wtorek, 19 kwietnia 2016

podglądanie

Nie pamiętam o wszechobecnych kamerach. Może nie mam nic do ukrycia, może myślę o czymś innym i co mnie obchodzą kamery. A są wszędzie. Niedawno starsza pani żaliła się, że kierowca nie zatrzymał się choć widział, że już dobiegała do przystanku a za chwilę stał na czerwonym więc mógł jej otworzyć. Nie mógł, straciłby pracę, tak nie wolno robić i koniec. 
Jesteśmy podglądani w środkach komunikacji, w urzędach, sklepach i na ulicach. I sami podglądamy. Ileż razy proszę znajomych - tylko pamiętajcie, nie chcę być na zdjęciach w internecie! Bo każdy ma w telefonie kamerę i nie wiadomo kiedy nagranie czy zdjęcia trafią na portale społecznościowe. 
Wolę oglądać świat własnymi oczami, aparat mi przeszkadza, nie umiem przeżywać uroczystości z telefonem w rękach, jak się zachwycam czymś i wzruszam to zostaje mi to w pamięci na zawsze. 
Nie ja jedna. Znam blogerki które przyjeżdżają do nas a telefony zostawiają w hotelowym pokoju i nie mamy wspólnego zdjęcia, mamy za to więcej czasu dla siebie. 
Czasem patrzę sobie na krakowskie kamery i myślę - ile razy tam stałam czekając na tramwaj, ile razy tamtędy szłam. Chodziłam tam i z powrotem gadając przez telefon. Jadłam precla. 
Jeśli ktoś ma ochotę popatrzeć jak pracują budowlańcy to proszę klik

35 komentarzy:

  1. Daj znać jak będziesz tamtędy przechodziła to Ci pomacham przez monitor :) Ja mam w pracy kamerę za plecami, przez pierwsdzy tydzień mi przeszkadzła, a później przestałam ją zauważać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to tak nie działa, to Ty przechodząc tamtędy możesz machać innym
      a po co w biurze macie kamerki, aaaaaaa!

      Usuń
    2. My mamy cipy w palcu. :/

      Usuń
    3. Teoretycznie dla bezpieczeństwa - mam u siebie szufladę z gotówką więc po to żeby widzieć (w razie jakichś braków w kasie) czy i kto pieniądze wyjmował. Raz nawet mi się to przydało, bo szef zapłacił za kartony 1200 zł i zapomniał mi powiedzieć.

      Usuń
  2. Piekny Krakow. :)))
    To co z tymi kamerami? Unikac miejsc publicznych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na Grodzkiej to już nie będę taka swobodna jak do tej pory, patrzę na tych ludzi i jednak łatwo można rozpoznać znajomego,
      albo się kiedyś umówię w południe i będę machać!

      Usuń
    2. Umow sie, umow.
      Ja takie sesje uskuteczniam od dziesiatek lat. Jak tylko pierwsza kamera sie pokozala. Macham jak guupia konczynami, prezentuje nowe ciuchy, nowa fryzure, nowego znajomego... za darmo, latwo. Za granicom daje znac, zem byla i ze sie mam dobrze.
      Daj znac na to machanie Twoje na Grodzkiej. :D

      Usuń
  3. Popatrzyłam sobie....
    ale znajomego nikogo ;(

    OdpowiedzUsuń
  4. w kraju w którym mieszkam, nie ma za duzo kamer, w każdy razie jest ich o wiele mniej niz w Polsce
    mało tego, w aucie nie można mieć kamerki, prawo zabrania naruszać prywatności osób trzecich
    nawet google street miało ogromne kłopoty, żeby móc pokazywać Lux, dopiero 1,5 roku istnieje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a moja sąsiadeczka została uwieczniona przez google street koło domu ale chyba o tym nie wie

      Usuń
    2. a mój znajomy jest i wie!
      widział przejeżdżający samochód
      wystawił się do zdjęcia i jest:))

      kiedyś widziałam takie auto, trudno go nie zauważyc:)

      Usuń
    3. Dudi jest uwieczniony jak sobie wychodzi z klatki schodowej. :D

      Usuń
  5. A później Klarka mówi do Krzyśka: jadę na spotkanie z blogerką, a Krzysiek klik klik i podgląda i notuje... i mu wychodzi: to już trzecia blogerka z wąsami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kraków jest mały i nawet jak się umawiam w katakumbach (piwnica trzy piętra w dół) to i tak się jakaś gęba znajoma trafi, tak że tego.. ;)

      Usuń
  6. A ja lubię podglądać bociany w gnieździe, np. o tu:
    http://bociany-online.pl/ albo tu:
    http://bocianybolec.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja Was............ hehehe

      Usuń
    2. mam zaklejoną kamerkę w laptopie i nie ma podglądania!

      Usuń
    3. na każde zaklejenie jest odklejenie!!

      Usuń
  7. i niejako ciebie też podglądamy przychodząc tu :) a ta kamerka z linku jest bardzo wyrąźna wiec jak nasęponą razą będziesz czekaćna trawaj to mi pomachaj :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nas kiedyś złapała kamera gogle :) Widać nas jak idziemy z Sanczem, Milą w wózku i Kocurem :) A ja mam odrosty, więc się nie przyznaję :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jedna malutka kamerka :):)
    Times Square w NYC ma ich chyba ze 7, a Okolice plazy i portu w Fort Lauderdale sa upstrzone niezliczona iloscia.
    Dzieki za krakowskie namiary.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja tam się nie chowam... Ładnemu nie wstyd! 😃

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja sąsiadka podglądała swego syna gdy był z żoną i dziećmi w Paryżu, gdy tam cumowali na przystani turystycznych barek. A ja na stronie schroniska, w którym na zimowisku była moja córka z rodziną też odnalazłam taką możliwość, ale do głowy mi nie przyszło by siedzieć przy kompie i ich poszukiwać.
    Kilka lat temu można było zostać niemal zawodowym podglądaczem obrazu z londyńskich
    miejskich kamer i gdyby się zauważyło coś niepokojącego, jakieś zakłócenie porządku, to należało natychmiast połączyć się z podanym telefonem alarmowym. Wiele nie płacili, ale znam kilka osób, które w ten sposób u nas, nie wychodząc z domu, dorabiały.
    Na moim osiedlu też są zamontowane kamery i tak naprawdę mało mnie to boli.Niestety jest ich niewiele, a osiedle spore, więc wiele miejsc jest poza okiem kamer.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o jesooooo....
      jak sobie pomyslę,że moja teściowa by mnie podglądała....

      chociaż może przyszłoby jej wczesniej do głowy, że jej syn mnie kocha? :pp

      Usuń
  12. Klaruś - ja nie mam tak ostrego zdania chociaż ze względu na na swój wygląd powinenem sie domagać zlikwidowania kamerek.

    OdpowiedzUsuń
  13. A mnie kiedyś własny mąż uświadomił, że na Kolnej (dla niewtajemniczonych-basen w Krakowie) kamery są w... szatni! Bynajmniej nie tej, w której zostawiasz buty czy kurtkę, tylko w tej, w której się z ciuchów przebierasz... Bo przecież są dwie kabiny - przebieralnie, więc się możesz tam zamknąć i kostium zdjąć, wytrzeć się, ubrać, a nie tak przy szafce stać i innych gorszyć, no! To przecież normalne, że innym babom nie można swojego nagiego ciała ni skraweczka pokazać, bo to nieprzyzwoite przecież! A jak taka bezwstydna jesteś i uważasz, że w końcu wszystkie mamy to samo (co najwyżej w różnych ilościach), to teraz cierp katusze na myśl, kto cię i kiedy oglądał. I czy już to wrzucił do sieci, czy jeszcze nie... :-D

    OdpowiedzUsuń
  14. Okropne. Ale na co zień to człowiek się nad tym nie zastanawia i chodzi sobie po mieście spokojnie.
    Są takie programy, w których można obejrzeć sobie np. swój dom, zrobić sobie wirtualny spacer po wsi. Znalazłam tam właśnie mój dom, a przed bramą stało moje autko. Potem znalazłam w mieście dom mojej mamy, a tam, na podwórku stało... moje autko.:)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja jak G. G. powyżej. Wieś i moja chata na jej szarym końcu, ale diabli wiedzą. Może na wierzbie, może na kasztanowcu, a ja jak ta Zosia w bieliźnie...

    OdpowiedzUsuń
  16. pracowałem pod okiem kamer prawie dwadzieścia lat. Tylko w szatni i łazience ich nie było. Teraz pełno ich w miastach, sklepach czy na ulicach - może i są instalowane w dobrej wierze i dla naszego bezpieczeństwa a nie inwigilacji. Na pewno ktoś obrabia te obrazy i wyciąga wnioski - kiedyś, ustępując miejsca karetce pogotowia, wjechałem na czerwonym świetle na skrzyżowanie i mignął flesz fotoradaru. Mandatu nie dostałem - pewnie ktoś przeanalizował również obraz z kamer w tym czasie i miejscu.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz