czwartek, 14 maja 2026

taka zmiana

Na początku była szkoła. Mój tata się w niej uczył ale krótko. Opowiadał trochę ale ja jego opowieści nie słuchałam z uwagą, bardzo tego żałuję. Przeżył egzekucję nauczycielki i o tym strachu opowiadał wiele razy, jak uciekał przerażony tak bardzo, że pomylił ścieżki w lesie aż trudno mu było potem trafić do domu. Miał osiem czy dziewięć lat. To była relacja świadka z tamtych czasów, mówił zawsze to samo i nie ubarwiał zdarzenia, w swej historii był małym chłopcem, jego nauczycielkę wyprowadzili z klasy i zastrzelili na schodach. Nie było psychologów leczących traumy, nie było mamy i taty odbierających dziecko ze szkoły. Był czarny las, przerażenie, tęsknota za ojcem wywiezionym na roboty, głód i strach.

Po wojnie nadal była tu szkoła. Niewiele wiem o tym czasie w tamtych stronach. Zaczynałam naukę w podstawówce w 1970 roku w nowym budynku zbudowanym w innym miejscu a w starej szkole powstała knajpa.

Pisałam o niej tu na blogu, wystarczy wpisać w lupkę „knajpa”. Tamta moja opowieść jest oczywiście ubarwiona choć wcale wesoło nie było.

Zadymiona mordownia cuchnąca moczem, wypełniona bełkotem pijanych mężczyzn. Pod budynkiem godzinami stały furmanki, gospodarze przepijali zarobek. Za knajpą pod jabłonią leżeli nieprzytomni pijacy, ojcowie rodzin, którzy w niedzielę z całymi rodzinami wędrowali do pobliskiego kościoła.

Ile tam było płaczu, ile próśb żon i dzieci – tata, chodź do domu.

Taką knajpę, taką wieś zostawiłam i tylko czasem, raz do roku, raz na dwa lata, raz na pięć lat odwiedzałam.

 Pytałam, widząc opuszczony budynek – co tu będzie, kto to remontuje. Częściej o nic nie pytałam, bo moje odwiedziny były za rzadkie, za krótkie, i nie po to by pytać o knajpę.

Aż pewnego dnia musiałam tam wejść. W czarnej sukience prosto z cmentarza. Na parterze nie było knajpy ale była sala, w której odbywały się przyjęcia wesołe i smutne. Były tam też inne pomieszczenia potrzebne społeczności – gabinet lekarski, biuro sołtysa i to, co mnie zachwyca – wspaniała biblioteka!

Tam to się dopiero dzieje! Wystawy lokalnych twórców. Spotkania z ciekawymi ludźmi, kursy, konkursy, szkolenia. Biblioteka już nie jest miejscem, gdzie pani siedzi i wypożycza książki, o, nie. Tu się dzieje kultura, tu się przewijają mieszkańcy od maluszka do staruszka i każdy coś dla siebie znajdzie. Podglądam i podziwiam, i bardzo, ale to bardzo się cieszę z tej metamorfozy nie tylko miejsca.

 

 

1 komentarz:

  1. Bardzo mi się podoba nowe oblicze bibliotek. Chyba w 2002 roku zobaczyłam to w USA, zatkało mnie to wtedy.
    A z chórem śpiewałam w bibliotece w Corku, super doświadczenie!

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz