poniedziałek, 10 lutego 2020

w wisielczym nastroju

W pracy - za oknami nagle zrobiło się ciemno, zaczął wiać silny wiatr, deszcz bił w szyby, hotelowy korytarz aż zadrżał od nagłego przeciągu. Wszyscy umrzemy - powiedziałam stanowczym tonem do koleżanki. Po co ja robię te nagrobki takie eleganckie.

Każde łóżko, które ścielę, formuję w zgrabny, równy prostokąt i nie wiem dlaczego zawsze kojarzy mi się z grobem. Tak samo zresztą jest, gdy wchodzę do pokoju, z którego wyjechali goście i widzę na łóżku skłębioną pościel. Podchodzę, podnoszę kołdrę i czuję ulgę, że nie ma pod nią nieboszczyka.

Piszę z koleżanką, którą spotyka w pracy mobbing. Boże, jak ja ją rozumiem, jakie to trudne doświadczenie. Jednocześnie nie potrafię ani pomóc, ani wesprzeć, choć się martwię bo wiem, jak to rujnuje psychikę.
Mam porównanie - teraz jeżdżę do pracy chętnie, wygłupiamy się z koleżankami, jeśli trzeba to jedna drugiej pomoże, zamieni się, przestałam się bać, że ktoś podejdzie i na głos publicznie wytknie mi jakiś błąd.
Teraz rozumiem, że człowiek ma prawo do błędów i o byle co raczej nikt nie  poleci na skargę do kierownika. A sam kierownik potrafi docenić pracowitość i obowiązkowość.

Przypominam sobie pracę w szkole - sprzątaczki ciągle  latały na skargę do dyrektorki (pani Klarka nie zgasiła w piwnicy światła, pani Klarka nie wyjęła wtyczki z gniazda, pani Klarka zostawiła uchylone okno). I tak w kółko, codziennie, jeszcze nie zdjęłam płaszcza a już słyszałam co zrobiłam źle albo czego nie zrobiłam. W końcu nabawiam się jakiejś paranoi, sprawdzałam okna po kilka razy, robiłam zdjęcia wyłączonych urządzeń a jadąc do pracy marzyłam, żeby złamać sobie nogę na chodniku. (Wszyscy umrzemy).

Ostracyzm - jak ja to dotkliwie czułam. Wszelkie decyzje dotyczące mnie podejmowane beze mnie, brak komunikacji, jak ja nie powiedziałam "cześć" to żadna się nie odezwała cały dzień. Jadłam jak pies na gimnastycznej ławeczce pod ścianą w kącie, swoje rzeczy trzymałam w schowku na chemię i szczotki.
Kiedy wróciłam z wakacji, nikt nie zauważył mojej pięknej francuskiej sukienki ani cudownej opalenizny. Nikt nie zapytał czy wypoczęłam.

Teraz dopiero chwalę się zdjęciami i oglądam zdjęcia koleżanek bo jeśli nie ma o czym gadać to wiadomo, gada się o urlopie!

O czym ja to zaczęłam. A, o wichurze. Bo kiedy wiatr mocno wieje to w Jodłówce mówią, że pewnie się ktoś powiesił i diabeł wisielca huśta.






22 komentarze:

  1. Jak My się cieszymy, że masz się lepiej!
    U nas też wije, leje, świeci, wieje i znow leje, ale jest ciepło... pelargonie w altance nadal kwitną, dogrzewamy kaloryferem elektrycznym.
    Ściskamy serdecznie z Chorzowa!

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałam Ci napisać, że jestem z Tobą, Klarko!!! Dobrze, że jest dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciesze sie ,ze trafilas miedzy normalnych ludzi.To bardzo wazne.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze jakoś strasznie źle do tych szkół trafiałaś. Nie do końca mam obraz, jak to wygląda od środka, ale pamiętam zarówno z podstawówki, jak i liceum, że panie sprzątaczki były bardzo fajne, uśmiechnięte, dostawały kwiatki na apelach, ba nawet coś im tam jako uczniowie w klasach pomagaliśmy, a nauczycielki bardzo pilnowały, że np. krzesełka wystawiać na ławki, podlewać kwiatki w klasach, nie rozrzucać śmieci itp. Też często widziałam,że się lubiły z nauczycielkami czy razem z panią dyrektor śmiały się na korytarzu. Ale to już jednak było te 15-20 lat temu, to pewnie teraz czasy całkiem się zmieniły.
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy raz usłyszałam o wisielcu w kontekście wiatru, kiedy sprowadziłam się na wieś.
    W pracy człowiek spędza pół życia, więc dobre relacje są bardzo ważne. Zgrany zespół łącznie z kierownictwem to tylko plusy dla firmy. Nasz personel to prawie same kobiety ( trzy zespoły) i były takie sytuacje, że z którąś się reszta nie dogadywała. Raz trzeba było się rozstać, co zawsze jest trudną decyzją, poprzedzoną negocjacjami z obu stronami, ale nie dało się zażegnać konfliktu.
    Bardzo się cieszę, że u Ciebie jest dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  6. Trafiłam kiedyś do hotelu w którym panowała taka serdeczna, domowa atmosfera. Załoga usmiechnięta, miła chociaż zapracowana. Zapatrzyłam się na ten hotel, zamarzyłam o pracy pomiędzy tymi życzliwymi, serdecznymi ludźmi. Tym bardziej, że w mojej pracy panował odgórny i oddolny mobbing.
    Pamiętam, że pytałam o możliwość zatrudnienia się w tym miejscu i uzyskałam odpowiedź, że będzie trudno, bo pracujący tu ludzie trzymają się tej pracy rękami i nogami. Jak ja ich dobrze rozumiałam.
    Hotel miał stale pełne obłożenie. Nie dziwi mnie to. Ta zgodność pomiędzy pracującymi tam ludźmi, widoczna radość z wykonywania tam pracy udzielała się klientom.
    Z żalem opuszczałam to miejsce.
    A tytuł Twojego posta to chyba od tego wiatru, a nie od nastroju? Bo przecież jest już dobrze i ludzie wokół Ciebie przyjaźni. Niech tak będzie zawsze!
    A u nas mówią kiedy są takie silne wiatry, że "wieje jakby diabeł się powiesił" Brrrr...

    OdpowiedzUsuń
  7. Klarko, znam z autopsji to "podgryzanie" przez współpracownice. Najczęściej latają na skargę do kierownictwa te, którym pracować się nie chce, robią wszystko na "odwal się", więc skarżą, żeby odwrócić uwagę od siebie. Zwłaszcza, jeśli kierownictwo jest z tych co to "nie masz gorszego tyrana, ja z dziada zrobić pana" i chętnie wykorzystuje swój "awans społeczny".
    Ale co tam, wszystko dało się przeżyć. Cieszę się, że teraz pracujesz miedzy serdecznymi ludźmi. Niech tak będzie już zawsze. Powodzenia i żeby zdrowie dopisywało!

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę sobie Klarko, że za bardzo od nich odstawałaś, a to kłuje w oczy i maluczkim przeszkadza. Nie poradzisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie tak! Nie mam czasu by rozwinąć temat, ale ikropka ma rację. Dokkadnie tak było

      Usuń
  9. Powieje, zawieje i przewieje... A potem przyjdzie cieplo i slonce i wiosna, i ptaszek zaspiewa i laczka sie zazieleni :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny tekst! Nie dość, że zgrabnie napisany to poruszający bardzo ważny temat, który dotyczy wielu z nas. Czasem środowisko skazuje na ostracyzm chociażby za optymizm i pogodę ducha! Niech ma za swoje :) buziaczki! Cieszę się że jesteś zadowolona z obecnej pracy i opuścilas tamto gniazdo os :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hm... To wiele musiało być tych wisielców. U nas tak wieje, że ho, hi...

    OdpowiedzUsuń
  12. Skoro kierownik na to pozwalał lub nawet zachęcał...

    OdpowiedzUsuń
  13. Miło mi się czytało. Cieszę się, że chętnie chodzisz do pracy. Jak ja Cię rozumiem. Kiedy z pozoru miałam lepszą pracę, byłam tak nieszczęśliwa. Od dwóch sprzątam śmierdzące hale i czuje się szczęśliwa. No bo właśnie mam z kim pogadać, pożartować. Ja, mój brat i Weronika to grupa mega zgrana. Czasami pracujemy z Tereską i te kobiety to nasze wielkie szczęście. Zapytają, pomogą, doradzą, a nawet wspólnie głupoty porobią i o to chodzi i z takimi ludźmi chętnie się pracuje. :) Cieszę się razem z Tobą. :)) <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Atmosfera w pracy jest wazniejsza od pieniedzy, tzn, ja tak mam i doskonale rozumiem o czym piszesz.
    Zycze przyjaznych wiatrow, ze tak sie wyraze :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Życzę Ci Klarko by już tak zawsze było w Twojej pracy, poprzednie współpracownice nie lubiły Cię bo im podnosiłaś poziom. A one wolały pracę "po łebkach", że kierownictwo to tolerowało i się na to nabierało świadczy o nim bardzo źle. Fajny zespół w pracy to podstawa sukcesu. A wiatr okropny...

    OdpowiedzUsuń
  16. No niestety w moim otoczeniu sie sprawdzilo...jeden dobry czlowiek powiesil sie w te wichury...
    Nika

    OdpowiedzUsuń

  17. Odpoczęła Pani ? Ma Pani piękna wakacyjna sukienkę.Ten wyjątkowy aksamit dopieszczonej słońcem skóry...
    ...przecież będzie ciekawie...

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo sie ciesze, Klarko, ze wreszcie trafilas na fajna grupe i jest tak, jako powinno byc w pracy, czyli zyczliwosc, pomoc i ploteczki! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Taka atmosfera w pracy może załamać.
    Współczuję.

    OdpowiedzUsuń
  20. Przykro mi, że miałaś takie doświadczenia. U nas w szkole jest podział sal między panie woźne - u mnie jest taka super pani, która się uśmiechnie, pomoże posprzątać, poszuka kabla :) i najzwyczajniej w świecie poprosi o podniesienie krzeseł i za to podziękuję. Lubię się z nią mijać jak wychodzę z mojej sali na sam koniec dnia. Ona wtedy tak miło się uśmiecha i pyta czy już może :) kiedys przed radą ona sprzątała a ja robiłam papiery - w takiej super symbiozie :). No i widzę, że ratuje mój stolik ścierką gdy kubek z herbatą zrobi ślad. Wszystkie klasowe zgubione długopisy do mnie wracają. Naprawdę lubię tę moją panią woźną ;).

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz