piątek, 17 czerwca 2016

dlaczego nie lubię mebli z europalet

Nie lubię mebli zrobionych z europalet i picia ze słoików. Słoików używam do robienia przetworów, właśnie zaczął się sezon i te puste, zeszłoroczne, czekają na regale na napełnienie a obok już stoi tegoroczny dżem z czereśni i truskawek.  Słyszałam o piciu ze słoików po musztardzie albo nawet po zniczach ale sama nigdy nie uczestniczyłam w tego rodzaju biesiadach. Choć często sobie myślę, że to towarzystwo ma całkiem nieźle – weekend cały czas, autobus ich nie odjedzie bo te imprezy zawsze są na przystanku, odzież niezobowiązująca.
Na temat picia ze słoików nie mam nic więcej do powiedzenia. Albo mam. Raz szwagier wlazł do kuchni i zobaczywszy wiśnie z kompotu chciał je wyżreć prosto ze słoika. Kiedy przechylił naczynie, cała zawartość wylądowała mu na twarzy i na koszuli. Białej. Tu powinnam podać nazwę odpowiedniego preparatu na plamy i byłby tekst sponsorowany ale nie mam reklamodawcy więc napiszę tylko, że prania nie było tylko wrzask. Na czerwone plamy jest prosty sposób – nosić czerwoną odzież. Na czerwoną ze złości żonę czerwone róże.

Teraz o meblach z europalet.

Miałam wkleić Wam w tym momencie link do wspomnień, w którym opisuję swoją katorżniczą pracę w mleczarni ale co tak będziecie wracać do starych kawałków, jeśli ktoś chce to może wpisać u góry bloga  „taśma” i powinno mu się wyświetlić.

Taśma zaczynała się pod wiatą na rampie. Wózkarz podwoził palety pełne plastikowych skrzynek z pustymi, szklanymi butelkami. Litrowe, połówki, ćwiartki. Na mleko, na kefir, na śmietanę. Dziesięć palet, na każdej palecie sześcian złożony z trzydziestu skrzynek. W każdej z nich kilkanaście butelek. O szóstej piętnaście taśmy ruszały. Należało wrzucać na nie skrzynki tak szybko, aby nie było odstępów. Latem pod blaszaną wiatą panował niemożliwy zaduch, zimą przeraźliwy chłód. Opróżnione palety należało złożyć w stos, wózkarz je zabierał i przywoził następne. I tak całą dniówkę, czasem sto palet. To dość żałosne i śmieszne ale ten załadunek butelek na taśmę nie był najtrudniejszy, najtrudniej mi było składać te palety na kupę. Były ciężkie, czasem nasiąknięte wodą i błotem, zimą oblodzone. Zawsze brudne i cuchnące. Nikt nie pomyślał, że mógłby to robić wózkarz.  

Skrzynki z butelkami pełzły na halę, gdzie trafiały do myjki a potem pod nalewak. Napełnione mlekiem butelki wędrowały taśmą do chłodni, a tam przy końcówce taśmy leżała paleta, na której układało się gotowy wyrób w słupki. Pełną paletę zabierał wózek i odwoził do magazynu.
tak mniej więcej
Na zdjęciu słupek z butelkami z mlekiem. Palety nie ma, ale zapewniam, to wszystko było niestabilne i ciężkie. Wystarczy przeliczyć - litr mleka plus butelka 300 gramów, w każdej  skrzynce dwanaście butelek. 


 Pod paletami trafiało się szkło. Należało je szybko zamieść i na czystą posadzkę zrzucić ze stosu nową paletę. Ze stosu przywiezionego spod wiaty, jeśli pamiętacie.

Były pełne drzazg, wystających gwoździ, rozklekotane, ciężkie. Ważyłam wtedy 48 kg to wszystko było dla mnie ciężkie.   Wiele razy taka paleta spadła mi na stopę lub na dłoń. Nosiłyśmy gumowce (ja miałam cudowne, górskie trapery i jak taka paleta (pusta, nie z butelkami hehe) spadła mi na nogę to znów tak bardzo nie bolało ale miłe to nie było. Jak nie zdążyłam porwać ręki to paznokcie z miejsca sine.
No, i dlatego nie lubię europalet!



29 komentarzy:

  1. W ramach solidarności z Klarką od dzisiaj i ja nie lubię!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też ich nie lubię, a po takim opisie jeszcze bardziej...

    OdpowiedzUsuń
  3. cóż.Dobrze Cię rozumiem.Od kilku lat rozładowywuję lub ukladam na takie palety bywa po 600 kg (książki lubimy,oj lubimy czytać ale składać,nosić,przenosić to już gorzej;/).
    na pewno nie męczę sięjak Ty i jestem stosunkowo lepiej przygotowana do dźwigania takich potworów ale daj spokój...
    Córka chciala sobie zrobić leże z palet bo mamy ich sporo.
    Pędzikiem pobiegliśmy kupić jej sofę;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Palety, skrzynki na owoce i worki jutowe są do używania w obejściu, a nie w domu. Słoiki do przechowywania przetworów.
    Miałem zabrać ze sobą na imprezę musztardówkę z prążkami, ale zapomniałem. Jeden rodzaj musztardówek zbieramy, bo nadają się do używania w kuchni - to dość zwyczajne szklanki. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. a mi się przypomniały lata chyba przełom 70 i 80
    i wieś
    i skromny dom mojej babci
    piło się z blaszanych kubków
    albo ze słoików
    szklanki byy tylko na odpusty!

    OdpowiedzUsuń
  6. ....i dlatego nalezy sie do Ciebie odnosic z szacunkiem aby nie dostac w paletę !
    Odnosnie picia ze słoików - zycze wszystkim aby tylko było co !
    Pozdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry. Podpisuję się.
      Osobiście używam szklanek po nutelli, jako szklanek, bo nie chciało mi się kupować nowych. W rezultacie szklankami po nutelli mogłabym obdarować masowe imprezy, ale nikt się do mnie po nie nie zgłasza :D

      Co do mebli z palet - nie lubię, bo są brzydkie. A ja lubię ładne rzeczy. Na przykład domowej roboty dżemy w słoikach.

      Usuń
  7. Też nie lubię... Ale butelki ćwiartki to bym sobie ze skrzyneczkę przyjęła, teraz już takich nie ma:)

    OdpowiedzUsuń
  8. I bez Twoich paskudnych doświadczeń z europaletami, bardzo, bardzo nie lubię ani palet ani też mebli z nich zrobionych.
    Może i one się nadają na meble do ziemianki, którą buduje się w szkole przetrwania, ale do normalnego mieszkania- nijak.
    Co do picia ze słoika- teraz można nabyć słoiki....z uszkiem, by wykorzystywać słoik jak kubek. Ceny od 3,90 za słoik-kubek, oczywiście razem z zakrętką.
    To chyba nawet niezłe gdy się zabiera coś półpłynnego na wycieczkę.
    To szwagier nie znał jeszcze wtedy zastosowania łyżeczek???:))))) Po tej przygodzie chyba poszerzył swe wiadomości z dziedziny zastosowania tego sprzętu;)
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie też jakoś nie przekonują, tak po prostu. Słoiki też nie. Nawet te, na które jest teraz moda. Chyba znowu wyszło, żem niedzisiejsza

    OdpowiedzUsuń
  10. za to teraz się możesz na nich zemścić (na paletach, nie władzach mleczarni): zrób sobie taki paletowy mebel i skacz po nim do woli, polewaj kawą gorącą, zupą i czym tam jeszcze ci się zamarzy szoruj domestosem i wymyślaj dowolne tortury za swoje udręki!

    jak miałam jakieś 8-10 lat jak tylko w lesie zaczynały sie jagody to jeździłyśmy razem z babcią do lasu, żeby sobie parę groszy uciułać przez wakacje, do lasu było kilkanaście km, jak już się szło to na cały dzień, więc picie i jedzenie trzeba było zabrać i ta herbata z cytryną wożona w słoikach wtedy smakowała najlepiej, później były już butelki plastikowe i było dużo lżej (wagowo) ale smak już nie ten;-P

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja lubię meble z odzysku, zwłaszcza, jeśli są wykorzystywane w jakiś plenerowych kafejkach, stolik z wielkiej szpulki, i kanapa z europalet, wymoszczona czymś miękkim, ja tam nie grymaszę, mogą być, byleby drzazg nie było.:)

    Uścisków moc ślę :)
    P.S.
    Fajnie, że każdy może mieć to, co lubi :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na plamy po czerwonych owocach ( może po kompotach z czerwonych owoców też) jest banalny sposób i działa w kilka minut. Trzeba plamy zalać/ polać wrzątkiem w
    jakiejś miseczce i gotowe. Sprawdzałam na plamach po truskawkach i czereśniach oraz po czerwonych porzeczkach i działa.
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  13. Och, "pitne" słoiczki to pikuś... Ja pamiętam opowieści z czasów studenckich mojego najpierwszego męża, gdy na tyłach uczelni flaszka była, a nie było dzielnika, (no bo należało mieć kontrolę nad tym ile kto...). Wykorzystano np.: zakrętkę od dezodorantu..... fuj....

    OdpowiedzUsuń
  14. To teraz rozumiem, dlaczego nie lubisz europalet, są podstawy... Też bym nie lubiła na Twoim miejscu...
    A słoików tak całkiem nie da się wykluczyć np na wycieczce.
    Cały czas pić ze słoika to nie , ale w sytuacjach wyjątkowych się zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
  15. O mamo !!! Wobec takiej sytuacji ja też nie lubiłabym euro-palet ani mebli z nich. Choć z drugiej strony można by rzec, że cóż - palety nie są tu winne, tylko organizacja pracy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie nie przeszkadzaja.Meble z palet. Chociaż same palety ,no może nie tak jak Tobie ale również dały się mi we znaki. Może organizacja pracy była lepsza??
    Moga być meble z byle czego byle pasowały do wizji ich właściciela.I ogólnego wystroju i klimatu pomieszczenia. Tyle,że jak byłam ostatnio w Polsce ,co druga kafejka w Tychach była tak wystrojona paletowo ,że sztampa już była.
    Do układania palet ja używałam rękawic i szczęśłiwie kiedyś pewna bauerka nauczyła mnie dżwigania sposobem. I ten sposób był na tyle dobry, że służył mi do końca w innych pracach nie tylko przy dżwiganiu skrzynek z jabłkami...Mozę dlatego nie mam aż takich złych skojarzeń paletowych:))

    OdpowiedzUsuń
  17. Z butelek małych piliśmy zimne kakao w szkole- pyszne! A takie butelki z mlekiem przynosił Mleczarz pod drzwi. A i jak się wracało ze studenckiej imprezy, a sklep jeszcze nieczynny, to się zostawiało kasę w pustej butelce ( zawsze ktoś wcześniej już sobie wymienił) i na kaca brało mleko :) Ja nie, bo nie lubiłam i nie lubię mleka.
    A moja Tuśka coś ostatnio przebąkiwała, że zrobi sobie z palet meble na taras...Nie wiem czy serio, bo ma bardzo fajne, ale może dlatego, że euro w modzie ;D

    OdpowiedzUsuń
  18. Dziś, jak mniemam, ważysz już nieco więcej, lecz nie podejrzewam, by łatwiej wzmiankowane palety przyszłoby Ci obracać. Tłuszcz na siłę się nie przekłada, niestety:)).
    A tak nawiasem, widziałam takie zregenerowane palety i muszę przyznać, że rozważam zakup czegoś podobnego do mojego przyszłego ewentualnego mieszkania. Niestety są strasznie drogie - nieadekwatnie do wartości. Lepiej byłoby zrobić to samemu, lecz ...wiadomo.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedyś piło się z musztardówki z saturatora, po musztardzie myło się i używało w kuchni.
    Moda na ciężkie europalety szybko minie. Może ciekawie wyglądają, ale wygodne nie są, do przesuwania nie nadają się, więc i ja nie lubię tych mebli.

    OdpowiedzUsuń
  20. też pracowałam "przy paletach" Wprawdzie nie dzwigałam ich, a napełnione skrzynkami przewozono wózkiem paleciakiem. Znam ciężar....

    OdpowiedzUsuń
  21. W dobrym towarzystwie i pięknych okolicznościach przyrody nawet napój wszelki ze słoika może smakować. Ale żeby nawykowo - to nie!

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja pamiętam wyjadanie łyżeczką truskawek z kompotu ze słoika. Pycha!!! Ale nigdy słoika jako naczynie do picia nie potraktowałam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja pamiętam wyjadanie łyżeczką truskawek z kompotu ze słoika. Pycha!!! Ale nigdy słoika jako naczynie do picia nie potraktowałam.

    OdpowiedzUsuń
  24. Mleko prosto z takiej butelki.... Smak dzieciństwa. A na te po śmietanie były plastikowe zatyczki i się zabierało picie na wycieczki:) No i niezapomniany wystrój weselnych sal: taśmy ze sreberek po wyciętych kapslach na butelki na mleko, śmietanę. Jedne srebrne, inne w kolorową kratkę :) Wisiały od sufitu po podłogę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam takie ozdoby ze studniówki.:) Odrywało się kawałki, składało na pół i korona gotowa.:)))

      Usuń
  25. Ze słoika tylko i wyłącznie sok po ogórkach na drugi dzień rano ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie pracowałem co prawda w mleczarni ale stosunek do palet mam taki sam
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. Europalety są świetne - porąbać i do ogniska! :D

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz