środa, 7 grudnia 2016

prosto z mostu

Możecie sobie od razu skojarzyć tego człowieka – można go zobaczyć w każdym zakątku Polski. Chyba że starannie omijamy ich nawet wzrokiem.

Ja zobaczyłam go w sobotę ale mógł to być również poniedziałek lub czwartek wczesnym popołudniem. Szedł niepewnie chodnikiem, niósł czarną reklamówkę z napisem „Boss”, jedno ucho torby było urwane. Zatrzymał się, pogmerał w kieszeni i wyjął papierosy. Zeszło mu dość długo. Zanim zapalił, minęli go wszyscy którzy właśnie wysiedli z autobusu.
Nawet w adwencie pije moczymorda wredna – rzuciła jedna z kobiet przechodząc na drugą stronę drogi.
Tymczasem pijak dalej gmerał w kurtce, wreszcie rozpiął spodnie i odwrócony tyłem do drogi palił i jednocześnie załatwiał się. Zmoczył nie tylko trawę i chodnik, oblał moczem również swoje buty i spodnie. Wyminęła go grupa nastolatków, któryś z nich głośno się śmiejąc zrobił zdjęcie.

Znam pijaka. Mieszka niedaleko, ma dzieci w wieku szkolnym. Być może zanim tatuś dotrze do domu, jego zdjęcie już będzie w Internecie.  A może nie. Tatusia nie stać na prezenty mikołajowe ale Mikołaj i tak przyjdzie, zadba o to szkoła i instytucje pomocowe. Dzieci niczemu nie winne.

Znałam takich pijaków będąc dzieckiem. Czasy były inne ale to zjawisko prawie wcale się nie zmieniło. Ojciec rodziny lazł przez wieś pijany a mieszkańcy z oburzeniem mówili – nawet w adwencie pije! Wódka była dużo droższa niż teraz a jednak pijak kupował butelkę i nie obchodziło go, czy dzieci mają buty na zimę.

Czasem pijak składał obietnicę – w poście i w adwencie nie palę i nie piję. Bohater! Jaki był z tej deklaracji dumny, tak, heroizm godny pochwały. I o dziwo, wytrzymywał. Lub nie. Jeśli nie wytrzymał, miał wytłumaczenie. Zawsze jakieś ważne. Kłopoty w pracy. Kanar go przydybał na jeździe bez biletu. Żona zamiast chodzić na palcach koło niego i podziwiać to darła mordę. Dzieci się biły i się zdenerwował, miał im wlać to wolał iść się napić. Zawsze coś, ktoś, on się starał.

Pijak ma opiekę – żona czy matka a czasem obydwie starają się, aby miał co zjeść, gdzie spać i w czym chodzić, dlatego żyje dość długo. Koło pięćdziesiątki nie pije już tak dużo jak dawniej, dorosłe dzieci wybaczyły lata wstydu i upokorzenia, wątroba powoli się regeneruje, zdeformowane charakterystyczne rysy twarzy łagodnieją, pijak miewa zawał i wystraszony rzuca palenie, zaczyna żyć prawie zwyczajnie, wódka już nie rządzi nim cały czas ale i tak dominuje.
 To takie zadziwiające – tak łatwo się zapomina złe uczynki. Pijacy chodzą dumni przechwalając się życiowymi sukcesami. Jakby zapomnieli, że ja tu mieszkam prawie trzydzieści lat i nie jestem ślepa i głucha.

Kiedy piszę tego rodzaju tekst, zawsze znajdzie się ktoś, kto upomni mnie – nie osądzaj, to choroba.
Trudno, jestem nietolerancyjna i nigdy nie będę hołubić pijaków, jestem wściekła na nich widząc, co robią swoim rodzinom. Jak można schlać się na ślubie własnego dziecka, pytam się? Jak można kraść pieniądze żonie, która sprząta w obcych domach zarabiając na żywność dla dzieci? Takie historie możecie znaleźć wśród moich opowieści na jednym i drugim blogu, są zmyślone i prawdziwe.
Dlatego kiedy pijak żegnając się mówi „co złe to nie ja” odpowiadam mu – a kto jak nie ty?



62 komentarze:

  1. Zgadzam sié z Tobą w 100%. Co do TEJ choroby też. I uważam, że "chory na alkoholizm" ma więcej uprawnień i opieki niż n.p. chory na raka....Może to brutalne, ale czasem tak to widzę. Cóż, pijak jest sam sobie winien (choć obarcza winą świat cały), a chory na raka ma tylko pecha...
    Oj, smutno się zrobiło....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dwa lata temu byłam w sanatorium, 100 m od naszego budynku było sanatorium dla pijaków, szumnie nazwane centrum zdrowia człowieka, pacjenci stamtąd łazili pijani i zaczepiali nas aż strach było wyjść na spacer

      Usuń
  2. Pijaństwo to nie choroba!!!!!To pozwolenie na chlanie!!!!!!Wolę pomagać zwierzątkom niż pijakowi bo takiego mi nie żal!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie też nie żal, ja go do picia nie zmuszam, jak jest chory to niech się leczy

      Usuń
    2. No i w końcu leczą go, biednego chorego, zabranego pijanego gdzieś z chodnika, jest przebadany gruntownie, bo przecież jest ciężko chory. A inni chorzy muszą czekać cierpliwie w kolejce do leczenia. Oglądam to niestety. I nie znoszę pijaków, sami sobie są winni ! Elżbieta

      Usuń
  3. Co ciekawe - pijany facet jest traktowany z wielką pobłażliwością, no bo co to za facet co nie pije? a że narąbany jak Marceli Szpak - oj tam, zdarzyło się! Natomiast pijana kobitka - no to już jest dramat, wszyscy po niej jadą, że łajdaczka, że kurwiszon, że pewno i złodziejka, że w ogóle to tylko ją zabić i pochować pod murem! Czemu tak się dzieje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedy pracowałam w knajpie, sala "pijacka" była pełna mężczyzn, kobiet towarzyszących mężczyznom w pijackich biesiadach w zasadzie nie było, sama jestem wychowana tak, że długo wstydziłam się kupować alkohol, to było coś niestosownego dla kobiety pójść do sklepu po butelkę wódki tak samo zresztą jak palić w miejscu publicznym.
      Szanująca się kobieta pewnych rzeczy nie robiła.



      Usuń
    2. Znowu ciekawy i kontrowersyjny temat - a też mocno oparty na stereotypach! A co do kobiet - to jak pokazują badania i mówią znajomi terapeuci - pije bardzo dużo, tylko styl picia inny - w ukryciu. Co niestety skutkuje tym, że czasami trudniej i im samym coś z tym zrobić (bo wstydzą się prosić o pomoc) i ich najbliższym. Dorota

      Usuń
  4. Ile razy czytam taki tekst, tyle razy się zastanawiam, jak nasze popijanie i dowcipy w tym typie wpływają na innych? Przecież ile razy się spotykamy, tyle razy organizujemy niezłą balangę! :)
    NAtomiast co do prpblemu alkoholików - tez miewam mieszane odczucia - bo w tej chorobie trzeba sięgnąć dna, żeby się odbić. Dla każdego to dno jest czymś innym. Dla jednego to będzie brak kontroli nad swoim zachowaniem, dla innego zejście z tego świata w stanie kompletnego zatrucia. Jedno jest pewne - brak akceptacji to jest silny środek nacisku - tylko że brak akceptacji i negacja, to nie jest to samo co pogarda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do tej pory spotkałam się tylko z jedną negatywną opinią na ten temat,
      a przecież sami kreujemy wizerunek bandy emerytów, którzy gromadzą się aby jeść i pić bez umiaru a jak jest naprawdę to wiedzą tylko uczestnicy

      Usuń
    2. O! Dawaj tego delikwenta tu! Już my go odsadzimy od czego trzeba!!! Jakich emerytów! Jakich emerytów!!! :D :D :D

      Usuń
    3. a może zwalimy wszystko na emerytów :D

      Usuń
  5. Człowiek ma wolną wolę, więc jeśli postanowił dgenerować się chlejąc ponad miarę, to trudno. Ale niech nie oczekuje pomocy tam, gdzie sam się umieścił. Najgorzej mają jego kobieta (no nie do końca wierzę w kobiecą intuicję) i dzieci. Dobroczyńcy miłujacy dzieci nienarodzone wolą nie zauważać dzieci pijaków. Pewną nadzieją są srogie zimy, gdy nawaleni zamarzają pod śniegiem, ale idzie globalne ocieplenie i skończą się dobre czasy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj, miło Cię widzieć
      coś w tym jest, kiedyś usiłowałam ratować przed zamarznięciem takiego śpiącego dzwoniąc do jego żony a kobieta stwierdziła - niech jeszcze trochę poleży to przetrzeźwieje!

      Usuń
  6. Klarka jak zwykle w sedno. Twoje posty ciężko mi komentować, żeby nie powielać tego co sama powiedziałaś. U mnie na wsi też są tacy, na szczęście mają już dorosłe dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i dorosły się wstydzi za ojca-pijaka :(

      Usuń
  7. Każdy z nas jest wybiórczo nietolerancyjny . Ja również nie mam krztyny zrozumienia dla pijaków. Za to do żarłoków to i owszem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja do zakochanych, rozumiem, że z miłości można robić najgłupsze głupoty

      Usuń
  8. Moj ojciec byl takim pijakiem, chociaz nie az takim jak opisu Klarki bo alkoholikiem raczej nie byl. Chociaz kto wie. Od lat ojciec juz nie pije, czasami z mama na spolke wypija piwo. Ala pamietam te chwile niepewnosci, kiedy mial wrocic z pracy a go nie bylo. Pamietam ten wstyd, kiedy nie moglam zaprosic kolezanek do domu. Ale w tamtym czasie w plowie domow tak bylo. To i tak dobrze ze moj nie byl az tak strasznie zeszmacony, bo niektorych kolezanek ojcowie byli, dokladnie jak ten jeden z przykladu. Nigdy go nie bylo, zawsze w kolegami w barze. Biedna ta moja matka, twierdzi ze nie miala odwagi go zostawic bo dzieci trojka. A teraz juz nie warto, bo sie zmienil i jest w porzadku. To straszne byc dzieckiem takiego pijaka. Wstydzilam sie tego przez wiele lat, ale juz przestalam. Czy to moja wina, ze moj ojciec byl pijakiem? On sie ma wstydzic, nie ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak właśnie - on się ma wstydzić, przeprosić i zadośćuczynić

      Usuń
  9. Moja ciocia mialam takiego meza, do tego ja bil. Zalila sie wszystkim az wreszcie moja matka jej poradzila co zrobic. Jak wrocil pijany to ona go patelnia przez leb, I tel na policje ze taki przyszedl. Spedzil noc w izbie wytrzezwien. Wrocil potulny I pelen szacunku. Potem pil jeszcze ale nigdy, przenigdy juz jej nie uderzyl.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zauważ Klarko, że w Polsce jest ciche przyzwolenie na pijaństwo. Gdyby wszyscy ci, co nie nadużywają alkoholu zgodnym frontem byli przeciwko nałogowym pijakom byłoby naprawdę inaczej.A teraz to już nie tylko mężczyzni piją- niestety jest pełno uzależnionych od alkoholu kobiet, w tym sporo młodych i to wcale nie tych "z nizin społecznych" a wykształconych i niezle zarabiających. Pijana w sztok rodząca to też już przestała być "wyjątkowym przypadkiem". I to jest naprawdę okropne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tego lata byłam na trzech weselach i w sumie widziałam tylko jedną pijaną kobietę, natomiast mężczyzn hmm sporo

      Usuń
  11. Alkoholizm jest chorobą, ale to nie oznacza, żeby zachowanie usprawiedliwiać i tolerować. A tak wielu robi, szczególnie bliscy, przynajmniej na początku. Przyzwolenie i bezsilność, współuzależnienie- i pijak ma się całkiem dobrze. A jedynym wyjściem jest kategoryczny sprzeciw i odizolowanie takiego, od rodziny, od bliskich. Bo od alkoholu to musi on sam, jego decyzja i tylko jego, inaczej leczenie nawet podjęte nie przyniesie skutku.

    Mam jeszcze takie przemyślenia, że często jesteśmy mało uważni- my bliscy- i nie dostrzegamy czerwonego światła, bo wszystko ma swój początek...A przyczyny picia bywają różne, co oczywiście również nie jest żadnym usprawiedliwieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pracując w ośrodku pomocowym widziałam wskazania do udzielenia pomocy - alkoholizm był priorytetem, czlowiek biedny ale jakoś sobie radzący nie ma szans, trzeba byc patologią

      Usuń
  12. Moj Tato nie pil. Na kazdym powaznym przyjeciu wypijal jeden kieliszek i byl to glownie toast za czyjes zdrowie, na tym koniec. Sasiedzi mowili o nim, ze jest "alkoholowo niedorozwiniety" ale za to nidgy nie musialam sie wstydzic czy bac wlasnego ojca, a to raczej wazniejsze.
    Panicznie boje sie pijanych ludzi, na szczecie tu nikt pijany nie lazi po ulicach, bo pewnie sa tacy co pija, ale jak robia to we wlasnym domu to co mi do tego.
    Bardzo czesto ktos pyta dlaczego nie chodze na polska parade w Nowym Yorku, ano wlasnie dlatego, ze nie mam ochoty widziec zataczajacych sie Polakow z flaga czy tez przyozdobionych polskim godlem. To takie dumne prawda?
    Podobnie nie wychodze z domu wieczorem po paradzie Irlandczykow, bo oni co prawda w czasie parady sa trzezwi ale pija po i laza.
    Jak jade do Polski (jak wiemy sporadycznie) to zawsze juz pierwszego dnia widze pijanych, uciekam gdzie moge.
    Ale jeszcze jak mieszkalam w Polsce bylam kiedys z mama u znajomych i wracalysmy bardzo pozno, bylo pewnie okolo polnocy jak czekalysmy na postoju taksowek. Przyczepil sie do nas pijany facet. Nie ma gdzie uciec, bo czekamy na taksowke, moja mama probowala mu inteligentnie wytlumaczyc, zeby sie od nas odczepil, ale on swoje.
    Nie wytrzymalam i chcialam go kopnac w dupe, a ten sie w ostatniej chwili odwrocil i zaliczyl dzieki temu solidnego kopa prosto w przyrodzenie.
    Jak on sie darl na caly regulator!!!
    Na szczescie dla nas akurat podjechala taksowka wiec wsiadlysmy i moja mama caly czas napitalala na mnie "jak moglas go kopnac?, przeciez to czlowiek". Taksowkarz popatrzyl na nas w lusterku i powiedzial "niech pani nic nie mowi, bo corka miala racje i dobrze zrobila".
    Moze nie jestem z tego dumna, ale na pewno nie czuje sie winna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe dobrze zrobiłaś! ja również nie rozumiem, dlaczego z pijakiem mam się obchodzić delikatnie, żartować i łagodzić zaczepki (tak się zdarzyło - zaczepił mnie pijak a ja rozdarłam się na niego i groziłam policją a wiele osób mówiło, że źle zrobiłam) wyciągam telefon i dzwonię po policję, niech dziada zgarną

      Usuń
  13. Alkoholizm ma spoleczne przyzwolenie.
    Czy to w postaci "choroby" czy wyboru chorego, wreszcie w chorym systemie pomocowym.
    Moj Wujek byl alkoholikiem. Wyksztalcony facet, ktory prowadzil dysputy o Hlasce i Abakanowicz, potrafil zaprzedac sie wodce. Byl samotny. Nie pociagnal na dno rodziny. Na szczescie.

    Nie wiem, czy znasz "Pod Mocnym Aniolem" Pilcha? Po lekturza tej ksiazki nic wiecej z tworczosci Autora nie zakupilam.
    Nie bede wpierac kunsztu kogos, kto sie szczyci swoim alkoholizmem.

    Alkoholizm napawa mnie przerazeniem.
    JAk zaradzic?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie czytałam, wystarczyło mi przerzucić kilka kartek,
      tak samo jak nie oglądam programów w których skazani chełpią się swoimi wyczynami i nie czytam bloga siedzących w więzieniu kobiet

      Usuń
  14. Ja chyba mialam szczescie, bo nie zetknelam sie w calym zyciu blizej z alkoholikiem.Nikt w mojej rodzinie nie pil, u bliskich sasiadow tez nie.A odkad mieszkam w Au, nie widzialam pijanego na ulicy nigdy.Pija, na pewno, ale w domu albo w pubach a potem jada do domu taksowka.Raz na spacerze widzialam mlodego czlowieka z butelka piwa.Pil , gadal cos do siebie ale szedl normalnie i nikogo nie zaczepial.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno miałaś szczęście bo tu jak nie w domu to w bliskim sąsiedztwie lub wśród znajomych

      Usuń
  15. Naprawdę w dzisiejszej Polsce widujecie na ulicy pijanych??Bo ja kogos "pod wplywem" widziałam chyba jakieś ćwierć wieku temu.Myślę,że wbrew stereotypom Polacy piją bardzo umiarkowanie,bardzo,na szczęście, daleko nam do Rosjan,Angoli czy Niemców na wyjeździe.Zresztą badania socjologiczne mowią ,jak bardzo wzrosła "kultura picia", nie upijamy się,pijemy lżejsze,bardziej szlachetne trunki.
    Tego pokolenia,które czesciej(i w większych ilosciach) zagladało do kieliszka - juz nie ma.
    Dziś wszyscy jeździmy autami i to też jest powód,dla którego ludzie zrezygnowali z "drinkowania".Nie znam też tego problemu ze środowiska młodych,moje dorosłe dzieci ( i ich znajomi)najczęściej "baluja" bezalkoholowo,bo na imprezy jeżdżą autami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie Ty żyjesz???? Już się pakuję i tam jadę :D

      Usuń
    2. część ludzie żyje między domem a pracą, z garażu do garażu, zakupy z garażu do galerii, więc teoretycznie jest taka izolacja i niedostrzeganie życia innego niż swoje możliwe, albo nie wiem.

      Usuń
    3. Nie upijają się, piją codziennie piwo albo dwa, potem więcej, potem drinka albo dwa, nikt w otoczeniu tego nie zaważa, a po 20 latach marskość wątroby i zgon po dwóch miesiącach od momentu "wydania się". Do dziś nie mogę pojąć jak mógł to sobie zrobić, inteligentny, oczytany, dyrektor na pół Polski. I dlaczego nikt z rodziny nie zauważył, i dlaczego Ci co widzieli nic nie powiedzieli. Przyrzekłam sobie,że zawsze w takiej sytuacji powiem rodzinie.
      jola

      Usuń
  16. ha! odpisałam wszystkim, brawo ja!

    OdpowiedzUsuń
  17. to moj ojciec. najbardziej sie boje, ze znajde go gdies kiedys lezacego pod jakims murem, bo naprwde cos mu bedzie dolegac i nikt mu nie pomoze, bo to pijak....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to on ma się bać, nie Ty
      nic mu nie będzie, oni mają siedem żyć!

      Usuń
  18. pochodzę ze stron, w których w każdej rodzinie byli pijacy i alkoholicy.
    Ale nie o tym.
    Nasz pzyjaciel ma ten problem. Kochamy i jego i jego żonę, co gorsza oni się też kochają, maja 3 dzieci.
    On od wielu lat leczy się na depresję, walczy z lkoholizmem, z różnym efektem, ostatnio on jest górą i w takich momentach wiesz, że warto było walczyć o człowieka, a nie wystawić za próg.
    Zreszta jak wystawić człowieka za próg włąsnego domu?
    Wiedząc przy tym, że depresja plus alkoholizm równa sie śmierć, pozostawiony sm sobie długo nie pozyje...

    Czasem sprawy nie sa takie proste, jak sie wydaję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Bardzo mądra wypowiedź. Pokazuje też jeszcze jedno, że alkoholizm mocno wiąże się z depresją. Mądra walka (tu jedna uwaga do tekstu - mądra walka czasami też wymaga wystawienia za próg ukochanego alkoholika) jest bardzo trudna - mam duży szacunek dla tych, którzy na nią się decydują. Dorota

      Usuń
  19. u Ciebie zawsze tematy na czasie...
    życie.... Klarko

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardziej mi przeszkadzają palacze:)
    Papierochy też bardziej szkodzą-nie tylko palącemu,ale i otoczeniu.

    OdpowiedzUsuń
  21. ja nie zapominam...
    I tak samo jeszcze nie znoszę ćpunów
    jeanetta

    OdpowiedzUsuń
  22. Moj chrzestny byl takim pijaczyna. Mamusia oprala, nakarmila, ciocia - pielegniarka zrobila zastrzyk wzmacniajacy i pijaczek mogl balowac dalej. A trzeba bylo kopa zasadzic jak jeszcze byl mlody, to moze by sie opamietal. A w mlodosci podobno byl z niego fajny chlopak, wesoly, inteligentny, wyksztalcony. Tylko wodka za bardzo go ciagnela...
    Nie powinno sie zle o zmarlych mowic, wiec dodam tylko, ze on przynajmniej nigdy nie zalozyl rodziny, wiec nie urzadzil piekla zonie i dzieciom, bo ich zwyczajnie nie mial...

    OdpowiedzUsuń
  23. Całe życie bałam się pijaków. Jednak tak się jakoś układało w moim życiu, że gdy upadłam na ulicy, pierwszy z pomocą przychodził "ten pod wpływem". Od tych trzeźwych czy w poście, czy w adwencie wielokrotnie spotykały mnie przykre słowa lub wredne czyny. A pijak jakoś dziwnym trafem zawsze był grzeczny. Czy zadziałała zasada, że "swój swego pozna" i chory chorego nie sponiewiera?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś wielka, Ikuś.
      Wszystko ma co najmniej dwie strony. Jak księżyc.

      Usuń
  24. Pijak w Polsce zawsze miał dobrze, bo nie tylko rodzina się o niego troszczyła, ale i państwo. Mieszkam niedaleko takiego domu, w którym pijacy mają wikt, opierunek, pomoc psychologów, pogadanki, gmina funduje za darmo, nie muszą pracować. Nawet do zamiatania ulic można ich przyuczyć, ale skoro to taki chory...Latami obserwuję tych nierobów, którzy dbają tylko o własne przyjemności, część jeździ za granicę, najczęściej ostatnio do Anglii, bo tam to "się można obłowić", wracają, wyjeżdżają, idą w tango. Ma dach nad głową i jedzenie. Matka z dzieckiem może przebywać w domu małego dziecka tylko rok, a potem musi się wyprowadzić. Gdzie? To ona musi uciekać, a pijakowi przysługuje mieszkanie i renta, bo przecież pije. To po co ma przestać pić?

    OdpowiedzUsuń
  25. Alkoholik to ktoś uzależniony. Przy czym jeden leży pod murem, a drugi siedzi przed własnym telewizorem. Większość z Was podeszła do tematu bardzo rygorystycznie: alkoholik sam sobie winien, nie zasługuje na wspieranie, bo jest tyle ludzi, którzy pomocy potrzebują, a alkoholik dostał od życia co chciał. Gdyby tak na to patrzeć to wielu ludzi bardzo potrzebujących pomocy też można ocenić w ten sposób: sami zapracowali. Staruszka pozostawiona przez syna bez opieki (a może ta bezbronna staruszka lała syna, gdy był dzieckiem), samotna matka (a może zdradzała ojca dziecka na lewo i prawo), niepełnosprawny na wózku (a może zachlany skoczył do wody na główkę) itd, itp. Chodzi mi o to, że co człowiek - to historia. Nie każdy alkoholik to to ścierwo spod muru, nie każda samotna matka to anioł i niewinna ofiara, nie każde kalectwo to skutek niezależnej od człowieka choroby. Uogólnianie, że wszyscy uzależnieni od alkoholu to patologia niewarta pomocy jest niesprawiedliwe

    OdpowiedzUsuń
  26. Mlody chlopak,jest starszym bratem,oczkiem w glowie Mamy i bardzo ostro wychowywany przez Ojca.Dojrzewa,a jego ukochana Mame powoli zaczyna zjadac rak...Problemy z Ojcem,bunt.Gdzies w miedzy czasie poznaje dziewczyne,panne z dzieckiem.Wielka milosc:)Po pewnym czasie ciaza.Radosc miesza sie z niepewnoscia.W lutym slub.Mama juz w trakcie leczenia paliatywnego.W czerwcu rodzi sie im syn,a Mama umiera...Nagle Mlody zostaje tata dwojki dzieci.Daja rade,jest duze uczucie.Po roku kolejna ciaza-totalna wpadka...Jest milosc,ale nadchodzi proza zycia.Ciezko utrzymac rodzine.Nagla zmiana pracy,srodowiska,kolegow.Zaczyna sie od piwa po pracy,a potem...lawina.Alkohol codziennie.Juz nie ma dnia bez.Zona prosi,tlumaczy,grozi.Mlody niknie w oczach.Mijaja miesiace,a on wyglada jak czysty patol.Wstyd sie do niego przyznac.Zona radzi sobie jak moze,ale jest niesamowicie ciezko.Mysli o rozwodzie,ale nie stawia ostatecznego kroku.Mlody spi w parku,nie wraca do domu,nie je.Pije do nieprzytomnosci.Dostaje drgawek,ma problemy z oddychaniem...Ma stany lekowe.Gdy trzezwieje boi sie sam siebie.Siega dna!Zona sklada pozew o rozwod.
    Nagle dostaje ataku paniki,ostrych dusznosci,traci swiadomosc.Potem cos do Niego dociera.Placze jak dziecko.Jest "cos"co go zmienia.Odbija sie od dna.Zrywa kontakt z kolegami.Nie pije.NIC!Ani kropli.Rodzina nie wierzy.Pyta jak to sie stalo?Nie wie czy "sie zaszyl"...
    Powoli dochodzi do siebie.Mijaja miesiace i widac niesamowite zmiany na korzysc.Alkoholu zero.W koncu dzieci maja normalnego tate chociaz te lata z alkoholikiem napewno zdazyly zostwic slady w psychice.Od tamtej pory minelo kilka lat.Mlody jest juz po 40ce,prowadzi swoj interes,a jego dzieci sa juz dorosle.Do tej pory nie wiem jak to sie stalo,ze z tego wyszedl...
    Gdyby mi ktos opowiedzial te historie to nigdy bym nie uwierzyla.Ale...
    To moj starszy brat...

    Przepraszam,ze sie tak rozpisalam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam znajomego, który się prawie zapiła na śmierć. A jednak się odbił, nie pije, pracuje i to ciężko. Można, gdy się ma motywację.
      Generalnie sprawdzam ci się dzieje z ludźmi leżącymi na trawniku, chodniku czy ławce. Gdy warunki są znośne to po stwierdzeniu że jest pijany raczej zostawiam. Ale byli tez tacy, że trzeba było po karetkę zadzwonić. Sam się nie szwendam po okolicy, gdy jestem w stanie "wskazującym", co mi się zdarza raczej rzadko - najczęściej przy okazji sławetnych zlotów. :)

      Usuń
    2. Zasada jest jedna, każdy pijący ma "pomagacza", który zadba o niego, wytłumaczy w pracy, zadba o dzieci. Ja stoczyłam wygraną walkę z piciem mojego męża, który nie był co prawda uzależniony, ale popijał bez żadnych skrupułów przed Wigilią, różnymi uroczystościami rodzinnymi, przed wyjściami do znajomych. A ja go kryłam, ze wstydu. Nieraz odwołałam jakąś imprezę, czy wyjście do znajomych, wymyślając jakieś mało wiarygodne kłamstwa,a że mój mąż to dusza towarzystwa, więc to o mnie mówiono, że zawsze muszę zepsuć spotkania towarzyskie, ponieważ nie umiem kłamać, to i tak nikt mi nie wierzył.
      Aż zaczęłam czytać o walce z alkoholizmem i postanowiłam pójść na całość. Wtłukłam sobie do głowy, że za pijaństwo mojego męża powinien się wstydzić on, a nie Ja. Od tego czasu w razie „wypadku” dzwoniłam do rodziny lub znajomych mówiąc, że nie możemy ich przyjąć lub odwiedzić, ponieważ mój mąż jest pijany. Jak on się złościł! A ja na to odpowiadałam spokojnie: „Ależ kochanie, przecież twierdzisz,że nie robisz nic złego więc dlaczego miałabym to ukrywać?” , minął rok i problem się skończył (znajoma psycholożka pracująca z krzywdzonymi kobietami pytała, czy wolno jej mnie cytować :-)).
      Polecam tę metodę osobom, które naprawdę chcą zmienić swoje życie. I żeby była jasność: bardzo kochałam mojego męża (zmarł), z wzajemnością, i dlatego warto było powalczyć.

      Usuń
    3. Szacunek Elu. I pełen profesjonalizm w stosunkach damsko-męskich :-)

      Usuń
  27. Klarko, przyznaję Ci rację,bardzo wyważony i potrzebny post ku przestrodze żon pijaków.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  28. Mam podobny brak tolerancji dla pijaków. Niestety poczynione krzywdy pozostają w żonach, dzieciach, nawet po latach. Niezliczone historie wychodzą na jaw, przemilczane powracają w horrorach z dzieciństwa, które dzieci przerabiają potem na terapiach. O ile sobie z tym poradziły i nie zeszły same na złą drogę.
    Choroba, której samemu można uniknąć, podobnie jak uzależnienia się od innych substancji, nie jest według mnie żadnym usprawiedliwieniem dla czynienia głównie innym tego całego zła.

    OdpowiedzUsuń
  29. Nic dodać, nic ująć.
    Któż jak nie on...?
    A rodzina cierpi.

    OdpowiedzUsuń
  30. No ja czekam aż moja matka sięgnie dna ale strasznie długo to trwa ...
    Już sie nie wstydzę.
    Czasem mi sie wydaje, że nigdy nie miałam matki tylko to była jakaś obca baba pijaczka, z którą ktoś kazał mi mieszkać, bo ona nie miała swojego dachu nad głową.
    Przepraszam ale jest mi naprawdę bardzo wszystko jedno co sie z nią dzieje.
    Jedyne co czuję to obojętność.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz