wtorek, 4 czerwca 2013

o kotku i złotej rybce

Historia jest najprawdziwsza choć niestety niektóre, mam nadzieję, że nie najważniejsze momenty, umknęły mi nieco z powodu wybuchów radości spotęgowanych  najlepszym na świecie winem porzeczkowym produkcji Kneź Dymion. Bo niestety było tak - opowiadający  chwilami wpadał w  najprawdziwszą rozpacz a słuchacze, nie ma co ukrywać, ryczeli z uciechy.

Miałem złotą rybkę w baniaczku. Cudów nie robiła i życzeń nie spełniała, taka normalna była ale lubiłem ją. Jak wstawałem rano do pracy to najpierw do niej, tak się patrzyła na mnie, ogonkiem machała a ja jej tego jedzonka sypałem i dopiero szedłem robić herbatę. No wiecie, człowiek się przywiązuje do takich rzeczy.
Idę pewnego poranka i patrzę do baniaka a jej nie ma. Nie mogła się schować do kąta bo to baniak okrągły to gdzie? Rozglądam się wokół i co? Na podłodze leży tylko kupka łusek. To jak to, wyskoczyła i się oskrobała czy zmienia skórę? To gdzie jest?

A tu z góry słyszę tylko takie mlask mlask. No i wszystko jasne. Siedzi na półce i tylko łapy oblizuje i się patrzy na mnie. Jak mnie żal chwycił za serce na taką bezczelność, jak złapałem za te kłaki i won przez okno bez zastanowienia.
Wyleciał jak z procy a mnie coś ręki nie chce puścić. Tak się zamachnąłem nieszczęśliwie,  że poszło na szybę pół dłoni i obcięło jak nożem. Krew się leje, nie ma się co zastanawiać tylko trzeba to zawijać w jaką szmatę i jechać do szycia!

Zebrałem się, schodzę na dół a tam to wredne jeszcze mi się o nogę ociera, żeby mu choć kłak spadł z tego futra jak leciał z okna to nie, nic się dziadowi nie stało a ja mam pół ręki urżnięte.

Tu chciałam stanąć w obronie kociego rodu i łagodnym głosem powiedzieć – wiesz, on cię chciał przeprosić w ten sposób.  Ale niestety, nie czarujmy się, nie wszędzie da się rżnąc głupa, tu znawców kotów było więcej.
- Zaznaczył cię skurczybyk na koniec!

I teraz do brzegu. Wino szumiało w głowie, Józek opowiadał trzymając na kolanach kota, kot mruczał, od czasu do czasu przebierał łapami i wbijał w Józka spodnie pazury na znak, że nic się nie stało. Człowiek ze zwierzęciem osiągnęli to porozumienie, które zapewnia więcej niż polubienie się nawet wówczas, gdy się o tym nie mówi.  A potem poszłam spać.


No co, białe myszki można widywać a kotów nie? 

79 komentarzy:

  1. "Ryczeli z uciechy" to nader delikatny eufemizm...:)) Ja tchu złapać nie umiałem, a śmiałżem się tak, żem się koniec końców zląkł, że mi brzuszysko odpadnie...:) Bóg Zapłać za przypomnienie...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na samo wspomnienie śmieję się na głos, ech, więcej takich chwil, gdy można tak nieskrępowanie się śmiać do bólu przepony

      Usuń
    2. Strata by była niezmierna i to kolejna przez tego skurczybyka - Wachmistrz bez brzucha to gorzej jak ułan bez lancy.

      Usuń
    3. Straty potencjalne mnożąc: gdzież bym wtedy Twoje smakołyki mieścił, hę? :)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    4. W jukach? :)

      Usuń
    5. A cóż mi tam po nich? :)

      Usuń
    6. ja jeszcze przywieziony zapasik mam, zamierzam zachować jak relikwię, jak mi kto wyżłopie to oj oj będzie wojna albo coś

      Usuń
    7. Taaa, raz na tydzień będziesz wąchać, żeby na dłużej starczyło?

      Usuń
    8. w juki to łuki, a łupy w troki... a koty to dranie som, jak dzieci

      Usuń
    9. Kneź Strasznie Okrutny4 czerwca 2013 22:12

      Dillbercie, pomyliły Ci się łubia i sajdak z jukami - a w troki to dupę się zbiera, za przeproszeniem :D

      Usuń
    10. a Waligórski i rycerze? "łuki w juki a łupy brać w troki , hajda na koń okażemy się godni epoki..... itd"

      Usuń
    11. Toż Licentia_poetica to była, a tu w troki flaszy nie wsadzisz, no bo i jak? Nosz tylko bukłaczek w juki, gdzie z resztą i wg Wachmistrza marnować się będzie. :)

      Usuń
    12. flaszę trokami można przytroczyć do pasa by była na pod orędziu

      Usuń
    13. Trzeba by Wachmistrza zapytać, czy aby czego nie otłucze taka "zabawka" na troku? :P

      Usuń
  2. Doobre :-D
    I ty chcesz odpoczywać kobieto. Po co? Toz jesteś w świetnej formie.
    Całuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale wiesz, blog to rozrywka a ja powinnam orać albo coś

      Usuń
  3. Myszki... A mnie tylko wiewiórki latały przed oczyma...
    Buziol dla Józiów i Koty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. okazuje się, że połowy opowieści nie zapamiętałam

      Usuń
    2. Ha, dobrze, że pół! Siedząc obok, nie słyszałam nic, prócz tego rechotu czasem! Józka to tylko jak do śpiewów dołaczał...

      Usuń
  4. weselnapiekarka4 czerwca 2013 17:56

    Rybka to tylko rybka ,a kot to jest KTOŚ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jest z tymi facetami - zapierają się, że kotów nie lubią a widać całkiem co innego

      Usuń
  5. widać kotu to była rybka...co zjada:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a może jej nie zeżarł tylko jakoś uciekła, o!

      Usuń
    2. prawdopodobnie pomagał jej przy wylince, a ona potem ze wstydu gdzies się taka gola schowała i się zgubiła

      Usuń
    3. schowaj na nasz przyjazd!:))

      Usuń
  6. Kneź Strasznie Okrutny4 czerwca 2013 18:30

    A przepraszam, Józek jeszcze opowiadał jak skurczybyk zdechł i on go delikatnie zawinął w poszewkę, i wsadził do pudełka, i z satysfakcją zakopał pół metra pod ziemią. A wszystko dla kochanej żony, która nie wiedzieć czemu bestię hołubiła. I Józek opowiadał jak zakopywał bestię, żona chlipała, Klarka dopytywała czy aby on tego pchlarza żywcem nie zakopał, a wszyscy podziwiali dobroć Józka, który był gotów do największych poświęceń dla całości rodziny, na dowód czego bliznę oglądaliśmy ogromną. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kneź Strasznie Okrutny4 czerwca 2013 18:34

      A, zanim zdechł to Józek był z nim nawet u weterynarza, który mu zaglądał (skurczybykowi nie Józkowi)z przodu i z tyłu i nic nie pomógł, chociaż kasę za zastrzyk wziął, a ten skurczybyk i tak zdechł.

      Usuń
    2. a chciałam go ożywić przez wyparcie!
      tak, teraz sobie przypominam, historia była znacznie dłuższa i nie kończyła się dobrze:(
      o koniu nie wspomnę:D
      nie ma emotek, nie ma śmiechu:D

      Usuń
    3. Kneź Strasznie Okrutny4 czerwca 2013 18:47

      Jak nie ma emotek? Jest na koniec 18:30 - a pod spodem już była niepotrzebna ;)

      Usuń
  7. No ale co z ręką oberżniętą?
    Koniec historii to był dla wielbicieli kotów a nie dla wielbicieli medycyny, heh ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałaś mi, że się sposobię do posta o kocie, pół roku już :)

      Usuń
    2. specjalnie dla Ciebie napiszę w skrócie o innej ręce, zranionej o dyszel. Ranny pojechał na pogotowie a tam padło pytanie o okoliczności wypadku na co nieszczęśnik odparł zgodnie z prawdą - biłem konia.

      Usuń
  8. chętnie bym się tego wina napiła :)))
    a historia przednia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pierwszy raz w życiu piłam tak znakomite, zawsze trafiałam na za kwaśne, za słodkie, za..niedobre po prostu. To było idealne.

      Usuń
    2. O, trafiałaś na wiele, co wg Ciebie było eksperymentalne - jako to np. jajka o dziwnie podejrzanym wyglądzie - dziwne że przeżyłaś. :P

      Usuń
    3. Jak to się stało, że ja tych jajek nie jadłam?! Najpierw nie było, a potem nie było!

      Usuń
    4. Język Ci uschnie! Były do samego końca, bo Watra pytała czy może resztę komuś zapakować. Cały czas były, a Klarka się nawet o nich wyraziła i musieliśmy jej tłumaczyć, że tam nie ma żadnych "eksperymentów", bo wszystko jest wielokrotnie sprawdzone i bezpieczne.

      Usuń
    5. To czemu je chowaliście przede mną? :D

      Usuń
    6. Kneź Strasznie Głodny :)4 czerwca 2013 22:50

      Żebyś nie wciągnęła za dużo :P

      Usuń
    7. Babo, bo to było tak - gdzieś z jadalni usłyszałam tekst - kto ma ochotę na jajka po chińsku? No, i wszystko jasne, mnie się to skojarzyło z jajkami moczonymi w solance i zakopanymi w ziemi na rok i tak się właśnie wyraziłam niefortunnie, że boję się eksperymentów kulinarnych. Strach ma wielkie oczy a to były normalne jajka tylko kolor miały marmurkowy, ale tekst o eksperymentach padł i przepadło.

      Usuń
  9. ale to co? on tego kota przez szybę??? do piekarnika trza było, przecież koty na cztery zawsze spadają ::))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do piekarnika nie wkłada się ani kotów ani dzieci bo brudzą szybkę, należy grilować

      Usuń
  10. Takie klocki tylko czlowiekowi moga sie zdarzyc i wydarzyc, bo zawsze do czegos lub kogos sie przywiazuje, a z tego przywiazania, to tylko same klopoty predzej czy pozniej /smiech/
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak właściwie to wszystko dobrze się skończyło dla kota oczywiście :-)))

    OdpowiedzUsuń
  12. O rany Józek - nic nie wiedziałam, bo spałam - udało mi się pomimo dobiegających z pobliża gromkich reakcji na tę opowieść w oryginale :)
    Klarko - notka wybuchowa od salw śmiechu. Na przyszły rok ani chwili nie wyprzedzę spaczy, a winko Kneziowe będę przyswajać z Tobą, bo też cenię jego znakomitość. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hirko, Ty to się zawsze musisz gdzieś zawieruszyć - na I Watrowisku ominęły Cię "mrówkowe atrakcje", a teraz kocie ;)

      Usuń
    2. usiłowaliśmy cały czas zachować powagę i ciszę ale jak, pytam się, jak?

      Usuń
  13. jak się ma łańcuch pokarmowy w domu, należy uważać :))

    OdpowiedzUsuń
  14. Dlugo bez pisania wytrzymalas!

    OdpowiedzUsuń
  15. Na Mazurach mieliśmy fantastyczną kotkę Lolę. Mam ją na fotkach. I jak wracałem z ryb to mi rybki z miski ginęły. Myślałem, że kradli mi je turyści po sąsiedzku. Ale okazało się, że to Lola!
    To była fanatastyczna kotka. Zachowywała się trochę jak pies. Chodziła tak za mną. Ale to nie dla mnie tylko dla moich rybek:)
    Pozdrawiam z pochmurnej 100licy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. To wino musiało być wzmacniane.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co też Antoni za herezje opowiada! A toż by Dreptakowi ręka uschła abo i co innego, jakby wino chrzcił!

      Usuń
    2. Antoni - wino może i wzmacniane bywa, ale nie w czarodziejskiej enklawie Dreptakowej piwniczki - przecież "nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go...". Niespiesznie, magicznie, niepowtarzalnie... Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Nie miałem nic złego na myśli bo Dreptaka nie znam, ale pozdrawiam oczywiście.

      Usuń
    4. Antoni - :)Pozdrawiam :)

      Usuń
    5. Antoni, czuję, że i Ty w tym towarzystwie bawiłbyś się znakomicie

      Usuń
  17. Morał taki- nie podnoś łapy na kota, bo ci uschnie, odleci itp... Kawka zaliczona, Klarka też (Boże jak to brzmi!!!) Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kneź Strasznie Okrutny5 czerwca 2013 09:53

      E tam, zaraz uschnie - raczej zakop kota pół metra pod ziemią i dobrze przyklep, bo skurczybyk wyjdzie i stracisz rękę! :D

      Usuń
    2. z kota można zrobić kisiel, zakopujesz tak by ogon wystawał nad ziemię po tygodniu do 2 obrywasz ogon i wysysasz zawartość

      Usuń
  18. Łojejuuuu...,
    Pracową przerwę spędzam z kawką i kanapką i koniecznie blogową lekturą.
    Dziś zaglądam do Klarki, czytam, czytam, i coś tak podobnie jak u nas było ?. To nawet nie podobnie, tylko pod koniec czytania już jasne, że to u nas tak było !:D
    Pyszne porzeczkowe troszkę nie tyle opowieść ubarwiło, co połączyło kilka w jedną :)
    A Wam po cichu zdradzę, że ta złota rybka, to była już trzecia zeżarta przez kota. Dwie pierwsze dziwnie "znikały",brak w słoju uzupełniałam, rybka wyglądała jak wciąż ta sama ;), no ale za trzecim razem kot bezczelnie zadrwił z Jożina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. błagam, musisz mi kiedyś opowiedzieć o tych podmianach:D ja bym się udusiła ze śmiechu w takich okolicznościach

      Usuń
  19. No, nie wiem. Koty maja podobno 7 żyć...bałabym się...:D Magda

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobrze, że mam kota i psa a nie mam złotej rybki na pożarcie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie udało mi się pozbyć akwarium

      Usuń
    2. Jak to udało? Puściłaś je z Wisłą?

      Usuń
    3. puściłam za pięć stówek:D

      Usuń
  21. Witam.Koty mają specyficzny dar wyjadania tego co zakazane.Małam kiedyś kota,wspaniałego rudzielca.Tak miał opracowany włam do lodówki,że strach było coś jadalnego zostawiać:)Rybki mi nie zjadł,ale 2 papugi i owszem.Lubię Klarko Twoje pisanie:)Pozdrawiam Albert Ro:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miło Cię widzieć, czy to Ty masz ten słodki blog?

      Usuń
  22. Teraz i ja rżę, mimo braku kniaziowego wina :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Dobrze że nie mam rybek......ale polują na ptaszki!!!!Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ciekaw jestem, co by sie stało, gdyby tak biała myszka dostała kota albo, jeszcze gorzej - dopadł ją kac?!!!
    ukłony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fobię mam, na widok myszy drę się wniebogłosy, wolę nawet nie wiedzieć, choć koty przynoszą mi takie prezenty w pyskach że aaaaaaaa!

      Usuń
  25. Ciekawe, czy ta nieszczęsna ręka już (połowicznie) na straty!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jest źle, widziałam, elegancko zagojona

      Usuń
  26. No to sie uśmiałam, opowieść pyszna ,ale i komentaże także

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz