Za Magdą chodził taki chłopak z sąsiedniej wsi. Za nią chodził a z ojcem i jej bratem pił. Magda go nie chciała. Ojciec był o to zły i mówił – taki rozum jak matka. Nie znaczy to, że matka była głupia, nie. Matka dawno temu podzieliła dom na pół i ojca na swoją połowę nie wpuszczała. Ojciec stale deklarował miłość po grób ale wcale nie był ani dobrym mężem, ani dobrym ojcem.
O Magdzie mówił, jest darmozjadem i powinna wyjść za
mąż za kogokolwiek kto ją zechce za żonę.
Ten chłopak
naprawdę był zakochany, chodził za nią ze dwa lata ale co z tego. Nie chciała
go. Mówiła mu o tym wiele razy ale on
jej nie słuchał. Pytał dlaczego. Nawet płakał czasem. Ona nie chciała go
upokorzyć ale też nie chciała dawać mu nadziei. On nie miał nic, mieszkał z
matką, pił, nie wiadomo z czego żył. Czasem pracował a częściej nie.
Wreszcie przyniósł jej pierścionek. Drogi. Powiedziała mu, że nie chce pierścionka i nie chce go widzieć. Płakał i mówił to co zawsze – nie odejdę od ciebie, nie pokochasz innego, daj nam czas.
Jak ty nie wyjdziesz z tego domu to ja wyjadę –
powiedziała i trzasnęła drzwiami.
Nocowała u
koleżanki. Wróciła rano do domu i na kuchennym blacie zobaczyła pierścionek.
Drogi. Westchnęła, włożyła go do torebki i od razu pojechała do matki chłopaka,
aby go zwrócić. Ja go nie chcę – powiedziała. Przywiozłam, bo może zgubić albo
przepić, a to jest droga rzecz. A ja go nie chcę.
Magda wyjechała i dopiero wtedy poczuła się wolna. Po kilku latach wyszła za mąż za Wojtka. Jak się poznali? W pracy. Magda była bardzo zakochana, dla Wojtka mogła zrobić wszystko i robiła, o sobie nie pamiętając. Kiedy po latach pytam ją, czy jest szczęśliwa, odpowiada, że nie jest nieszczęśliwa.
To tak samo jak jej pierwszy
chłopak – ustatkował się i ożenił, i nie jest nieszczęśliwy.
Jest jakaś magia w tym zakochiwaniu się...
OdpowiedzUsuńchemia, i człowiek traci rozum
UsuńTrudne pytanie, sprytna odpowiedź...
OdpowiedzUsuńDawno, dawno temu za lasami, za górami... 😊 Była sobie młoda dziewczyna i mlody chlopak. Kochali sie bardzo, bardzo. Zareczyli sie i planowali ślub. Okazalo się jednak, ze to co dla niego bylo oczywiste to dla niej wcale nie.. Nazwisko. Najpierw były żarty, pozniej od slowa do slowa kłótnia. Mloda bowiem za żadne skarby nie chciała nazywać się Kargul. Tak się zapętlili, tak zacietrzewili, ze zareczyny zostały zerwane. Kazdy poszedł w swoją stronę. Mloda poznala innego delikwenta, wyszla za mąż, urodziła dziecko. I trwała w małżeństwie. Czasem nawet walczyła o przetrwanie... Aż po wielu latach powiedziała dość. I wtedy zjawił się on - Kargul. Tyle lat czekał... Nie ożenił się. . Rzucili się sobie w ramiona. I naprawdę, poźniej żyli jeszcze długo, szczęśliwie i w dostaku. Teraz nie ma już ani Kargula ani cioci Kargulowej. Ale historia o ich miłości ciągle jest żywa w rodzinie. 😊
OdpowiedzUsuńO rany!
UsuńPrzeciekawa historia!
No mój mąż by się ze mną nie ożenił, gdybym nie chciała zmienić nazwiska. Na szczęście akurat bardzo chciałam😂