niedziela, 27 grudnia 2015

po świętach

Zaimponował mi. Niby nic nowego nie czyta, prawie nie ogląda telewizji i całymi dniami siedzi na Kleparzu a ograł nas wszystkich w Iknow bezlitośnie. A do tego jest beznadziejnym strategiem. Przejechał się tylko na pytaniu o jakiegoś psa, jamnikoogara (hyhy) ale tego nie wiedział nikt. Grę polecam zaznaczając, że notka nie jest sponsorowana. 
Radośnie było. Przez chwilę było też patetycznie ale zepsułam nastrój bo jak najstarszy zaczął czytać Ewangelię rzuciłam się po latarkę aby mu przyświecić bo nie zdążyliśmy naprawić lampy i było w pokoju ciemnawo. I tak stałam z tą latarką koło czytającego niczym ministrant i nie mogliśmy opanować śmiechu. 

Ubogo było z żywnością. Ubogo i prawie dietetycznie. Najbardziej kaloryczną potrawą była u nas "malinowa chmurka" (to takie ciasto). Ale to stwierdziłam dopiero wczoraj przejrzawszy blogi i fb, wcześniej tak nie myślałam bo było wszystkiego wystarczająco i wszystkim smakowało ale nasz stół nie uginał się od jedzenia a dziś już gotuję normalny obiad bo nie ma resztek świątecznych. 
Padły słowa - klucze. "Żebyśmy się nigdy nie kłóciły i nie gniewały". Te życzenia do tej pory wymieniałyśmy wyłącznie między siostrami. To szyfr. Kochajmy się a wszystko będzie dobrze bo miłość potrafi wiele wybaczyć.

Dostałam luksusowe prezenty. I do tego zapakowane jak na filmie, strasznie mi to imponuje bo ja kupuję zwykłe torby albo robię jakieś nieforemne tobołki. Tak właśnie, luksusowe, nie spodziewałam się absolutnie takich bo bywało u nas bogaciej a nikt się wtedy nie szarpał na to co teraz.   Biedniejemy ale to nie znaczy, że mamy sobie dawać śmieci w prezencie.


nasi od pierwszej minuty ;)

Kolędnicy byli. Pierwsza grupa to przebrane dzieciaki, radosne i roześmiane śpiewały i uwaga rozdawały cukierki. Druga grupa to dorośli przygotowujący się do tego zdarzenia cały rok, mają szyte przez specjalistów kostiumy, noszą z sobą instrumenty i ich występ jest  starannie dopracowany. Chce się ludziom.  
Żeby nie było za sielankowo to łyżka dziegciu - wandale zamalowali znaki drogowe  i wysmarowali farbą drogę i chodniki. Dawniej w okolicy panował zwyczaj malowania okien w noc wigilijną a teraz posesje strzeżone, pozamykane, to wioskowe głupki zdewastowali to, co mieli pod ręką. Wstyd! 


23 komentarze:

  1. Wstyd! Brak słów. :(

    Cieszę sie z Twoich udanych Świąt, Klarko. :**
    U nas niestety dziś jeszcze resztki...

    OdpowiedzUsuń
  2. u mnie jeszcze zostało... potem miesiąc odchudzania :D

    OdpowiedzUsuń
  3. też resztki mam,
    dobra gospodyni z Ciebie.

    Pędzę grę obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże, jak fajnie,że są jeszcze regiony, w których chce się ludziom kultywować tradycje... Normanie, aż mnie cosik ukuło,że u nas cicho - sza w tym zakresie. Wszyscy tacy poważni i nowocześni,ach!
    Serdecznosci , Klarka już poświąteczne wysyłam. Niechaj atmosfera świąteczna trwa jeszcze...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bym nie miała za dużo gdyby nie goście co biednej Rybeńce muszą donieść tony żarcia.

    fajne to o niekloceniu

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam! To były pierwsze święta spędzone w naszym domu i pierwsze co zrobiliśmy rano, to sprawdziliśmy czy furtka jest na swoim miejscu. Taka tradycja. Kolędnicy byli w wigilię i w drugim dniu świąt, dzieci były pięknie przebrane i dobrze przygotowane. Też częstowali cukierkami. Goście z Kurpiów byli nimi zachwyceni.

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas do dziś zdejmują bramy - ale ładnie ich nazwałaś - wsiowe głupki wynoszą po kilka kilometrów i porzucają - wywracają kosze ze śmieciami - jak dla mnie nie ma to nic wspólnego z tradycją - dawniej panom na wydaniu ściągało się bramki i sypało słomę .... teraz się niszczy co wpadnie w ręce

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwsze święta gdzie nie zostało resztek na obiady na trzy dni.
    I bardzo mi z tym dobrze, a i tak objedzoną jestem

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas w tym roku nic nie zostało, tylko placki :-)i to też upominam, żeby zjeść, póki świeże, więc na święta tylko 2-3, a potem coś się upiecze na Nowy Rok.
    Pozdrawiam i życzę smacznego - na dzisiaj, na Sylwestra i cały Nowy Rok!M.

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie została kapusta i trzy szaszłyki wiec chyba nie tak dużo :) Tez nie jestem za robieniem jedzenia jak dla wojska - chyba, że rozdajemy je później gościom to ok. To miłego odpoczynku, ja dzisiaj rowerowo :)

    OdpowiedzUsuń
  11. O, malinowa chmurka:) Pierwszy raz w zyciu jadłam ją w Lanckoronie, w Cafe Arka i od razu pokochałam;
    ale na wszystkie mozliwe okazje, znaczy świeta też, robię sernik, wg własnego przepisu, jedyny i niepowtarzalny:) Pozdrawiam poświatecznie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajne były te święta! Dzieci zjechały na wieczerzę wigilijną i odjechały dopiero w drugie święto po poobiedniej kawie. Reszta gości też dopisała - w pierwsze święto miałam przy stole 17 osób, przyjechali na wieś na kawę, wino i ciasta. Najwytrwalsi zostali jeszcze na kolacji, ale nie było obżarstwa!
    Po tych wizytach zostało trochę ciasta (ale niedużo), kapusta z grzybkami i groch z kapustą oraz boczniaki w oleju lnianym z cebulą. W niedzielę musiałam ugotować normalny obiad, do którego dojadaliśmy tylko tę kapustę...
    Więc i mnie się udało nie przesadzić! A piszę tak późno, bo piekę chleb na śniadanie. Jego też nie było zbyt wiele:-)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja sobie na tablet sciagnelam "Milionerow" i uwielbiam w to grac.I udalo mi sie nawet na wszystkie pytania kiedys odpowiedziec( wygralam wiec $1mln --ha, ha , ha).Jedno mnie przy tym zaintrygowalo--jak niesamowity jest ludzki mozg,ile wiadomosci potrafi magazynowac nawet bez udzialu czlowieka.Okazalo sie, ze wiem wiele rzeczy, o ktorych wydawalo mi sie, ze pojecia nie mam.Ile lat takie jakies wiadomosci gdzies w glebi pamieci siedzialy!.

    OdpowiedzUsuń
  14. U nas tez normalny obiad, jakoś tak nie lubię przesadzać z jedzeniem, może dlatego,że nie ma małych dzieci ?
    Na wandali nie ma rady, czasami się zastanawiam dlaczego to takie głupie jest ?
    Pozdrawiam poświątecznie...

    OdpowiedzUsuń
  15. U mnie też normalny obiad, pierwszy raz w tym roku powiedziałam basta, szykowałam tyle, żeby wszystkiego było wystarczająco, a dojadać przez tydzień nie trzeba było.
    Cieszę się, że święta miałaś udane zazdroszczę Ci tych "dopracowanych" kolędników u nas takich nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  16. W Święta nie jest najważniejszy uginający się stół, tylko, żeby tak zwyczajnie pobyć z bliskimi, trochę dłużej niż na codzień, fajnie, że Tobie się to udało, a do tego jesteś zadowolona z prezentów;)
    A o takiej wandalskiej tradycji nie słyszałam nigdy...

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja obiadu wczoraj nie musiałam gotować dojadaliśmy to, co nam tata (na siłę) do auta zapakował, kolędników zazdroszczę, u nas ani nie chodzili ani bramy nie zdjęli, a malinowej chmurki nie próbowałam nigdy:(

    OdpowiedzUsuń
  18. Mnie tak w sklepie pięknie zapakowali, nawet z karteczkami dla kogo, wiec tylko kilka prezentów musiałam zapakować sama, a nie znoszę tego, bo staram się by pięknie wyszło, a wychodzi jak zwykle ;)
    A w tej nie mojej wsi jest taki zwyczaj, że w noc sylwestrową to bramy, bramki ludziom wyciągają z zawiasów- po co? Nie wiem do dziś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może żeby łatwiej było nasmarować? ;-)

      u nas też podobno tak kiedyś było, ale teraz nikt o tym nie słyszy

      Usuń
  19. Moja bratowa jest malutka, chudziutka kruszynka, a lodowe ma wielkosci przemyslowej prawie i zawsze wypchanej po brzegi... w swieta przechodzi sama siebie i zapakowala mi do domu taka walowke, ze bede jeszcze to jesc przez minimum trzy tygodnie...nawet psa mi nafutrowala jedzonkiem tak, ze od wczoraj nic nie je, tylko wode pije :) a ja moge tylko kwasne jablka jesc :) Swieta zaliczone i odhaczone z poczuciem dobrze spelnionego obowiazku ;) Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  20. Tez, Klarko, uwiebiam taką tadycyjną Wigilię... Chociaż takiej z mego dzieciństa już się chyba nie doczekam...
    Do siego roku

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz