niedziela, 26 lipca 2026

pokolenie zerwanych więzi

 

Dzieci dorosły późno. Zabrały ze sobą bagaż z modnymi słowami – toksyczny rodzic, trauma, odcinanie się. Dopakowali plecak zazdrością o rodzeństwo, żalem i złością o własne błędy i porażki. Każde niepowodzenie, każde nieprzyjemne zdarzenie nazwali traumą, weszli gładko w rolę ofiary i uznali, że rodzice mają być bezbłędni i idealni, niezależnie od wszystkiego. Mają być podnóżkiem, mają się starać, przepraszać, cieszyć z drobnych okruchów zainteresowania. Mają być pomocni na żądanie ale nie wolno im mieć własnego zdania.

Dzieci nie wiedzą, że idea pozbycia się rodziców jest całkowicie nierealna, nie wiem jak bardzo by się odcinali to i tak rodzice nadal będą obecni w ich życiu. Nie wiedzą, że nie można iść do najbliższego punktu wymiany i wybrać sobie lepszych.

Jeśli skarżycie się, że rodzice wiecznie narzekają, to zastanówcie się nad tym. A może mają rację. Może nie mają powodu do radości, może mieli trudne dzieciństwo, ciężkie życie, zdrowie zniszczone ciężką pracą. Może dali wam wszystko co mogli ale teraz we wspomnieniach widzicie wyłącznie to co było złe więc z czego mają się cieszyć. Jedźcie w świat na wakacje, odwiedzajcie góry, morza, latajcie wysoko i daleko, matki i ojca nie musicie odwiedzać, dokładnie tak jak powiedział wam psycholog.  

Jestem bardzo szczęśliwą mamą i teściową, powyższe pełne goryczy  słowa nie dotyczą moich dzieci.

2 komentarze:

  1. To prawda. Wszystko niedobre co się w dzieciństwie przeżyło nazywane jest traumą. No i takie może być. Trudno oceniać życie innych.
    Drugi człowiek może wnieść w nasze życie piekło albo niebo...może być też czyściec.
    Ostatnio z siostrą rozmawiałam na temat naszych przodków i doszłyśmy do wniosku, że powojenne pokolenie nie było normalne...nie mogło być. Wychowywali ich ludzie po wojennych przejściach, żyjące w ciągłym zagrożeniu życia z niewielką wiedzą jak radzić sobie z trudnymi przejściami. Jak mogli oni wychować normalne dzieci?
    A te dzieci wychiwywały potem nas...

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda - też kiedyś o tym pomyślałam: ciężko jest dać wszystko co dobre, mając wojenne doświadczenia, oczywiście ludzie radzą sobie z tym różnie, jednak to zwyczajnie ciężko nieść dalej, tak myślę.
    Można więc założyć, że robili wszystko co byli w stanie - a jeśli coś, co było krzwdzące - cóż, nie umieli inaczej.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz