niedziela, 23 sierpnia 2026

po przerwie

 

Będzie o tym, jak uczniowie nosili do szkoły noże a nauczyciele spacerując po korytarzach spokojnie palili papierosy oraz o tym, jak koleżanka wybiła kijem okno w gabinecie dyrektora szkoły.

Najpierw jednak zasmucę wszystkich, którzy cieszyli się z mojego milczenia w tym miejscu i mieli nadzieję, że tak już będzie na zawsze. Mam propozycję nie do odrzucenia – wykupcie cały nakład mojej książki i spalcie.  Gówno mnie obchodzi że się boicie i wstydzicie co wyjdzie na jaw.

To tyle, mam się całkiem dobrze, głowa jak zawsze, gópigus jak zawsze, cierpliwość tracę, kilogramy tracę. 

 Jeśli ktoś ma miejsce w rodzince duolingo to jestem chętna, odkupię.

No dobra, zaczynamy.

Koło szkoły w mojej ukochanej Jodłówce były dwa boiska. Jedno między szkołą a kiblami, taka łąka bardziej,  a drugie wyłożone betonowymi płytkami, położone tuż pod oknem dyrektora szkoły. Na tym boisku grywaliśmy w palanta. To taka gra – trzeba uderzyć kijem w piłeczkę, odrzucić kij i biec co sił w nogach na wyznaczone miejsca i nie dać się zbić przechwyconą przez przeciwnika piłeczką. No i moja koleżanka, dziewczynka ambitna i do tego mocna w rękach od roboty w polu, jak przygrzmociła w piłeczkę to ta poleciała aż pod kible, dziewczyna pieprzła za siebie kij i sprint! A kij poleciał prosto w dyrektorskie okno.

No i co, no i nic, mamy przynajmniej o czym opowiadać na stare lata. Dyrektora pamiętam jako niezwykle miłego i łagodnego człowieka. Gorzej niektóre nauczycielki – czasem się darły na pół szkoły i waliły dziennikiem w biurko ale przeważnie spacerowały po dwie paląc papierosy i popijając herbatkę ze szklaneczki. Też nie miały łatwo, musiały ogarniać po kilka przedmiotów np. fizyk miał matematykę i wf a pani od rosyjskiego miała muzykę i chór.

Z nożami było tak.  Drużyna harcerska była w szkole bardzo silna. W dni zbiórek pół szkoły paradowało w mundurkach z przyczepionymi do paska finkami. Nauczyciel opiekujący się harcerzami nie był głupi i wiedział, że część dzieci pochodzi z biednych rodzin i na mundurek kupiony w składnicy harcerskiej często ich nie stać, dlatego oznajmił, że jeśli ktoś nie ma mundurka to może przychodzić na galowo. Moja siostra strój harcerski miała a do tego bardzo o niego dbała, prasowała, starannie przyszywała sprawności, chusta jak nowa itd. Ale ona zarobiła sobie na ten mundurek zbierając truskawki, a ja byłam jeszcze za mała na pracę u gospodarza. Miałam więc białą bluzkę i granatową spódniczkę, ale przepasywałam się harcerskim paskiem z finką i pod kołnierzykiem bluzki wiązałam chustę.

Aż moja siostra skończyła podstawówkę i ja odziedziczyłam upragniony mundurek. I tu zaczyna się moja porażka. Bo ja się wstydziłam wśród rówieśników, że wszystko mam po siostrach. Wszystko oprócz niebieskich oczu i blond włosów oraz talentu muzycznego.

Przerabiałam więc te rzeczy jak umiałam. Na bluzce wyszywałam kwiatki, obrębiałam koronką spódniczkę, ucinałam spodnie. Pamiętacie że ja nie umiem szyć? Z sandałów robiłam klapki. I ten mundurek też przerobiłam. Był na mnie za duży więc obcięłam długość i rękawy i tak poszłam na zbiórkę a wtedy usłyszałam, że ten strój jest nieregulaminowy i nie mogę go nosić. Płakałam z tydzień albo dwa a do tego matka się na mnie wydarła, że zepsułam mundurek i ona mi na pewno nowego nie kupi.

Szyć nie umiem do dziś i nie zamierzam tego zmieniać  ale czasem kusi mnie, żeby coś przerobić a potem ta rzecz nadaje się wyłącznie do wyrzucenia. I to tyle. 

Jak zawsze nieustannie pozdrawiam ukochanych czytelników i życzę uśmiechniętego, czarującego czasu.  

40 komentarzy:

  1. Ja jestem na Duolingo, ale nie wiem, o co chodzi z odkupywaniem miejsca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieli się koszty subskrypcji Plan rodzinny Super Duolingo pozwala na dodanie do 6 użytkowników (zarządcy oraz 5 zaproszonych osób) w ramach jednej rocznej subskrypcji. Wszyscy członkowie zyskują pełny dostęp do wersji premium bez reklam, z nielimitowanymi życiami oraz nauką offline, płacąc znacznie mniej w przeliczeniu na jedną osobę.

      Usuń
    2. Aha, dzięki. Jako osoba "pojedyncza" nie interesowałam się Planem rodzinnym, ale faktycznie coś takiego mi proponowano. Będę przedłużać niebawem moją subskrypcję, jakby co, dam znać. A jakich języków Ty się uczysz?

      Usuń
    3. uczę się angielskiego, muzyki i matematyki.
      Klarka 637129

      Usuń
    4. Zapisałam

      Usuń
  2. Klarko kochana, dziękuję, że znów piszesz, czekałam na to!
    Pozdrawiam serdecznie, IzaBela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. takie komentarze czytam z uśmiechem i radością, dziękuję

      Usuń
  3. Ostatnio co jakiś czas tu zaglądałam, cieszę się, że pojawią się nowości. A finką rzucałaś? Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rzucałam finką i rozpalałam ognisko jedną zapałką

      Usuń
    2. Ambicja użycia jednej zapałki została mi do dzisiaj. Jola

      Usuń
  4. Klarko,cos mi tu wyglada, ze wpadlas w jakis dolek.Posadzasz nas o radosc z Twojego milczenia,polecasz spalic Twoja ksiazke !To albo duzy dolek albo zaczelas nas nie lubic!! Oj nieladnie! Bo my czekamy,zagladamy tu codziennie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pozdrawiam i Ciebie, choć martwi mnie, że cierpliwość i kilogramy tracisz...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dobrze ,że zmieniłaś zdanie i znów piszesz. Dzięki 😍

    OdpowiedzUsuń
  7. Patrz, a teraz noszenie używanych ubrań jest bardzo modne. Moja córka wszystko kupuje na vinted
    Wygląda jak kloszard ale kursu hapi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nawet myjkę ultradźwiękową na tym portalu kupiłam

      Usuń
    2. Myjka to jeszcze
      Ale jeansy??
      A ją stać na nowe😂

      Usuń
  8. Ja z podstawówki mam raczej dobrze ułożone wspomnienia prymusa. Rogi wyrosły mi dopiero w ogólniaku i od tej pory wspomnienia zrobiły się dynamiczne. Dobrze, że skończyłaś ten urlop od bloga. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w tajemnicy Ci wyznam, że w podstawówce zaczęłam palić papierosy

      Usuń
    2. KLARKA !!!! Natychmiast napisz, że żartowałaś. Jola

      Usuń
    3. w ósmej klasie to tak tylko okazjonalnie paliłam :P

      Usuń
    4. Ja zacząłem troszkę później, w wakacje po ósmej klasie. Zrobiłem to dla akceptacji otoczenia. Potem paliłem aż do 28 roku życia, a wtedy bezpowrotnie rzuciłem. To już 40 lat jak nie palę. Można? Można.

      Usuń
  9. Dla mnie cały pobyt w szkole od I klasy podstawówki do maturalnej klasy był jednym, totalnym stresem, tyle tylko,że przyczyny stresu się zmieniały, w zależności od mojego wieku. Jedyne ulubione przedmioty to był język polski i rysunki. Reszta mogła nie istnieć. Nie miałam do szkoły daleko, tak niecałe 2 km, ale to były jeszcze siermiężne czasy powojenne i w jednym budynku mieściły się 3 szkoły, 3 pierwsze klasy chodziłam na III zmianę, a do pokonania miałam po drodze bardzo ruchliwą jezdnię, więc przez pierwsze 3 lata byłam odprowadzana i przyprowadzana przez Babcię do i ze szkoły.I bardzo się tego wstydziłam, bo inne dzieci były przyprowadzane przez mamę lub tatę.Poza tym byłam w klasie najmłodsza, bo miałam wtedy tylko 6 lat, ale..... już umiałam czytać i koszmarnie się w szkole nudziłam. Prawie przez calutką podstawówkę w klasie było ponad 50 uczniów i dopiero gdy wybudowano nową szkołę i nasza szkoła się do tego nowego budynku przeprowadziła chodziłam do szkoły na godz. 8,00. A liceum to miałam szalenie bliziutko Parku Łazienkowskiego i często myliły mi się adresy- w Łazienkach przed południem sporo było nastolatków płci obojga, którym adres parku był bliższy sercu niż adres szkoły. Poza tym to było ...żeńskie liceum, z wieczną rewią mody pod fartuchami szkolnymi i była stała licytacja gdzież która z dziewczyn była na wakacjach i bardzo nie lubiłam tej szkoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem ciekawa Twoich wspomnień, są tak różne od moich a jednak jest w nich wiele wspólnego

      Usuń
  10. Czuję się pozdrowiona i odpozdrawiam serdecznie! Też chodziłam z finką do szkoły. Na dodatek czasem miałam w tornistrze zwykły nóż, bo na zpt robiliśmy sałatkę. Albo druty, bo akurat uczyliśmy się dziergać szalik. Że też wszyscy żyjemy! Chodziłam do trzech podstawówek i w każdej było fajnie, ale najlepiej wspominam SP9 w Koszalinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas był podział na ZPT i dziewczynki uczyły się dziergania a chłopcy robili karmniki i miotły

      Usuń
  11. Świetny powrót! 😂 Czytając o finkach, palancie i papierosach nauczycielek, człowiek zaczyna się zastanawiać, czy kiedyś szkoła nie była jednak trochę bardziej „survivalowa”. A historia z oknem dyrektora i przerobionym mundurkiem — bezcenna. Najbardziej jednak cieszy, że wróciłaś, bo takich opowieści zdecydowanie nie wolno spalać razem z nakładem książki. ❤️

    OdpowiedzUsuń
  12. :-))) jesooosie toz to dziś się czyta jak opowieści nie z tej planety cha hah ha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja chyba jeszcze więcej napiszę bo mi siostra opowiada historie sprzed 50 lat, a w średniej szkole to się dopiero działo, omaryjobosko

      Usuń
  13. Klarko, Klarko!!! DTCK! U mnie w szkole tez byla druzyna harcerska ale ja nie nalezalam. Mialam za to niebieski beret (taki harcerski) zaciagany pod broda, bardzo mi sie podobal. Podskawowka byla na warszawskim osiedlu, 10 minut na nogach chodnikiem i przez parking. Luksus!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no luksus luksus, nie brnęłaś przez las, zaspy, wąwozy i strumyki! :)

      Usuń
  14. ja ten luksus docenialam juz wtedy - wiedzialam, ze nie wszyscy maja tak jak ja.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobrze czasem zrobić sobie taką przerwę i wrócić bez poczucia, że trzeba od razu wszystko nadrobić. W tekście podoba mi się właśnie ta zwyczajność powrotu – bez wielkich deklaracji, za to z poczuciem, że pewne rzeczy nadal na nas czekają. Mam wrażenie, że po przerwie często patrzymy na codzienność trochę inaczej i dostrzegamy drobiazgi, które wcześniej gdzieś nam umykały.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też nie umiem szyć, ta umiejętność do przeżycia również nie jest mi potrzebna.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz