wtorek, 15 maja 2018

groźna woźna pisze

Każda mama pragnie, aby jej dziecko miało jak najlepiej. Kiedy maluch idzie do szkoły, musi nauczyć się dbać o swoje rzeczy. Przebierać się w szatni, zmieniać buty, nosić plecak. Mama rano zawozi do szkoły i odbiera swoją pociechę po południu. Czasem zastępuje ją ktoś inny - tata dziecka, babcia, dziadek, zawsze ktoś upoważniony.
W każdej szkole jest regulamin. W każdej szkole na drzwiach lub w innym widocznym miejscu wisi informacja - co musi zrobić opiekun aby dziecko odebrać, kiedy może chodzić po szkole a kiedy nie, które wejście w jakich godzinach jest otwarte.
W mojej poprzedniej pracy dzieci były dowożone pod drzwi szkoły a odbierane w holu przy wejściu głównym. Wejścia strzegł recepcjonista, brama była zamknięta i każdy wchodzący na teren szkoły był obserwowany przez kamery.  Już od piętnastej w sieni kamienicy  gromadziły się  nianie, opiekunki i kierowcy i wyglądało to jak spotkanie towarzyskie. Opiekunowie ze względów bezpieczeństwa nie mogli wchodzić na teren szkoły i tego nie robili.
W każdej szkole jest podobnie bo najważniejszą sprawą jest bezpieczeństwo dziecka. Personel nie ma możliwości poznać wszystkich rodziców i opiekunów, dlatego jest wszędzie rejestracja - jeśli ktoś odbiera dziecko wcześniej to musi je wypisać w miejscu do tego przeznaczonym. Rodzice czasem uważają, że mogą chodzić po całym budynku kiedy chcą. Nie mogą. Na spotkanie z wychowawcą lub z dyrekcją trzeba się umówić. Nauczyciel ma bardzo wiele spraw na głowie, w czasie przerwy ma dyżur na korytarzu, jest odpowiedzialny za całą klasę i nie może wyjść i poświęcić rodzicowi "tylko dwie minutki". Dlatego nie dziwcie się, że drzwi szkoły są zamknięte a personel ma obowiązek pilnować, aby nikt obcy nie chodził po obiekcie. I to nie tylko w czasie zajęć, po lekcjach również. Przychodzi do szkoły obca osoba i mówi, że dziecko czegoś zapomniało z szatni, z klasy, z korytarza, i chce tego poszukać. Ale ja nie wiem kim ta osoba jest, nie mam upoważnienia do legitymowania. Jeśli mam wyraźny zakaz wpuszczania obcych do budynku to nie mogę otworzyć drzwi. Różni ludzie się kręcą. Może ktoś chce sprawdzić, gdzie rozmieszczone są kamery bo ma złe zamiary?
Uprowadzenia wcale nie są takie rzadkie.
Jeśli w szkolnym regulaminie wyraźnie określone jest miejsce, gdzie odbiera się dzieci, to niechże opiekun nie forsuje krat i zamków w szatni. Kiedyś jedna z pań rzuciła mi ze złością - nic pani nie ukradnę! Ja tam nie wierzę w takie deklaracje;)). Żartuję, nie chodzi o to, czy ona coś ukradnie czy nie.
Mam takie pytanie do rodziców, którzy koniecznie chcą wchodzić do szatni do boksu, pomagać dzieciom zmieniać buciki, zakładać kurteczkę. Czy kiedyś pomyśleliście, jak się w tym czują inne dzieci? Bo one wszystkie przebierają się w tym samym czasie i obecność obcej dorosłej osoby w boksie  nie jest komfortową sytuacją. Czy na pewno chcecie, aby wasza córeczka zmieniała koszulkę przy tacie albo wujku koleżanki?
Dla jednych tatuś dla innych obcy pan, pamiętajcie o tym.

Najważniejsze są dzieci.  Szkoła nie dzieli ich na córeczki i syneczków, wszystkie są tak samo ważne, wszystkie mają prawo do spokoju, nic nie powinno zaburzyć ich poczucia bezpieczeństwa i poszanowania ich intymności.






24 komentarze:

  1. No nie wiem... Mam mieszane uczucia ....
    Marcowy Zając.

    OdpowiedzUsuń
  2. Znowu nasz rację ( naprawdę jakieś warsztaty że zdrowego rozsądku zorganizuj). Oprócz bezpieczeństwa dzieci ważna jest także nauka samodzielności. Dzieci w grupie rówieśników zachowują się zupełnie inaczej i nawet jeśli w domu proszą żeby im pomóc się ubrać to w szkole nie dość że robią to same to jeszcze nadadzą tempo żeby nie marnować czasu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jest prawda, ze kiedys tego nie bylo ;) jednak wychowaly sie pokolenia bez kamer, zakazow i mam mieszane uczucia...

    OdpowiedzUsuń
  4. Och jak ja zazdroszczę dzieciom i rodzicom waszej szkoły! U nas regulamin pewnie gdzieś tam jest -we wrześniu ubiegłego roku jeszcze nie było-dopiero się pisał, a później kto by to szukał, jak już przecież wszystko się działo umownie. Niestety w naszej szkole nie ma tak, że szkoła jest otwarta tylko w wyznaczonych godzinach. Wejścia i brama otwarta jest cały czas, a w określonych porach (godzinę przed rozpoczęciem zajęć i 15 minut po skończeniu lekcji) otwarte jest wejście dla pierwszoklasistów w pozostałych porach jest zamykane, i to całe zabezpieczenie, czyli żadne! Po prostu nigdy jeszcze nie zdarzyło się widocznie nic złego i stąd ten brak wyobraźni. Kamery owszem są, ale nie wiem czy ktoś siedzi i patrzy w nie cały czas,wątpię, a do szkoły można wejść o każdej porze i nikt nie pyta kim jesteś. Owszem idąc od głównego wejścia trzeba przejść obok pokoiku woźnych, gdzie drzwi są zazwyczaj otwarte i panie wyłapują spacerowiczów ale one przecież nie siedzą tam cały czas, (a jakby tak mopem jedna z drugą zdzieliła to może by bez potrzeby nie pałętali, a już zwłaszcza jak widzę jak jeden czy drugi rodzic paraduje przez świeżo umytą mokrą podłogę środkiem korytarza), ale jest jeszcze boczne wejście, którym wchodzi się bardzo niepostrzeżenie. Nie mamy recepcji, dzieci odprowadza się (te małe z tymi większymi raczej nikt do środka szkoły nie przychodzi) do szkoły, część rodziców niestety włazi do szatni, i wcale im nie przeszkadza, że przecież przebierają się tam obce dzieci. To samo jest u nas z odbieraniem dzieci- nie ma żadnego problemu aby dziecko odebrał ktokolwiek. W Myślę że ludzie odbierają każdy zakaz przeciwko sobie i stąd nerwy, a przecież te zakazy o ograniczenia są dla bezpieczeństwa naszych dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  5. Boh! Ale szkoła!
    Ta, w której pracowałam, też ma kamery. Służą do tego, by kontrolować, czy sprzątaczki przypadkiem gdzieś nie przysiadły na minutkę.Bo kradzieży pieniędzy z plecaka dziecka już nie zarejestrowały.

    OdpowiedzUsuń
  6. czegoś nie pojmuję...wszak to szkoła a nie przedszkole i taki 6-7-latek nie potrzebuje pomocy w ubieraniu się. Po co ma się rodzic pętać po szkole?
    Po swoje dzieciaki podjeżdżałam pod szkołę (można było wjechać za bramę) i czekałam w samochodzie, aż wyjdą. Tuśka w tej chwili puszcza tak Pańcia do przedszkola, że idzie sam do budynku, sam się rozbiera; odbiera już idąc po niego, bo wiadomo, że w przedszkolu dzieci odbierają opiekunowie.
    Czasy się zmieniły, to fakt, ale bez przesady, nie można na każdym kroku wyręczać dzieci i ograniczać ich samodzielność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roksanko, uwierz mi że rodzice przychodzą do samych klas (kl 1-3) po dzieci i pomagają się ubierać, wiążą buty, zakładają rękawiczki itd

      Usuń
    2. ależ wierzę, tylko że nie pojmuję. Sama zasugerowałam niedawno jednej matce, że chyba już czas na puszczenie dziecka (trzecia klasa) samego do szkoły, kiedy tę szkołę widać z okna, jest chodnik, ulica nie taka ruchliwa, a nie o zgrozo, wozić go autem w tę i z powrotem.
      Moje dzieciaki miały ponad 3km, nawoziłam ich się, ale z ulgą witałam czas, kiedy wsiadały na rower i jechały same :)Fakt, były już wtedy starsze i miały zdany egzamin na kartę rowerową :)

      Usuń
    3. Moja siostra jest taką mamą która wozi i "wozić będzie" :D a ja nie mam serca żeby dziecko tak daleko rowerem jeździło :pp

      Usuń
  7. Kiedy mój syn poszedł do szkoły, to był wyszkolony w "samoobsłudze" - zakładanie butów, kurtki, więc nie wchodziłam z nim do szatni. A w szatni kłębił się tłum dzieciaków, mam, babć, tatusiów..., którzy zmieniali odzież swoim dzieciakom. Kiedy na zebraniu zapytałam, czy nie można by po prostu pożegnać się z dzieciakami przed szatnią, to popatrzono na mnie, jak na kosmitkę i udano, że pytania nie było... Młody jest w pierwszej klasie, a sytuacja w szatni bez zmian. Mam ochotę wrzeszczeć: Kiedy, do jasnej Anielki, macie zamiar nauczyć dzieci samodzielności??!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Klarko, jak ja bym chciała żeby moja szkoła taka była! U nas rodzice mogą kręcić się po szkole do woli. Szukać szaliczkow, buciczkow, siedzieć i hałasować (tak, hałasować!) pod drzwiami klasy w trakcie zajęć, łazić po stołówce i sprawdzać czy cały kotlecik zjedzony, zaglądać przez okna na parterze, chodzić na skargę do pani dyrektor że nauczyciel nie chciał poświęcić "minutki" w trakcie zajęć itp.itd... Marzy mi się by było jak u Ciebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam że u nas szkoła podzielona na 3 budynki i niezbyt duża więc panie woźne ogarniają w mig dzieci ich rodziców. Po tygodniu- dwóch wiedzą kto po kogo przychodzi

      Usuń
  9. Przestaję ogarniać aktualną rzeczywistość i w sumie cieszę się, że większa część życia upłynęła mi w czasach bezkamerkowych i w patologicznym, z dzisiejszego punktu widzenia, otoczeniu- puszczającym dzieci na dwór i do szkoły samopas :-)Rozumiem nieuchronność zmian, nie marzę o powrocie do jaskiń i na drzewa, ale i tak żal mi dzisiejszych dzieciaków i ich zestresowanych rodziców, o nauczycielach (i woźnych !) już nie wspominając.

    OdpowiedzUsuń
  10. Klarka jak zwykle w punkt. Szkoda, że nie wdzwszy odrobili lekcję ze zdrowego rozsądku 😉.
    Ale niestety nie wszędzie jest to tak dobrze zorganizowane . ..

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nie do końca zrozumiałam z tym przebieraniem, bo chyba tylko buty zmieniają i ewentualnie zimą to wiadomo, że kurtka, czapka, rękawiczki... Ale rodzice są teraz okropni, gorsi niż dzieci. A chcieliby, żeby jednocześnie pilnować ich małych skarbów, ale żeby oni to mogli wleźć wszędzie i zawsze....

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobrze napisałaś. Niestety zawsze znajdzie się ktoś kto widzi dziurę w całym, na kogo regulamin działa jak płachta na byka, kto uważa, że dziecku nie należy się szacunek i zaufanie. Ktoś dla kogo przemarsz w ubłoconych butach po szkole to nic takiego, ot ktoś to umył, ktoś znowu umyje. Wszysto zasadza się na zrozumieniu i szacunku dla innych, dla czyjejś pracy. No, a jak to często bywa? Pytanie retoryczne, przecież wiemy, znamy, widzieliśmy...
    Marytka

    OdpowiedzUsuń
  13. Ech, na szczęście miałam szkołę tak blisko, że mama nie musiała po mnie do niej przychodzić, a później, jak przeszłam do innej, byłam już na tyle "duża", że mogłam sama do niej chodzić. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  14. maskakropka215 maja 2018 19:25

    Podpisuję się pod każdym Twoim słowem!
    W gimnazjum, w którym pracowałam, każdy obcy przed wejściem na szkolny korytarz musiał wpisać się do zeszytu wejść, a jak już wszedł to musiał nosić na szyi identyfikator z napisem "Gość".
    Nad wszystkim czuwała niezastąpiona pani Krysia. :)
    Pozdrawiam!��

    OdpowiedzUsuń
  15. Szkoda, że ludzie nie mają wyobraźni i wpychają się na siłę w miejsca, gdzie ich być nie powinno. Żal patrzeć, jak nie rozumieją zwykłych reguł, dla dobra dzieci, ich dzieci przecież też stworzonych.

    OdpowiedzUsuń
  16. W zasadzie rodzic krotko monitoruje swoje dziecko, bo gdy skończy ono 7 lat, prawnie może samo wracać do domu.
    Czy ja się mylę, czy coś zmieniło się w tym kontekście? 😉
    W takim razie nie pojmuję tych rodzicielskich nalotów na szkole. Dlaczego rodzice nie pozwalają dorosnąć swoim dzieciom? 😋
    Pozdrowienia dla groźnej pani woznej 😎

    OdpowiedzUsuń
  17. W każdej szkole funkcjonuje od lat takie przekonanie i stereotyp, że jak nie ma dyrektora, to się idze do woźnej, wszak pamiętacie powiedzenie woźnej: "Ja i pan dyrektor nic o tym nie wiemy". A tak na poważnie- w każdj szkole są jakieś przepisy i warto je wcielaćw życie. Może na radach z rodzicami, żeby je znali nie utrudniali pracy wożnej, która ma wystrczająco dużo pracy.W obecnych czasach trzeba wiedzieć, kto jest w szkole. Nie wpuszczać obcych- kto jest obcym? Woźna nie musi znać rodzców, dla niej to są osoby obce i bardzo dobrze, że nie wpuszcza obcych.Korek 115

    OdpowiedzUsuń
  18. Poszłam do 1 klasy na początku lat 60. Położenie szkoły znałam doskonale z samodzielnych wędrówek po okolicy, więc nie pozwoliłam odprowadzać się mamie, bo to byłby wstyd. Zresztą chodziła nas do tej szkoły (około 800 m) cała gromada z jednego podwórka. Pamiętam wyśmiewanie z koleżanki przyprowadzanej i odprowadzanej do szkoły przez babcię.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja bylam dzieckiem niesmialym i bojazliwym, ale sama z siebie, w II klasie powiedzialam babci, zeby mnie nie odprowadzala do szkoly, bo bylo mi glupio przed kolegami. ;)

    W szkole Potworkow funkcjonuje to troche inaczej. Wiekszosc dzieci przyjezdza autobusami. Te przywozone autem, wysadzane sa przed drzwiami szkoly, ale rodzic wejsc nie moze. Jesli musi udac sie po cos do sekretariatu, musi u portiera wpisac sie w ksiege gosci i przykleic naklejke z oznaczeniem "wizytor". Wszystkie boczne wejscia sa zamkniete. Przy odbieraniu dzieci jest podobnie. Rodzice czekaja na dworze. Dzieci sa wypuszczane jesli nauczyciele widza upowazniona osobe. W sumie to czapki z glow, ze pamietaja rodzicow lub opiekunow kilkuset dzieciakow. Jesli zjawi sie ktos obcy, musi sie wylegitymowac. Jesli nie ma go na liscie, nie wydadza mu dziecka. Rodzicom nie wolno bez zapowiedzi przychodzic do nauczycieli. Jesli ktos chce sie skonsultowac, musi umowic sie mailowo i przyjsc po zajeciach.
    Dlatego tez juz od zerowki dzieci musza byc samodzielne, umiec same ubrac i zapiac kurtke (butow sie tu nie zmienia), rozpakowac przekaski oraz lunch, pilnowac swoich rzeczy, czyli przeczytac wlasne imie, bo wszystko jest podpisane, itd. Juz od przedszkola bardzo uczula sie rodzicow co do samodzielnosci potomstwa.

    OdpowiedzUsuń
  20. W przedszkolu jest zamek, panie widzą, kto naciska na dzwonek i wpuszczają (czy nie wpuszczają, to nie wiem, mnie się nie zdarzyło, chyba, że drzwi się zacięły). I naprawdę jestem za, sama pilnuję, by te drzwi były domknięte, by nikt niepowołany nie wszedł. Można wejść do szatni, potem do drzwi jednej z sal, już bez butów i tyle. Na rozmowę dłuższą trzeba się umówić, chyba, ze akurat jest ich na tyle (rano zawsze jest jedna pani, bo mało dzieci, to im nawet nie ma co głowy zawracać). W szkole też jest zamek i pani woźna, strażnik bezpieczeństwa.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz