Będzie o
tym, jak uczniowie nosili do szkoły noże a nauczyciele spacerując po korytarzach
spokojnie palili papierosy oraz o tym, jak koleżanka wybiła kijem okno w gabinecie
dyrektora szkoły.
Najpierw
jednak zasmucę wszystkich, którzy cieszyli się z mojego milczenia w tym miejscu
i mieli nadzieję, że tak już będzie na zawsze. Mam propozycję nie do odrzucenia
– wykupcie cały nakład mojej książki i spalcie. Gówno mnie obchodzi że się boicie i
wstydzicie co wyjdzie na jaw.
To tyle, mam się całkiem dobrze, głowa jak zawsze, gópigus jak zawsze, cierpliwość tracę, kilogramy tracę.
Jeśli ktoś ma miejsce w rodzince
duolingo to jestem chętna, odkupię.
No dobra,
zaczynamy.
Koło szkoły
w mojej ukochanej Jodłówce były dwa boiska. Jedno między szkołą a kiblami, taka
łąka bardziej, a drugie wyłożone betonowymi płytkami, położone tuż pod oknem
dyrektora szkoły. Na tym boisku grywaliśmy w palanta. To taka gra – trzeba uderzyć
kijem w piłeczkę, odrzucić kij i biec co sił w nogach na wyznaczone miejsca i
nie dać się zbić przechwyconą przez przeciwnika piłeczką. No i moja koleżanka,
dziewczynka ambitna i do tego mocna w rękach od roboty w polu, jak
przygrzmociła w piłeczkę to ta poleciała aż pod kible, dziewczyna pieprzła za
siebie kij i sprint! A kij poleciał prosto w dyrektorskie okno.
No i co, no
i nic, mamy przynajmniej o czym opowiadać na stare lata. Dyrektora pamiętam
jako niezwykle miłego i łagodnego człowieka. Gorzej niektóre nauczycielki –
czasem się darły na pół szkoły i waliły dziennikiem w biurko ale przeważnie
spacerowały po dwie paląc papierosy i popijając herbatkę ze szklaneczki. Też
nie miały łatwo, musiały ogarniać po kilka przedmiotów np. fizyk miał
matematykę i wf a pani od rosyjskiego miała muzykę i chór.
Z nożami
było tak. Drużyna harcerska była w
szkole bardzo silna. W dni zbiórek pół szkoły paradowało w mundurkach z
przyczepionymi do paska finkami. Nauczyciel opiekujący się harcerzami nie był
głupi i wiedział, że część dzieci pochodzi z biednych rodzin i na mundurek
kupiony w składnicy harcerskiej często ich nie stać, dlatego oznajmił, że jeśli
ktoś nie ma mundurka to może przychodzić na galowo. Moja siostra strój
harcerski miała a do tego bardzo o niego dbała, prasowała, starannie
przyszywała sprawności, chusta jak nowa itd. Ale ona zarobiła sobie na ten
mundurek zbierając truskawki, a ja byłam jeszcze za mała na pracę u gospodarza.
Miałam więc białą bluzkę i granatową spódniczkę, ale przepasywałam się
harcerskim paskiem z finką i pod kołnierzykiem bluzki wiązałam chustę.
Aż moja
siostra skończyła podstawówkę i ja odziedziczyłam upragniony mundurek. I tu
zaczyna się moja porażka. Bo ja się wstydziłam wśród rówieśników, że wszystko
mam po siostrach. Wszystko oprócz niebieskich oczu i blond włosów oraz
talentu muzycznego.
Przerabiałam
więc te rzeczy jak umiałam. Na bluzce wyszywałam kwiatki, obrębiałam koronką
spódniczkę, ucinałam spodnie. Pamiętacie że ja nie umiem szyć? Z sandałów
robiłam klapki. I ten mundurek też przerobiłam. Był na mnie za duży więc obcięłam
długość i rękawy i tak poszłam na zbiórkę a wtedy usłyszałam, że ten strój jest
nieregulaminowy i nie mogę go nosić. Płakałam z tydzień albo dwa a do tego
matka się na mnie wydarła, że zepsułam mundurek i ona mi na pewno nowego nie
kupi.
