sobota, 29 sierpnia 2026

no i co z tego

 


Najpiękniejsze róże są u kogoś. Można podziwiać, wąchać, można nawet kupić bukiet i trzymać w wazonie na komodzie tydzień albo dwa a potem bez żalu wyrzucić na kompost. Nie wiem już z jakiego powodu i nawet nie chcę wiedzieć co to się ze mną porobiło, bez rozumu zupełnie róże kocham i już. Miłości nie ma co tłumaczyć, kocha się za wszystko i za nic. Zauroczenie czy zakochanie może być chwilowe ale żeby tak na zawsze to musi być miłość najprawdziwsza. W całym domu powtarza się motyw tych kwiatków – zasłony, talerze, filiżanki – w róże ach w róże sukienki moje są, w róże ach w róże szlafrok mój jest jak w piosence. I nawet Matka Boska z Tuchowa, gdzie się urodziłam, trzyma ten kwiatek w dłoni.

Będzie długi tekst, można iść po kawę, herbatę albo coś.



Ogród nasz jest dość zapuszczony i bardziej przypomina siedlisko bez gospodarza niż podmiejską posesję, którą w zasadzie jest. Najstarszą różę sadziłam sama. Nie znałam się na kwiaciarstwie kompletnie tak samo jak mąż nie znał się na ogrodnictwie. Zresztą byliśmy bardzo, ale to bardzo biedni i w pierwszą zimę paliliśmy w piecu mokrym drewnem z sadu. W styczniu ścięliśmy we dwoje orzecha, potem gruszę rosnącą przy studni. Mój chłop miał szczęście, bo pracę piłą moje-twoje miałam opanowaną i siły też miałam dość.

Wiosną przed domem zakwitły bzy i narcyzy ale po drugiej stronie nie było żadnych kwiatów a mnie się marzył ganek obrośnięty różami. Kupiłam krzaczek, wykopałam dołek, posadziłam i  wbiłam obok niewielki kijek myśląc, że skoro pnąca to się będzie wspinać a potem oprze się o ścianę i da sobie radę.

Nie miałam pojęcia co to za odmiana, nie wiedziałam nic o pielęgnacji, po prostu kupiłam bo chciałam mieć pod oknem pnącą różę. Przeszła remont elewacji, wymianę dachu, osuszanie fundamentów, kopanie pod kanalizację, wyburzanie szopy a z lżejszych kataklizmów lądowanie kotów usiłujących dostać się do okna, dwa psy zakopujące pod nią nadwyżki żarcia, domek dla jeży, przekleństwa i groźby każdego, kto choć raz doznał poranienia jej kolcami. Grubsze i cieńsze, haczykowato zakończone kolce ranią boleśnie i dotkliwie, z trudem dają się odczepić z ubrania i ciała rozrywając je. Wbijają się nawet przez cienką podeszwę buta. Rany  krwawią i długo się goją.

No i co z tego. Każdego lata południowa ściana domu pokrywa się wspaniałymi różowymi bukietami a słodki, intensywny zapach czuć w całym domu. Ścięte kwiaty stoją w wazonie nawet dwa tygodnie, są niezwykle trwałe. Kiedy robię z niej bukiet, staram się obcinać kolce ale i tak wiem, że osoba zmieniająca w wazonie wodę pokłuje się. 



 Dwa lata temu posadziliśmy koło śmietnika taki niepozorny krzaczek, rozrosła się na kilka metrów w szerz i w górę. Kolców ma o wiele mniej. Taka łagodniejsza jest. Mniej intensywnie pachnie a kwiaty można zrywać gołymi rękami. Wszyscy ją podziwiają bo obsypana zmieniającymi  się kwiatami jest zachwycająca - najpierw jest różowa, zmienia się a na koniec rozkwita na żółto. 

Gdyby ktoś zapytał, czy na swojej posesji sadzić róże, to odpowiedziałabym, że nie. Bo to jak z dziećmi. No i co z tego. 

6 komentarzy:

  1. Chciałabym takie róże, obie mi się podobają. Miałam 18 lat różę pnącą bordową i wielkokwiatową różową, obie pachniały, ale karczownik je zeżarł. Kupuję od 3 lat sadzonki, ale w tym roku marne strasznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Najwyraźniej róże odwzajemniają twoje uczucie 😊nie mam ogródka, niestety, ale gdybym miała obsadziłabym go malwami, kocham i uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewnie madz rękę do kwiatów skoro Twoja róża przetrwała tyle przygód.🌹
    Pamiętam ganek sąsiadów, który latem calutki pokryty był kwitnącymi różami. Do domu wchodziło się przez bramę z kwiatów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widuje róże , niektóre krzaki kwitną obficie.
    Podobno trzeba mieć rękę do róż, a może trzeba je po prostu czuć i kochać?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam dwie pnące róże przed domem. Zasłaniają zjazd dla wózków. Posadziłem je z taką samą wiedzą jaką Ty miałaś sadząc swoje krzaki. Kwitnie pęknie na czerwono. Wymaga jednak troski, przycinania opryskiwania na mszyce itp. Po takich zabiegach mam tak podrapane ręce jakbym stoczył walkę z dzikim kotem. W tym roku dosadziłem różową w innym miejscu. Róże to piękne kwiaty. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz