sobota, 22 lipca 2017

22 lipca

Za komuny to było święto. Państwowe. Dzień wolny od pracy. Na wsi miało to znaczenie - jeśli ktoś pracował zawodowo to ten dzień mógł wykorzystać do pracy w polu, a był to czas żniw. Innym wolnym dniem był 1 maja i wtedy najczęściej sadziło się ziemniaki. Wieś nie chodziła na pochody i manifestacje, chyba że obowiązkowo ze sprawdzaniem listy obecności. Tak właśnie miałam w szkole.
Nie było wolnych sobót. Masz pojęcie - sobota była zwykłym roboczym dniem a potem nadchodziła niedziela, jeden jedyny wolny dzień w tygodniu. I to nie całkiem wolny bo rano trzeba było wstać, ogarnąć się i iść do kościoła, bez dyskusji. Budził nas znienawidzony radiowy  "hejnał pod kogutkiem", ojciec przy włączonym radiu golił się, układał fale na mokrych włosach a matka szykowała mu garnitur. Dziadek wyprowadzał ze stajni konia, niech sobie poskubie trawę, niech odpoczywa. Wszak to niedziela.
Ale wcześniej była sobota, a raczej sobotni wieczór, planowany przez cały tydzień. W szkole, w autobusie, w drodze, w domu.  Zabawa, dyskoteka, spotkanie z koleżankami, randki.
Matka oczywiście miała swoje zdanie i przeważnie brzmiało ono "nigdzie nie idziecie" albo "nigdzie nie idziecie dopóki wszystko nie będzie porobione". I nie było tłumaczenia, że na praktyce stałam cały dzień przy okienku bezustannie zapełniającym się brudnymi talerzami. Jak masz siłę iść hulać to i masz siłę aby umyć podłogę.
Młody organizm regeneruje się zadziwiająco szybko i sił wystarczyło i na pracę, i na zabawę. Jak wszystkie dziewczyny (to jest ponadczasowe, tak myślę) największy problem miałyśmy z odzieżą. Tu nie było miłości i troski siostrzanej, o, nie! Jedna drugiej podbierała kosmetyki i ciuchy Moda była litościwa, nosiło się wielkie, szerokie rzeczy i rozmiar nie miał znaczenia. Ile było przy tym kłótni. Matka się nie wtrącała choć dziwię się, że nie zwariowała. Sześć dziewczyn, sześć córek, każda inny charakter, inne potrzeby. Stancje, różne szkoły, dojazdy, wyjazdy, jakieś wakacyjne prace zarobkowe, chłopaki! Nie było telefonu. Jeśli dziecko nie przyjechało ostatnim autobusem to albo odwołali kurs i przyjdzie od pociągu po północy albo coś się stało. Babcia martwiła się bardziej, a może bardziej to okazywała. Chodziła niespokojna zaglądając w okno wychodzące na drogę, mieszała zupę stojącą na kuchni i mówiła co jakiś czas  przecież już powinna być, gdzie to dziecko jest. A tymczasem dziecko stało sto metrów od domu z chłopakiem.


Nie było internetu ani  telefonu, dlatego było mniej jednoczesnych zadań do załatwienia. Jedziesz do Tarnowa to odbierz mi buty od szewca. Polecenie proste, ale można było je wydać tylko ustnie. Wrócę później bo potrącił mnie autobus - tego komunikatu nie dało się przekazać bo jak, a zdarzyło się. Wyobrażasz sobie współcześnie taką sytuację? Wracasz ze szkoły, masz 15 lat, potrącił cię autobus i nikt z rodziny o tym nie wie, jest wieczór więc nikt się nie dowie, matka nie przyjedzie,  będziesz sama leżeć na noszach przed izbą przyjęć. Ech.  Takich i gorszych chwil było więcej.

Nie wspominam młodości szczęśliwie bo nie byłam szczęśliwa, to był trudny czas. Czas dorastania, czas buntu i szalonej odwagi. Decyzji i ponoszenia konsekwencji. Liczenia wyłącznie na siebie, bez parasola ochronnego.

I teraz nie wiem, czy to opublikować, czy może jak wiele innych notek schować do archiwum. Bo miało być zabawnie i lekko, weekendowo i ciepło.

Fajna sobota mnie czeka, spotkanie w ogrodzie przy grillu i winie. Lubię!







34 komentarze:

  1. jak sobie pomyślę, ile wartościowych notek leży w szufladzie to szlag mnie trafia!!

    ja trochę jak ty, ta młodość wcale nie była wymarzona, bo to cholernie trudny czas jest. I chłopaka nie miałam a inne koleżanki miały.

    dlatego nie chciałabym znowu być młoda teraz jest lepiej:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż zajrzałam do kokpitu - tu i na pierwszym w sumie 300 notek :o
      dużo, ale ja długo piszę

      Usuń
  2. Tez wychowałam się na wsi, ale byłam jedynaczką. Coś tam musiałam robić, głównie sprzątać swój pokój. No i do kościoła nie chodziłam, jako nastolatka już wcale, bo wcześniej zdarzały się takie zrywy, np na nabożeństwa majowe, ale to raczej towarzysko.
    W szkole średniej mieszkałam w internacie i jak chciałam zadzwonić do rodziców (a raczej do taty, bo miał telefon w pracy, a w domu nie było), to szłam na pocztę. A jak miałam 19 lat wybrałam się na żaglówkę z chłopakiem i jego znajomymi i rodzice przez cały ten czas nie mieli ze mną kontaktu, bo jak? A przecież którejś nocy na Śniardwach szalał sztorm, a my postanowiliśmy spać na wodzie, zabezpieczenie dwiema kotwicami. Nie wyobrażam sobie teraz - jednak potrzeba bycia w kontakcie, a zwłaszcza techniczna możliwość (albo to pierwsze na skutek drugiego) jest dziś chyba podstawowa wśród potrzeb. Myślę, że może nawet to już kolejny stopień w ewolucji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niedawno tłumaczyłam komuś, jak to było z tymi stancjami i internatami
      dziecko miało 14 lat i aby się uczyć musiało samo zamieszkać w innej miejscowości, to nie było łatwe

      Usuń
    2. To prawda. U nas było to tylko 18 kilometrów, niektórzy dojeżdżali, ale ja nie chciałam wstawać o piątej rano. W internacie było dość fajnie, a do rodziców wracałam na każdy łykend. Wtedy właśnie wprowadzono wolne soboty, więc wracałam w piątek po południu, a w poniedziałek rano tata mnie odwoził. Czyli całkiem bez rodziców były tylko trzy środkowe dni. Niektórzy się bali, że jako rozpieszczona jedynaczka będę tęsknić, ale nic takiego nigdy nie nastąpiło.
      To juz były wczesne lata 80. Moje starsze kuzynki były w takim internacie, z którego wolno było pojechać do domu raz w miesiącu. Wydawało mi się barbarzyńskie.

      Usuń
  3. Ja mam całkiem inne wspomnienia, ale każdy ma swoje...
    Zawsze mi się podobały wielodzietne rodziny , bo nas było tylko dwie :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. W 1973 roku były dwie wolne soboty w roku i to za odpracowaniem. Rok pózniej było ich już 6 w roku, a w 1975 było ich 12 w roku. Z czasem były wolne dwie soboty w miesiącu, potem trzy w miesiącu.Wszystkie wolne soboty nastąpiły dopiero w końcówce lat dziewięćdziesiątych i już bez odpracowywania ich, jak dotychczas.W szkole w soboty z reguły było zawsze w soboty tylko 5 lekcji.
    Zawsze dzieci mieszkające daleko od miast miały "pod górkę" do szkoły i jakoś się ta sytuacja nie zmienia mimo upływu lat i niewątpliwego postępu cywilizacyjnego. Widocznie problem dostępu do nauki jest poza cywilizacją;)
    Na pocieszenie - gdy mieszkasz w bardzo dużym mieście i z domu do pracy jezdzisz z jednego końca miasta na drugi to b.często tracisz na dojazdy w obie strony i 4 godziny dziennie, nawet przy dość sprawnym transporcie miejskim.
    Ostatnio odległość 6 km pokonywałam samochodem pół godziny, a tę samą odległość komunikacją miejską 50 minut.
    Na telefon w stolicy moja rodzina czekała 15 lat. Gdy po 9 latach czekania z mężem na mieszkanie wreszcie dostaliśmy klucze, to na telefon czekaliśmy 2 lata, choć całe osiedle już było "okablowane" w trakcie budowy.
    Komórki - świetny wynalazek. Ale nadal są miejsca, w których żaden operator nie ma zasięgu i to wcale nie dotyczy górskich dolin.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie soboty były już wolne od 1980 lub 1981 r.
      Anna

      Usuń
    2. Anno w Polsce na pewno nie

      Usuń
  5. A moja teściowa sadziła ziemniaki już zawsze w marcu, o! Na pierwszego maja to ogórki.
    Dobrze wspominam i swoje dzieciństwo, i późniejszy czas, choć ani idealny nie był i różnie się działo, to miałam poczucie szczęśliwości :) Nie permanentnej, ale jednak. No i telefon u nas był prawie od samego początku, czyli jak miałam 7 lat. Czasem na podsłuchu ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale ,jaka szuflada ,to jest normalne wspomnienie z minionego czasu, a kto mówi ,że nie jest ciepłe,tak też wspominam czas mojej młodości,przeciętnemu człowiekowi na pewno żyło się biedniej niż teraz , ale tak żyła większość.Internaty szkolne dalej są, mój wnuczek właśnie uczy się w takiej szkole średniej i mieszka w internacie ,120 km od domu.Jesteśmy z tego zadowoleni uczy się w szkole którą wybrał a przy tym uczy się samodzielności.Wiadomo,że dzisiaj jest dla rodziców łatwiej to znieść , kontakt z dzieckiem jest w każdej chwili.Ale mój wnuczek często prowokuje rozmowę jak się żyło kiedy ja byłam młoda i bardzo te opowieści go interesują, co nie znaczy ,że tak by chciał ale lubi słuchać.Klarko masz lekkie pióro więc nie odkładaj nic do szuflady, fajnie się ciebie czyta.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam nie podpisałam się.Krystyna

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja byłam jedynaczką. Żyłam w domu z rodzicami, dziadkami i dwoma ciotkami. Nie było innych dzieci poza mną, bo moja mama też była jedynaczką, a ciotki były bezdzietne. Wspaniale wspominam te czasy. byłam rozpieszczana i nic nie musiałam robić. Dom na wsi też był, bo rodzice kupili w górach i go remontowali.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zawsze mówię i mówić nie przestanę - nie ma to jak być jedynaczka. Nas było najpierw trzy, po kilkunastu latach urodził się brat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie zgadzam się bardzo
      mam brata
      i mam trójkę dzieci, które są ze sobą w fantastycznych relacjach

      Usuń
    2. Taa...jedynaki to dopiero mają fajnie :)) Cała uwaga rodziców skupia się tylko na nich, nigdzie się nie ukryją, żadnego brata, siostry i żadnego wykrętu, że to oni, coś tam zmalowali, a nie jedynak. Pozostaje zwalić winę na krasnoludki :))
      Marytka

      Usuń
    3. Pamiętam jedną rozmowę z kolegą, bliskim kolegą i już dojrzałym mężczyzna, bo ponad 50 letnim. Robert powiedział, że super być jedynakiem, bo z nikim nie musi żreć się o majątek po rodzicach:)... Nie ukrywam, zapowietrzyłam się:), bo sama mam 2 siostry i u nas takiego problemu nie było i nie ma, ale pamiętam zaskoczenie niektórych znajomych, którzy nie potrafili zrozumieć, że podarowałam siostrze udział w nieruchomości ( za darmo:))) ), a wartość była spora. Jak mogłaś??? Głupia jesteś??? Odwaliło Ci ??? No i potem miałam "przyjemność" być świadkiem wielu kłótni o tzw. majuntki... Rozumiem Roberta, który jest jedynakiem i ma jednego syna.

      Usuń
  10. Fajnie, że tak to napisałaś; po mojemu "zabawnie" znaczy nudziarsko. Mniej więcej.

    OdpowiedzUsuń
  11. Też mieszkałam w średniej szkole w internacie. A do domu w piątki wracałam okazją, bo nie było możliwości dostać się na autobus. W internacie było fajnie - ale to za wcześnie...Tak na prawdę chyba udawałam że jest mi fajnie. A sióstr zazdroszczę...
    Ella -5

    OdpowiedzUsuń
  12. Za moich czasów wszystkie soboty byly juz wolne.Do szkoły podstawowej jak i średniej miałam przysłowiowy rzut beretem.Mam 2 dużo starszych braci,wiec można powiedzieć,ze na swój sposób bylam jedynaczką.Strasznie kochałam swoją Mamę(już od paru m-cy ś.p)potrafiła opowiadać pięknie,czytała mi bajki.Zawsze jako dziecko czułam Jej niedosyt.Pracowala w biurze i często musiała zostawać po godzinach...Tato b.malo zarabial,wiec Ona stawała na uszach,zeby nam niczego nie brakowało.W soboty jeszcze byla ławnikiem w sądzie.Pamiętam jak do późnych godzin nocnych przepisywala na maszynie prace magisterskie.
    Owszem byl telefon w domu "zakladowy"-co za tym szlo,dużo dzwonilo znajomych i nietylko do naszych sąsiadów i musiałam biegac po mieszkaniach z informacją,że do "pana\pani jest telefon"...
    Wydawać by się moglo ze miałam super dzieciństwo...Nie do konca.Zawsze cierpialam na brak siostry...ZAWSZE...
    Ojciec zagladal do kieliszka...niestety..

    OdpowiedzUsuń
  13. To prawda z tym 22. Tego dnia ojciec zaprzęgał konie do kosiarki i szliśmy kosić i wiązać żyto. To zawsze oznaczało początek żniw, a 1 maja (jak i u Ciebie) sadziło się kartofle. Młodsze dzieci już od rana, a starsze po obowiązkowym (za nieobecność wyrzucali ze szkoły )pochodzie. Pracować lubiłam i lubię, ale jakiegokolwiek zniewolenia i ograniczenia wolności nie znoszę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Klarko,Twe imię to muzyka..Kocham Cię wściekle i okrutnie! Wiem,że chyba mnie skasujesz..Ale pamiętaj,że prawdziwej miłości nie kasuje się zwyczajnym kliknięciem..

    OdpowiedzUsuń
  15. Konik w niedzielę na ogrodzie :) jak u mojej Babci. Aż się ciepło na sercu zrobiło. Pamiętam bardzo ważną dyskotekę. Miał być ON. Od rana w rękach szyłam czarne spodnie z jakiegoś kawałka z szuflady i bluzkę z żółtego lureksu. Pięknie się układała w "wodę"/ "falę"? na dekolcie. Tylko mama miała nietęgą minę jak później zobaczyła, że pocięłam zapasową zasłonę. Na kolejne kilka dyskotek szlaban. W efekcie poprosił o chodzenie jedną taką małpę z równoległej klasy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to kij mu w oko!

      Usuń
  16. Jesteś cuuuudowna,chociaż chyba o tym nawet nie wiesz..No bo chyba tak to jest..że cudowne kobietki nie wiedzą..KOCHAM CIĘ!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Kochana Klarko..Pewnie myślisz,że to jakieś byle coś tam..NIE! Maleńka,tylko powiedz,a jutro już jestem u Twoich drzwi i pojedziemy hen daleko,gdzie tylko będziesz chciała..

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak łapczywie przeczytałam Twoje wspomnienia, obudziły wiele moich wspomnień. Co prawda, byłyśmy tylko dwie w domu, a nie sześć (!), może nie było aż tak wesoło, ale schemat naszej młodości - baardzo podobny, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Klarka milczy..Nie wiem,możejuż śpi?..A może wprowadziłem Ją w stan zanipokojenia,lęku..Maleńka,kochana,czy śpisz,czy cokolwiek robisz to pamiętaj,że gdzieś tam jest ktoś taki,kto przez Ciebie spać nie może,kto tylko po otwarciu kompa patrzy na Twą cudowną twarz i marzy..Marzenia jak ptaki fruwają po niebie..No co ja mam robić,urocza kobietko? No co? Chyba się zabiję,jeśli mnie nie powstrzymasz..Jest jeszcze inna możliwość..Że pojedziesz ze mną na kraniec świata,Maleńka..No widzisz,co narobiłaś?? No widzisz???

    OdpowiedzUsuń
  20. P.S..Nie tylko dziś,ale ZAWSZE Cię kocham!!!

    OdpowiedzUsuń
  21. Klarko,jesteś bezwzględnie i absolutnie uroczą kobietką!

    OdpowiedzUsuń
  22. Z taką kobietką to na śmierć i życie,na koniec świata..

    OdpowiedzUsuń
  23. Tamte czasy miały w sobie wiele zalet, ludzie więcej ze sobą rozmawiali, bo nie mieli social mediów. Ale i można było wylądować w szpitalu i nikogo nie móc powiadomić, jak piszesz. Tak więc nie ma co narzekać na czasy, trzeba z każdych wziąć, co najlepsze.
    Uściski Klarko!

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz