Dzieci
dorosły późno. Zabrały ze sobą bagaż z modnymi słowami – toksyczny rodzic,
trauma, odcinanie się. Dopakowali plecak zazdrością o rodzeństwo, żalem i
złością o własne błędy i porażki. Każde niepowodzenie, każde nieprzyjemne
zdarzenie nazwali traumą, weszli gładko w rolę ofiary i uznali, że rodzice mają
być bezbłędni i idealni, niezależnie od wszystkiego. Mają być podnóżkiem, mają
się starać, przepraszać, cieszyć z drobnych okruchów zainteresowania. Mają być
pomocni na żądanie ale nie wolno im mieć własnego zdania.
Dzieci nie
wiedzą, że idea pozbycia się rodziców jest całkowicie nierealna, nie wiem jak bardzo
by się odcinali to i tak rodzice nadal będą obecni w ich życiu. Nie wiedzą, że
nie można iść do najbliższego punktu wymiany i wybrać sobie lepszych.
Jeśli
skarżycie się, że rodzice wiecznie narzekają, to zastanówcie się nad tym. A
może mają rację. Może nie mają powodu do radości, może mieli trudne
dzieciństwo, ciężkie życie, zdrowie zniszczone ciężką pracą. Może dali wam
wszystko co mogli ale teraz we wspomnieniach widzicie wyłącznie to co było złe
więc z czego mają się cieszyć. Jedźcie w świat na wakacje, odwiedzajcie góry,
morza, latajcie wysoko i daleko, matki i ojca nie musicie odwiedzać, dokładnie
tak jak powiedział wam psycholog.
Jestem bardzo
szczęśliwą mamą i teściową, powyższe pełne goryczy słowa nie dotyczą moich dzieci.
To prawda. Wszystko niedobre co się w dzieciństwie przeżyło nazywane jest traumą. No i takie może być. Trudno oceniać życie innych.
OdpowiedzUsuńDrugi człowiek może wnieść w nasze życie piekło albo niebo...może być też czyściec.
Ostatnio z siostrą rozmawiałam na temat naszych przodków i doszłyśmy do wniosku, że powojenne pokolenie nie było normalne...nie mogło być. Wychowywali ich ludzie po wojennych przejściach, żyjące w ciągłym zagrożeniu życia z niewielką wiedzą jak radzić sobie z trudnymi przejściami. Jak mogli oni wychować normalne dzieci?
A te dzieci wychiwywały potem nas...
To prawda - też kiedyś o tym pomyślałam: ciężko jest dać wszystko co dobre, mając wojenne doświadczenia, oczywiście ludzie radzą sobie z tym różnie, jednak to zwyczajnie ciężko nieść dalej, tak myślę.
OdpowiedzUsuńMożna więc założyć, że robili wszystko co byli w stanie - a jeśli coś, co było krzwdzące - cóż, nie umieli inaczej.
Zrozumienie I przebaczenie lezy po drugiej stronie pogodzenia sie z tym, co sie dostalo I czego sie nie dostalo, a na to trzeba czasu. Trauma to modne slowo, ale nie ma innego ktore by oddalo pewne doswiadczenia. Trauma zawsze jest subiektywna I nie ma obiektywnej miarki ktora by zmierzyla która bieda bedzie biedą, a która trauma. Nie można sobie z czymś poradzić dopóki się tego nie nazwie, zwłaszcza z trauma, która zostaje w ciele. Trauma to jest zawsze nieprzezyte i nienazwane zranienie. Trauma jest zawsze relacyjna, zdaza sie ze dzieci jej nie doswiadczaja nawet w koszmarnych warunkach, wtedy kiedy rodzic umie ochronic dziecko. Jesli zrywają wiezi I uciekaja, trudno mi sobie wyobrazic, ze byl to dom dobry, bo człowiek zawsze lgnie do najblizszych ktorzy go kochaja. A jeśli nie lgnie, to coś to znaczy. Oczywiście szkoda rodziców, którzy inaczej nie umieli, ale więzienia też na przyklad są pelne ludzi którym nikt nigdy nic nie dał i inaczej nie umieli. Czasem idzie to przez pokolenia. Większość przemocowcow to ofiary przemocy.
OdpowiedzUsuńInnyglos
Innyglosie, myslisz, ze to takie proste?
UsuńWydaje mi sie, ze traume zaczyna sie odczuwac porownujac sie do kogos/czegos innego, ktore nie zaistnialo lub zaistnialo. Dlatego dziecko przyjmuje wszystko za dobra monete bo innych jeszcze nie zna. Rowniez stan w danej chwili, kondycja zyciowa, podsuwa pewne zdarzenia, ktore powracaja jak bumerang. Czlowiekowi trudno sie przyznac, ze sobie utrudnil zycie i dlatego szuka winnych temu... aby oszczedzic siebie.
@Innygłosie, rzeczywiście, trauma to słowo ciężkie, ale nie ma innego. Nie każdy, kto przeżywa zdarzenie traumatyczne, będzie straumatyzowany. Więc jeśli jest straumatyzowany ... po prostu nie wierzę ludziom, którzy mówią, że oni nie wiedzą, czemu ich własne dzieci ich nie lubią. W głębi duszy wiedzą. Skoro zaś w głębi duszy wiedzą, a nie mają zamiaru zacząć o tym rozmawiać, tylko miękkie gadki stosują, że ludzie byli po przejściach ... trudno. Trzeba się z tym pogodzić i iść dalej mając świadomość tego, że gadki o niczym rozpłyną się po sąsiadach.
UsuńNie ma idealnych rodziców, nie ma idealnych dzieci, ani idealnych rodzin. Czasami mam wrażenie, że wiele osób nie odcięło pępowiny i łatwiej im zrzucić winę za wszystko na rodziców, choć sami maja już dzieci.
OdpowiedzUsuńTez obserwuję jednostronne podejście do rodziców, dziadków - mają pomóc gdy potrzeba, ale ich zdanie na jakiś temat sie nie liczy, bo inne czasy, inne trendy, a każdy psycholog, to guru wiedzy wszelakiej.
Każdy ma prawo do własnej opinii na ten temat. Zauważyłam tu kilka wątków, które mnie wyjątkowo drażnią, więc też się wypowiem.
OdpowiedzUsuńPo pierwsze, to, że ludzie się ze sobą stykają na co dzień, nie oznacza zaraz, że istnieje między nimi pozytywna więź. Czasem mam wrażenie, że problem starszego pokolenia z zerwaniem kontaktu przez młodsze pokolenie jest głównie taki, że nie można już udawać tzw. porządnej rodziny przed sąsiadami.
Po drugie, większość straumatyzowanych dzieci nie zna i nie używa tych, jak to napisałaś, modnych słów. Są po prostu nieszczęśliwi i wściekli oraz niosą tę pałeczkę dalej. Nazwanie daje szansę na zatrzymanie traumy międzypokoleniowej. Ogólnie jest to czymś dobrym, nie czymś złym. Problem zaczyna się dopiero wówczas, gdy następuje konfrontacja z rodzicami, a oni rozmawiać nie chcą, bo "mają być podnóżkiem, mają się starać, przepraszać, cieszyć z drobnych okruchów zainteresowania" (yyyy, no wypowiedź jest bardzo nacechowane zmyśleniem osoby, która nie chce się przyznać do błędu)
Po trzecie, "mają być pomocni na żądanie ale nie wolno im mieć własnego zdania" to jest jakiś scenariusz złożony z kilku zasłyszanych historii. Dzieci straumatyzowane zazwyczaj nie proszą oprawców o pomoc. A własne zdanie można mieć zawsze, własne zdanie nie czyni jednak rzeczywistości u innych ludzi - jest czymś normalnym, że drugi człowiek wysłucha Cię uprzejmie, po czym zrobi tak, jak uważa. W rodzinie dynamika powinna być taka sama. Jeśli ktoś rozpłaszczanie się z opiniami na innych dorosłych członków rodziny uważa za normę, coś w tej grupie jest nie teges. No i utrata takiej władzy bywa postrzegana jako "to już nie można nic powiedzieć?!". Można, tylko inni ci człowieku odpowiedzą. Witaj w normalnym świecie!
Po czwarte, rodzice latami pracują na relacje z dziećmi. Nie rozumiem: kiepskie dzieciństwo nie jest żadnym usprawiedliwieniem, że dzieci nie chcą się widywać z rodzicami, ale jest świetnym usprawiedliwieniem, że ktoś był beznadziejnym rodzicem? Hm.
Też wrzucę zastrzeżenie: uważam, że moi rodzice są spoko (choć nie byli idealni) i powyższe wypowiedzi nie dotyczą moich własnych zadr.
Moniko, nie pisałam o patologiach w rodzinie, takie bywają, to prawda i nie dziwi, że dzieci odcinają sie od rodziny.
UsuńMiałam na myśli te rodziny, gdzie rodzice robili wszystko jak najlepiej mogli/umieli, a i tak poszło cos nie tak. Do budowania relacji potrzeba woli obu stron dramatu.
Ciekawam, czy psycholog wysłuchuje racji rodziców dorosłych pacjentów także. Może to byłoby pomocne?
Jeśli rodzic nie umie sobie poradzić z odcięciem się dziecka, to też może skorzystać z pomocy terapeuty, , zamiast pchać się w terapię dziecka, żeby się przed dzieckiem usprawiedliwiać, że został wychowany w taki czy inny sposób.W końcu to trauma rodzica, takie odcięcie się dziecka od niego. W wieku dojrzałym rodzic też może próbować pracować nad sobą, by te relacje były satysfakcjonujące dla obu stron. Aquariust Mist.
Usuń@jotko, a kiedy jest patologia? Jeśli spotykasz codziennie państwo profesorstwo, które jest dla Ciebie miłe, syn np. przestaje z nimi rozmawiać, a oni Tobie mówią, że "robili wszystko jak najlepiej mogli/umieli", to jest to patologia, czy nie? (wyobraź sobie przy tym, że nie masz dostępu do wiedzy, że jako dziecko chłopak był bity przez ojca za wiedzą matki, za wszystko, tak profilaktycznie, bo taka jest rodzinna tradycja).
UsuńAbsolutnie się z Tobą zgadzam się, że do budowania relacji potrzebna jest wola obu stron.
Psycholog wysłuchuje pacjentów. Myślę, że jeśli rodzicom autentycznie przeszkadza myśl, że np. bili swoje dzieci lub zaniedbywali je w inny sposób, psycholog na pewno ich wysłucha i coś im poradzi.
Aquarius Mist dobrze gada, nalać jej herbaty ;)
@PS. dodam jeszcze, że prawdziwą w tym udręką jest, jak łatwo dajemy sobą manipulować. Babcia (może nawet i cudza) nam opowiada, że jej przykro, bo dzieci jej nie odwiedzają i od razu bierzemy jej stronę, bo to babcia, staruszka, słabiutka, drobniutka gdzie by ona skrzywdziła, matkę ma się jedną, itd. Nie zadajemy sobie ani na moment pytania, co się stało, że w zasadzie dorośli bliscy nie lubią być w pobliżu, nie analizujemy. Nie przychodzi nam do głowy, że ciemiężcy pozbawieni tężyzny fizycznej świetne wykorzystują naciski społeczne, modelowo zamieniają wrzaski w płacz, a innych ludzi jako grupę nacisku, która ocenia, wydzwania, komentuje (przychodzi mi tu na myśl matka znajomego, która go zapytała, czy nie boi się, że bez chrztu wnuk umrze na raka; pewnie jakby ją zapytać, czy może mieć własną opinię, zaprzeczyłaby, bo syn nie robi do końca tak, jak by ona chciała; czy w czasie pobytu można się w jej domu normalnie zachowywać, rozmawiać o wszystkim? :) babcia wybiega z płaczem, nie można, trzeba przyjeżdżać i trwać w matrixie, ale za to co się jej nie podoba syn i partnerka muszą słuchać, nawet jeśli to grozi rozpadem ich związku).
UsuńMoniko, wez poprawke na to, ze babcia jest doswiadczona przez zycie (innymi slowy stara), zyla w innym swiecie niz jej dorosle dzieci czy wnuki. Oczywiscie zdaza sie jakas choroba lub zwyczajna samotnosc. Czlowiek w sile wieku (normalny) potrafi to wszystko uszanowac ale rownoczesnie obiektywnie ocenic sytuacje a nie 'traumatyzowac sie' i biegac po terapiach z powodu 'babci'.
UsuńJestem za prawami babc do godnego zycia bez oskarzen za zachowanie.
Poczytałam i jestem pod wrażeniem! Ujęłaś to tak dobrze i w punkt ,że tutaj nie trzeba chyba już nic dodawać.Prawda jest taka ,że nie do wszystkich to dociera.....jest to temat trudny i drażliwy dla niektórych,a jak sie ma mało wiedzy na tem temat to takie tzw szczekanie u czytającego wzbudza nie tyle złość co ---nie masz pojęcia a klepiesz!!! BARDZO dziękuję ,że napisałaś tak jak jest naprawdę .
UsuńNie mam kontaktu z córką od 6 lat. Wiem (od osób postronnych) że u psychologa mówiła że nie pamięta
OdpowiedzUsuńdzieciństwa, a psycholog, że musiała mieć traumatyczne
Dzieciństwo.
Niedawno pisała do mnie przyjaciółka córki ( nie wiedząc
o naszych relacjach), że ja z mężem byliśmy wspaniałymi
rodzicami w okresie dorastania naszych córek i ona też będzie się starała żeby jej syn miał takie dzieciństwo.
Maryla
Ale niby skąd "osoby postronne" wiedzą co mówiła u psychologa? No bzdura jakaś. I nigdy nie zapytałaś dlaczego się odcięła? To, że oby ludzie mówią "byliście wspaniałymi rodzicami" nic nie znaczy w sytuacji kiedy Ci których rodzicami byliście czują inaczej.
UsuńW tym tekście jest bardzo dużo uogólnień. Być może są słowa obiektywnie nadużywane (trauma, toksyczny, przemoc), ale cenię ten blog za subiektywny szacunek do każdego człowieka. Dlatego tak jednostronne spojrzenie mnie zaskoczyło.
OdpowiedzUsuńŻycie jest bardziej złożone niż słowa klucze.
Z osobistego doświadczenia wiem, ze zluzowanie spotkań z osobami narzekającymi i krytykującymi jest jak oddech świeżym powietrzem. Daje spokój i wolność. I nie muszę tego nazywać, wkładać w definicje i szufladkować. Tak dbam o siebie i jako rodzic taki chcę dawać przykład.
Tak, też mnie to zaskoczyło, jak łatwo odbierać innym prawo do własnych przeżyć i własnej historii życia.
UsuńZ tego wynika, ze czesc ludzi nie powinna nigdy zostac rodzicami. Hmmm.
OdpowiedzUsuńDziwi mnie, ze "traumatyzuja sie" dzieci a rodzic to powinien byc "idealem rodzica". Mowienie o " matce toksycznej" to zwykla paranoja. Slowo "trauma" tez ulega deformacji.
Mnie też się wydaje, że za dużo tu uogólnień przez co tworzy się chaos.Należy inaczej potraktować dzieci z rodzin patologicznych, bo w takim przypadku to 100% traumy i braku poczucia bezpieczeństwa, do nich należą rodziny alkoholowe, z przemocą seksualną, fizyczną itp.
OdpowiedzUsuńNatomiast w innych przypadkach to błędy wychowawcze, nieokazywanie miłości, zimny chów itp.Znam przypadek gdy samotna matka bardzo dbała o wykształcenie dzieci, ale dziwoląg, we wszystkim była skąpa, kostyczna w okazywaniu uczuć i chorobliwa sknera i liczykrupa.
nie musi to być rodzina patologiczna, żeby mówić o traumie. moja rodzina była standardowa, a ja jednak wyniosłam z niej poczucia bycia niewystarczającą. Uczyłam się bardzo dobrze, a jednak dla matki było wciąz mało. Jak przyniosłam czwórkę, słyszałam 'czemu nie piątka?", jak piątkę "czemu nie szóstka?", to też są takie dziecięce traumy, które mogą przekładać się na realne dorosłe życie. Potem w dorosłym życiu, kiedy w moim organizmie pojawiła się ciężka choroba, matka miała do mnie pretensje że choruję i "sprawiam jej tym problemy". Dziś rozumiem i tłumaczę sobie, że kiedy kupuje mi moją ulubioną sałatkę, jest to jej język miłości i wyraz dbania o mnie, matka nie będzie jednak nigdy moją przyjaciółką. Aquarius Mist.
UsuńGorzki ten post, ale trudno odmówić mu racji.
OdpowiedzUsuńJakże ten konflikt pokoleń jest różny od tego co py doświadczyliśmy w młodości, będąc druga stroną.
Czasem rodzic nie chce przyjąć do wiadomości/pogodzić się z tym, że coś zrobił nie tak, że mógłby swoje dziecko przeprosić, a przynajmniej przyznać, że nie we wszystkim miał rację. To bardzo trudne, ale otwiera wiele drzwi. I bardzo rzadko się zdarza, a szkoda.
OdpowiedzUsuńCiekawe jak współczesne pokolenie e-matek wychowa swoich Brajanków, Alanów, Dżesiki i Nikole, bo te madki przepraszają i wręcz klękają przed swoimi pociechami. Chyba nie zapowiada się sukces wychowawczy, te tysiące orzeczeń o adhd, dyslekcji, psychologów szkolnych, bezkrytyczne głaskanie po główce i to całe bezstresowe wychowanie to nie rokuje dobrze.
OdpowiedzUsuńPolecam szanownemu komentariatowi film Marka Koterskiego "7 uczuć" - dostępny w sieci. Doskonale wpisuje się w tematykę tej dyskusji.
OdpowiedzUsuńNo nie wiem - urodziłam się 2 lata przed końcem wojny, do dziś pamiętam zrujnowaną Warszawę, moi rodzice rozeszli się gdy miałam rok, wychowywali mnie dziadkowie, połowę podstawówki chodziłam do szkoły na 2 drugą zmianę, salę gimnastyczną po raz pierwszy miałam gdy byłam w VII klasie bo akurat moją szkołę przeniesiono do nowego budynku ale jakoś traumy jakiejkolwiek się nie dorobiłam - zresztą większość moich koleżanek i kolegów także nie. I nie przypominam sobie, by któreś z dzieci z mojej klasy cierpiało na adhd lub dysleksję, lub dysgrafię, za to zdarzały się zawszone głowy i brudne szyje, choć warunki sanitarne w Warszawie nie były raczej tragiczne w czasie gdy już chodziłam do szkoły. Żadne z nas nie było hodowane bezstresowo, każdy z nas miał jakieś obowiązki narzucone przez rodziców. Jedni mniejsze bo byli jedynakami, ci co mieli młodsze rodzeństwo - większe. Trudno mi ocenić skąd te traumy- mam jednak wrażenie, że za ich część odpowiadała szkoła bo kadra nauczycielska też nie była wszędzie idealna.
OdpowiedzUsuńNajgorsze, że rozsiadają się w tym swoim nieszczęściu, celebrują. A ostatecznie to i tak wszyscy żyjemy z całą naszą rodziną siedzącą w kącie, nawet jeśli o tym nie wiemy. Maria
OdpowiedzUsuń.
Słowo trauma jest rzeczywiście nadużywane, definicja traumy to 'doświadczenie, które przekracza zdolnosci adaptacyjne czlowieka' (za Herman, 1997, Trauma and Recovery).
OdpowiedzUsuńPsycholog ( a raczej terapeuta) nie jest sędzia, którego zadaniem jest ocenić ' jak było naprawdę', tylko pomóc osobie która się do niego zgłasza poradzić sobie z uczuciami. Czasem się zdarza, że rodzice są dobrzy a dziecko i tak przeżywa trauma- kiedy mama z powodu depresji nie jest emocjonalnie dostępna dla dziecka, albo z powodu choroby jest pół roku w szpitalu. I może być to trauma bez winy rodzica, niestety. Nie wolno odmawiać czlowiekowi prawa do uczuć, bo wtedy sir go retraumatyzuje. Im dziecko młodsze, tym większe prawdopodobieństwo straumatyzowania, jesli nie ma innej osoby, z którą dziecko ma bezpieczną więź i która jest w stanie się nim zaopiekować.
Trauma rozwojowa nie jest tak wyraźna jak inne formy traumy (wynikające z nagłych katastrof, kiedy człowiek boi się o własne zycie), ale jest uznana jako trauma w literaturze co najmniej od lat 90.
Za ksztalt relacji rodzic - dziecko zawsze odpowiada rodzic, bo relacja ta kształtuje się w okresie, kiedy dziecko jest malutkie i nie ma wystarczająco rozwiniętej psychiki, żeby cokolwiek kształtować.
Oczywiście, nie ma rodziców idealnych, nie ma rodzin idealnych i idealnych dzieci. Trauma to modne slowo i dużo się do niej obecnie wrzuca. Taka samo jak adhd czy spektrum;) ale z zewnątrz nie można ocenić czyjegoś prawa do własnego życia i własnych uczuć.
Ostatnia kwestią- trauma jest często spokecznie wypierana, nieakceptowana i zaprzeczana (np. Jedwabne czy molestowanie seksualne). Herman tlumaczy to naturalnym pragnieniem ludzi, żeby świat był sprawiedliwy, a trauma godzi w samo sedno sensu świata.
Innyglos
Jestem zaskoczona. Bardzo. Tak bardzo, jak bardzo ogólniający w moich oczach jest ten tekst. Co się stało?
OdpowiedzUsuńZawsze lubiłam ten blog, przeczytałam też książkę. Jednak dzisiejszy post jest w moim odczuciu mocno "odklejony". Tak, mam traumę i nikt mi nie powie, że przesadzam. Nigdy nie byłam głodna, matka nie piła, ale nie lubię do niej jeździć i z nią przebywać. Owszem, odwiedzam ją, ale traktuję to jako obowiązek, a nie przyjemność. Pomagam, jeżdżę do lekarzy i mi jej żal, że cierpi. Do dziś, pomimo terapii, nie wiem, jak się przebić przez mur jej nieczułości, i przemocy emocjonalnej. Tak, nazywam przemocą emocjonalną nieodzywanie się do mnie przez pół roku (byłam nastolatką) za spotykanie się z chłopakiem, który jej się nie podobał. Nigdy nie powiedziała mi o co jej chodzi, a ja bałam się zapytać. Długo winiłam się za tę sytuację, dopiero na terapii dowiedziałam się, że nie ja za nią odpowiadałam (psycholog zdjęła ze mnie ten ciężar). Również przemocą nazywam mieszanie dziecka w małżeńskie sprawy dorosłych.
OdpowiedzUsuńMimo ciężaru gatunkowego fajny temat. Komentarze choć niekiedy emocjonalne też wnoszą swoje. I chyba każdy miałby znacznie więcej do opowiedzenia ale może właśnie przez te swoje doświadczenia ogranicza się. A może to są próby usprawiedliwienia swoich porażek lub słabości? Próbowałem przeczytać wszystko bez emocji ale i przez moją głowę też przeleciało parę zdarzeń z własnego życia... Jesteśmy tu raczej już bardzo dorośli wiec zaradzimy jakoś na te problemy... Życzę tego Wam... i sobie!
OdpowiedzUsuńwiesz Klarko, ja myślę, że nie ma idealnych rodziców, tak samo jak dzieci...w ogóle nie o to chodzi. I jest to bardzo trudny temat. Nikt nie przygotowuje nas do roli matki i ojca ani do roli dziecka...wszystko robimy na czuja. no może teraz jest więcej świadomości. z miłości można też zagłaskać, Pisałam bloga o mojej matce...bo przestałam sobie radzić i gdzieś zapewne musiałam wylać frustracje i zapewne potrzebowałam wsparcia i rozmowy...już nie piszę. matka ma trudny charakter. bardzo mnie kocha i lubi zawłaszczać i dyrygować. nie skorzystałam z psychoterapeuty. nie musiałam, mam fajne życie i lubię swoje życie. nie obwiniam mojej matki o nic. nie pozostaje jej dłużna. też charakteru łatwego nie mam. ale odpuściłam. Zdałam sobie sprawę, że matka podlega innym warunkom relacji międzyludzkich ...
OdpowiedzUsuńMogłabym elaboraty pisać o trudnych dzieciach, które do rozpaczy doprowadzały rodziców...ale nie o to chodzi. W naszej tradycji utarło sie jakoś tak, że to rodzice narzekają na dzieci. natomiast ostatnimi laty okazało się, że można odwrotnie. Wszyscy mają rację. Rodzice i dzieci to po prostu ludzie warunkowani też sytuacja zewnetrzną. ludzie tradycyjnie w kraju tutejszym przemocowi. Nie ma winy rodziców w tym, że taki był ustrój i taka była moda, pięćdziesiąt lat temu. a do tego trauma wojenna przodków. Współcześni rodzice też podlegają obecnym normom społecznym i ulegają modzie. Cywilizacyjnie się zmieniamy.
nie ukamienujemy matki, która sto lat temu paliła papierosy. bo wtedy nikt nie uważał tego za niezdrowe. ..
mogłabym długo ale już i tak przesadziłam.
Klarko! Odwaznie wsadzilas kij w mrowisko. I tak wiemy, ze u Ciebie jest inaczej. Dzieki, ze dzielisz z nami swoim swiatem. DTCK
OdpowiedzUsuń