utrzymania? Bo kto chodził z nimi do lekarza? Kto kontaktował się z nauczycielami i sprawdzał zeszyty? Kto chwalił za piątki i ganił za błędy? Kto widział, czy na ich twarzy nie ryzują się problemy, o których można porozmawiać tylko z matką? Kto prał im, sprzątał, gotował ulubione przysmaki?
      Wybacz, ale mam bardzo jednoznaczne zdanie o matce, która zostawia dzieci komuś i sama wyjeżdża poznać świat i zarobić pieniądze. Może jesteś fajną kobietą, ale jako matka dla mnie dałaś plamę. Miłość i uwaga rodzica to jest coś, czego dziecko potrzebuje ciągle. Wiem, co mówię, mój tata był marynarzem i wiele razy, gdy byłam nastolatką, usłyszał ode mnie, że nie ma prawa wtrącać się do moich spraw, pouczać, wychowywać, bo nie było go tyle razy, gdy go potrzebowałam. To nie była jego wina, ale trzeba rozumieć emocjonalność i rozum dziecka, bo żadne nie chce aby rodzic był daleko. I mimo, że jego praca dawała nam utrzymanie, to zmienił zawód, bo rodzina cierpiała. Znam takie dzieci, które miały rodziców stale za granicą. Cieszyły cię z każdej chwili z nimi, z każdego listu, telefonu, czekały na to, były rozgorączkowane z tęsknoty, czekały aż dorosną i będą mogły dołączyć do rodziców, aż dorastały i mądrzały...
      Napisałaś "Pieknie jest! Bo wlasnie wyjechalam i zostawilam je..." To nie brzmi najlepiej...

      Usuń
    7. "Nie sadzcie, abyscie sami nie byli sadzeni"
      JAk ze latwo ci podniesc i rzucic na mnie kamien...czlowieczku.
      Nic o mnie nie wiesz, a pieprzysz takie "mondrosci"
      CZy moja wina jest to, ze maz zmarl i nie mialy ojca?

      A dla Twojej wiedzy...ocieralam lzy, chodzilam na wywiadowki, pieklam swiateczne pierniki i ubieralam choinke, malowalm pisanki i sprzatalam groby na cmentarzu.
      Razem z dziecmi i moja Mama.
      Wyjechalam, kiedy corka byla w sredniej szkole a syn w gimnazjum.
      Corka wlasnie konczy italianistyke i lata sobie miedzy Warszawa, RZymem a Mediolanem czy Nowym Jorkiem.
      Syn konczy college w Nowym Jorku.
      Mam super kontak z dziecmi. Wiem nie tylko o szkole czy zakupach, rozterkach milosciach ect?
      Dalam im skrzydla i pomoglam spelniac marzenia.

      W oczach moich dzieci i ich znajomych jestem super mama.

      Wieec mi tu nie pieprz o lekarzach i wywiadowkach zaslaniajac wlasna nieporadnosc.
      Nie masz prawa mnie oceniac.
      Pokory wiecej Czlowieczku!!!!

      Usuń
    8. Ania nie gniewaj się, niepotrzebnie się unosisz. Jesteśmy dorosłymi kobietami więc chcę, byś zrozumiała pewne rzeczy. Twoim dzieciom umarł tata a Ty wyjechałaś od nich tak strasznie daleko. To po prostu wstrząsające dla każdej matki i ja nie oceniam Cię, ale proszę o spokój i zrozumienie - postronne osoby widzą przede wszystkim te dwie rzeczy. Proszę, byś na moim blogu nikogo nie obrażała i na nikogo nie krzyczała.

      Usuń
    9. Klarka, nie krzycze,
      upominam sie jedynie o to by mnie nie oceniano.
      "Tyle wiemy o sobie na ile nas psrawdzono".
      Nie krycze, apeluje o poszanowanie. Moich wyborow rowniez!
      A pokrzycze sobie u siebie:)
      Albo sobie nie pokrzycze, bo zloscic sie to karac siebie za glupote innych :)
      Pozdrowionak Klarko.
      I wlasnie jest tak jak mowisz:
      jedynie 2 rzeczy. tata umarl, mama daleko.
      A gdzie jakis srodek w tym?

      Usuń
    10. A i jeszcze jedno:
      a nie pomyslals, ze moja przedmowczyni mogla mnie zranic i obrazic do zywego?
      Jej wolno?

      Usuń
    11. na moim blogu nie zgadzam się na zamieszczanie treści agresywnych i zawierających wyzwiska wobec uczestnika dyskusji, Ty to robisz, nie Dorota
      odpuść

      Usuń
    12. Odpuszczam.
      Sorry Klarko, daleka bylam od odrazania Ciebie i Twoich gosci.
      Przepraszam.

      Usuń
    13. Nie wiedziałam, że tu taka dyskusja. Przepraszam Klarko za zamęt.
      Pani z Ameryki - domagasz się tolerancji i poszanowania dla swoich wyborów, a nie umiesz nawet w dyskusji być tolerancyjna wobec odmiennego stanowiska ani szanować cudzych poglądów. Ja nie wymagam od nikogo akceptacji, tolerancji i szacunku, bo w tolerowanie wszystkiego kojarzy mi się z obłudą lub głupotą, a na szacunek, uważam, że muszę sobie zapracować. Nigdzie Cię nie obraziłam, powiedziałam tylko, co myślę o zostawieniu dzieci przez jedynego rodzica - w prawie jest to porzucenie, w mojej moralności coś niedopuszczalnego. Masz inną perspektywę i dlatego nie zrozumiesz mojej oceny, przyjmuję to. Jednak jeśli sama wymagasz od innych zrozumienia i tolerancji to troszeczkę się wyczul na krytykę i stanowiska skrajnie odmienne od Twojego. Widzisz, ja nie wiem, dlaczego wyzwałaś mnie od głupich oraz nieporadnych, bo ani jedna z tych cech nie została przez Ciebie uzasadniona. Ja chyba wytłumaczyłam, dlaczego mam takie a nie inne zdanie o matkach, które zostawiają dzieci babci.

      Usuń
    14. Jeszcze tylko dodam, że moim celem nie było "obrazić cię do żywego", bo komentowałam opowiadanie Klarki, a nie Twoją osobę, gdyż do tego momentu nie miałam o Tobie pojęcia. To Ty poczułaś cię osobiście dotknięta moim ogólnikiem i zaczepiłaś mnie, a nie ja Ciebie. A wydaje mi się, że jeśli ktoś tak mocno broni jakiejś postawy, choć nie został wywołany do odpowiedzi, to musi czuć się winny (bo skąd ta potrzeba usprawiedliwiania się?) i widzieć podskórnie, że coś jednak może być odbierane w jego postawie jako niewłaściwe.

      Usuń
  22. Trochę we mnie coś się rozchwiało po tej opowieści.
    Bo z jednej strony człowiek nie powinien mieć prawa do niekonsekwencji i środowisko powinno mu to boleśnie wytknąć, a z drugiej, życie nie jest takie proste...
    Ja jestem z tych, co powiedzieliby: zdecydowałaś? to zjeżdżaj tam, gdzie ci lepiej, a nie psiocz na to, co miałaś, bo ktoś w tym tkwi i jest/musi być szczęśliwy. Ale z drugiej strony nie mogę być pewna, czy kiedyś nie znajdę się w sytuacji małpy, która nie puści gałęzi nim nie uchwyci się mocno następnej... a w tych historiach te nowe gałęzie słabe, niepewne i niewarte.
    Pozdrawiam, jak zwykle dajesz do myślenia, bo mądrze pleciesz.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie rozumiem niezrozumienia niektorych. Przeciez wyraznie jest napisane: zyj i daj zyc innym ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. No i mi znów zeżarło komentarz..Piszę jeszcze raz. Jestem z tych co to siedzą na dwóch krzesłach. Dupę mam boleśnie potłuczoną.Tyle,że wyjechałam o wiele póżniej niż moja corka. Przebywamy w innych krajach.Jadąc do Polski widzę jak wiele się zmieniło na korzyść i nie mogę słuchać Polaków,którzy tam mieszkając i pracując ciągle na swój kraj narzekają...Nie gram hrabiny, i nie rozumie niektórych kobiet. Ta pani ,nawet gdyby nie wyjechała miałaby bardzo wątpliwy kontakt z dziećmi pewnie.Bo to charakter...

    OdpowiedzUsuń
  25. Smutne obie historie, ale pokazuja wyraznie, ze kazdy medal ma dwie strony i nie mozna sugerowac sie tylko jedna wersja wydarzen...

    OdpowiedzUsuń
  26. Wszystko ma swoje wady i zalety, plusy i minusy,kazdy czlowiek, takze kazdy kraj.Jak sie w nim zyje ,wielu z nich sie nie zauwaza.Ja tez wyjechalam. Dawno temu-z rodzina , dzieci nie zostawilam.Odwiedzam Polske ale juz nie moglabym w niej zyc.Kraj pieknieje ,ale nie wszedzie, niektore wsie , male miasteczka , bardzo smutno wygladaja i ludzie w nich smutno zyja.Ciezko. Wszedzie afery, oszustow sie namnozylo,o rzadzie lepiej nic nie mowic.
    Widac to wszystko wlasnie wtedy, kiedy sie zyje na zewnatrz .Ale to nie znaczy, ze psiocze i narzekam,pouczam wszystkich i wiem wszystko lepiej.Smuci mnie to zlo ,staram sie pomoc tam, gdzie moge i ciesze sie tym, co dobre.Wiem, ze nie wszyscy chca i moga wyjechac i nie wszystkim zle.
    Nic na swiecie nie jest tylko biale albo czarne, jest wiele odcieni szarosci .I jest wiele pieknych kolorow.

    OdpowiedzUsuń
  27. nikt z nas nie jest bez winy, że tak się przykościelnie wyrażę... ot życie

    teatralna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a w rozkroku czy to nogami czy d.....
      niewygodnie i uwiera...

      Usuń
  28. Wow....ludzie mają tupet...zero wychowania i wielka gebe do obrażania innych za ich komentatrze.Niestety co poniektórych prawda w oczy kole ...☺☺☺☺

    OdpowiedzUsuń
  29. Wow....ludzie mają tupet...zero wychowania i wielka gebe do obrażania innych za ich komentarze.Niestety co poniektórych prawda w oczy kole ...☺☺☺☺

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja jestem bardzo ciekawa czy te osoby które tak bardzo krytykują matki za to ze wyjechały za praca za granice zdają sobie chociaż odrobine sprawę z tego ze sama miłością dziecka ani nie nakarmimy ani nie ubierzemy nie mówiąc by zapłacić rachunki. Ja wyjechałam a mąż został z dzieciakami . Ile jest takich przypadków ze z powodu biedy dzieci są odbierane rodzicom chociaż przy nich są i je kochają. Ale miłość do dziecka to rownież odpowiedzialność za przyszłość tego dziecka ,za umożliwienie mu możliwości rozwoju, wykształcenia. Czasami bywają takie sytuacje ze matki zostają postawione pod ściana. W naszym kraju cieżko liczyć na pomoc socjalna a tymbardziej na pomoc normalnych ludzi a już wszczegolnosci tych co najwiecej potepiaja takie decyzje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha
      matki postawione pod ścianę,dobre...chyba dosłownie.

      Usuń
  31. Na miejscu dzieci Haliny nigdy z matką bym nie utrzymywała kontaktu...po co.

    OdpowiedzUsuń
  32. Niektore osoby chyba nadal mysla, ze za granica to ludziom ot tak pieniazki z nieba spadaja? Trzeba tam pracowac 2 razy ciezej, bo to przeciez obcokrajowcy.....ale dzieci wlasnych to sie nie zapomina!

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz