środa, 8 kwietnia 2026

już kwiecień, jak ten czas leci

 Zmienia się styl życia a świętowanie jest czasem odpoczynku dla wszystkich. Jeszcze robię sałatkę jarzynową i piekę sernik ale na świątecznym stole nie ma zbyt wiele jedzenia. Alkoholu nie ma wcale. Pijemy zieloną i owocową herbatę, wodę i kawę. Z piętnastu osób przy stole zostało pięć bo każdy odpoczywa u siebie. Podoba mi się ta asertywność. Nic na siłę, nic dlatego, że coś wypada i co ludzie powiedzą. Dawno temu skończyło się bieganie z talerzami i podtykanie półmisków pod nos. Gotuję z przyjemnością i bez presji. Kiedyś mój znajomy mówił - trzeba jeść a nie żreć. Czasy, gdy na stole stały półmiski pełne mięs, wędlin, sałatek i gorących dań u nas przeminęły bezpowrotnie. Nie z biedy, ze świadomości. 

Hania, moja wnuczka, rośnie błyskawicznie. Wczoraj pojechałyśmy na dziewczyńskie zakupy. To dziecko potrafi wyszukać i dobrać rozmiar, sprawdzić skład i cenę. Wie też, co oznacza zielony listek na produkcie. Jest skromna, nie oczekuje drogich prezentów i co mnie rozczula, cieszy się z sukieneczki za kilkanaście złotych. I tylko o jedno się sprzeczamy od czasu do czasu - o śniadania. Bo jak można iść do szkoły nie jedząc nic. Ja sobie tego nie wyobrażam ale może teraz zmienił się styl życia i dzieci nie jedzą w domu śniadań tylko dopiero w szkole. Może i tak. Pracowałam w trzech szkołach i widziałam kosze na śmieci pełne kanapek, owoców i warzyw, kartoników z mlekiem i jogurtem. Dobrobyt. 

Pisałam jesienią o nowej rabacie z tulipanami. Doczekałam, zaczynają kwitnąć, chłód je trochę powstrzymał ale udały się, będzie pięknie. 





19 komentarzy:

  1. Mój Syn mając na rano też nie je śniadania, bo po prostu po wstaniu nie jest głodny. Mnie kiedyś zmuszano do jedzenia rano i nie uważam, by to było dobre.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja dzieci zmuszałam do jedzenia śniadań też dlatego, że miałam pewność, że córka zemdleje bez, to ten
    Teraz są dorosłe i akceptuję bez problemu, jedzą koło 11😂

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama nie jadłam, spałam do ostatniej chwili i często miałam 20-30 minut by się ogarnąć i dojść do szkoły. Głodna robiłam się dopiero koło południa i zjadałam śniadanie przygotowane wcześniej przez Mam do szkoły.
    Najmłodsi też nie jedzą śniadań, choć jak u mnie nocują to zjedzą, bo jest na to czas, wyjeżdżamy dużo później niż to robią, gdy są u rodziców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, dodam, że śniadania zaczęłam jeść dopiero od 2017 roku, kiedy regularnie musiałam przyjmować piguły i tak mi teraz zostało do dziś

      Usuń
  4. Śniadania od zawsze wzbudzają kontrowersje. Ja od dzieciaka nie jadałam, chociaż mama siedziała w domu z młodszym bratem, więc nie było tak, że nie miał mi kto zrobić itp. Ja najzwyczajniej nie lubię jeść po wstaniu, tak mam do dziś. Za to nie wyobrażam sobie nie mieć domowych kanapek na drugie śniadanie w szkole czy w pracy 😁 I to też nie jest kwestia biedy czy oszczędności, tylko tego że lubię jeść to co lubię, a nie to co ma w ofercie sklepik, bufet, stołówka etc. 😉😃

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój mąż tez nie jadał śniadań, na studiach mieszkałam z koleżanką, która wstawała na obiad.
    Kiedyś inna koleżanka była oburzona na syna, bo brać śniadanie z domu to obciach, trzeba kupić w szkolnym sklepiku.
    Ech, nie zaznały dzieciaki głodu...
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie święta też bez napinki. Obiad w poniedziałek Wielkanocny w knajpie na 8 osób. Można było pogadać,nacieszyć się sobą. Ela D.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie jadałam śniadań, gdy nic nie muszę wstaję ok 10 i jem coś na ciepło dopiero ok. 13 i tak do północy. Kocham gotować wieczorami więc O 23 mam świeżutką kolację :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze dwa lata temu jak pracowałem, jadłem śniadanie dwadzieścia po szóstej i nie wyobrażałem sobie że może być inaczej. Dziś było o dziesiątej. Takie to emeryckie prawo. Uginający się pod ciężarem potraw świąteczny stół już dawno nie jest mi potrzebny ale jak się żyje w małżeństwie to trzeba się dostosować. I jak po każdych świętach dojadanie do końca tygodnia. Ech... A z dzieciakami to jest różnie ale głodne raczej nie są.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie pijecie alkoholu?? Czyli nie jesteście prawdziwymi Polakami😃

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja czekam na fotkę tych tulipanów!
    Mój ogródek w tym roku przechodzi remont, zlikwidowałam 50 świerków conika, bo urosły za duże i na domiar dopadła je jakaś zaraza.
    Pozdrawiam!
    Dorota L

    OdpowiedzUsuń
  11. Uczono nas, że śniadanie to podstawa. Teraz młodzi jedzą pierwszy posiłek na przykład o 12.00. Przyznam, że tego nie rozumiem, ale takie czasy. Czasy inne od naszych

    OdpowiedzUsuń
  12. Przed lekcjami nie bylam w stanie niczego przełknąć. Z nerwów żołądek miałam zaciśnięty w supeł.
    Mam nadzieję, że Hania po prostu nie lubi rano jeść.

    OdpowiedzUsuń
  13. Może właśnie dlatego nie ma półmisków, że bieda minęła. Gdy było biedniej, to na Święta kupowało się lepsze jedzenie. Teraz jest na co dzień i aż nadto.

    Ja przez kilka dobrych lat nie jadałam śniadań, mówiłam, że mój żołądek śpi. Ale miałam kiepskie wyniki badań tarczycy. Przeczytałam gdzieś, że pierwszy posiłek wpływa na hormony. I spróbowałam jeść na siłę śniadania. I fakt, hormony tarczycy wróciły do normy :)
    Ella-5

    OdpowiedzUsuń
  14. Klarko, też czekam na Twoje tulipany. U mnie jakoś licho wszystko kwitnie.
    Mam nadzieję, że nocne przymrozki nie zabiją tego, co powinno niedługo owocować. Pozdrowienia z Opolszczyzny, Gabrysia Wysocka.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nigdy w w czasach gdy chodziłam do szkoły nie jadłam w domu przed wyjściem śniadania- nie mogłam, bo mnie po prostu mdliło gdy o 7 rano widziałam na stole śniadanie. Jadłam w szkole, na pierwszej, przerwie malutką kanapkę a potem drugą na przerwie śniadaniowej. Po prostu niektóre organizmy nie są w stanie tak wcześnie rano wyprodukować odpowiednią ilość soków trawiennych. I trzeba to uszanować, co w końcu mojej babci wytłumaczył znajomy lekarz.

    OdpowiedzUsuń
  16. Klarko, moja córka też nie chce jeść śniadań w ogóle, ale przed szkołą zjada obiadek - przeważnie zupkę warzywną albo pierożki. NIc innego jej nie wmuszę;D
    Innygłos

    OdpowiedzUsuń
  17. A po co te stoły, uginające się od jedzenia, którego i tak nie da się zjeść, bo jest go zwyczajnie za dużo? Może kiedyś miało to sens, gdy ludzie pościli przez kilka tygodni - i to zwykle z konieczności, a nie z własnej woli - ale teraz, gdy wszystko jest dostępne? I przynajmniej Pani Domu też wypocznie, a nie wciąż przy garach. Tak jest lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  18. U nas 4 osoby przy Wielkanocnym Stole. Tradycji stało się zadość, po wędlinę nikt nie sięgnął :)

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz