sobota, 13 czerwca 2026

znów o tej Mikulinie

 Dowcip stary, ale mnie zawsze śmieszy. 



Mój chłop ma za nic napominania i kiedy tylko wychodzi poza teren wsi, radośnie puszcza Mikulinę na łąki a ta hasa hyc hyc jak kangur. Zanim podniesiecie alarm, że ucieknie, zagryzie zające, ptaki i co mniejsze dziki   to proszę, darujcie sobie, mojemu chłopu i tak nie da się nic powiedzieć bo on jest z Podlasia. Więc wszystko wie najlepiej. 

A teraz Mikulina zachowuje się jak wartownik a ja się czuję jak więzień. Z kotami było inaczej - kot na widok walizki kładł się do walizki i to był znak, że rozumie, mogę sobie jechać gdzie chcę a on będzie czekać. Skoro go nie chcę zabrać mimo że się spakował. Wpakował? Sama nie wiem jak to nazwać. 

 Mikulina dotychczas nigdy nie doświadczyła rozstania ze mną, dwa lata nie ruszałam się z domu, tyle co na parę godzin i z powrotem.  Teraz zamierzam wyjechać na parę dni ale pytanie - skąd ona wie o moim wyjeździe? Słyszy i rozumie? Zamieszania nie ma bo i wyjazd niedaleki. Ale Mikusia nie odstępuje mnie na krok, aż stało się to męczące bo trzeci dzień bezustannie potykam się o psa. Mam taki fotel przy biurku i ona wbija się między fotel i szafkę i siedzi przy mnie cały czas a kiedy wstaję, idzie za mną tam dokąd i ja idę. 

Ciekawa jestem co to będzie za powitanie. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój komentarz