niedziela, 12 lutego 2012

przepowiednie się spełniają

Nikt się nie dał nabrać, nikt! Czyli znacie rachmistrza dobrze i wiecie, że kto jak kto, ale Waldemar  nie śpiewał dla swej ukochanej "Nothing's gonna change my love for you". Niestety, przykro mi. Nie, żeby nie śpiewał. Śpiewał ale coś innego a nawet tańczył, naśladując oryginalny układ choreograficzny. Tańczył wokół stołu jednocześnie się rozbierając  a Iwona stała  nie wiedząc co robić, bo z kuchni dochodziło złowieszcze strzelanie, kot siedział na najwyższej półce drąc się bo koty strzelania się boją a Waldemar tańczył, coraz bardziej roznamiętniony.
Możecie wyłączyć głośniki, ale zwróćcie koniecznie uwagę na taniec, bo tak będzie łatwiej sobie wyobrazić to, co się działo później.

Z garnka na kuchni strzeliło ostatni raz ziemniaczaną breją, która spadając, trafiła do patelni z olejem rzepakowym. Olej zapłonął w momencie, gdy Waldemar ściągnął z siebie spodnie i rzucił je scenicznym gestem prosto w ręce Iwony. Przytomna kobieta złapała je i rzuciła się na płonącą patelnię, dusząc ogień. W ten sposób ugasiła pożar, ale  należało jeszcze ostudzić  napalonego Waldemara bo wycie czujnika dymu sprowadziło pod dom strażacki wóz. Kiedy wreszcie udało się im pozbyć dymu i smrodu, w mieszkaniu było lodowato. Wskoczyli więc pod kołdrę, by się ogrzać i tak się grzali i grzali, aż wreszcie zgłodnieli. Waldemar pocieszał swoją ukochaną mówiąc, że nie ma czego żałować, bo zapomniał posolić ziemniaki więc i tak by im nie smakowały.  Wszystkie cztery kotlety wylądowały wraz z patelnią i spodniami na śmietniku.
Jak cztery? Były trzy! Ten czwarty to był telefon, który wypadł z kieszeni dżinsów w czasie akcji gaśniczej. Wypadł prosto do oleju rzepakowego i nawet nie zadzwonił ostatni raz tylko się od razu usmażył.
Wreszcie postanowili zrobić to, co wszyscy normalni ludzie robią, kiedy są głodni. Zadzwonili po pizzę i kiedy czekali, Waldemar raz jeszcze odtańczył swój taniec. Możecie sobie włączyć jeszcze raz ale nie musicie. Tym razem nie rozbierał się bo już był rozebrany, a kiedy ktoś zapukał do drzwi, Iwona zawinęła się w szlafrok, wzięła torebkę i poszła otworzyć. Torebkę wzięła bo tam miała pieniądze, nie dlatego, że się bała, że ktoś  będzie grzebał i grał w węża na telefonie.
Nareszcie! 
Nie, to nie były słowa Blondyny na widok chłopaka z pizzą. 
Przed drzwiami stał mąż Iwony, który tym właśnie okrzykiem ją przywitał. 

Kiedyś, dawno temu, Waldemar położył się na torach tramwajowych w celach samobójczych i uratował go mąż Blondyny, wypowiadając prorocze słowa: Trzeba twardym być, życie jest jak tęcza, raz czarne, raz białe, jeszcze kiedyś i dla ciebie zawyje strażacka syrena w ogniu miłości.

23 komentarze:

  1. no to się porobiło hahahah :)


    pozdrowienia dla jutrzejszego solenizanta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahhaha, niezła wpadka :) A piosnka suuuper :D. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. rany kota, alez mu Klarko nieszczesc na glowe nazwalalas... za co ta krwawa zemsta?:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojejku, ale się działo!!!
    A pizzę zjedli we troje?

    OdpowiedzUsuń
  5. Normalnie żal mi Waldemara!!
    Buźka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale zobacz, on jest taki matoł a Iwonka i tak z nim jest, bo on ją wielbi i cały czas jej mówi, że jest najpiękniejsza na świecie i wszystko mu się w niej podoba

      Usuń
  6. Mała Blondyneczka nanananana hahaha, ja nie mogę... Klarko, gdzie ty takie rzeczy wynajdujesz, o matko zaraz pęknę na pół :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. potrzebowałam dokładnie tego kawałka, jak znalazłam to się potem wszystko samo poskładało, jak w puzzlach, szukasz, szukasz, a potem jeden kawałek i gotowe.

      Usuń
  7. hi,hi...super...ale piosnkinie ma..nie wyświetla mi się...zajrze później

    OdpowiedzUsuń
  8. No i mąż zaśpiewał w progu /w tym samym gatunku muzyki/:
    "żono moja ,serce moje-nie ma takich jak nas dwoje,
    bo ja kocham oczy twoje do szaleństwa ,do wieczora"- bez komentarza ,pozdrawiam:))maria I

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mamy scenariusz, tylko szukać producanta:D

      Usuń
  9. Jak nic Waldemar podglądał moje zajęcia z ZUMBY
    Haneczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to muszą być fantastyczne zajęcia, można się zapisać?

      Usuń
  10. w te,atycze gotowania będzie komentarz:)
    UWAGA! Nieżle namieszałaś w ich gsrnku miłóści:) i ten były mąż, no super, a no i jeszcze piosenka, nareszcie wiem jak wyglądda Iwonka :) też bym się za nią obejrzał, a Waldi, no cóż wymiata :)
    Liton_R

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czekam na więcej !
      ^^

      Usuń
  11. No i fajnie :-)))
    Akcja się rozkręca ...
    Co to będzie dalej ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pytam czytelników, czy pisać dalej i nie jest to kokieteria bo zdaję sobie sprawę z niedorzeczności i absurdalności tej historii, poza tym ponoć jak się autor śmieje podczas pisania to czytelników ta historia nie bawi, a ja zobaczyłam Waldemara w tańcu to się śmiałam jak nie wiem co.

      Usuń
  12. smażenie powietrzem! cud miód malina!!!
    poza tym czuję, że mój M. będzie musiał taki taniec uskutecznić w celach wiadomych, bo bez tego ani rusz... tylko spodni takich nie ma a to element dość wazny w choreografii...

    OdpowiedzUsuń
  13. No i masz....Na scenie zespół taneczno-goluśki i sami znajomi aspiranci....
    Naprędce skombinowany występ. Tuż przed. w tym czasie socjolog obserwuje publikę.
    Nieco ekshibicjonistyczni. Tym bardziej ja się lata bez gatek drogami. Nieprawdaż? Czy to na potrzeby melioracji?
    PS Chrońmy dzieci przed takimi niespodzianymi widokami.
    IGA

    OdpowiedzUsuń
  14. drugi raz słucham tej piosenki, czy obyy nie za dużo??
    apeluję do władz bloga, aby ogłosić to nieformalnym hitem blogosfery si!
    lopton_R

    OdpowiedzUsuń
  15. taniec Waldiego uzależnia :)
    ^^

    OdpowiedzUsuń
  16. wybacz Klarko, ale hit "blondynecka" musiał wylądować na f po prostu, niech się ludzie dowiedzą jak można fikać będąć zakochanym :)
    lipron_R

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz