Mam taki kawałek ogrodu, gdzie nie plewimy a kosi się dwa albo trzy razy w roku. Ile tam roślin, ile pszczół, i tych wielkich pasiastych owadów które wyglądają jakby miały futerko, jakże one się nazywają.
A zaraz za tą łąką malinowy busz, ja się tam nie zapuszczam, tak samo jak w porzeczki. W tym roku agrest się ugotował na słońcu i czarne porzeczki też, wszystko spadło z krzaków, ale reszta ma się dobrze. Chłop robi dżemy, nie do wiary, co to się porobiło. Ja się zawzięłam i powiedziałam, że ja dżemu nie jem, soku nie piję i nie będę się tym zajmować bo nie mam sił! No i nic nie rzekł tylko wziął stołeczek i poszedł zrywać owoce. Ale wcześniej powiedział, że nie będzie obcinał róż i jak chcę to sobie mogę sama ciąć. I obcięłam. Wyglądam jakbym walczyła z dzikim kotem.
Przesyłam pozdrowienia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twój komentarz