sobota, 28 lutego 2026

sąsiedzi tacy..

 

Blondyna eksponująca ciało, nowoczesna fryzura, zrobione paznokcie. Hałaśliwa i roszczeniowa. Dwoje dzieci, jedno pampersowe drugie nieco starsze. Dużo paliła, więcej czasu spędzała w palarni niż z dziećmi. Z czasem dzieci nauczyły się podpierać drzwi i wychodziły sobie kiedy chciały.

Ręczników używała do wszystkiego, do farbowania włosów i do wycierania butów. Za to nie wiedziała, do czego służy kosz na śmieci, więc w całym pokoju i łazience walały się pampersy, mokre chusteczki, jedzenie pomieszane z zabawkami i odzieżą. Smród niebywały, zaduch, wymioty, mocz. Po dwóch tygodniach pokój nadawał się do doczyszczania więc rodzina została przeniesiona do innego a tam trzeba było umyć okno i meble, wymienić zasłony i firanki, materace, wyprać tapicerkę i wykładzinę, doczyścić łazienkę i zrobić ozonowanie. Dwa dni pracy.

Na zwrócenie uwagi śmiała się i mówiła, że nie rozumie, a jak dostała tłumacza to powiedziała, że to przecież dzieci.

Doczyściłam ten pokój i odetchnęłam z ulgą, bo wprowadziły się tam dwie dziewczyny, takie zwykłe, spokojne, miłe, z okolic Lwowa.

O mało mnie szlag nie trafił kiedy zobaczyłam, że Blondyna została przeniesiona z hotelu do akademika na moje piętro (pracowałam w obydwu miejscach) więc znów będę musiała po niej sprzątać. Historia się powtórzyła z tym, że tam nie dało się podpierać drzwi i dzieci zostawały często zamknięte. Koleżanka raz uspokajała to młodsze na rękach z godzinę, tak płakało, a kiedy Blondyna wróciła, stwierdziła lekko – byłam na papierosie i zaraz wróciłam. Czuła się całkowicie bezkarna, kpiła z nas po prostu. Za każdym razem mówiła kierowniczce, że nic się nie stało, że to tylko dzieci, że przecież sprząta ale jest sama więc jej trudno.

Upłynęło dwa tygodnie i znów trzeba było jej zmienić pokój bo pozatykała odpływy a poza tym znów śmierdziało, wszędzie walały się stosy śmieci. Nigdy i nigdzie tak głośno nie klęłam jak wtedy na tę babę. Widzieli to studenci i rozmawialiśmy o tym – oni mieszkając na tym samym pietrze cały czas widzieli, że dzieci są same, matka idzie na całą noc a w dzień śpi.

Nie do wiary, ale sprzątałam po niej trzy razy i wreszcie powiedziałam, że albo ona albo ja, niech ją sobie hołubią a ja się zwalniam bo dłużej nie wytrzymam.

Jutro będzie milej! 

8 komentarzy:

  1. O matko! Ciekawe, gdzie teraz jest?Może jednak wrócila do siebie?A może wynajmuje i demoluje kolejne mieszkanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest z mojej strony głupie ale opisanie jej potraktowałam jak zemstę, doczyszczałam po niej pokój w akademiku i płakałam nie panując nad emocjami, studenci zebrali się w kuchni tak samo wściekli jak ja i zastanawiali się co zrobić bo mieli dość, ja chciałam się zwolnić bo to była praca obrzydliwa i ponad siły a ja tam przecież byłam dobrowolnie. Panowała jakaś cholerna poprawność i to czyniło nas bezsilnymi.
      Blondyna chwaliła się na fb że jedzie do Kanady.

      Usuń
  2. w mieście, gdzie pracuję, widywałam wtedy te wypasione samochody na ukraińskich blachach i od klientów niejedno słyszałam. Chciały ode mnie dwie takie sąsiadki z - w sumie - pięciorgiem dzieci wynająć mieszkanie, jak tak opisujesz, to cieszę się, że tego nie zrobiłam, pewnie miałabym problem do tej pory. Stała czytelniczka, pamiętam Cię jeszcze z Onetu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Okropne doświadczenie!
    Kiedyś pracowałam w Holandii przy cebulkach z takimi Polakami, co dka oszczędności wody myli się raz w tygodniu. Wiem, że to nie to samo ale...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym ją nazwała po imieniu- flejtuch.
    I kategorycznie kierownictwo powinno ostro zareagować, od razu. Nie wiem na jakiej zasadzie byli tam przyjmowani uchodźcy, bo to że oni nie płacili nie jest tożsame z tym, że hotel nie dostawał pieniędzy za nich od państwa, ale pewne zasady powinny być przestrzegane i egzekwowane. Nie można tolerować ani usprawiedliwiać takiego zachowania.

    W ŚM w hotelu było też różnie, choć nie tak drastycznie, jeśli chodzi o dewastowanie pokojów, ale że większość to były jednak samotne matki z dziećmi, to te dzieci musiały gdzieś spożyć energię. To była niełatwa sytuacja dla większości i prowadziła do konfliktów.

    W trzech naszych nieruchomościach mieszkają rodziny z Ukrainy, w dwóch od samego początku wojny, w jednym jest rotacja, bo panie z dziećmi wróciły do swojego kraju. W DM dogląda syn, ale w sumie to najmniej uciążliwi lokatorzy z jakimi miał do czynienia (od lat wynajmuje też swoje mieszkanie, więc ma porównanie), o rodzinie naszych Lokatorów często wspominam u się, bo są jak rodzina.




    OdpowiedzUsuń
  5. Uczylam nauczycieli li z Ukrainy, w większości ze wschodniej. Oni , aby móc pracować w polskiej szkole musieli się nauczyć polskiego, aby w tym języku uczuć np.historii, fizyki. To była szkoła średnia .Były takie chyba trzy w Krakowie. Mam tylko dobre wspomnienia To byli wspaniali ludzie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że to opisujesz. Nie traktuję tego miejsca jak ujażdżalni na UA, ale traktuję Twoją przestrzeń jako bezpieczną dla spuszczenia powietrza i podzielenia się tym, czym nie możemy w przestrzeni publicznej. Dziękuję Ci za to.

    Picie i palenie w altankach przed hotelem to chleb codzienny, dorośli siedzieli na zewnątrz, piwakując, natomiast dzieciaki hasały w budynku ile tylko dusza zapragnęła. Ja wchodziłam i wychodziłam, współczułam natomiast obsłudze, która była z nimi cały czas.

    Miałam jednak dwa piękne promyczki słońca w tym dziadoskim bagnie.

    Kiedyś, w jednym z hoteli, popłakałam się, jak zobaczyłam, że lokatorzy próbowali się włamać do maszyny i wyłamali elementy ozdobne, które oni wzięli za zabezpieczenia. Po sforsowaniu wszystkiego nic nie ukradli, strat finansowych nie było wielkich, bo to były tylko elementy plastikowe, ale czas, który musiałam poświęcić na demontaż tych połamanych (ostrych, niebezpiecznych) oraz założenie nowych wyniósł cztery godziny (co przedłużyło mój dzień w pracy, pracuję w nienormowanym systemie pracy). Płakałam chyba z bezsilności wobec braku szacunku do cudzego mienia i pracy. Podeszła do mnie kobieta, również lokatorka z UA. Pogłaskała mnie po ramieniu, powiedziała "przepraszam" - chociaż to nie ona była sprawczynią! - oraz mi dała jabłko. To było najsłodsze jabłko, jakie w życiu jadłam i nie mówię tu o smaku tegoż.

    W innym hotelu natomiast niektóre panie rezydentki zaczęły pracować jako pokojówki. I jedna przyszła do mnie, oferując, że umyje mój sprzęt od środka, bo widziała, że trzeba ale ona nie mogła zrobić tego na zamkniętym urządzeniu. Odmówiłam, bo to jest mój zakres obowiązków, jednak podziękowałam i szczerze doceniłam jej zaangażowanie i chęć. Cieszyłam się.

    Czekam na ciąg dalszy, godzina publikacji bardzo mi odpowiada, bo mam lekturę na sam początek dnia. A komentarz piszę kiedy mogę albo wcale - bo często już nic nie trzeba dopowiadać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że tak długo. Postaram się opanować!

      Usuń

Twój komentarz