sobota, 4 lutego 2023

Nasza zima zła

 

                                                                zdjęcie M. Stębnicki

Nic się nie dzieje, w kieracie dom -praca czasem trafia się wolny weekend i wtedy z każdego kąta wypełzają zaległości ale ja je ignoruję wykorzystując wolny czas na wypoczynek. Ugotuję porządniejszy obiad, zrobię jakieś pranie, zmienię pościel żeby nie wyjść z wprawy  i już nie ma wolnego. Wiem wiem, każdy tak ma. Hania – przedszkolak niedawno zapytała, co to są ferie. Powiedziałam jej, że to rodzaj wakacji, wtedy nie trzeba wstawać rano i iść do przedszkola. – A to ja nie mam ferii, mam tylko w lecie wakacje – odparła mała, która od pierwszego roku życia spędza czas w placówkach bo rodzice pracują i dziadkowie pracują. Jeszcze dwa lata i będziesz mogła spędzać ferie u nas – obiecałam dziecku. Będziemy bardzo długo spać, jeść śniadanie w łóżku, wygłupiać się i wymyślać wierszyki – obiecałam.  Albo pojedziemy we dwie do Rabki!

 

Mam więc motywację, aby żyć.  

 

Zima mnie zaskoczyła. Do pracy dojeżdżam ogrzewanym autobusem, na przystankach stoję najwięcej 10 minut więc nie ubieram się na zimowo. Noszę skórzane botki i długi płaszcz z kapturem. Pod płaszczem spodnie i bluzka z krótkim rękawem. Czapki mam w szufladzie, ciepłe szaliki też.

Dawniej kiedy zimy były srogie aż drzewa pękały a partyzanci kryli się w zbożu też nie miałam ciepłej odzieży ani porządnych butów ale to z biedy. Ale i tak pod spodnie wkładałam rajstopy, nosiłam swetry i grube rękawice a nawet własnoręcznie wydziergane szydełkiem czapki. Ale wtedy autobusy jeździły albo nie jeździły, rozkład jazdy miały za nic i częściej brnęłam w zaspach niż jechałam.

Potem byłam głupia i nie ubierałam się ciepło żeby ładnie (według mnie)wyglądać. Cienkie rajstopy, krótka kurteczka, kozaki na obcasach, rozum na urlopie.  Patologia nie potrafiąca się nigdy odziać stosownie do warunków.

I tak. Wczoraj mnie zima zaskoczyła, bo jakże to, początek lutego i zamieć? Prało mokrym, gęstym śniegiem od wielu godzin i kiedy wyjeżdżałam z Krakowa, autobus był już spóźniony, ale niewiele. Tuż   za miastem zaczęły się problemy aż w końcu przy zjeździe z góry pojazd nasz nie wyrobił i wraz z drugim autobusem jadącym z naprzeciwka utknął w brei na lodzie i ani w jedną, ani w drugą stronę, w bok też nie, do rowu nie, w górę nie. Obydwa tak zatarasowały drogę i nie było nadziei na ruszenie z miejsca, dlatego postanowiłam wraz z koleżanką iść bo do domu nie było już bardzo daleko, zaledwie dwa kilometry, co to jest.

Droga jest dość ruchliwa ale w tamtej  chwili nieprzejezdna więc nadjeżdżające samochody musiały zawracać, co dodatkowo generowało trudność w poruszaniu się. Chodnik nie był odśnieżony, na ulicy gruba warstwa brei a pod nią lód, a z góry padał gęsty, mokry śnieg, raczej nie z góry tylko z naprzeciwka.

Be be be, kopytka niosą mnie – zanuciłam a po 50 metrach tylko świszczałam, kaszlałam i sapałam. Zanim zaczniecie pisać, że nie mam kondycji, to mówię – tak, wiem, ale mam też wadę zastawki i tętniaka i moje serce buntuje się na taki wysiłek, tym bardziej że byłam po pracy a nie po spotkaniu z koleżanką na herbatce. Na wino też się już nie umawiam z powodu nadciśnienia, jak żyć?

Dotarłam do domu z trudem, nasiąknięty płaszcz ważył z tonę, w butach chlupało.

Mam szczęście bo te autobusy otarły się bokami i brakowało sekund do zderzenia, mogło się to skończyć o wiele gorzej.

Be be be kopytka niosą mnie..

 

29 komentarzy:

  1. Ciekawi mnie co to za droga? Czy może wyjazd z Krakowa w stronę Prądnika? Pozdrawiam z zaśnieżonej Warszawy.

    OdpowiedzUsuń
  2. taką zimę mieliśmy ostatnio w listopadzie, można było ulepić bałwana, co Najmłodsi uczynili, a dorośli się ślizgali na nogach bądź na kołach... Zima zaskakuje zawsze i nie tylko drogowców ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaniosło i do mnie. W nocy napadało mokrym śniegiem, rano pomroziło. Nie chciało mi się walczyć z 10 cm lodem na samochodziku, więc dałam mu wolne do wiosny. Wlazłam pod kocyk i czekam na odwilż. Zakupy? at, zaoszczędzę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja już nie pamiętam takich klimatów...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś bardzo dzielna Klarko 👍💚. Z całego serca życzę, żeby obietnica złożona Hani mogła się spełnić ( bo co to są 2 lata ?). DTCK ❤️

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że dotarłaś do domku. Zdrowia i niech szybko zleci do ferii z Hanią. U mnie problem z mrozem i to duży, to głównie zamarznięte krany w oborze

    OdpowiedzUsuń
  7. Jechałam wczoraj tą drogą. Wybrałam się na wizytę do klienta poza duże miasto i zamiast jechać 20 min, jechałam półtorej godziny w jedną stronę. Z duszą na ramieniu. Droga biała, śliska, zakręty, raz góry, raz doliny, hamować się nie da... Minęłam w sumie 3 auta w rowach, zaklinowaną ciężarówkę na rondzie, sznury stojących aut na głównej drodze - stały pod górą na którą się nie dało wyjechać. Syn mojego klienta tamże, wracając z dzieckiem ze szkoły, porzucił auto i szli na nogach pod górę, jak i Ty (dziecko zimę zapamięta:) Może i autobus był dalej, już nie wiem. Dużo mnie to kosztowało. Do dziś mam spięte wszystkie mięśnie... No, ale dojechałam cała i auto też.
    Ella-5

    OdpowiedzUsuń
  8. Czas leci, weekend leci, wszystko gna do przodu.

    OdpowiedzUsuń
  9. A w Wielkopolsce śniegu nie ma nawet na lekarstwo. Coś tam trochę poprószy i już za chwilę stopnieje albo wiatr zdmuchnie śnieg. Z jednej strony trochę żal, ale z drugiej - przynajmniej nikt nie utknie w zaspie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas już spore górki i stąd te kłopoty na podjazdach

      Usuń
  10. ja w jedna stronę jeżdżę samochodem-wtedy kurtka ale bielizna termiczna itp a kolejnego dnia w przeciwpołożną jeżdżę autobusem. - zawsze wtedy ciepło ubrana. Płaszcz długi ,"Kalesonki" pod spodniami, bielizna termiczna no ale te 10 minut czekania daje w kość a potem przesiadka i czekanie na drugi autobus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jak sobie radzisz z samochodem w tych trudnych warunkach?

      Usuń
  11. Klarko, rozumiem się bardzo dobrze. W piątek z pracy, autem, wracałam 3,5 godziny. A to tylko 50 km.

    OdpowiedzUsuń
  12. Biorąc pod uwagę własne nadciśnienie, na wino umawiam się z małżonką w domowym zaciszu. Nie ma stresu, a więc i ciśnienie w granicach normy

    OdpowiedzUsuń
  13. Klarko Zimowa Nieustraszona! Po takim spacerze koniecznie trzeba sie rozgrzac i to nie winem...
    Pozdrawiam cieplo-goraco!

    OdpowiedzUsuń
  14. Pani się jeszcze chwali,że zawsze tak lekko ubrana zimą? A teraz stękanie na różne choroby? Naprawdę w tym wieku nie potrafi pani tego połączyć?
    Obserwatorka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z przegrzania się robią różne choroby, ja jestem zahartowana

      Usuń
    2. Mam tak samo jak Klarka, choruję zawsze gdy się przegrzeję a nie jak zmarznę, taki ze mnie "zimny wychów" 😉. Grażyna R.

      Usuń
  15. Moje motto na nowy dzień to Be be be kopyta niosą mnie .

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz