Dla tych, co chcieli o
kotach – proszę bardzo.
Sąsiadka ma przecudnie
wypielęgnowane rabaty kwiatowe i kiedy idę na dół do sadu, zatrzymuję się
czasem przy ogrodzeniu i podziwiam jej kwiaty. Tak było i wczoraj. Patrzę, a tam
na daszku od drewutni leży sobie rozkosznie rozciągnięte biało-czarne bydlę i
widząc mnie, wydaje taki charakterystyczny krótki dźwięk „mrył” czyli w
tłumaczeniu na ludzki „co kcesz?”
No to mówię jak do kogo
mądrego – kotku, chodź do domu. Oczywiście proszącym tonem, bo czyż to nie
wstyd, gdy kot ucieka od gospodarza jakby u siebie nie miał gdzie spać?
Wyprostował na leżąco
łapy i przewalił się na drugi bok całkowicie mnie ignorując. Albo ogłuchł,
zawsze tak sobie tłumaczę gdy mnie koty lekceważą bo przecież w ludzkim świecie
służącą czyli personel się jednak szanuje a kotwory człowiecze zasady mają za
nic. Trudno, stanęłam bliżej i konspiracyjnym szeptem zawołałam kolejny raz –
kotku, chodź do domu!
Ani drgnął, za to z
tarasu sąsiadki wyjrzała zaciekawiona czarna mordka. Megi, moja ulubienica, ucieleśnienie
kobiecych cech. Ogień w oczach, smukłość, gracja, elegancja, pewność siebie,
tupet, bezczelność i chęć do wszczynania awantur z każdym i wszędzie.
Na jej widok Kiciulek
podniósł się, polizał łapkę i dość niechętnie pomaszerował na własną posesję.
Nie, żeby się bał, tym razem po prostu nie miał ochoty na zabawę i tej wersji
się trzymajmy.
Komary wielkie jak pies
Rafała (nie Bary, nie) gryzły jak wściekłe, nawet chwili nie można wytrzymać, poszłam
więc do domu. Nie dotarłam nawet do schodów, gdy spod czereśni wybiegła Megi. Pod
wiatą siedział Zbójca i z nim nie ma żartów, dla niego najlepszą zabawą z
kotami (psami i ludźmi też) jest pranie po pysku, wydrapywanie oczu i
podgryzanie tętnic.
Z tyłu za huśtawką
czaił się Kiciulek spłaszczony jak naleśnik, bo całkiem prawdopodobnym się
stało, że dostanie lanie albo od Megi albo od Zbójcy.
Kotka zignorowała go i
zaczęła parskać i syczeć na Zbójcę. Stanęłam więc przy nim i trzymając go,
prosiłam – Megusia, idź do swojego domu. Niestety, następny kot głuchy bo nie
tylko nie poszła, nawet się na mnie nie popatrzyła, a Zbójca już tłukł ziemię
ogonem, kleszcze, pchły i inne
stworzenia na pewno wytłukł do imentu.
Ja ogona nie mam a
komary urządziły sobie na mnie jadłodajnię więc warknęłam – a róbcie sobie co chcecie
– i odwróciłam się. W tej samej chwili wszystkie trzy koty zerwały się z
miejsca i tak – Zbójca pognał za Megi, Megi z niesamowitym wrzaskiem galopowała przez ogród, wskoczyła na siatkę i
w jednej chwili znalazła się w objęciach pani żaląc się, jakby została obdarta
z futra. Pani pocieszając kotkę obiecała Zbójcy kastrację i inne ciekawe
rozrywki sado-maso a Kiciulek pobiegł do domu i rozpłakał się Krzyśkowi, że wszyscy go biją.
koty nie upodabniają się do właścicieli? ;)
OdpowiedzUsuńoj tak, Pumcia przyklejona do laptopa tak jak właściciel
UsuńPoprawiłaś mi nastrój Klarko! Ja też mam 2 koty i one też robią różne dziwne, fajne rzeczy np Antek sika do otworu w kabinie prysznicowej, nie mam pojęcia skąd mu się to wzięło...Pozdrawiam z Kołobrzegu Renia
OdpowiedzUsuńa już tu ktoś o tym pisał - że kot sika do odpływu w wannie i w kabinie. Jeden z moich lubił spacerować po brzegu wanny napełnionej wodą aż raz syn leciutko pchnął kotka do środka i się skończyło zaglądanie do kąpiącego się człowieka.
UsuńWielkie pranie, wielkie zalow wylewanie i bardzo 'posluszne' kotki! Sliczne kotki. Kotki sa zawsze ladne. Pogryziona tylko autorka wpisu, przez komary :D (streszczenie)
OdpowiedzUsuńz przodu smaruję się łagodzącym żelem ale plecy, plecy jak swędzą!
UsuńNo to sie ladnie podrap albo popros o podrapanie... tez ladnie. :D
UsuńMalo komarow na plecach zyczy Echo
Ps. Kicie wabi sie najlepiej na budyn :D (komary tez)
Kot sąsiadów wczoraj rozłożył się na moim podjeździe i olał sąsiadów którzy wołali go do domu.
OdpowiedzUsuńKoty to indywidualności ale dlaczego tak demonstracyjnie olewają właścicieli?
Pozdrawiam
tak, im bardziej personel się stara.
UsuńJa tam o kotach mogę zawsze. Czytać, rozmawiać, przyglądać się. Powiedz mi Klarko dlaczego kot pije wodę z konewki, z kratki od szamba, ze zlewu i z brodzika jak ktoś wyjdzie z kąpieli. W moim przypadku nie czeka aż wyjdę. Przebił wszystko jak wyjął kwiatki na stół i pił z wazonu. Nie muszę dodawać ze wodę ma w swojej misce :-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam nieustajaco
im jest wszystko jedno, gdzie widzi ciecz tam pije, gópi personel czyści miski i zmienia wodę a futro i tak wsadzi pysk w kałużę albo napije się z podstawki.
UsuńWyjmowanie kwiatków z wazonu to już wyższy level.
Miszczu.
Właściwie Twoim przykładem powinienem własnie sierściuchom poswięcić osobna notkę. Dziś ograniczę sie tylko do jednego zachowania naszej kociny której "daliśmy" Baska. Ten kotek-pierdotek był uczulony na stopy w sandałach i koniecnzie bez skarpetek. Przyjaciół sie uprzedzałó a wrogom pies morde lizał.
OdpowiedzUsuńSiadał delikwent przy stole /ława/ a na przeciw niego Baśka bacznie obserwująca wszystkie palce u nóg siedzącego. Jeżeli tylko jakimkolwiek palcem poruszył to w ułamku sekundy na tym paluchu lądowały zęby i mozliwie największa ilość pazurów Baśki. Naszym zadaniem było "zabezpieczenie" stołu z kawami, żarciem itp bo gość startował jak z kosmodromu Bajkonur w kierunku sufitu. Jedynie mój przyjaciel Stasiu miał z tego powodu równie świetna frajdę jak Baska. Brał do reki packe na muchy i ruszał paluchema jak Baśka odstartowała to dostawała klapsa packą na muchy.
W sumie się jednak uwielbiali i oboje mieli zabawę.
Ciekawostka - gołą stopą sierściuch nie był zupełnie zainteresowany.
Pozdrawiam
Marzenie taka Baśka.Na wizyty teściowej:)Tym bardziej że kotów nie cierpi.
UsuńBasia
ojej... nie znam kotów, ale lubię czytać Twoje opowieści :) Wielcy indywidualiści z tej Twojej czeladki :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie :*
Wszystkie domowe zwierzaki są w sumie przezabawne. I wszystkie zawsze cierpią na nagłą głuchotę, jeśli nie mają ochoty nas słuchać. Zauważyłam przy okazji, że część mężczyzn też na taką głuchotę cierpi. Komary w tym sezonie wielkie niczym tygrysy i żarłoczne niczym piranie. Zupełnie nie mogę korzystać z loggii przez to paskudztwo. Usiłowałam poprzycinać w ogródku przekwitłe róże i po 5 minutach zrezygnowałam, żrą nawet przez dżins. Przecież nie kupię sobie gumowego kombinezonu by się przed gadami ochronić .
OdpowiedzUsuńMiłego, ;)
No i znowu smialam sie jak glupia sama do siebie, a kolega z pracy patrzyl sie dziwnie... :)
OdpowiedzUsuńCudna scenka Klarko, obśmiana i zadowolona kończę na dziś, a w każdym razie na póki co z blogami! :)
OdpowiedzUsuńChwilowo oczywiście!
No i jakaż piękna sandewilla obok kotów, zapomniałam dodać :-)
OdpowiedzUsuń...bo kot, to kot, zawsze na swoje wyjdzie /smiech/!
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
Ło matko, ale się uśmiałam!Pozdrawiam i miłego wieczoru!!!
OdpowiedzUsuń(korek115)
dzięki:)))))
OdpowiedzUsuńLalunia
Przysięgam,że ten kot na stoliku to Albercik,a ten pod to Maksio,moje koty;)Z laptopa u mnie nie złaził Kłopot,ale już go nie ma:(
OdpowiedzUsuńKoty u mnie od zawsze,ale na ptaki polują,dranie jedne,i to kocury,kotka przykładnie myszy znosi.Basia
Uwielbiam Klarko Twoje teksty, te o kotach szczególnie, albowiem jestem ich fanką ogólnie, choć głównie jednej mojej koty, Luśki. W zasadzie jest ona głucha jak pień, gdy się ją woła, choć miewa chwile łaskawości i wtedy przychodzi baaaaaaaaardzo powoli, przeciągając się z 5 razy - żebym sobie za dużo nie pomyślała. Wodę pije wyłącznie z psiej miski, a kwiaty wykrada z wazonu i rozrzuca po całym mieszkaniu. Do czasu, aż wazon przypadkowo SIĘ zbije.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Monika
Koty to stworzenia nieprzewidywalne. Podczas mojej obecnej nieobecności Filemoniusz nauczył sie miauczeć do słuchawki telefonicznej i nie mogę spokojnie z mamą porozmawiać - Kocurzysko sie drze jak stara koszula i trzeba go wysłuchać, bo podrapie mamę, a mi wydrapie oczy jak tylko wrócę :-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
:D i cóż więcej można dodać?
OdpowiedzUsuńjeanette
Prawda. Wielopokoleniowym szacunkiem bo i zaufaniem.
OdpowiedzUsuńA wśród futrzaków jak zwykle...
Iza R
jak to dobrze, że nie ma u nas komarów!
OdpowiedzUsuńwczoraj koty sie pobiły i to dwa razy!
wrzask był taki, że myślałam, że ktoś je kroi na żywca!
potem na drzewie siedziały, nie wiem czy zgodnie, bo za daleko było.
Dziś też Cię kocham :)
OdpowiedzUsuńa u nas komary...
OdpowiedzUsuńSandewilla pięknie kwitnie, szkoda że nie zimuje. :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam Twoje poczucie humoru Klarko uśmiechnąć się od rana czytając Twój post, to naprawdę przepiękny podarunek.
Nasze kocie szaleje "nosi" w pyszczku to co się trzyma zawzięcie korzeniami w ziemi i zapiera się nie dając się wyciągnąć, jest w kilku miejscach na raz informując tym samym że bilokacja jest jednak możliwa. :)) A ptaszki na działce nie będą już tak spokojne bo uczymy go by był z nami i w tych rejonach.
Komary są i u nas paskudne, znalazłam chyba sposób podpowiedziany przez młodzieńca w sklepie widzącego moje podrapane ręce, podpowiedział zwykły olejek do ciasta za 1 coś tam złoty waniliowy. Sama siebie wywaniliowałam i wlałam do spryskiwacza i tam gdzie lubię posiedzieć wieczorem spryskałam. Jakby poczuły się obrażone. :) Problem jedynie w tym że i ja nie lubię zapachu wanilii a komary uwielbiają mnie gryźć. Pozdrawiam ciepło cudną letnią porą.
A ja tak wypatrzyłam cudnej urody stolik......
OdpowiedzUsuńTo on jeszcze nie wykastrowany, ten Zbójca??? Nie wierzę...
OdpowiedzUsuńNa komary najlepsza przepołowiona limonka, każda połówka nadziana gęsto goździkami...... :)
OdpowiedzUsuńToż to, Klarko, prawdziwy jarmark zwierzęcy! Dobrze, że koty nie darły ze sobą kotów!
OdpowiedzUsuńserdeczności
uwielbiam te Twoje opowieści o kotach :))))
OdpowiedzUsuń