niedziela, 17 grudnia 2017

Bajeczka dydaktyczna

Na samej górze choinki na małych gałązeczkach umocowane były dwa aniołki. Wyglądały na stare i podniszczone.
Mamo, może w końcu je wyrzucimy – zaproponowała Dorotka, której od kilku lat marzył się całkiem inny styl, nie ten kicz. Tu aniołki, tam szydełkowa bombka (bańka, dziecko, u nas się mówi bańka) a wszystko to na drzewku przyniesionym w ostatni dzień przed Wigilią.
Czemu tak zostawiacie ubieranie choinki na ostatnią chwilę? W innych domach mają to z głowy już od tygodnia! – marudziła.
W innych mają a u nas nie, nie musimy być jak inni – spokojnie odparła Marzena, matka Dorotki.  Rozkładaj córeczko talerze i pamiętaj o dodatkowym nakryciu – dodała.
Oj mamo, po co, i tak będzie ciasno, przecież te puste talerze tylko zajmują miejsce!
Jak skończysz to przyjdź do kuchni, pomożesz mi lepić pierogi – Marzena wygładziła obrus i wyszła.
Krążki pierogowego ciasta leżały na części stolnicy, tuż obok  pierogi przykryte ścierką czekały na gotowanie. Kobiety siedziały przy stole, połączone tą samą pracą.
Matka patrzyła na jasną, pochyloną głowę córki i westchnęła. Boże, jak ja ją kocham – pomyślała.
Co tak mamusiu moja wzdychasz? – Dorotka spojrzała na matkę i uśmiechnęła się.
„Mamusiu moja” – to był ich szyfr pełen czułości. Dziewczyna mówiła tak do Marzeny w wyjątkowych chwilach. Zaczęło się to w przedszkolu, gdy dziecko przybiegało do szatni z taką radością jakby się nie widziały od tygodni, i krzyczało uszczęśliwione – mamusiu moja, moja!
- Powiem ci o tych aniołkach, chyba że nie chcesz.
- Powiedz, chyba że nie chcesz.
Wiesz dobrze, że babcia Marylka nie jest twoją biologiczną babcią, nigdy tego nie ukrywaliśmy i dla ciebie nie ma to raczej znaczenia,  innej babci przecież nie znasz. Tę historię opowiedział mi twój dziadek a mój tata.
Pierwsza żona dziadka Michała, czyli moja mama była taka piękna, taka jasnowłosa jak ty córeczko. I taka radosna. Nie jest chyba możliwe, abym ją pamiętała, byłam za mała, te opowieści to pamięć innych. A kiedy dziadek Michał znów się ożenił, nikt w rodzinie już nie opowiadał o jego pierwszej żonie bo przecież Marylce byłoby przykro.
To były lata siedemdziesiąte.  Wiele pań prawie wcale nie chodziło do poradni dla kobiet.  W czasie ciąży kilka razy do kontroli i to wszystko.  Albo i to nie.  Aborcja była w zasadzie na życzenie. Wystarczyło powiedzieć lekarzowi, że nie chce się mieć dziecka z przyczyn ekonomicznych. Poronieniami też się nie przejmowali za bardzo. W rodzinach kilkoro dzieci to była norma.
Babcia miała trudności  i poroniła trzy razy z rzędu. Lekarz wreszcie powiedział, że to się może źle skończyć ale babcia bardzo chciała być matką. Wreszcie po wielu staraniach zaszła w ciążę i urodziłam się ja. Moja mama była bardzo szczęśliwa. Postanowiła, że każdego roku będzie dla swojego dziecka czyli dla mnie  kupować aniołka na choinkę. Dziadek się śmiał, że kiedy dorosnę, tych aniołków będzie na choince zatrzęsienie. A jest tylko dwa.
W tamtych czasach nie było ratunku. Teraz by pewnie żyła.

 Dlatego moja kochana córeczko, tak bardzo pilnuję badań. A to puste miejsce przy stole przypomina nam  tych, których już nie ma wśród nas. 

35 komentarzy:

  1. Dla jednego grat, dla drugiego najpiękniejsza pamiątka.
    Dla jednego durna tradycja, dla drugiego symbol.

    Ważne, że da się wytłumaczyć, powiedzieć, zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak widać, bajka dydaktyczna też może być urocza.

    OdpowiedzUsuń
  3. U moich rodziców też jest taka choinka. Nie zamieniłabym jej na żadną inną supernowoczesna. Każda bombka to mała historia z dzieciństwa. Choć część poobijana i wzorek starty ale muszą wisieć co roku. Wzruszyło mnie Twoje opowiadanie i przywołało wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  4. pięknie napisałaś...jak zawsze zresztą.
    wzruszyłam się.

    OdpowiedzUsuń
  5. piękna opowieść... wzruszyłam się ...

    OdpowiedzUsuń
  6. W życiu tak właśnie jest - to, co dla jednych cenną pamiątką, dla innych niechcianym gadżetem...
    A gdy opowiedzieć genealogię takiej pamiątki, wtedy wszystko nabiera innego znaczenia.

    Wesołych Świąt! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na mojej choince też jest kilka takich poniszczonych czasem baniek.Myszka którą dostałam od sąsiadki gdy wprowadziliśmy się z rodzicami do nowego mieszkania tuż przed świętami.Miałam wtedy 4 latka a dziś 44.Jest ptaszek którego mama zdjęła ze swojej choinki i dała mojemu małemu synkowi na jego choinkę.Mamy już nie ma a ptaszek jest.Są tez bańki samochodziki malowane ręcznie przez mojego synka.Tradycja i pamięć to coś czego nie można kupić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie lubię się tak płaczliwie wzruszać. A dydaktycznie też podziałało, należę do tych, co omijają wszelkich lekarzy szerokim łukiem. Dentysty nie, bo widać.
    Nowe postanowienie nowroroczne dopisałam do listy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam na myśli to, że jednak się wzruszyłam i to do szczypania oczu:)

      Usuń
  9. U nas była taka ciocia,którą nazywaliśmy w rodzinie "bombka" lub "bomba".Miała niesamowite poczucie humoru i oszukiwania "na wesoło".Jak niewielki figiel,to bombka,jak większy,to bomba.Teraz mi się przypomniało o Niej jak rozmawiacie o "bombkach" tutaj na choince.A pamiętacie jak Laskowik ze Smoleniem rozmawiali też o nich.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna opowieść a w niej zawarte ważne przesłanie i też pewne wartości...

    OdpowiedzUsuń
  11. Klarko jak zwykle...mądrze!z przesłaniem i za to uwielbiam zaglądać do Ciebie :-) aaa...i o kotach do świąt coś by się zdało napisać...przeczytać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Po prostu piekne!
    I kolejny raz stwierdzam : Klarko, jestes wielka!

    OdpowiedzUsuń
  13. Klarko,powiedz,dlaczego jesteś tak ŚLICZNA???

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytałam wczoraj, ale tak mnie trafiło, że nie umiałam znaleźć słów... Niektóre bombki na naszej choince mają już więcej lat niż ja, a historie z nimi związane powracają co roku kiedy je wieszamy. Ubywa miejsc przy stole wigilijnym, przybywa kolejna historia...
    Marytka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuje sie pod tymi słowami, Marytko:)

      Usuń
    2. :-)
      Marytka

      Usuń
  15. Wiesz co, nie zamierzałam tego robić, ale pojadę do domu rodzinnego i zabiorę te stare bombki, które są w kartonie na strychu, a które pamiętają jeszcze moich dziadków. Niestety nie zawsze dbanie o zdrowie i kontrolne wizyty u lekarzy zapobiegają płaczliwym wspomnieniom, niektórzy umierają w drodze do lekarza....

    OdpowiedzUsuń
  16. Poryczalam sie...
    "Mamusiu moja "...
    Klarko-uwielbiam Cie!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja tak jak Marytka, przeczytałam wczoraj i nie wiedziałam co napisać . Dzisiaj tez nie wiem ale zostawiam znak ze bardzo mnie ta opowieść wzruszyla

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie wiem co mogłabym dodać, piękne i smutne. I prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  19. trzeba pewnej dojrzałości, żeby wspomnienie osoby której nie ma nie sprawiała przykrości
    a zmarłych trzeba wspominać...

    nie ma kiczu tam, gdzie jest miłość

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten wpis dowodzi, że nasza miłośc do Ciebie nie jest bezpodstawna. Miłość to nie to co dziś /może gdzies tam jeszcze istnieje/.
    U mnie w domu też były bańki.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. To nie bajka... to pełna ciepła i z przesłąniem opowieść :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jaka smutna historia...szkoda ,że nie przeżyła ...

    OdpowiedzUsuń
  23. Pięknej choinki, pięknej czarem wspomnień i dawnych lat.

    OdpowiedzUsuń
  24. :) Nie potrafię nic napisać - dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  25. Piekna, wzruszajaca historia. Dziekuje Klarko:**

    OdpowiedzUsuń
  26. Pieknie. I sie wzruszylam... Dziekuje Klarko ♥

    OdpowiedzUsuń
  27. Piękna historia ! W moim domu jest wiele rzeczy, które mają swoją bardzo ciekawą historię, ale nie każda jest tak pouczająca jak Twoja. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Piękne, i takie prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz