piątek, 11 września 2026

emeryci

 Nie bardzo lubię zakupy we dwoje. Generalnie nie bardzo lubię robić jakiekolwiek zaopatrzenie, dlatego chodzę w jednych butach kilka lat a meble i sprzęt wymieniam jak się zepsują na amen. Zakupy przez internet owszem, robię, i ma to sens, na przykład w rossmanie - sklep jest niedaleko więc kupuję w aplikacji wszystko czego potrzebuję i odbieram w sklepie. 

Mąż handel uwielbia i łaziłby po sklepach od rana do wieczora. Przystaje przy półkach, ogląda, bierze do ręki, odkłada, a ja stoję w przejściu z wózkiem i czekam. Cierpliwie albo nie. Kupuje trzy opakowania makaronu bo jest promocja albo worki do odkurzacza, którego nie mamy od wielu lat. Napala się na czarne kabiny prysznicowe i już  by wyrzucał starą, poczciwą wannę. A ja tak stoję z tym wózkiem bo przyjechaliśmy po wrzosy i szukam taniego pobytu w Rabce bo skoro on będzie robił remont łazienki to ja muszę uciekać z domu.  Na szczęście na wrzosach się skończyło. 

Ale jeść trzeba więc żeby się nie kłócić (nie taka mąka, nie te ogórki, co ja zrobię z tego mięsa, co z tego że było na promocji) to raz w tygodniu jedziemy do większego sklepu. Mój guz jest stabilny więc ogarniam życie i nawet, jak dawniej, rozglądam się wokół nie tylko "ser, coś dla psa, te małe grahamki, nawilżany papier i nie bierz tu pomidorów bo są jak korpiele". 

Przed południem sklepy są pełne takich ludzi jak my. Starsze pary, podobne do siebie. Często mają podobne sylwetki, bo przecież wspólny stół. Jedno wybiera produkty, drugie czeka przy wózku. Czasem na siebie syczą. Ona ma często smutną twarz a on nosi na twarzy złość. Ona farbuje włosy, on siwy. W wózku jedzenie dla ludzi i zwierząt. Na parkingu starszy samochód. 

Czy te związki naprawdę są zgodne i szczęśliwe tak jak obiecywali 30, 40, 50 lat temu? Jesień ma być krótka tego roku, a potem długa, mroźna zima. 

Przesyłam pozdrowienia. Klarka. 







15 komentarzy:

  1. Poszłabym z Twoim mężem na zakupy🤣. Ja jeszcze uwielbiam biegać po sklepach. Mąż cierpliwie siedzi na ławeczce. Czeka, kiedy go przywołam. Te starsze pary są smutne. Jak się trafią tacy, którzy są dla siebie mili i troszczą się o siebie, to od razu zwracają na siebie uwagę. Mnóstwo takich par obserwuję wszędzie. Smutne to bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze płaci i zawozi i pakuje zakupy do bagażnika, ja przechodzę za kasami

      Usuń
  2. My ostatnio chodzimy osobno, po co sie denerwować, a zakupy męża przestałam nawet komentować...każdy ma swojego bzika:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli kupuję coś wymagającego szukania to idę sama a mąż siedzi w aucie

      Usuń
  3. Jak się mieszka na wsi bez prawa jazdy,to się jest zdanym na łaskę męża.Dlatego lubię chodzić spokojnie po sklepach,kiedy jestem u synów.Oczywiście przed południem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, przez wiele lat jeździłam autobusem i jeśli po drodze robiłam zakupy to musiałam je trzymać w rękach, to jest bardzo uciążliwe

      Usuń
  4. Lubię robić zakupy z mężem, ale tylko spożywcze i ogrodowe, przy ciuchach jakoś często mówi, to ja tu poczekam na ławeczce....😁. A co do tych min takich niekoniecznie wesołych i szczęśliwych to jednak ludzie sami sobie robią krzywdę. Cieszyć się można i trzeba z byle głupoty. Z tego że słońce świeci, że deszcz jest akurat bardzo potrzebny i pada, że mąż rano nie marudził jak zwykle, że kolano jakoś dziś mniej boli... Wiem że trudno czasem, ale warto joga śmiechu mówi, że nawet taki wymuszony śmiech dostarcza endorfin i poprawia nie tylko samopoczucie, ale i zdrowie. Warto się uśmiechać do siebie i do świata. Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lubię patrzeć na roześmiane przedszkolaki, zauważyłaś jak dzieci często się śmieją i nawet gdy płaczą to za chwilę uśmiech na buzi

      Usuń
  5. Klarko! Na zakupy zawsze sama! Nigdy nie potrzebowałam czyjejś rady, czy oceny! Wiem, czego chcę i nie chodzę z ogonem😀( wyjatek- w galerii na dworcu - poprosilam o szybką obsluge, mówiac - bo ten pan z nieszczęsliea mina, stojacy przed wejściem - to moj mąż🤣).No razem to zakup spodni dla L.- bo przymierza, pozostale częsci garderoby kupuje mu sama.A spozywcze- czeka w samochodzie, az podjade z wozkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, to jesteś lepsza, bo ja ogłosiłam koniec z matkowaniem już jakiś czas temu, a spożywki nigdy nie pakowałam, jeszcze czego, nawet nie płacę za spożywkę (u nas osobne konta)

      Usuń
  6. My chodzimy razem i osobno: wchodzimy razem i przy kasie jestesmy razem W miedzuczasie wejscie-kasa kazdy sobie. Mamy przeciez telefony i gadamy sobie szyfrem: On dzwoni, ja odpowiadam - 54, on - 17, ja - 25, on - no to najlepiej w kasie 7, ja - ok. Przy kasie: on laduje zakupy na tasme, ja zbieram do siatek. On traci humor przy placeniu. Ja sie usmiecham pod nosem, do siebie. A tak to my jestesmy para, ktora usmiecha sie do srodka, tak wewnetrznie, na zewnatrz miny obojetne. Sklep to sklep a zakupy musi sie robic co tydzien. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. On zbiera na wozek mleko, pieczywo, makarony i cos do tego. Ja salatke, pomidora, avokado, kwiatki, szwarc mydlo i powidlo :))). Sprawnie idzie. Placenie przez niego to korzystanie z karty przeznaczonej na zakupy tygodniowe. Nie musimy dyskutowac, zloscic sie. Jak jednak trzeba to robimy to juz w domu. :)))

      Co do wozkow to raczej poltora wozka. On duzy bo sie na nim opiera a ja ciagne maly bo szybciej sie z nim przemieszczam. :)))) I nie dochodzi do zderzenia. Miedzy nami. :)))

      Usuń
  7. Nie mogę się nacieszyć, że od jakiegoś czasu era zakupów we dwoje, to już przeszłość. Kto mieszkał pod jednym dachem ze skąpiradłem, ten wie, o czym mówię. Gadżety do jego komputera- najdroższe, to nic, że niepotrzebne. Wędlina, sery- najtańsze, a najlepiej przecenione. I tak dalej. Sprawa "rypła się" pół roku temu. Odżyłam. Zakupy robię sama. Jem dobrze, nie najtaniej, ale zdrowo. Schudłam 6 kilo sama z siebie, bez głodu i bez ćwiczeń. Nie współczuję tym ludziom o smutnych twarzach, bo "nie ma na świecie takiej rury, której nie można odetkać" :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie też doprowadza do płaczu sytuacja, kiedy na placyku pomidory są dojrzałe i pachnące a on kupuje twarde i śmierdzące z dyskontu, mam wrażenie, że kiedy się pracuje i jest mało czasu to się nie widzi tego co teraz

      Usuń

Twój komentarz