wtorek, 24 kwietnia 2012

akcja "trucie kotów"

Brzmi to dość makabrycznie, ale nazwa jest dość trafna, bo przecież wystarczy trochę więcej tego leku i otruje się nie tylko lokator. Piszę tutaj bo będzie szybciej niż odpisywać kolejno. Nie ma się co łudzić, jak koty spędzają czas na zewnątrz, piorą się z innymi kotami, żreją co upolują to są narażone na mnóstwo pasożytów. Wieloletnie doświadczenie nauczyło mnie, co dla nich będzie najlepsze. Raz tylko jeden z moich kotów miał obrożę i po tym, jak powiesił się na siatce powiedziałam - nigdy więcej. Cienki drucik wsunął się pod obrożę i kot zawisł, nie mogąc się uwolnić. Na szczęście byłam w domu i wszystko dobrze się skończyło. Psy za to nosiły te obroże z dobrym skutkiem, choć Bobas każdą obrożę najbardziej lubił nosić w zębach, to był pies o wąskim łbie i olbrzymim karku i każdą obrożę sobie ściągał. 
Krople na kark się sprawdzają jeśli zwierzę nie biega zbyt często po zaroślach. Spryskuję moje koty dość często preparatem zwalczającym i kleszcze, i pchły. Kupiłam duże opakowanie i jest spokój. Nie ukrywam, że biorę pod uwagę cenę - te preparaty w pipetkach są naprawdę drogie a wystarczają zaledwie na miesiąc.
Kto raz widział kota ze świerzbem albo z glistami (wiem, nie przy śniadaniu, ale musiałam nazwać rzecz po imieniu) to zrozumie, że terminu "trucia" pilnuję niczym kalendarza szczepień. Kiedyś rozmawiałam z pewnym gospodarzem, właścicielem świń, krów i koni, a także psów i kotów. I choć tłumaczyłam, że tabletka kosztuje tyle, co paczka papierosów, tylko się śmiał. Bo co to taki kot - trzy, cztery lata i po kocie, będzie następny, kto by się przejmował.
Skoro w okolicy jest pełno zarobaczonych kotów to swoje muszę pilnować i dlatego stosuję preparaty, które uznałam za najbardziej optymalne.  Stosujemy dość drogie tabletki, ale są malutkie, kot zjada jak chrupkę i na trzy miesiące jest spokój. To znaczy spokój jest na drugi dzień, bo one chyba mają skutki uboczne, wczoraj koty były pobudzone, goniły jeden drugiego w kółko koło domu a duży tarzał się w rowie jak jaki menel. 


25 komentarzy:

  1. No co, tabletka goni robale, to i kota łaskocze ;) Ty byś nie szalała? Ani się podrapać, ani nic :D
    Nasze nie wychodzą, więc nie odrobaczamy szczególnie regularnie, ale też trzeba, w końcu na butach można bógwico przynieść, a koty lubią się w nich wylegiwać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Źródłem robaków są również muchy, ćmy i inne owady na które koty domowe uwielbiają polować.
      Taka ćma może sporo larw przywlec do domu.

      ALEF

      Usuń
    2. jakby mi w brzuchu podrygiwały półmetrowe tasiemce to na pewno bym latała koło domu jak wściekła:D:D na pewno!

      Usuń
  2. To bardzo ważna czynność, to trucie kotów, fajnie że o tym piszesz;-))Pozdrawiam;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odnośnie obroży napisze jeszcze o takim przypadku u teściów; kot rósł, a obroża nie. Nikt nie zauważył, bo kot powsinoga i wrosła się w skórę. Kiedy się spostrzegli był już kot pokaleczony. Okropna sprawa, wiem, bo odpinałam tę obrożę. Za to kot mnie kochał do końca życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jak to tak? oni tego kota nawet nie głaskali? bo jakby głaskali to by zauważyli. Ech:( co za brak odpowiedzialności

      Usuń
    2. Nie w każdym domu koty się kocha, Klarko! Na wsi często kot jest by myszy łapał, a jak nie ten to inny. Ale że ja do głaskania pierwsza i do kotów tez to odkryłam, co się dzieje, trzy minuty i po sprawie. ;)Kot był świetny i po tym zdarzeniu łaził za nami wszędzie, był też już pieszczony, bo ja nauczyłam mojego męża co się robi z kotami:D Niestety, rozrabiaka kot był i marnie skończył :(

      Usuń
  4. Ja kupuję w pipetkach ale rozmiar XXL i dzielę strzykawką. A pipetkę zgrzewam i jest na następny raz. Polecam bo dużo taniej wychodzi zwłaszcza jak się ma więcej futrzaków:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robię dokładnie to samo, z tym że nie zgrzewam pipetki bo akurat cała idzie na moje sierści. A w zeszłym roku udawało mi się pipetki Frontline XXL kupować na allegro po ok 11 zeta. Bo im się termin ważności chyba za 4 miesiące kończył :)

      Usuń
    2. po frontline przyniosły kleszcze po tygodniu, na dodatek Zbójca czochrał się o wszystko, tarzał w trawie, piasku, nie dało rady

      Usuń
  5. Mój to się do mnie nie odzywa przez pełne piętnaście minut po takim truciu, a przecież to tylko jak głaśnięcie po karku. Nie wiem czy tutaj są pipetki, ja używam jednorazowych maluśkich tubeczek, na robaki w środku raz na 3-4 miesiące, na robaki na zewnątrz raz na 6 tygodni. Zimą może rzadziej, bo mniej tego w powietrzu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie u mnie to nie wystarczy, przynosiły kleszcze po tygodniu

      Usuń
  6. I my jutro z Kazikiem jedziemy na detoks:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaziu, trzymaj się, nie oddawaj łatwo futra;)

      Usuń
  7. Wiosna , to i trucie.
    Ja tez się szykuję :-)
    Koty nie wiedzą ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja odtruwam psa tabletkami od weterynarza, duże są paskudy ale w kiełbasce przechodzą bez problemów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje psy też łykały tabsy bez oporów, sypałam do miseczki trochę kocich granulek, do tego tabletki i pies zjadał wszystko w kilka sekund!

      Usuń
  9. Mam znajomych, którzy mają kota i twierdzą, że wraz z kotem również ludzie się powinni odrobaczać (i tak właśnie robią - jedna tabletka dla kota i po jednej dla nich).
    Spotkaliście się z takim poglądem?

    ALEF

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znam ludzi, którzy odrobaczają się co roku choć uważam, że ludzki organizm sam daje sobie radę z pewnymi sprawami i nie ma co przesadzać, przecież te leki to trucizna, a objawy robaczyc są dość jednoznaczne, dopiero gdyby mi się zdarzyło jakieś zarażenie to pójdę do lekarza, profilaktycznie nie zamierzam się truć.

      Usuń
    2. dodam jeszcze, że ludzkie tabletki to jednak nie to samo, bo należy pamiętać o masie ciała i innym niz koci układzie pokarmowym.

      Usuń
  10. A ja nawiąże do kwestii obróżki i sprzedam wam mój patent na obroże, testowane na moich sierściuchach przez ostatnie 2 lata.
    Wiadomo, że jak kot ma obrożę to widać że czyjś, szczególnie na wiosce.
    1. idziesz do pasmanterii i kupujesz gumę krawiecką (2-4 zł za metr, wszystkie kolory tęczy)
    2. Łapiesz kota (najlepiej swojego :P)
    3. Mierzysz obwód szyi sierściucha + dodajesz przestrzeń "na dwa palce"
    4. odcinasz taką długość gumy i zszywasz robiąc obróżkę (gumy oczywiście nierozciągniętej)
    5. Łapiesz obrażonego już kota i lekko rozciągając wkładasz mu tam gdzie powinna być (często to jest szyja, ale czasami jest tak obrażony że masz ochotę włożyć mu gdzie indziej)
    6. Opcjonalnie możesz pod spodem obróżki doszyć mu fragment obroży przeciwpchelnej ( z doświadczenia mogę powiedzieć ze 1/4 tego wynalazku już zabezpiecza kota przed lokatorami).
    Obróżka nie spada kotu jak się drapie lub bawi, a w razie zahaczenia o gałązkę itp już leciutki naciąg sprawia że kot bez problemu wyciąga z niej łepek. Kot jest bezpieczny, widać że czyjś, i można mu zmieniać kolory do woli po koszcie rzędu 50 groszy
    Mimizu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ja jednak myślę że to straszne, że w Polsce ludzie wciąż muszą kombinować. U nas bezpieczne obróżki to standard, innych nie ma, kot nie jest w stanie się udusić, bo albo mają wszytą gumkę albo tak zwany safe clip, czyli zatrzask który sam się odpina gdy tylko obróżka napotka opór. Osobiście wolę z gumką bo z klipem to mój już ze cztery zgubił.

      Usuń
    2. Iwono
      Ależ są takie, ale przy kotach nadaktwnych podwórkowo, bywały dni że gubiły je 2 razy dziennie, bo przy drapaniu potrafiły się rozpinać. W drugą stronę zdarzały się taki że prawie musiałam udusić kota żeby rozpiąć. Po stracie około 15 w 2 tygodnie (a to było nie było 150 zł), zrezygnowałam.
      Mimizu

      Usuń

Twój komentarz