Wszelkie zdarzenia, miejsca i postaci opisywane przeze mnie są całkowicie prawdziwe choć zmyślone, a Groźna Woźna jest postacią literacką taką samą jak Waldemar czy Pani Emerytka
sobota, 31 lipca 2021
niedziela, 18 lipca 2021
pogoda w lipcu
Nie piszę po to, by się użalać. Od tego mam siostry ;).
Blog stał się pamiętnikiem a w lipcu nie mam wytchnienia, ciągle coś.
Kilka tygodni temu zawarliśmy umowę na wymianę okien. Firma popularna i wiarygodna, umowa podpisana. W ustalonym terminie lało jak z cebra ale panowie przyjechali. Byłam w orce więc o przebiegu montażu wiem od Krzyśka - wszystko było w porządku aż do chwili, gdy okazało się, że w największym pokoju otwór został źle wymierzony i okno jest za małe. Teraz z wyrąbanym prowizorycznie wstawionym oknem będę czekać na dobre przez kilka tygodni, znów trzeba brać urlop, znów sprzątanie itd.
Są rzeczy, na które nie mam wpływu. Pogoda zwariowała. Codziennie są upały i burze z gradobiciem oraz gwałtowne ulewy. Grad zniszczył mój ogród. To nie jest tak, że wszystko odrośnie bo niektóre z nasadzeń potrzebują dziesięcioleci. Duży grad robi szkody, które widać po kilkunastu dniach bo roślina jest poprzetrącana ale jeszcze żyje jakiś czas, nadłamane gałęzie żółkną i więdną, duże krzewy mają poszatkowane liście, uszkodzone owoce gniją. Nie mam ani jednego kwiatka na różach. Mieczykom poucinało kwiatostany i poszarpało liście, pelargonie zwisające schną bo mają połamane pędy.
Dom mamy ubezpieczony, ubezpieczyciel już wpłacił nam odszkodowanie za uszkodzenia. Niewiele, bo dom stary i remontowany wiele lat temu. Będziemy powoli naprawiać sami. Kiedy wracam z pracy, nie mam sił nawet jeść a tu ciągle do zrobienia coś nowego i bardzo pilnego.
Wczoraj wieczorem znów była burza, i w nocy, i rano. Burza i ulewny deszcz. Przed chwilą przyszedł sms alert - dziś i w nocy 18/19. 07 burze, ulewny deszcz, silny wiatr i grad. Nie trzeba jak co roku codziennie biegać po ogrodzie z konewką.
PS. Hotel pełen gości!
niedziela, 11 lipca 2021
letnie sukienki
Panie już stoją na przystanku. Wiek mniej więcej 70 plus. Pięknie wystrojone - elegancko wyprasowane garsonki, biżuteria, rajstopy na nogach, małe torebki przewieszone przez ramię. Witają się, śmieją. Widać, że brakowało im tych spotkań. Podjeżdża autobus. Jedziemy, żadna z pań nie ma maseczki, czuję się głupio z zakrytą twarzą i zastanawiam się, bo może już nie ma obowiązku zakrywania buzi tylko ja jestem zapracowana i nie oglądam wiadomości.
Panie wysiadają a ja jadę dalej. Jedna przesiadka i przed siódmą jestem w orce. Hotel jeszcze śpi, tylko recepcja czuwa. Przebieram się, pakuję wózek i zaczynam pracę. Nie ma dziś dużo ale wystarczy, by się zmęczyć. Nie mamy klimatyzacji a jest upał, dlatego mam na sobie cieniutką, przewiewną sukienkę bez rękawów. Kupiłam ją we Francji, jest doskonale uszyta, materiał wchłania pot i natychmiast wysycha, plam nie widać. Poświęciłam ją do pracy z bólem w sercu ale komfort jest najważniejszy.
Wsiadam do windy w której są już dwie dziewczyny, pewnie jadą na śniadanie albo zapalić i jedna z nich mówi patrząc na mnie - ja bym nigdy takiej pięknej sukienki nie brała do pracy! Śmieję się, że w pracy też chcę ładnie wyglądać.
Zabieram się za sprzątanie pokoi. W wózku obok mnóstwa preparatów do sprzątania mam bidon z wodą z elektrolitami. Popijam po kilka łyków. To dość ważne bo przy tej pracy można się szybko odwodnić.
Zachodzę do recepcji aby wypisać z grafiku posprzątane pokoje. Dwie pięknie ubrane panie pytają o najbliższy kościół. Mamy w Krakowie 136 kościołów ale gdzie jest najbliższy? Recepcjonistka na pewno wie, ja bym je wysłała po prostu do Mariackiego, ale wystarczy iść iść i zawsze się na jakiś kościół trafi.
Niedzielny rozkład jazdy MPK powinien się nazywać rozkładem beznadziejnym a nie niedzielnym. Nie zdążę na autobus, następny za dwie godziny. Dzwonię do Krzyśka, żeby po mnie przyjechał. Myję się, zmieniam crocsy na sandałki, czerwoną śliczną sukienkę na równie ładną sukienkę białą.
Zostało mi całe pół dnia.
Do miłego napisania!
piątek, 9 lipca 2021
to się nacieszyłam
I bardzo dobrze, że wczoraj pochwaliłam się ogrodem, bo dziś już w nim nie ma nic ładnego.
W pracy byłam, a raczej w piekle. Dwie dziewczyny chore, jedna na urlopie czyli zamiast ośmiu jest nas pięć. Hotel pełen gości.
Straszny upał a ja myłam okna przygotowując kolejne pokoje studenckie pod hostel. Myłam okna, szorowałam łazienki, odkurzałam i myślałam o tym, że każdy ma swoje piekło a moje tak właśnie wygląda.
O drugiej skończyłam. O drugiej, bo zaczęłam o szóstej. Celowo przyjechałam wcześniej, żeby umyć korytarze i windę zanim goście wstaną. Wyszłam z budynku, przegrzana i odwodniona. Nie użalam się, każda z nas tak ma po dniówce. Wyszłam i poczułam na rozgrzanej skórze krople wody. Ludzie zaczęli chować się pod zadaszenie a ja miałam do przejścia zaledwie kilkadziesiąt metrów więc wolno, spokojnie, poszłam w tym ciepłym, letnim deszczu. Zanim jednak doczekałam się na windę i wyjechałam na górę, pogoda gwałtownie się zmieniła. Zaczęło coś huczeć i trzaskać, zrobiło się prawie ciemno.
Gwałtowna nawałnica łamała drzewa, grad walił w szyby, w wielu pokojach hotelowych goście zostawili pootwierane okna więc wszystko natychmiast zostało zalane. Mamy dużą grupę zagranicznej młodzieży, trzeba było zbierać wodę, zmieniać pościel (łóżka stoją blisko okien) i uspokajać, bo przecież im się nic nie stało, mieli po prostu dodatkową atrakcję. Rosyjski mi się jednak bardzo przydaje! Kto by to pomyślał.
Burza ustała na tyle, że mogłam pójść na przystanek. Bardzo zmęczona. Ulice zalane, samochody jechały niczym amfibie. Cały czas miałam nadzieję, że skoro nawałnica rozpętała się nad Krakowem to nas ominęła. Myliłam się. Dotarłam do domu a tu wszystko usłane liśćmi, gałęziami i kwiatami. Połamane, poszarpane. Na hortensje spadła gałąź z czereśni. Motyle krzewy w strzępach. Nawet ten nędzny plastikowy basen szlag trafił.
I teraz proszę mi nie pisać, że inni mają gorzej bo im pozrywało dachy bo ja o tym wiem.
czwartek, 8 lipca 2021
samo urosło
Budleja wabi motyle. Komu motyl usiądzie na ramieniu ten będzie niezwykle szczęśliwy. Nie wiem sama. Nieraz mnie obsiadają.
Od sąsiadki dostałam melisę. Może to aluzja? ;)
Hania mówi na to zielsko "blazylia".
To się do rosołu daje. Ja dodaję do wszystkiego.
To też.
Ziemniaki nie wiem skąd. Może jeże i koty przyniosły w podzięce za chrupki.
Są też czarne i czerwone ale mi się zdjęcie nie wkleiło.
Niezawodny, moje ulubione pnącze.
I nawet w szufladach rosną kwiatki, a mogłyby pieniądze, to nie!
niedziela, 4 lipca 2021
a w ogrodzie
Hortensje w tym roku kwitną bardzo obficie. Ta jest kilkuletnia ale mam też obok własnoręcznie wyhodowaną z patyków i też wygląda imponująco, nie polecam takiego sadzenia, ponieważ wymaga cierpliwości i czasu.
Mam tam jeszcze trochę miejsca i chyba kupię właśnie hortensje, skoro mają się dobrze na tym stanowisku to czemu nie.
W tym roku gryzłam piach. Dosłownie. Mamy niewielką grządkę z truskawkami i podczas owocowania Krzysiek gorliwie je wyplewił, w związku z tym owoce są ciągle całe w piachu. Pewnie że można umyć i nie narzekać ale takie słodkie, nagrzane słońcem prosto z krzaka są najlepsze.
Malin będzie od groma! Z malin zrobię sok i dżemy dla Hanusi, po to sadziliśmy maliny na działce.
Kosy już się czają na borówki. Staram się osłaniać krzaki starymi firankami ale to niewiele daje. Borówki lubię najbardziej, zjadam codziennie na bieżąco.
Jest też agrest, są porzeczki czarne, czerwone i białe. Z czarnych zrobię dżem, wspaniały do kruchego ciasta z bezą.
Uśmiechniętej niedzieli!
czwartek, 1 lipca 2021
znów o tym szczepieniu
Bałam się szczepienia. Mam świeżo w pamięci cierpienia,
jakie przechodziliśmy chorując. Wiedziałam, że po szczepieniu może być różnie –
Krzysiek wziął po pierwszej dawce paracetamol i poszedł do pracy, po drugiej
dawce nawet tego nie potrzebował, ale mnie zawsze wszystko boli bardziej i
dłużej.
Trochę się nakręciłam reakcją znajomych - koleżanka zwolniła się na kilka godzin z pracy
bo nie czuła się dobrze, drugą bardzo bolało ramię. W historie bardziej
makabryczne dotyczące skutków ubocznych nie wierzyłam bo opowiadają je ludzie
czerpiący wiadomości z portali społecznościowych.
Przebieg mojej choroby opisałam w skrócie na blogu ale
nie była to cała prawda bo nie chciałam nikogo martwić ani dostawać wiadomości „Klarka
wezwij karetkę”. Tak, teraz wiem, że miałam powody do wezwania karetki bo byłam
odwodniona, miałam nie tylko dotkliwy ból głowy, gardła, stawów i mięśni ale
również biegunkę i przez kilka dni
gorączkę 39,5 a w domu nie było zdrowego człowieka, który by nam pomógł w chorobie.
Zagrzanie zupy, prysznic, nastawienie zmywarki, wniesienie do domu zakupów – to
był dla nas ogromny wysiłek. Mój mąż stwierdził, że jeszcze nigdy w życiu tak
ciężko nie chorował. Na pytanie co nas boli odpowiadaliśmy zgodnie – wszystko. Minęło
3 miesiące a mój mąż nadal kaszle, mnie nękają nawracające bóle pleców,
pogorszył mi się wzrok, długo bolało mnie serce.
Decyzję o szczepieniu podjęliśmy od razu, kiedy tylko
była możliwość rejestracji. Powód – drugi raz bym chyba już nie przeżyła. Wiem,
że szczepionka nie chroni od zachorowania ale pozwala na łagodniejszy przebieg.
Inny powód – mam dość pandemii. Kwarantanny, braku kontaktu z bliskimi, chodzenia w maseczkach, wszelkich ograniczeń.
Przecież ja cały czas pracuję, jeżdżę do firmy dwoma autobusami, stoję na
przystankach, te maseczki zimą nie są tak uciążliwe ale latem to koszmar.
Odpowiedzialność. Nie
martwić się już nigdy, czy kogoś zaraziłam.
Nie liczę na uzyskanie odporności populacyjnej tak jak
inni. Odporność zbiorowa ma chronić najsłabszych, tych, którzy z ważnych
powodów nie mogą przyjąć szczepionki. Tak do tej pory było. Teraz jest inaczej.
Teraz ludzie deklarują „nie chcę być królikiem doświadczalnym”. To znaczy –
niech inni wypróbują to na sobie, a ja przyjdę na gotowe, co się będę narażać. Nazywam to po imieniu - pasożytowaniem.
Nie ma przymusu. Tak właśnie uważam – nie ma przymusu,
szczepienie ma być dobrowolne.
Każdy z nas jest inny. Inaczej czujemy, inaczej reagujemy
na leki. Chyba tego nie trzeba nikomu tłumaczyć.
Boję się bólu. Spanikowałam po szczepieniu i pobiegłam do
apteki prosząc o sprzedanie leku przeciwbólowego na receptę bez recepty.
Dziś mija druga doba. Nic mi nie jest. Wczoraj trochę
bolało mnie ramię i głowa ale miewałam często bardziej dotkliwe dolegliwości i wykonywałam
swoje obowiązki. W mojej pracy już wiedzą – kiedy jestem opryskliwa i unikam
kontaktów to nie dlatego, że jestem wredna tylko po prostu wszystko mnie boli.
Ale teraz odpoczywam, czytam, oglądam seriale, pielęgnuję
ogród. Za chwilę koniec urlopu. Szkoda, bardzo.