wtorek, 1 października 2013

Coś się skończyło

Robię porządki w ogrodzie, będzie mniej roboty na wiosnę. Mimo tylu lat doświadczenia nadal spotykam niespodzianki, jedne rośliny nie chcą u mnie rosnąć, inne przekształcają się w chwasty i trzeba je ograniczać. W zeszłym roku posadziłam pod schodami lichy krzaczek mięty, w tym roku już tam nic innego nie było widać, tylko zieleń i fiolet. Musiałam mocno przyciąć ale lubię, bo koty tamtędy chodzą i zanim się przedrą przez krzaczory, nabierają miętowego zapachu.

jeszcze trochę słońca

Przy okazji tego zajęcia tak sobie myślę, że mało kto już umie pracować w ogrodzie i w polu. To nie jest prosta praca. Dawniej ludzie mieszkający na wsi i posiadający ziemię pracowali na niej od dziecka i nabywali te umiejętności latami z pokolenia na pokolenie. Trzeba przecież wiedzieć, jak wyglądają poszczególne części roślin, jakie mają wymagania klimatyczne i glebowe, na czym polega pielęgnacja i które części się zbiera do spożycia a z których będą nowe plony. Kiedy się sieje i kiedy się zbiera. Czy z pestki wyrośnie drzewo, czy bulwy się wykopuje na zimę,  a może wystarczy posadzić raz i już będzie do końca życia zdobić ogród. Ale na jaką głębokość? I czy urośnie za szopą czy raczej nie?

winobluszcz rośnie sam jak chwast

Lubię sadzić nowe rośliny. Z ogromną ciekawością czekam, co z tego będzie, czy spełnią się moje oczekiwania czy niestety,  nie urośnie nic. W tym roku urzekły mnie lilie, będę je prosić, by zostały ze mną na dłużej. Nie śmiejcie się, gadam do ulubieńców. Najbardziej sztorcuję lawendę, bo co roku rośnie z wielką łaską i wcale piękna nie jest, za zimno ma biedna. Trudno, ja też marznę zimą a żyję – tak jej tłumaczę, gdy nie odbija na wiosnę.

zapomniałam o winogronach, czas zbierać


Mało kto już uprawia ziemię, bo się nie opłaca. Nie opłaca się siać marchewki, pietruszki, sadzić ziemniaków, hodować kur. Nawet, jak w domu jest kilkoro bezrobotnych to i tak się nie opłaca. Lepiej nic nie robić i narzekać. A poza tym – młodzi po prostu już nie potrafią pracować w polu.   

52 komentarze:

  1. masz rację, praca w polu wyuczona od dziecka....
    marzę o domu z ogródkiem, gdzie beda zioła i kwiaty....
    wcale się nie dziwie ze gadasz do roslin:)
    a winogrona piekne, lubię takie wlaśnie swoje, ogórkowe, dobrze ze tak daleko mieszkasz bo już bym u Ciebie była;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja lubie i to bardzo i znam wielu mlodszych ode mnie, ktorzy lubuja sie w uprawianiu ogrodkow, ogrodow, pasjonaci po prostu!
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
  3. Też robię porządki jesienne, a do roślin to ciągle gadam. Gdyby mnie ktoś obserwował, to pomyśli, że wariatka albo czarownica, co zresztą na jedno u mnie wyszłoby:) Co do pracy w polu rto różnie z nią bywa. Jednym się nie chce a innym nie opłaca, a jeszcze inni nie maja na nią sił i funduszy. masz jednak rację, ze nastały zupełnie inne czasy i coś się w tej kwestii na wsi zmieniło. Mnie jest brak widoku ludzi w polu. Maszyny, ogromne areały.... to już nie to. Tylko jeszcze wiejski smrodek obornika czasem snuje się po polach i wtedy można poczuć się "jak na wsi". I jeszcze pachnący jesienny dym po spalonych łętach...

    OdpowiedzUsuń
  4. " Lepiej nic nie robić i narzekać." Narzekać na system, na państwo, na "tuski", na pogodę, na rodzinę, na znajomych, na ludzi ogólnie. Taaa... Jakieś to znajome.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam przyjaciela, Klarko, który swój ogródek traktuje con amore i niekiedy mnie doucza "w tym temacie". Zawsze od niego przynoszę do domu świeżą miętę i melisę.
      serdeczności

      Usuń
    2. Aniu - napisałam to z nutką goryczy i wyczułaś od razu, jesteś niesamowita. Chodzi o to, że przez wiele lat prosiłam wielu potrzebujących - przyjdź, zerwij sobie na przetwory dla dzieci - to patrzyli na mnie jak na wariatkę. Bo to lipiec i sierpień, gryzą komary, trzeba się napocić przy garnkach itd. A w marketach kosztuje parę groszy słoiczek to po co się męczyć.

      Usuń
    3. Ależ Klarko, po co jabłka na przetwory dla dzieci, lepiej spady pozbierać, sprzedać i mieć na "buzony". Niestety przerabiałam ten temat bo mam parę starych jabłoni. Teraz jak jabłek nie zaprawię to sama zbieram i kupuję za nie karmę dla zwierząt, resztę zostawiam dla ptaków i sarenek na zimę.

      Usuń
    4. Haniu a w zeszłym roku dziewczyna poznana tu, na blogu, przyjechała z mężem i zabrała cały karton renet, a potem w wynajętym mieszkaniu smażyli te jabłka. Mnie to radowało bo się nie zmarnowały, jestem taki chytrusek, szkoda żeby coś zgniło.

      Usuń
    5. To nie kwestia oszczędnej natury ale miłości do natury jako takiej.
      Zrobienie przetworów z owoców drzew czy krzewów któreśmy obserwowali od nasionka ma w sobie coś z misterium życia, szacunku dla podstawowych jego cykli. Dla niektórych. Inni kupią w supermarkecie wyszorowaną marchew i pryskane morele i tyle im wystarczy.
      Uczestnictwo w afirmacji wymaga wysiłku, a w konsumpcji nie wymaga niczego - można wyrzucić zepsute i kupić nowe. Ach.

      Usuń
  5. My z mężem mamy w planach sprzedac mieszkanie w Krakowie i kupić jakiś stary dom najlepiej z tak samo starym sadem, gdzie są jabłonie i grusze, bo te stare drzewa najlepsze owoce mają.
    Gdzie można będzie posadzić krzaki malin, porzeczek, agrestu. Kawałek pola na ziemniaki warzywa i truskawki. Nie chcemy nowoczesnego domu z wycackanym trawnikiem i tujami tylko taki.....dziki trochę. A jakby się rzeczka jakaś udała w pobliżu to dla mnie już by raj na ziemi był

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz świętą rację,
    coraz mniej ludzi umie obsługiwać ziemię,
    ale za to komputery coraz więcej :-)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w przyszłym roku stawiam szklarnię :) Malutką bo 3 m x 4 m i będę sadziła pomidory i paprykę, trochę miejsca dla marchewki, pietruszki i pora też się znajdzie. Jak mi coś urośnie to obiecujęsię pochwalić :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Klarko,teraz łatwiej jest tak jak piszesz iść kupić produkt,co z tego,że ma chemię?Tak łatwiej.Ale muszę Cię pocieszyc,jak wiesz prowadzę centrum ogrodnicze i coraz więcej osób kupuje u mnie pomidory,warzywa,nie mówiąc o ziołach.Coraz więcej młodych ludzi zakłada ogródki warzywne o ziołach nie wspominając.A zaprawy również robi coraz wiećej osób,chyba po zachłyśnięciu się produktami z hipermarketów,teraz większość stawia na swoje przetwory nawet jeśli są droższe od tych sklepowych.Moje dzieci bardzo doceniają że robię zapasy zimowe,i syna jak syn ale córki na pewno w domu będą też robic przetwory:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem uszczęśliwiona tą modą, moje dzieci też robią przetwory, soki wychodzą im lepsze jak moje:) serio.

      Usuń
  9. Ogród dla mnie to temat rzeka. Uczę się na błędach. Teraz wiem, że to co podoba mi sie u innych wcale nie musi rosnąć u mnie. W ubiegłym roku kupiłam kilkanaście sadzonek żurawek, czym samym wyrzucając pieniądze w błoto. Nie chcą u mnie rosnąć i nic na to nie poradzę. Kocimiętka rośnie niesamowicie. A wracając do Twojego posta, też to zauważyłam, że teraz nikomu nic się nie opłaca. Całkiem niedawno byłam u koleżanki na wsi i pochwaliłam smak ziemniaków. Co się okazało, były z Biedronki :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Próbowałam hodować pomidory w doniczce bo mój ogródek chusteczką można nakryć. Miały owoce :-) Lubię zapach tych krzaczków i juz. Żałuję ze ogródek nie jest większy, obornika ze wsi można przywieść i warzywa są. W poprzednim ogródku były :'(

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziś pacnęłam na kolana i sortowałam ziemniaki.Na te do jedzenia,te do sadzenia,małe i chore zjedzą zwierzęta.Myślałam prze tym,że jestem chyba ostatnim pokoleniem tu,które to robi.Nie opłaca,się,a bardziej jeszcze-nie chce się.Jestem jak mówi syn-zeszłowieczna.Dopóki dam radę,będę uprawiać swoje warzywa,będę mieć kurki.Bo lubię,lubię pracować.Na wsi zagroda z kurami to rzadkość,zagony z ziemniakami tym bardziej.Koleżanka pracująca w wiejskim sklepiku mówi,że coraz więcej sprzedaje się mrożonych warzyw,bez względu na sezon.Nie zawsze wszystko udaje się,czasem coś nie urośnie,choruje.kury lis porwie.Na pewno nie opłaca się.Ale czy wszystko da się przeliczyć na pieniądze,czy trzeba?

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeszcze trzeba mieć pole (plac)...a co ma powiedzieć rodzina bezrobotnych mieszkająca w bloku?
    Ja mam mini ogródek i Wysoki posadził na nim pomidory. Niestety nadal sa zielone. Dojrzały może ze 3 szt. Ale mamy krzaki malin, małą porzeczkę i winogrono od sąsiada :P
    Robimy kompoty i konfitury ale nie za dużo, bo w piwnicy jest graciarnia i nie ma gdzie tego trzymać. Innych przetworów robić nie umiem, zresztą rzadko jadamy coś "ze słoika" nawet gdy jest to "nasz prywatny" słoik a nie kupny.
    Wiesz...jak ludzie pracują tyle ile my to ciężko wygospodarować czas i siły na uprawianie działki :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pomidora zielonego można zrobić sałatkę na zimę, a zielony pomidor dojrzeje będąc wystawiony na działanie słońca już po zerwaniu

      Usuń
    2. Figa - jeden się zna na pomidorach a inny na komputerach, i całe szczęście.

      Usuń
    3. Taka książka była i film 'Smażone zielone pomidory' - znaczy: da się! ;)

      Usuń
  13. ja właśnie w sobotę zrobiłam przepyszna sałatkę z zielonych pomidorów.. (z całego wiadra!) I bez szklarni rosną i dojezewają pomału od lipca. Całe lato jemy swoje własne pomidory.
    I też pracujemy, Robert ciągle w delegacji, ja ciągle w pracy i mam dwóch synków i to przedszkolaków i naprawdę da się..
    pozdrawiam,
    M-ka

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystko jest kwestia checi i organizacji...po prostu wlasnej filozofii zyciowej:)
    Pamietm, nie znosilam dzialki, kiedy Mama nas na nia gonila. Kiedy wybudowalam dom, oczywiscie ogrodek kwiatowy, warzywniak, sad.
    Chce ktos gruszki?

    Mam osobisty wlasny ogrodek ziolowy: mieta, szalwia, oregano, bazylia.
    To sie dzieje w Polsce. Corka doglada.
    Tutaj bazylia osiagnela rozmiary krzaka. Florydzkie klimaciki sprzyjaja:)
    Pomidory mam w doniczkach, salate w skrzynkach. Obdzielam sasiadow.
    Z tym, ze sezon jest dookola roczny:)
    Lubie to, po prostu.
    Kiedy jestem na polnocy robie tony przetworow z jablek (apple sauce) i obdzielam znajomkow. Wysmienity prezent.
    Pozdrowka:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie umiem, ale też nie lubię pracować w ogrodzie.

    Posiadamy działkę, właściwie Ciocia z Wujkiem posiadają, ale cała rodzina korzysta - wiadomo. Miał to być teren rekreacyjny - trawka, altanka, grill wiosną i latem, sielskie życie. Ciocia z Wujkiem to zapaleni ogrodnicy od zawsze, więc działka rekreacyjna powolutku, acz bardzo systematycznie przekształciła się w ogródek uprawny i na grilla zostało nam niewiele miejsca, ale przynajmniej warzywka i owocki z własnej grządki są rewelacyjne, także nikt za głośno nie narzeka :D

    Ciocia oprócz produktów spożywczych ma kwiaty i inne rośliny ozdobne. Piękne, naprawdę piękne okazy! Ja się nie znam, różę od tulipana odróżnię, fakt, ale potem zaczynają się te wszystkie chabry, irysy, fiołki, żonkile, o nie! to nie dla mnie! ;)

    Tak więc Wujek i Ciocia sadzą, kopią, przesadzają, ryją, spulchniają, kompostują, nawożą, podlewają, chuchają, dmuchają, a my podziwiamy - efekty ich pracy, bo są oszałamiające, i ich samych, bo mają ogromną wiedzę.


    A ja?
    Nie wiem, czy to zależy od lenistwa i mieszczuchowatości, czy po prostu nie lubię babrać się w ziemi. Nie przeżyłabym na wyłącznie własnych uprawach, ojj nie... :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie tam wszystko się opłaca;)W maółym ogródku mam kwiaty i warzywa.Na oknie kiełki,bazylię i inne.Obydwoje pracujemy,żyjemy skromnie,nie lubimy narzekać.Pozdrawiam,Zuza.

    OdpowiedzUsuń
  17. Klarko! Ale po co sobie rączki brudzić, skoro dżem jest ze słoika, mleko z kartona, a jajka w wytłaczankach na sklepowej półce?

    Oczywiście żartuję, ale takie nastawienie nie bierze się z niechęci młodych do czegokolwiek, tylko z wychowania i zaszczepionego miejskiego stylu życia. Koleżankę mam, która w życiu w lesie nie była, a kolega kiedy zobaczył na łące krowę, to uciekał, bo w książce nie było napisane, że ona taka duża jest. Mam to szczęście, że rodzice pochodzą ze wsi i ja zawsze byłam gdzieś blisko tego klimatu. Nie siedziałam w tym dosłownie, krów nie doiłam, kurom jajek nie wybierałam, ale wiem co z czym, lubię wleźć po drabinie na drzewo i zrywać wiśnie na dżem, szukać gruszek pod gruszą na kompot czy rwać aronie na nalewkę. Mam to, bo tego zostałam nauczona, a wokół nas jest wiele osób z pokolenia betonowych bloków, dla których wieś kojarzy się z tym, co widzieli w "Koglu-moglu" i myślą, że wieś to wieśniactwo.
    A wieśniactwo to nic innego jak stan umysłu i więcej wieśniaka w niejednym mieszczuchu niż w osobie pochodzącej z terenów wiejskich.
    Na szczęście coraz więcej osób zamiast "fast-food" wybiera "slow-life" i to się chwali. Może jednak nasz ludzki gatunek jeszcze trochę pożyje.

    Pozdrawiam! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod tym komentarzem!

      I dodam tylko, że w mieszkaniu w bloku hodowałam paprykę - nie wyrastały jakieś wielkie, ale starczało na kilka kanapek:) Teraz mam większe pole do popisów i mnóstwo ogrodowych planów, które już powoli wcielam w życie:)

      Usuń
    2. O tym wieśniactwie, to się zgadzam!!!
      Prawdziwy wieśniak - czyli gość mieszkający na wsi - to normalny, fajny osobnik, a te wszystkie barany wielkomiastowe to wieśniaki są straszliwe, ale umysłowo. Każdy chyba wie, o czym mówię :)

      Usuń
  18. Witam Klarko. Uwielbiam czytać Twój blog.Ma niesamowitą atmosferę,ciszy,spokoju,bezpiecznej przystani,domu.Tak go odbieram.Ogród.Tajemniczy w dzieciństwie,paskudny za młodu:),a teraz wspominany z tęsknotą.Nie posiadam już ogrodu,ani działki.Takie realia mieszkania w mieście i z racji że hodowla pszczół zajmuje mi sporo czasu.Ale pasiekę mam za miastem,w sadzie,starym sadzie,gdzie obfitość jabłoni,gruszy,śliwek węgierek,czereśni i wiśni.Zabieram stamtąd owoce i je przerabiam na domowe cuda,których nie zastąpi żaden sklepowy wynalazek:)I chce mi się to robić.Uwielbiam widok spiżarni pełnej lata zamkniętego w słoikach.Myślę,że jeszcze nasze średnie pokolenie wie co to ziemia,praca na niej,jakie dobra z niej mamy.Młodsi kojarzą mleko,warzywa,owoce itp. z marketem.Szkoda,bo to i taniej zrobić samemu,i lepsze,no i satysfakcja gwarantowana:).Zazdroszczę Ci Twojego ogrodu:).Ale tak z sympatii:).Pozdrawiam Iza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, pszczoły to dla mnie całkowita tajemnica i wyższa forma wtajemniczenia, podziwiam. W starych sadach drzewa są odporniejsze na choroby. W tym roku musieliśmy wyciąć gruszę a młoda cała parszywa, w sumie też do wycięcia. Bardzo dziękuję za słowa uznania na temat bloga.

      Usuń
  19. Witaj, Klarko! A ja chyba jeszcze jestem młoda??? nie wiem, 3 mam z przodu, kwalifikuję się? I lubię rączki pobrudzić, nawet uwielbiam. Ostatnio moda nastała na biurowce, i pracę się świadczy jako "umysłowy" (kojarzy mi się z chorobą psychiczną...) i nikt nie umie już nic - nawet kółek napompować w wózku dziecięcym. A ja umiem i lubię. Kopać, pielić i plewić, oraz myć, dokręcać, wiercić, przepychać i przetykać. I większość ludzisk, zwłaszcza płci żeńskiej takoż. Więc nie zginiemy :) A poza tym, nic nie daje takiego poczucia bezpieczeństwa jak kilka słoików konfitury wiśniowej w szafce..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chciałam u ciebie zostawić komentarz ale masz w formularzu tak strasznie trudny kod, że nie da się go przepisać:(

      Usuń
    2. Przepraszam, dopiero się uczę obsługi tego potwora... nie chcę takiego trudnego kodu, co teraz, ło Mateńko....

      Usuń
    3. no co Ty, nie przepraszaj, każda z nas miała ten kod na początku i dopiero ktoś zwracał na to uwagę - to wystarczy zmienić w ustawieniach.

      Usuń
  20. Zgadzam się.
    Ja lubię swój ogródeczek, wyciszam się tam i odpoczywam, nawet pomimo ciężkiej pracy.
    Nabyłam doświadczenie w ogródku najpierw Babuni, a później Mamy ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. fajnie jest pogadać do roślin :-) rosną potem na potęgę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do nich gadam oszczędnie, za to jak poleję gdzieniegdzie nawozowego drinka, to od razu rozmowa staje się bardziej wybujała ;)

      Usuń
  22. Niemal cały świat zaczyna cierpieć na niekontrolowany rozrost miast, a głównie przedmieść, bo wszędzie ludzie porzucają wiejskie tereny i pędzą do miast. Po prostu tak się porobiło, że aby wyżyć z ziemi trzeba jej mieć b. dużo i odpowiednie środki do uprawy dużych powierzchni. Poza tym porobiło się tak, że wszyscy chcą coś mieć bez jakiegokolwiek inwestowania - nie siać, nie orać, nie pracować a plony zbierać i pieniądze dostawać. Dwa lata szukałam kogoś do sprzątania- i nie znalazłam bo brać na czarno 15 zł za godzinę to się żadnej Polce nie opłaca. Lepiej być bezrobotna i narzekać i twierdzić,że Państwo musi dać pieniądze na życie.
    Kot pachnący miętą - to musi być miłe:)
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. To nie wystarczy wiedzieć, że zielonym do góry?:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  24. A ja się nie zgadzam z Toba Klarko, porzuciliśmy duże miasto i wróciliśmy na "ojcowiznę" meza. Chcemy być takimi mikro rolnikami z odzysku. W tym roku miałam swój pierwszy w życiu ogródek (piwniczka juz jest pełna przetworów z tego co urosło), w planach są drzewka owocowe i ule :) i własne grzyby w naszym mikro lesie. Uczymy sie na własnych błędach lub molestujemy teściow o różne wskazówki. Mąż własnie suszy rózne zieleninki bo wolimy to od tabletek. I juz wiemy, ze nie wrocimy do miasta, ze odnalezlismy nasza ziemie :) Pozdrawiam, Kaśka Ew.

    OdpowiedzUsuń
  25. A ja lubie uprawiac swoj wlasny ogrodek! Nawet pielenie zniose, bo satysfakcja z wlasnych, niepryskanych plonow jest niesamowita! W tym roku zupelnie nie mialam do tego glowy i czasu i z rozpacza patrzylam jak wszystko zarasta mi chwastami. Ale na wiosne mam nadzieje, ze bede juz wolniejsza i znow zadbam o moje kwiatki i warzywnik! :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Dużo bym dała, zeby posiadać mądrość obróbki ziemi mojej babci,teraz pomaga mi mama, bo inaczej bieda))

    teatralna

    OdpowiedzUsuń
  27. Wspaniały sposób uprawy roślin - sztorcowanie. A co, lenić się będzie jedna z drugą!? Nie ma lekko, rosnąć mi tu do jasnej Anielki, albo wykopię i już:-). Muszę wypróbować na swoim domowym fiołku.

    OdpowiedzUsuń
  28. A teraz clou. Dumna niezmiernie pokazuje synowi pigwy w cukrze gotowe do zapakowania do słoików, a jakże, w moim maleńkim ogródku wyhodowane. A on patrzy z politowaniem - mamo, nie będę tego dodawał do herbaty, w Warszawie wyrosły, to naszpikowane trucizną po prostu. To tyle ,:'(

    OdpowiedzUsuń
  29. Od kilku lat jestem szczesliwa posiadaczka ogrodka. na poczatku byl w nim tylko trawnik i tuje. Ale "zarzadzilam" grzadke, maliny, agrest, kilka drzewek owocowych i sie babram do uczernienia! (rak) Klopot byl ze sliwka, ktora kilka lat nie owocowala. Az w zeszlym roku malzonek podszedl do niej z siekiera i powiedzial: sluchaj no sliwka... W tym roku od 2 miesiecy jemy ciasto ze sliwkami, 3 razy robilam powidla i sliwki w occie. oraz na surowo, w salatkach i kompotach! mniam!
    tez Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, siekiera jest bardzo dobrym argumentem;)

      Usuń
  30. Nie mogę się doczekać własnego ogródka, roślin i tej całej babraniny w ziemi... ciągnie mnie do tego, chociaż niewiele umiem (niewiele graniczące z "nic") i niewiele wiem o prowadzeniu ogródka i warzywnika :-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Żeby tam zaraz pole czy działak jakaś to może nie, ale te swoje sałaty czy pietruszki to lubię mieć, czy rzodkiewkę wiosną. Poza tym nic u mnie nie rośnie, to znaczy zioła tylko. Jakaś mięta, tymianek, takie gorzkie coś co mąż do nalewek używa... No i parę krzaczków malin mam, i agrest i porzeczkę i dwie jagody :-)

    OdpowiedzUsuń
  32. Popieram i Klarkę i wszystkich co sie tu w tym temacie "w jej duchu" wypowiadają. Nie opłaca się - a jak mówiłam, że owoce z własnej ojcowizny, nie nawożone za darmo oddam, bo jest duzo i nie dam rady szybko wszystkiego pozbierać, to się tylko jeden taki trafił, co sam sobie pozbierał... Malutkie wiadereczko!
    A potem w rozmowach przy stole narzekania jaki to chłam żywnościowy w marketach sprzedają. No to smacznego.
    Sama też żałuję że nie mam możliwości kontynuować prowadzenia gospodarstwa tak, jak dziadkowie i jeszcze przez jakiś czas rodzice - bo kto nas potem nauczy co po czym siać, kiedy sadzić jak dbać itp My coś jeszcze pamiętamy, i dobrze ze niektórzy modzi też wracają na wieś bo inaczej wyrośnie nam pokolenie które obsłuży każdy komputer, ale umrze z głodu nawet mając hektar pola i krowę - bo o polu nie będzie wiedzieć nic, a krowę będzie ciągnąć za ogon, żeby mleka dała.
    Pozdrawiam sałatkowo... M.

    OdpowiedzUsuń
  33. To prawda. Wielu ludzi już nie ma się od kogo nauczyć uprawy różnych nawet najprostszych roślin. Ale ja mam takie marzenie, żeby sobie może już w przyszłym roku zrobić grządkę na warzywa i zioła, albo chociaż na zioła.
    Tylko od psa muszę ogrodzić, bo podlewanego przez niego jednak bym nie chciała jeść :).
    Najdziwniejsze jest właśnie to, co nie opłaca się bezrobotnym...
    pozdrowienia serdeczne Klarko!

    OdpowiedzUsuń
  34. Lawenda u mnie też padła. Niestety. Ale ona pada nie dlatego, ze za zimno. W końcu sadzimy odmiany u nas wyhodowane. Ona zwykle pada dlatego, ze ma zbyt ciężka i za kwaśną ziemię. Na ciężką ziemię jest sposób przed sadzeniem - wykopać większy dołek niż trzeba, zmieszać trochę ziemi z piaskiem i w tę mieszankę ja posadzić. Natomiast na za kwaśną jest wapnowanie. Można zwapnować w dowolnym momencie. Najlepiej wapnem nawozowym, jeszcze lepiej kreda nawozową. Wapno w 25 kilogramowych jest. Podsypać po dwie garście pod krzaczek i przegrzebać z glebą. Jeżeli masz grządki to też je dobrze zwapnować raz na jakiś czas (parę lat, max.4), zwykle ziemia jest zbyt kwaśna i stąd te porażki ogrodnicze. Kwaśna glebe lubią iglaki i borówki oraz różaneczniki. reszta w zasadzie nie.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz