Hania naznosiła na trawnik pod czereśnią stertę poduszek, kołder i kocyków i zrobiła legowisko, na którym można leżeć i czytać książki albo grać w planszówki albo bawić się z psem albo robić fikołki i gwiazdę albo leżeć i się nudzić.
Wakacje.
Jaki to dobry czas. Dziecko ma prawo do nudy, wcale nie trzeba dziecku
organizować zajęć, niech się kokosi, wymyśla zajęcia albo niech nie robi nic.
Wakacje. Dla mnie, gdy byłam dzieckiem, były to szczególne miesiące. Niekoniecznie dobre. Niekończąca się paląco pilna robota w polu. Plewienie ziemniaków, przewracanie i grabienie siana, zbieranie borówek, żniwa i młocka. Miałam wybór – mogłam iść w pole albo bawić młodsze rodzeństwo. Nigdy nie wpadłam na to, by się zbuntować i powiedzieć, że to nie są moje dzieci. Może się bałam a może miałam wpojone poczucie obowiązku.
W te dnie długie i jasne był też czas na
czytanie książek, na chlapanie się w strumyku, wspinanie się na owocowe drzewa
w poszukiwaniu pierwszych jabłek i śliwek. Było kokoszenie się na kocyku,
opowiadanie niesamowitych historii, straszenie się i popisywanie gimnastyką - która
zrobi gwiazdę a która mostek ze stania. Czas
pierogów z borówkami, młodych ziemniaków z kwaśnym mlekiem, chleba ze śmietaną.
Na wrzesień
czekałam z niecierpliwością, wrzesień to była szkoła, słowo lepsze niż wakacje.
U mnie pierwszy miesiąc wakacji upływał w sadzie, porzeczki czarne, czerwone, a potem wiśnie. Jak zamykałam oczy to je widziałam, jak żywe. Sierpień był już lżejszy, normalne zajęcia, trochę w domu, trochę u Babci, czasem jakiś obóz harcerski, lub kolonie. Mimo wszystko lubiłam lato i tak mi zostało do dziś.
OdpowiedzUsuńLubiłam wakacje, ale lubiłam tez powrót do szkoły, nowe książki, zeszyty, wszystko nowe i w szkole ciekawie!
OdpowiedzUsuńTo dokładnie tak samo jak ja:))
UsuńMiałaś naprawdę dużo obowiązków, zdecydowanie za dużo jak na dziecko.. ehh. Szczerze Cię podziwiam!
OdpowiedzUsuńMoje wakacje przypominały troszkę te Twojej Hani... razem z mamą szybko ogarniałyśmy mieszkanie i obiad, ale tak poza tym nie było zbyt wiele obowiązków. Nawet nie traktowałam tych zajęć jako obowiązki, chętnie pomagałam. Miałam mnóstwo czasu i przestrzeni na moje szalone pomysły. Wynosiłam koce i poduszki na balkon, robiąc sobie "namiot", szalałam z dzieciakami na podwórku, a wieczorami była niepisana zasada, że wszyscy się zbierają razem i bawią w chowanego :)) Miałyśmy nawet z koleżankami wakacyjny biznes! W naszym ogródku otworzyłyśmy sklepik i sprzedawałyśmy ręcznie robione bransoletki z muliny.. cudowne czasy! :)
Naprawdę? NAPRAWDĘ!? Czekałaś ze zniecierpliwieniem na koniec wakacji?
OdpowiedzUsuńNie, no chyba jakaś kosmitka!
Jak tylko sięgnę pamięcią wstewcz, pierwszy września był najgorszym dniem w roku.
Nie wiesz, co znaczyła wieś w okresie młodości autorki bloga. Nie wiesz, jak ciężko pracowały dzieci na wsi. Jak ciężkie było życie na wsi, która była bardzo późno zelektryfikowana. W czasach, gdzie starsze dzieci niańczyły młodsze - nie tylko na wsi. Praca na roli wtedy była wykańczająca fizycznie dla każdego - dla dzieci również. Nic dziwnego, że powrót do szkoły był w pewnym sensie wybawieniem. A skoro NAPRAWDĘ nie wiesz, to się nie wypowiadaj
UsuńNie cierpię, po prostu nie cierpię takich kosmitów odklejonych od rzeczywistości, tak jakby żyli albo w pałacu albo w innej szklanej bańce. Może jeszcze stwierdzisz, że jedzenie produkuje się w Biedronce a pieniądze w bankomacie?
Możesz mnie sobie nie cierpieć - dam radę z tym żyć. Komentarz był skierowany do autorki bloga, która, w przeciwieństwie do niektórych anonimów, ma poczucie humoru i nie obraża się o byle co.
UsuńKlarko, jeśli przesadziłem, przepraszam, nie miałem nic złego na myśli. Piszę to, bo akurat Twoje zdanie się dla mnie liczy.
spokojnie, nic się nie dzieje, żadne z Was nie miało złych intencji,
UsuńZ Nitem piszemy chyba z 15 lat i pozostajemy we wzajemnym szacunku a nawet się lubimy i w życiu by mi nie przyszło do głowy poczuć się dotkniętą,
anonimowi dziękuję za czujność
i generalnie wszystkim dziękuję za komentarze bo nie ogarniam, za co przepraszam stokrotnie
Szanowni Państwo,
Usuńnie mogę przejść obojętnie obok tematu, który jest dla mnie ważny. Idąc dalej, co z wypadkami dzieci wiejskich podczas prac "wakacyjnych"? Nie wiem jak Pani , ale ja miałam koleżanki i kolegów oparzonych podczas prac w gospodarskiej kuchni, z obciętymi w różnych maszynach końcówkami palców, blizny po głębokich zranieniach, był też wypadek śmiertelny dziecka - skutek opieki starszego rodzeństwa. Nie upilnowali nad rzeką. Młodzi nastoletni chłopcy prowadzący traktor bez uprawnień. Różne cuda -wianki się działy, można o nich pisać długo. Dzieci pracowały na równi z dorosłymi. Czy jeszcze kogoś zdziwi radosny powrót do szkoły? Ale o ile większość komentujących widziała wiejskie dzieci pracujące z oddali albo była na krótko na wsi, o tyle ja wiem co kryje się pod tym w gruncie rzeczy pozytywnym wpisem autorki i jak nielekko czasami musiało być. Dlatego nie ma mojej zgody na bezmyślne klepanie w klawiaturę różnych komentujących - i tyle.
A Pani życzę zdrowia.
P.S. Żeby nie było tak minorowo - dzieci rodziców pracujących również w zakładach pracy, nie tylko na swoim poletku, wyjeżdżały na kolonie właśnie z zakładu pracy rodziców. Pamiętam, jak kolega brata na początku lat 80-tych był na kolonii na Węgrzech, nad Balatonem.Wow, wtedy to było coś!!!
mój mąż stracił kawałek kciuka w wyniku wypadku przy młocce, był w szkole podstawowej
Usuńmoja siostra przeleciała przez korbę sieczkarni co skończyło się bardzo bolesnym ogólnym potłuczeniem
oprócz wypadków dzieci na wsi były przeciążone i zaniedbane zdrowotnie i higienicznie
dotknięcie tematu nie wystarcza, trzeba by rzetelnie nad tym popracować, skoro są "Chłopki", mogłyby być dzieci chłoporobotników
UsuńCzyli ma Pani pomysł na kolejną książkę!!!!! Super.
UsuńProszę zastanowić się - byle nie za długo, wziąć byka za rogi i pisać, pisać, pisać. Ma Pani możliwości, wiedzę o tamtych czasach, zna Pani ludzi bezpośrednio poszkodowanych i nikt nie napisze tego lepiej niż Pani.
Powodzenia!!!!!!!!!
W dzieciństwie jeździłem na rodzinną wieś ojca. Widziałem dzieci pracujące na polu, ale bardziej przeszkadzało mi to, że nie zawsze chciały się ze mną bawić. Nie kojarzyłem wtedy tego z ich zmęczeniem pracą w polu. Mnie matka nie pozwalała się zmęczyć.
OdpowiedzUsuńOj te wakacje .Zbieranie truskawek ,porzeczek(było pół hektara) i sianokosy.Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńEla
Pierwszy raz widziałam wakacje dzieci mieszkających na wsi gdy szłam z I do II klasy podstawówki i byłam przerażona- to nie były wakacje, to były same obowiązki a jedynym wypoczynkiem to były dni gdy były wysyłane do lasu by zbierać owoce leśne. I te starsze dzieci musiały się opiekować maluchami. Na nas,czyli na miastowe dzieci na koloniach letnich, miejscowe dzieciaki patrzyły z
OdpowiedzUsuńzazdrością, że możemy się bawić a jeśli nawet nas wysłano do lasu, to zbierane owoce wędrowały do naszych żołądków a nie były zbierane "na sprzedaż" lub na domowy przerób "na zimę".
Jeździłam na część wakacji na wies, ale dzieci tam nie pracowały. Normalnie bawiły się i odpoczywały. Jeździły też na kolonie. Lata 70, może ty piszesz o tużpowojennych. A większość wakacji to oczywiście wyjazdy z rodzicami- morze, Mazury, Węgry, Bułgaria. Super czasy
OdpowiedzUsuńJakie czasy tuż powojenne, to były lata 60-te i 70 -te. Trzeba było przeczytać książkę Pani Klarki, żeby wiedzieć, że np. elektryfikacja jej wsi to właśnie lata 70 -te. Nie każdy region naszego kraju rozwijał się tak samo i równolegle. Naprawdę różnie bywało.
UsuńJa z całego serca uwielbiam wakacje.
OdpowiedzUsuńDla wszelkich niedowiarków info na Wirtualnej Polsce z 4 lipca 2026, 11:50:
OdpowiedzUsuń14-latka zginęła podczas sianokosów. Żegna ją szkoła. "Smutno i pusto"
Ta tragedia wstrząsnęła lokalną społecznością. 14-letnia Faustyna z Kikowa (woj. świętokrzyskie) zmarła na oczach ojca i brata w trakcie prac polowych po tym, jak przygniótł ją ciągnik.
Dramatyczny wypadek rozegrał się w środę, 1 lipca br. Dziewczynka, mająca wakacje, pomagała ojcu i 16-letniemu bratu w sianokosach na górzystym terenie. Podczas prac na polu kierowała ciągnikiem z przyczepką. W pewnym momencie maszyna rolnicza się przewróciła i ją przygniotła. Mimo natychmiastowej pomocy 14-latka zmarła.