Szyć nie
umiem do dziś i nie zamierzam tego zmieniać ale czasem kusi mnie, żeby coś przerobić a potem ta rzecz nadaje się
wyłącznie do wyrzucenia. I to tyle.
Jak zawsze
nieustannie pozdrawiam ukochanych czytelników i życzę uśmiechniętego, czarującego
czasu.
Ja jestem na Duolingo, ale nie wiem, o co chodzi z odkupywaniem miejsca?
OdpowiedzUsuńdzieli się koszty subskrypcji Plan rodzinny Super Duolingo pozwala na dodanie do 6 użytkowników (zarządcy oraz 5 zaproszonych osób) w ramach jednej rocznej subskrypcji. Wszyscy członkowie zyskują pełny dostęp do wersji premium bez reklam, z nielimitowanymi życiami oraz nauką offline, płacąc znacznie mniej w przeliczeniu na jedną osobę.
UsuńAha, dzięki. Jako osoba "pojedyncza" nie interesowałam się Planem rodzinnym, ale faktycznie coś takiego mi proponowano. Będę przedłużać niebawem moją subskrypcję, jakby co, dam znać. A jakich języków Ty się uczysz?
Usuńuczę się angielskiego, muzyki i matematyki.
UsuńKlarka 637129
Zapisałam
UsuńKlarko kochana, dziękuję, że znów piszesz, czekałam na to!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie, IzaBela
takie komentarze czytam z uśmiechem i radością, dziękuję
UsuńOstatnio co jakiś czas tu zaglądałam, cieszę się, że pojawią się nowości. A finką rzucałaś? Pozdrawiam Ania
OdpowiedzUsuńrzucałam finką i rozpalałam ognisko jedną zapałką
UsuńAmbicja użycia jednej zapałki została mi do dzisiaj. Jola
UsuńKlarko,cos mi tu wyglada, ze wpadlas w jakis dolek.Posadzasz nas o radosc z Twojego milczenia,polecasz spalic Twoja ksiazke !To albo duzy dolek albo zaczelas nas nie lubic!! Oj nieladnie! Bo my czekamy,zagladamy tu codziennie!
OdpowiedzUsuńprzesyłam serdeczności
UsuńZapomnialam podpisac,ze ten Anonim to ja,Urszula
UsuńPozdrawiam i Ciebie, choć martwi mnie, że cierpliwość i kilogramy tracisz...
OdpowiedzUsuńzmobilizowałaś mnie do pisania zapytaniem o golasa :)
UsuńNie rozumiem...
Usuńjotka21 sierpnia 2026 19:48
UsuńKlarko, wyszłaś już z szoku?
Puk, puk...
Aaaaa, O.K.
UsuńJak dobrze ,że zmieniłaś zdanie i znów piszesz. Dzięki 😍
OdpowiedzUsuńnie ma za co, wiesz jak jest z pisaniem
UsuńPatrz, a teraz noszenie używanych ubrań jest bardzo modne. Moja córka wszystko kupuje na vinted
OdpowiedzUsuńWygląda jak kloszard ale kursu hapi
ja nawet myjkę ultradźwiękową na tym portalu kupiłam
UsuńMyjka to jeszcze
UsuńAle jeansy??
A ją stać na nowe😂
Ja z podstawówki mam raczej dobrze ułożone wspomnienia prymusa. Rogi wyrosły mi dopiero w ogólniaku i od tej pory wspomnienia zrobiły się dynamiczne. Dobrze, że skończyłaś ten urlop od bloga. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńw tajemnicy Ci wyznam, że w podstawówce zaczęłam palić papierosy
UsuńKLARKA !!!! Natychmiast napisz, że żartowałaś. Jola
Usuńw ósmej klasie to tak tylko okazjonalnie paliłam :P
UsuńJa zacząłem troszkę później, w wakacje po ósmej klasie. Zrobiłem to dla akceptacji otoczenia. Potem paliłem aż do 28 roku życia, a wtedy bezpowrotnie rzuciłem. To już 40 lat jak nie palę. Można? Można.
UsuńDla mnie cały pobyt w szkole od I klasy podstawówki do maturalnej klasy był jednym, totalnym stresem, tyle tylko,że przyczyny stresu się zmieniały, w zależności od mojego wieku. Jedyne ulubione przedmioty to był język polski i rysunki. Reszta mogła nie istnieć. Nie miałam do szkoły daleko, tak niecałe 2 km, ale to były jeszcze siermiężne czasy powojenne i w jednym budynku mieściły się 3 szkoły, 3 pierwsze klasy chodziłam na III zmianę, a do pokonania miałam po drodze bardzo ruchliwą jezdnię, więc przez pierwsze 3 lata byłam odprowadzana i przyprowadzana przez Babcię do i ze szkoły.I bardzo się tego wstydziłam, bo inne dzieci były przyprowadzane przez mamę lub tatę.Poza tym byłam w klasie najmłodsza, bo miałam wtedy tylko 6 lat, ale..... już umiałam czytać i koszmarnie się w szkole nudziłam. Prawie przez calutką podstawówkę w klasie było ponad 50 uczniów i dopiero gdy wybudowano nową szkołę i nasza szkoła się do tego nowego budynku przeprowadziła chodziłam do szkoły na godz. 8,00. A liceum to miałam szalenie bliziutko Parku Łazienkowskiego i często myliły mi się adresy- w Łazienkach przed południem sporo było nastolatków płci obojga, którym adres parku był bliższy sercu niż adres szkoły. Poza tym to było ...żeńskie liceum, z wieczną rewią mody pod fartuchami szkolnymi i była stała licytacja gdzież która z dziewczyn była na wakacjach i bardzo nie lubiłam tej szkoły.
OdpowiedzUsuńjestem ciekawa Twoich wspomnień, są tak różne od moich a jednak jest w nich wiele wspólnego
UsuńCzuję się pozdrowiona i odpozdrawiam serdecznie! Też chodziłam z finką do szkoły. Na dodatek czasem miałam w tornistrze zwykły nóż, bo na zpt robiliśmy sałatkę. Albo druty, bo akurat uczyliśmy się dziergać szalik. Że też wszyscy żyjemy! Chodziłam do trzech podstawówek i w każdej było fajnie, ale najlepiej wspominam SP9 w Koszalinie.
OdpowiedzUsuńu nas był podział na ZPT i dziewczynki uczyły się dziergania a chłopcy robili karmniki i miotły
UsuńŚwietny powrót! 😂 Czytając o finkach, palancie i papierosach nauczycielek, człowiek zaczyna się zastanawiać, czy kiedyś szkoła nie była jednak trochę bardziej „survivalowa”. A historia z oknem dyrektora i przerobionym mundurkiem — bezcenna. Najbardziej jednak cieszy, że wróciłaś, bo takich opowieści zdecydowanie nie wolno spalać razem z nakładem książki. ❤️
OdpowiedzUsuń:-))) jesooosie toz to dziś się czyta jak opowieści nie z tej planety cha hah ha.
OdpowiedzUsuńja chyba jeszcze więcej napiszę bo mi siostra opowiada historie sprzed 50 lat, a w średniej szkole to się dopiero działo, omaryjobosko
UsuńKlarko, Klarko!!! DTCK! U mnie w szkole tez byla druzyna harcerska ale ja nie nalezalam. Mialam za to niebieski beret (taki harcerski) zaciagany pod broda, bardzo mi sie podobal. Podskawowka byla na warszawskim osiedlu, 10 minut na nogach chodnikiem i przez parking. Luksus!
OdpowiedzUsuńno luksus luksus, nie brnęłaś przez las, zaspy, wąwozy i strumyki! :)
Usuńja ten luksus docenialam juz wtedy - wiedzialam, ze nie wszyscy maja tak jak ja.
OdpowiedzUsuńDobrze czasem zrobić sobie taką przerwę i wrócić bez poczucia, że trzeba od razu wszystko nadrobić. W tekście podoba mi się właśnie ta zwyczajność powrotu – bez wielkich deklaracji, za to z poczuciem, że pewne rzeczy nadal na nas czekają. Mam wrażenie, że po przerwie często patrzymy na codzienność trochę inaczej i dostrzegamy drobiazgi, które wcześniej gdzieś nam umykały.
OdpowiedzUsuńJa też nie umiem szyć, ta umiejętność do przeżycia również nie jest mi potrzebna.
OdpowiedzUsuń