czwartek, 28 marca 2024

wspomnienia

 Każde święta kościelne miały przed wszystkim wymiar religijny ale były pełne przesądów. 

Bardziej pamiętam te przesądy niż długie klęczenie na wielkopostnych nabożeństwach. 

W Wielki Czwartek wczesnym rankiem babcia budziła nas i wysyłała do lasu, gdzie płynął maleńki potoczek. Dziewczynki, obmyjcie sobie buzie lodowatą wodą, będziecie zawsze piękne! No i co? Działa! 

Po południu należało rozpalić w ogrodzie ognisko. Koniecznie, nazywało się to paleniem Judasza. 

W Wielkim Tygodniu młodsze dzieci dostawały od chrzestnych cukrowe baranki do koszyczka na święcenie. 

 Kurde, nie wiem czy się przyznać publicznie.  Bo ja jestem wielką miłośniczką słodyczy i tym kurkom cukrowym i tym barankom ugryzłam głowy i kawałek podstawki i moje siostry z tego powodu płakały cały sobotni ranek a ja się oczywiście nie przyznawałam. I z takim strasznym grzechem chodziłam całe święta. 

13 komentarzy:

  1. Cukrowe baranki. Ja tez je zawsze obgryzalam ale od podstawy bo w koszyczku i tak widac bylo tylko glowe. Potem pamietam wymyslili duze baranki i malutkie baranki. Duzy byl do koszyczka ze swieconka a male do dekoracji baby wielkanocnej. Czyli male sie chrupalo wczesniej niz duze. Pamietam tez mrowki, ktore tez byly amatorkami slodkiego baranka przechowywanego w kredensie.
    Wiekszym grzechem bylo po poswieceniu w drodze do domu podgryzc wedzona kielbase... Swieta wielkanocne byly takie radosne! W dziecinstwie oczywiscie. Babcia kolezanki pokazywala nam pierwsze pisklatka hodowane pod stolem w kuchni, pozwolila nawet posypac im posiekane jajko z pokrzywa... Eh! Jakie te zolte kulki na nogach byly pocieszne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też podgryzałam baranka od tylnej części podstawy. A w kościele nie lubiłam jak machali rozpalonym kadzidłem, bo zawsze mnie mdliło od tego dymu. Jako bielanka siedziałam w prezbiterium i nie mogłam się doczekać podniesienia monstrancji, bo to był znak, że za chwilę kończą się obrzędy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cukrowe baranki zawsze były ohydne w smaku, co roku nadgryzałam i co roku były ohydne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja najbardziej pamiętam najbardziej sałatki jarzynowej w wielką sobotę 😅

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja to bardzo szybko, bo w wieku 11 lat przestałam bywać w kościele co nie przeszkodziło mi by się zachwycać miniaturowymi wiktuałami święconki wykonanymi z cukru. Bo te miniaturki w moim przekonaniu był śliczne. Nigdy niczego "nie podżerałam" ze święconki, bo moja babcia ( chyba wiedząc, że dzieciaki podżerają to co lądowało w koszyczku) zawsze mi dawała spróbować to co do koszyczka wkładała. A poza tym nigdy nie lubiłam słodyczy i do dziś najlepszą dla mnie "słodyczą" jest gorzka czekolada ewentualnie orzechy laskowe w gorzkiej czekoladzie. Ja tylko miałam żal, że serwetka, którą jest wyłożony koszyczek nie jest koronkowa, no ale babcia mi zawsze mówiła, że to nie ma być "strojne" ale czyściutkie i dobrze zakrywać zawartość koszyczka w drodze do kościoła, do którego było od nas co najwyżej 600 metrów. Serdeczności Klarko,
    anabell

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja babcia mawiała, że kto w Wielki Piątek zje mięso lub kiełbasę, to mu wszystkie zęby wypadną. Jakoś nikt nie miał odwagi spróbować!
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  7. To już wiem, czemu nie jestem piękna! Nie było koło nas żadnego strumyka z lodowatą wodą 🤣

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja do końca życia będę pamiętała, jak mój mąż z kilkuletnim synem poszli poświęcić święconkę. Wracając stwierdzili, że są tak głodni, że bez zjedzenia czegoś nie dojdą do domu (10 minut). Więc rozbili jajka ze święconki o jakiś kamień i zjedli zagryzając babeczką drożdżową i kawałkiem chleba, , nie zapomnieli też posolić i popieprzyć jajka, skoro przyprawy też były w koszyczku. Kiełbasy nie ruszyli, bo przecież post, więc tylko ona i nadgryziony baranek dotarły do domu. Usłyszałam od nich, że szkoda, że nie mieli czym tego posiłku popić, więc do święconki powinno dokładać się jakiś napój. Niestety, w domu postawili koszyk na ławie, więc pies nie omieszkał skorzystać z okazji i rozprawił się i z kiełbaską, i barankiem. Do śniadania w wielkanocną niedzielę dotrwał tylko koszyk, serwetka i bukszpan. Można uznać, że po prostu śniadanie świąteczne odbyło się u nas dzień wcześniej,

    OdpowiedzUsuń
  9. Mama przygotowywała koszyczek ze święconką, a kładąc baranka do koszyka, zawsze przestrzegała ...pamiętaj, postaw koszyk tak, żeby baranek stał przodem, a nie d...ą do księdza:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Spaliłam Judasza?

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz