sobota, 11 lutego 2023

każda zima musi kiedyś skończyć się

 

Zdjęcie nie na temat ale dedykuję osobie która polubiła piosenkę "be be be kopytka niosą mnie" i proszę Czytelnię - bez obrazy!

Mijający tydzień był dla mnie taki, dzień po dniu

poniedziałek – okropny

wtorek – beznadziejny

środa – jeszcze gorszy

czwartek – tragiczny

Piątek zaczął się nieciekawie ale miałam nadzieję, że ten podły czas przejdzie, przeminie, bo nie może być zawsze źle. Wracałam z pracy i w autobusie przeczytałam wiadomość – czy pamiętasz o teatrze?

Pamiętałam. Miesiąc temu dostałam  dwa bilety i pamiętałam, nawet chciałam sobie wziąć wolne na sobotę ale nie poprosiłam uznając, że po robocie wykąpię się, ogarnę a spektakl dopiero o dziewiętnastej więc dam radę. Ale to nie w sobotę jest tylko w piątek, sprawdź bilety Klarka!

Ojasnygwint, a ja myślałam cały czas, że w sobotę. To nic. Była dopiero szesnasta. Dotarłam do domu, gdzie dowiedziałam się o dwóch kolejnych niemiłych sprawach. No trudno, wzięłam to na barki (ciekawe dlaczego znów mnie zaczęły boleć) i powiedziałam Krzyśkowi o pomyłce, czyli o tym, że nie jutro ale dziś jedziemy do teatru.

Od nas jest kawałek, trzeba też trochę pokręcić po Krakowie żeby zaparkować, dlatego musieliśmy ruszyć dość wcześnie.

Znaleźliśmy wolne miejsce na parkingu przy ul. Filipa. To dość ważne dla dalszej opowieści. Tam się wjeżdża, pobiera kwit i płaci się po powrocie. Zostawiliśmy auto i poszliśmy spacerem przez miasto, musieliśmy dotrzeć do placu św. Ducha. Komu się chce to teraz może wytyczyć trasę aby zobaczyć, że to wcale nie jest tak blisko.

W połowie drogi Krzysiek oznajmił, że chyba zgubił ten kwit za parking. No to się wróć i szukaj – powiedziałam.  - E, nie, może znajdę jak będziemy wracać.

No dobra, nie takie rzeczy dobijały mnie w tym tygodniu więc co ja się będę martwić biletem z parkingu – pomyślałam.

O spektaklu napiszę następny post, oddzielny. Było doskonale, pięknie i wszystko mi się podobało.

Po przedstawieniu szliśmy na parking tą samą trasą. Był piątkowy, zimowy wieczór, na ulicy i na chodnikach szkliły się resztki śniegu, spacerowali ludzie bo Kraków nigdy nie zasypia a to był dopiero wieczór, nawet ludzi z małymi dziećmi widziałam. A właśnie – tak dawno nie byłam w Krakowie wieczorem, i powiem Wam – ładnie jest. Zapomniałam, że jest ładnie.

Tak sobie szliśmy rozmawiając ze śmiechem o tych doktorach z przedstawienia gdy Krzysiek schylił się, podniósł leżący na chodniku kawałek papieru i powiedział – mówiłem że znajdę.

Znalazł. A za zgubiony kwit  musiałby zapłacić 50 zł.

 

 

17 komentarzy:

  1. Aż sprawdziłam swoje bilety na spektakl... ale tak dobrze zapamiętałam. Mamy na 4 marca, bo to Męża imieniny😊
    Pozdrawiam serdecznie kochana życząc tylko dobrych dni🤗🧡☕🌷🍀

    OdpowiedzUsuń
  2. no widzisz nie był taki zły ten tydzień;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawda, Kraków jest piękny wieczorem. Byłem tam w zeszłym roku, w sierpniu. Chciałbym pojechać i w tym roku, ale nie wiem, czy z moim starym dieslem mnie wpuszczą. Na elektryka mnie nie stać, niestety - no i z domu nie dojechałbym nim do Krakowa.
    A sprawa z kwitkiem naprawdę warta opisania! ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Piekna sprawa z tym kwitkiem z parkingu. Teresa

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju, jaka piękna historia :) Miłego tygodnia, Klarko.

    OdpowiedzUsuń
  6. W życiu musi być dobrze i niedobrze.
    Bo jak jest tylko dobrze, to jest niedobrze.
    ks.Twardowski to powiedział.
    Na barki dobry jest sirdalud i żel perskindol.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że jednak były miłe momenty w kiepskim tygodniu 👍💚. I niech tak będzie zawsze , DTCK ❤️

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję dyspozycyjnego męża który ogarnął się natychmiast a nie dopiero w sobotę.No i miał fart z tym biletem.Jednak trochę szczęścia w nieszczególnym tygodniu.
    Pozdrawiam Andrzej G.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziwiam męża za zimna krew!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też też tak znalazłam!!

    A raz nie....

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakże się cieszę , moje kopytka mają 70 więc napisałem kopyta . Piszę 1 palcem , więc się nie rozpiszę . Pozdro.

    OdpowiedzUsuń
  12. pewnie małzonek w antrakcie litanię do św.Antoniego odklepał to i bilet znalazł:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ach. To się nazywa szczęście!
    Przyznam się, że i ja polubiłam dzięki Tobie piosenkę o baranku. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  14. O mało co nie spotkałyśmy się, Klarko, na spektaklu :) Byłam jednak zbyt zmęczona i odpuściłam...
    Ella-5

    OdpowiedzUsuń
  15. Szczęściarz Krzysiek.
    Co do Twojego tygodnia. Podziwiam jaki był różnorodny. Każdego dnia coś innego. Jakże zazdroszczą Ci tego owładnięci monotonią ci którzy każdego dnia muszą powiedzieć że dzień był super

    OdpowiedzUsuń
  16. Wierszyk o baranku kocham od bardzo dawna, tak jak i Andrusa, a Krzysiek to w totka powinien zagrać, o!
    Rok temu wieczorem spacerowaliśmy po Krakowie, ale pięknie było, Kraków ma niepowtarzalny klimat, szkoda, że to tak daleko...
    Gimi

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz